George Orwell, Brak tchu. Recenzja

Zamach na własne marzenia

George Orwell jest (lub chociaż być powinien) pisarzem bliskim zupełnie zwyczajnym ludziom – takim z brakami w gotówce, z problemami w pracy, z prostymi marzeniami. „Brak tchu” jest kolejnym na to przykładem, obok choćby „Vivat Aspidistra” czy dotyczących problemów społecznych esejów pisarza. Bohater powieści to, jak opisuje go sam autor w liście do przyjaciela: „facet w średnim wieku, mieszkający w domku na przedmieściu; stać go na głębszą refleksję, odebrał całkiem niezłe wykształcenie, a nawet powiedziałbym, że lubi książki”, czyli nic specjalnego. Dodajmy do tego krótkiego „bio” również fakt, że George Bowling, bo tak się nazywa ów facet, ma nadwagę, poczucie własnej przeciętności, rodzinę, z której niekoniecznie jest zadowolony oraz cięte i gorzkie spojrzenie na świat.

Jego rozczarowanie rzeczywistością piętrzy się w prowadzonym przez całą książkę monologu, atakuje nas i bawi, prowadząc do aktualnej i wciąż świeżej refleksji. Mimo że powieść ta została napisana w roku 1939, a i jej akcja dzieje się w przeddzień wielkiej katastrofy, którą zgotowaliśmy światu, Orwell nie pokazuje swojego dojmującego oblicza. Wzbudza uśmiech, plącząc uczucie rozbawienia z ckliwą melancholią, ponure czarnowidztwo z pierwszorzędnym humorem. Jest przy tym uniwersalny.

Nad miastem przelatują bombowce. Świat stoi na krawędzi i już niedługo z niej spadnie, staczając się w dół, na łeb i szyję, ku otchłani i ku zgubie. Bohater dobrze o tym wie, wiedzą to także wszyscy naokoło. Nie wie jedynie jego żona, która nawet w razie ataku bombowego martwiłaby się, jak zaoszczędzić na wydatkach i utrzymać w ryzach domowy budżet. George Bowling jest tym zmęczony,  drażni go przytłaczająca rzeczywistość i alarmujący rozwój wypadków, nuży go również własne życie, codzienność, bezsilność. Najzwyczajniej brakuje mu tchu.

George-Orwell-BBCUkrywa więc przed żoną trochę oszczędności i zamierza uciec. Nie chce jednak uciekać na stałe, o nie! Tylko na parę dni, tylko na moment, by odświeżyć myśli, by doznać oczyszczenia. A gdzie? Najlepiej tam, gdzie najbezpieczniej – do „kraju lat dziecinnych”, do słodkiej „złotej krainy”, do słonecznej wioski, w której się wychował, a której nie odwiedzał już dwadzieścia lat. Do miejsca, w którym panuje wieczne lato, gdzie będąc jeszcze nieopierzonym chłopięciem, przez długie godziny włóczył się z kolegami po lasach, łąkach i sadzawkach. W ten właśnie sposób George Bowling zamierzał odpocząć od fochów żony i wrogich zapowiedzi przyszłości, wybrać się na ryby i złowić nareszcie te gigantyczne karpie – symbol swoich niespełnionych marzeń. Bo łowienie ryb jest przeciwieństwem wojny.

Świat płata mu jednak psikusa i pozbawia nadziei. Jak się bowiem okazuje – a wiedzieć to powinien każdy bez względu na płeć i życiowe zajęcie – czas płynie, a wraz z jego upływem wszystko się zmienia. Powrót do czasów dziecięcej beztroski nie jest możliwy. Nigdy.

„Powiecie być może, że patentowany ze mnie głupiec. Możliwe. Zaręczam jednak, nie przypuszczałem, że będzie aż tak źle” – powie rozczarowany Bowling, stając twarzą twarz ze swoimi  beztrosko prostymi marzeniami. Warto wiedzieć, że „Brak tchu” posiada wiele wątków autobiograficznych. Słoneczna kraina dzieciństwa opisana tu przez Orwella, to tak naprawdę okolica jego własnego domu rodzinnego, gdzie pisarz, będąc jeszcze chłopcem, uprawiał te wszystkie dziecięce rozrywki bliskie również sercu George’a Bowlinga. Poglądy na cierpki smak rzeczywistości naszego bohatera, to także poglądy samego pisarza. Bowling mówi głosem Orwella, mimo że nie jest żadnym intelektualistą, a prostym agentem ubezpieczeniowym, któremu najzwyczajniej brakuje tchu. Orwellowi również go brakowało, a ówczesne myśli dotyczące kierunku w jakim zmierza świat, były u niego czarne jak smoła.

Mimo że Bowling jest raczej antybohaterem i żaden z niego przykład do naśladowania, utożsamić się z nim możemy bez trudu. Już początkowe strony historii, gdzie przygruby agent wylewa z siebie całe hektolitry goryczy na dom, pracę, dzieci i żonę, sprawia, że czujemy się jak u siebie. Jest też w tej postaci coś sympatycznego – świadomość porażki własnej i świata oraz próba ucieczki ku krainie szczęśliwości, wyposaża go w swoistą mądrość. Bowling nie jest cymbałem – ma łeb na karku i wiele dobrych uczuć. I choć Orwell z jednej strony uwypukla jego złe cechy, to przykrywa je także tymi szlachetnymi, stając tym samym po stronie zwykłego człowieka, w którym tak naprawdę tkwi siła naszego świata. Robi to zresztą nie pierwszy raz. Zawsze jednak w dobrym stylu.

George Orwell, Brak tchu, tłum. Bartłomiej Zborski, wyd. Bellona, Warszawa 2012.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Experyment
Blog recenzencki. Cel: pisać, czytać, opowiadać. Książki to przecież nie tylko hobby, ale najstarszy sposób na przekazywanie wiedzy i myśli.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 46 obserwujących.

%d bloggers like this: