Mroczna Wieża III (komiks): Zdrada. Recenzja.


Ka-tet w szponach zdrady

Kleszcze zdrady zaciskają się wokół murów Gilead. Zło może uderzyć zewsząd – lepiej patrzeć na ręce nawet tym, którym rewolwerowcy ufają. Ka-tet Rolanda musi strzec się nie tylko siatki szpiegów i zastępów wrogów czających się gdzieś za horyzontem, ale też mieć się na baczności przed fałszywymi przyjaciółmi. Dłonie gorączkowo ślizgają się po rękojeści rewolwerów, a atmosfera staje się napięta, bo niebezpieczeństwo jest tuż-tuż. Ale nikt w baronii Nowy Kanaan nie spodziewa się, że maca już swoimi szponami twarze starych rewolwerowców, że drażni usta, nosy i uszy ich synów. Czai się w mroku i czeka na odpowiedni moment.

Mroczna-Wieza-Zdrada-1Fabuła koncentruje się wokół dworu Gilead, na którym trwają przygotowania do celebracji oficjalnego pasowania Rolanda, Alana i Cuthbert na rewolwerowców. To zasłużona nagroda za odwagę i poświęcenie podczas krwawych wydarzeń w nadmorskim miasteczku Hambry w baronii Mejis. Choć dla Rolanda tamte dni już na zawsze pozostaną zarówno najpiękniejszymi chwilami w życiu (miłość do Susan Delgado), jak i największą traumą (śmierć Susan na stosie), która nie opuści rewolwerowca nawet, gdy wiele lat później już jako dorosły mężczyzna wyruszy na poszukiwania Mrocznej Wieży. Młodzi rewolwerowcy narażeni są na ataki zazdrosnych rówieśników, Roland ściera się z przerażającą mocą Grejpfruta Maerlyna, szpetna sekutnica Rhea z Cöos jątrzy w swoim chorym umyśle kolejną ranę, a matka Rolanda – nieszczęsna Gabrielle – och, nie chcielibyście wiedzieć, co ona wyczynia…

– Upiekło ci się. Teoretycznie mógł kazać cię stracić za zdradę stanu.
– Przynajmniej nie musiałbym być miły dla matki – odpowie cynicznie Roland na słowa Cuthberta.

Mroczna-Wieza-Zdrada-2Trzeci tom komiksowej „Mrocznej Wieży” okrasza postać dość niezwykłej, jak na realia do których przywykliśmy, niewiasty. Akces przystąpienia do twardego, męskiego towarzystwa zgłosiła Aileen Ritter – siostrzenica mistrza Corta. Aileen nie chce pogodzić się z, wyznaczoną jej przez tradycję, rolą kobiety i żony, ponieważ ma serce rewolwerowca. Dziewczyna jest uparta, zadziorna i charyzmatyczna, poza tym świetnie strzela. Nie zapomina też oblicza… swojej matki. Celuje okiem, strzela umysłem. Być może los skaże ją także na zabijanie sercem, bo wszystko wskazuje na to, że scenarzyści zaplanowali dla Aileen jakąś poważniejszą rolę.

Jeżeli chodzi o kwestie techniczne, to zarówno wykonanie (twarda okładka, szycie, najwyższa jakość papieru), jak i strona edytorska, ponownie nie pozostawiają nic do życzenia. Od strony graficznej nadal obowiązuje minimalizm w tłach i kolorystyczna wirtuozeria (mocna paleta nasyconych barw); „detalizm” jest najwyraźniej czymś od czego na dobre uciekli autorzy strony wizualnej. Maciej Gierszewski z Kopca Kreta zwrócił uwagę na stylistykę narratorską, w myśl której narrator zwraca się gawędziarskim tonem bezpośrednio do czytelnika. Cytując Maćka, „taka koncepcja narratora zupełnie nie pasuje do języka komiksu”. Dopowiem tylko, że jest to zabieg stworzony specjalnie na potrzeby komiksu, nie zaadaptowany z powieściowego cyklu „Mrocznej Wieży”. Jeśli zaś całość akceptuje Stephen King, to pozostaje mi tylko pozostawić do oceny tę koncepcję każdemu czytelnikowi z osobna.

Mroczna-Wieza-Zdrada-3Świetną wiadomością jest natomiast fakt, że Wydawnictwo Albatros zapowiada ciągłość wydawniczą kolejnych tomów „Mrocznej Wieży”. Wiemy też już na pewno, że nie będzie ich pięć, tylko osiem. Roland, potomek w linii prostej Arthura Elda, będzie miał więc jeszcze pełne ręce roboty. My zaś będziemy mogli to wszystko oglądać i przeżywać razem z nim oraz jego ka-tet. Dobra to nowina, bo przecież uniwersum Mrocznej Wieży jest jednak światem nie do pomylenia z żadnym innym.

Mroczna Wieża III (komiks): Zdrada; Robin Furth (fabuła), Peter David (scenariusz), Jae Lee & Richard Isanove (rysunki), Stephen King (koncepcja literacka), tłum. Zbigniew A. Królicki, wyd. Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze. Recenzja.


Nie jest zbyt dobrze

„Tak jest dobrze” to trzeci zbiór opowiadań Szczepana Twardocha, autora „Wiecznego Grunwaldu”. Opowiadań jest sześć, a ich tematem nadrzędnym jest ludzka cielesność, tragiczna kondycja psychiczna bohaterów – najczęściej ludzi z pokolenia Twardocha – i zaklęte w niej dramaty.

Książkę otwiera najlepsze opowiadanie w całym zbiorze. „Gerd” to historia bardzo starego Ślązaka, z nieuleczalną traumą z czasów wojny. To były snajper SS „Nordland”, którego czyny ciągną się za nim nawet po półwieczu. Człowiek zgorzkniały, wyprany z dobrych uczuć, potępiony przez świat i samego siebie. Najboleśniejszą tragedią Gerda Piontka jest jednak jego potomek – zniewieściały syn, emocjonalne zero, za którego ojciec-morderca się wstydzi. W opowiadaniu warto wychwycić efektowny fragment, w którym przeżywający osobowościowy dualizm Gerd, dzwoni do Radia Maryja, przemawiając wielorakimi głosami różnych ludzi. Jak przystało na rodowitego Ślązaka, Twardoch popisuje się nienaganną gwarą, co dodaje „Gerdowi” swojskiego, regionalnego klimatu.

„Masara” dotyka problemu tolerancji i braku akceptacji. Tytułowa bohaterka to śląska licealistka, przezwana tak w związku ze swoją ogromną nadwagą. Szpetota ciała wyzwala w Paulinie dogłębne poczucie niższości i kompleksy, a szyderstwo rówieśników sprawia, że każdy dzień w szkole to dla dziewczyny dręczące katusze. Niedużo lepiej jest w domu, gdzie poczucie wstydu wzbudza świetnie wyglądająca matka, a swoje trzy grosze dorzuca komentująca wszystko bez skrupułów ciotka. Druga część opowiadania ukazuje pokolenie Y w krzywym zwierciadle, z fałszywym sensem oraz dominującą rolą mediów i komunikatorów społecznościowych, które mają być namiastką remedium na samotność i życie pozbawione metafizycznej powłoki (ponure, puste życie playboya-rockandrollowca marnującego spory potencjał). Swoją drogą, Twardoch jest dla społeczeństwa zbyt łaskawy, bo problem nadwagi i otyłości zaczyna powoli dotyczyć jego sporej części, a nie jednostek. Może więc warto posłuchać rady ciotki-lekarki, zacząć ćwiczyć i wziąć się z kompleksami za bary? Bo „śmieszność jest gorsza od śmierci”, jak dowiemy się później z opowiadania „Uderz mnie”.

„Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka” to portret zahukanego, nieśmiałego dziwaka zdominowanego przez wychowującą go samotną, despotyczną matkę. Kurczyk nie może się uwolnić od jej panowania nawet kilka lat po śmierci. Nie wyrzuca gnijącego jedzenia, „które kupiła mamusia”, codziennie przynosi jej do przeczytania ulubione gazety. Choć nieźle zarabia, jest w pracy popychadłem. Ma sylwetkę niedbającego o siebie chuchra, stąd nienawidzi pięknych kobiet i dobrze zbudowanych mężczyzn. Tłumiący wewnątrz siebie żądzę i pożądanie, brzydzi się seksem, czując wstręt do własnej cielesności. Wyładowuje się, oglądając w zamkniętym pokoju dziesiątki filmów porno ściągniętych z Internetu. Starając się odmienić życie, pod wpływem nagłego impulsu, zachęcony przez tajemniczą kobietę, Kurczyk przekracza niebezpieczną granicę. Wkracza na teren dla niego nieprzeznaczony, gdzie w powietrzu wisi nieszczęście i zguba. To opowiadanie o próbie odmienienia własnej tożsamości, zatarcia przeszłości, wykastrowania nieśmiałości. Bo często jest tak, że nasze „ego” to od momentu narodzin nasz największy wróg.

Największym problemem Twardocha jest… jego literacki  potencjał, nad którym w niektórych partiach tekstu nie do końca panuje, nurzając się w językowym serwilizmie. W sporych fragmentach pisarz brnie w nachalną poetykę, mnoży fantasmagoryczne opisy, przerośnięte filozoficzne frazy, wrzaskliwe monologi. Wdaje się w manieryczne odwracanie szyku w zdaniach, które stosowane z umiarkowaniem tworzą charakterystyczną stylistykę, ale powielone dziesiątki razy zaczynają przypominać barokowe wieże, wklejone w panoramę hotelu Marriott. Momentami autor zostawia czytelnika bez tchu i możliwości dokonywania własnych obserwacji, wyciągnięcia z tekstu prywatnych, choćby nawet błędnych interpretacji.

Smutnym podsumowaniem zbioru jest opowiadanie tytułowe, inspirowane twórczością Cormaca McCarthy’ego. To ucieczka od bólu i straty w przestrzeń dzikich polarnych terenów, gdzie rządzi przyroda, a noga człowieka stąpa tu jedynie z konieczności. Tundra jest metaforą zagubienia i wyjałowienia spowodowanego pustką po stracie bliskich, której nie da się niczym wypełnić.

Tragicznym, zniewolonym i nieudacznym bohaterom autor, jako uwolnienie się od bagna codzienności, proponuje samobójstwo (nie tylko w tym opowiadaniu). To dekadencka wizja gnijącej przyszłości generacji Y, której Twardoch pozostawia tylko niewielki świetlik nadziei, marne złudzenia i poszarpane perspektywy. Dla niektórych ocena będzie zbyt surowa, dla innych okaże się efekciarskim „straszakiem”, zaś co bardziej cyniczni przyklasną z gorzkim uśmiechem. Jakkolwiek by nie było – lepiej uważać. Bo z pewnością nie jest zbyt dobrze.

Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku. Recenzja.


Punkt oparcia genialnego paranoika

Jak słusznie zauważył Maciej Parowski, o wymowie i znaczeniu „Człowieka z Wysokiego Zamku” najdobitniej świadczy fakt, że zarys fabularny książki znają z grubsza rzecz biorąc wszyscy – nawet ci, którzy jej nie czytali. Wieloletni redaktor naczelny „Fantastyki” wspomina ciężkie czasy lat 80. – okres, kiedy ówczesnej cenzurze nie bardzo po drodze było z Dickowską wizją. Fantastyka miała wtedy ogólnie „pod górkę” – mainstreamowi wydawcy niechętnie angażowali się w prozę spod znaku SF. „Człowiek z Wysokiego Zamku” był jednak zbyt łakomym kąskiem. Po dziewiętnastu latach od amerykańskiej premiery, w 1981 roku SW „Czytelnik” po raz pierwszy poczęstowała Polaków obrazem świata, przy którym nawet ponura peerelowska rzeczywistość nabierała jaśniejszych barw. „Historyczny, polityczny, metafizyczny dyskurs Człowieka z Wysokiego Zamku okazał się kluczem do polskiej przygody z historią w obu odsłonach. Tragicznej i pełnej nadziei” – wywodzi Parowski.

Dick osadził akcję powieści w drugiej połowie XX wieku (dokładnie w 1962 roku), na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Przedstawił nam alternatywną wizję świata, w myśl której to III Rzesza Niemiecka (z pomocą Włoch) wygrała II wojnę światową w Europie i Afryce, a za oceanem Japończycy podbili USA. Światem rządzą państwa osi – bezwzględnie wykorzystują swoją dominację, przewidując dla podbitych państw co najwyżej role uległych wasali.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-mapa (wikipedia.en)

Stany Zjednoczone podzielone są na trzy główne strefy: japońską na Zachodnim Wybrzeżu, niemiecką na Wschodnim Wybrzeżu oraz rozdzielającą je strefę buforową, którą wyznaczają w przybliżeniu Góry Skaliste. Europa prawie w całości zdominowana jest przez III Rzeszę, na wschodzie upadło wielkie mocarstwo rosyjskie, a jego mieszkańcy wespół z innymi Słowianami zostali wygnani daleko za dziki Kaukaz. Japończycy (ukazani jako naród łagodniejszy i bardziej cywilizowany niż Niemcy), którym przypadła w udziale lwia część Ameryki Południowej, „wznoszą w Brazylii siedmiopiętrowe gliniane bloki dla byłych łowców głów”. Afryka – olbrzymia, zdewastowana pustynia, pełna „duchów wymordowanych plemion” – podzielona na dwie strefy okupacyjne (włoską na północnym-wschodzie oraz niemiecką na południu i zachodzie) jest dla nazistów polem do straszliwych eksperymentów. Morze Śródziemne dzięki energii atomowej zostało „zamknięte”, osuszone i przekształcone w pola uprawne. A na dodatek Niemcy kolonizują Marsa, w planach mając podbój całego Układu Słonecznego.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-2Realia alternatywnego świata odkształcają cały wizerunek planety, który my znamy z autopsji, a bohaterowie powieści z tajemniczej książki „Utyje szarańcza” niejakiego Hawthorne’a Abendsena – tytułowego „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Dla nich „alternatywną wizją” jest historia, w której Niemcy i Japonia zostały w czasie wojny pokonane przez aliantów. Abendsen opisuje taki bieg wydarzeń ze wszystkimi jej konsekwencjami, a lektura jego książki na ziemiach rządzonych przez nazistów jest surowo zakazana.

Światem Dicka rządzą zazębione ze sobą społeczno-polityczne mechanizmy. Robert Childan musi kłaniać się w pas każdemu Japończykowi, ale nie może pozwolić sobie zostać przyłapanym na dźwiganiu ciężkiego bagażu – od tego są niewolnicy, kręcący się po okolicy. W przeciwnym razie utraciłby prestiż w oczach „wyższych sfer”. W życiu prywatnym nie ma miejsca na ujawnianie prawdziwych uczuć. Na terenach nazistowskich panuje zaostrzona segregacja rasowa (Żydzi wciąż są eksterminowani), pojawia się też jakże współczesny problem emerytów („w naszym społeczeństwie nie rozwiązaliśmy problemu ludzi starszych”). Amerykański pisarz w przemyślny sposób dokonuje charakterystyki najbardziej wpływowych, najwyższych rangą niemieckich przywódców (str. 131). Ideologia nazistowska w pewnym momencie zostanie określona jako „psychopatyczny feler niemieckiego umysłu”.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-3Istotną rzeczą jest sprawa przedefiniowania wartości kulturalnych w różnych częściach świata. Dla Japończyków najcenniejszymi antykami stają się amerykańskie przedwojenne symbole lub popkulturowe gadżety podbitego kapitalistycznego społeczeństwa (broń z okresu wojny secesyjnej, plakaty, zegarek z Myszką Miki). Dick alegorycznie podkreśla również różnicę pomiędzy zabytkiem a falsyfikatem. Pod pretekstem dylematów na temat komercjalizacji sztuki gani Amerykanów („wytwory amerykańskich rzemieślników nie nadają się na nic lepszego jak wzory tandetnych amuletów”), by w ostatniej chwili słowami Childana przywrócić im resztki godności.

Za pomocą „prostego” skądinąd tricku odwrócenia losów wojny, Dick stworzył absolutny kanon literatury science-fiction. Powieść Philipa K. Dicka nawet kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny czyta się z uczuciem niepokoju. Lekkość opowiadania zastosowana przez Dicka (proste, krótkie zdania, różne punkty widzenia bohaterów, dobrze zawiązane wątki) przeplata się z refleksjami filozoficznymi, metafizycznymi i estetycznymi.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-okladka-USATworząc „Człowieka z Wysokiego Zamku”, pisarz wielokrotnie „radził się” I – cing, Księgi Przemian – kanonicznego dzieła taoizmu i konfucjanizmu. I choć jego paranoiczne widzenie świata skłaniało go ku tezie, że „cokolwiek się zdarzy, zło zawsze zwycięża”, to szlachetni bohaterowie Dicka – buntujący się przeciwko owemu „złu” w najbardziej nawet paskudnym i bolesnym otoczeniu – przeważnie odnajdują bezpieczną drogę ku słusznym decyzjom. To zawsze tworzy jakiś punkt oparcia.

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku, przeł. Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

Rafał Niemczyk zwycięzcą XI Konkursu Literackiego im. Haliny Snopkiewicz


1 grudnia w Zawierciu został rozstrzygnięty XI Ogólnopolski Konkurs Literacki im. Haliny Snopkiewicz. Pierwszą nagrodę w kategorii „Proza” otrzymał Rafał Niemczyk, za opowiadanie „Kobieta i mężczyzna z szafy”. Na tegoroczną edycję konkursu wpłynęła rekordowa ilość 335 prac autorstwa 160 uczestników, także spoza Polski (z Niemiec i Włoch).

Ceremonia nagrodzenia laureatów odbyła się w Klubie NOVUM. W skład jury weszli uznani krytycy literaccy, poeci, prozaicy i felietoniści: Bogdan Dworak, Olgerd Dziechciarz, Marek Kowalik (znany też jako Marek Krystian Emanuel Baczewski).

Jurorzy zgodnie podkreślali wysoki poziom konkursu oraz różnorodność gatunkową nadesłanych utworów. „Każda z prac prezentuje inny rodzaj literatury, szczególnie mocno zarysowała się różnorodność na obszarze prozy. Napłynęło parę kilogramów prac prozatorskich, długie fragmenty opowiadań, esejów i literatury dokumentalnej. Zwycięskie teksty są godne publikacji w największych magazynach kulturalnych. Większość prac reprezentuje równe wartości literackie” – podsumował wyniki konkursu Marek Kowalik podczas tradycyjnego wieczoru literackiego.

Laureaci XI Konkursu Literackiego im. Haliny Snopkiewicz:

PROZA

I nagroda:

Rafał Niemczyk (Jaworzno)

Marian Lech Bednarek (Czernica)

Wyróżnienia:

Magdalena Dworak (Poręba)
Piotr de Peslin Lachert (Spoltore we Włoszech)
Karolina Szołtek (Zawiercie)
Ewa Toborowicz-Kozjak (Pilica)

POEZJA

I nagroda:

Paweł Podlipniak (Radom)

II nagroda:

Ewa Toborowicz-Kozjak (Pilica)
Katarzyna Zychla (Sieniawa Żarska)

Wyróżnienia:

Czesław Markiewicz (Zielona Góra)
Małgorzata Stachowiak-Schreyner (Sulechów)
Robert Wieczorek (Kielce)

Opowiadanie Rafała „Kobieta i mężczyzna z szafy” możecie pobrać i przeczytać TUTAJ.

Mieczysław Porębski, Spotkanie z Ablem. Recenzja.


List pisany do nas

Według Mieczysława Porębskiego, wybitnego historyka, teoretyka i krytyka sztuki, ikonosfera rekonstruuje przestrzeń epoki, zarówno tę rzeczywistą, jak i utajnioną, pozostającą w sferze imaginacji. Profesor zdefiniował to pojęcie, aby nadać wyraz całości obrazów wypełniających przestrzeń człowieka, zwracając jednocześnie uwagę na zmienność tego wypełnienia. Ikonosferę mogą współtworzyć widoki, osoby, miejsca, ale także idee, historia, tradycja i mnogość innych czynników społeczno-kulturowych. Dziś ikonosfera wyłania się głównie z architektury, mass-mediów i współczesnej kultury masowej w całej rozciągłości. W „Spotkaniu z Ablem” Mieczysław Porębski sięga znacznie głębiej.

Czwarty tom serii dzieł wybranych Mieczysława Porębskiego otwierają teksty pochodzące z lat 80. i 90., a kończą rozmowy z przyjaciółmi (uczniami) z początku XXI wieku. Profesor jawi się w tych tekstach jako wrażliwy, ale i surowy, wymagający od sztuki bardzo wiele odbiorca, pełen głębokiej wiedzy erudyta, ale i człowiek zdający sobie sprawę z własnej „małości” względem diapazonu sztuki i jej wszechoddziaływania. Humanista sercem i rozumem. Ambasador polskiej sztuki za granicą. Przedstawiciel nieco zapomnianego, a z pewnością zrewolucjonizowanego dzisiaj zawodu krytyka sztuki, który łączy portrety artystów z refleksją historyczną i analizą przemian społeczno-kulturowych.

Tytuł książki nawiązuje do biblijnego mitu Kaina i Abla, swoistego „mordu założycielskiego”. Kain, zamordowawszy brata, wyrusza na wschód od Edenu, by stworzyć  podwaliny pod przyszłe społeczeństwo i cywilizację, ale także sztukę. Bo piętno Kaina głęboko naznaczyło sztukę. Abel, choć staje się ofiarą, jest równocześnie zagrożeniem, jego osoba niesie ze sobą obawy. To esencja dobra i zła, nie jako ambiwalentnych bytów, ale jednej masy, położonej nie na przeciwnych szalach wagi, lecz tworzących tę wagę, ulepionej z dwóch skrajnie różnych gatunków gliny. To uosobienie i esencja sztuki oraz celów, jakie sama przed sobą powinna stawiać. Tam, gdzie istnieje zło, rodzi się sztuka najwyższej próby. Bo po stokroć gorsza od fascynacji złem jest banalizacja zła, na którą cierpi współczesny świat.

Tadeusz-Brzozowski-Kuchenka„Miejsce sztuki – słowa, obrazu – jest nie poza, ale pomiędzy Dobrem i Złem, nie po to jednak, by się „angażowała”, ale by dawała tej sytuacji, sytuacji w y b o r u, świadectwo właśnie” – pisze Mieczysław Porębski. „Bo milczenie winno być zachowane na cmentarzu, ziemi przeklętej, która połknęła krew niewinnego, ale wszędzie gdzie indziej, na wschód od Edenu, w tułaczej ziemi Nod sztuka budowania miast i wierszy winna być pomimo wszystko uprawiana”.

Zbiór tekstów rozpoczyna analiza malarstwa Tadeusza Brzozowskiego – abstrakcjonisty. Stworzył on „wokabularz słów arcyrzadkich” – fundamenty jego dzieł zaczepiały się w pustce właśnie za pomocą Słowa. „Nikt nie opisze koloru, na tym polega malarstwo” – mówi Porębski. Posiłkuje się przy tym doktrynami Andre Bretona, założyciela i twórcy nurtu surrealizmu, przypominając, że „komentowanie obrazu słowami zuboża go o to, co jest w nim nie do opisania”. Brzozowski odwrócił sytuację „stworzenia plamy i nazwania jej”, malując właśnie słowa przekształcone w obrazy.

Spotkamy się później z malarstwem „infracerebralnym” Jerzego Tchórzewskiego, zadając pytanie z milczącym legionem odpowiedzi: czy można przystosować się do apokalipsy?
Skrzyżujemy spojrzenia z fantasmagorycznymi postaciami, wyzierającymi zza onirycznych krajobrazów, namalowanych na płótnie fotograficznym przez kubistę, nadrealistę – Jerzego Skarżyńskiego.
Poznamy motywy twórczości Marii Jaremianki, twórczości uwikłanej w historię i politykę. Zajrzymy w abstrakcyjną, opatrzoną cyframi rzymskimi, przestrzeń Stefana Gierowskiego.

Jerzy-Skarzyński-Portret-Inkwizytora

Adam Hoffmann, demiurg, anatom, gimnastyk, rysujący z medyczną precyzją, opowie o miłości do ludzkiej niedoskonałości. Stworzył rysunki człowieka uwstecznionego, zniekształconego, tragicznie samoświadomego, „człeko-zwierzęcego” i „człeko-owadziego”.

„ – Miłość do ludzi.
– ?
– Zgoda na to, czym jest człowiek”.

Zapoznamy się ze świadectwem Jonasza Sterna i Grupy Krakowskiej – „odpowiedzią na czasy pogardy, które mijały, i na czasy narzuconego milczenia, które przyszły później”. Te krajobrazy-epitafia połączone węzłem egzystencjalnym, w którym uczestniczą zarówno twórca, jego trofea, jak i działania, poprzez które powraca on do najbardziej elementarnych praw natury („człowiek łowca jest zarazem człowiekiem złowionym”).

Wiązaniem będzie tutaj postać animatora życia kulturalnego, reżysera, malarza, scenografa, grafika etc. – Tadeusza Kantora. Idea Kantorowska to idea improwizacji – stąd powrót do tradycji teatru niezinstytucjonalizowanego. To wspólnota ludzi, ich wzajemnych doświadczeń, przemian, układów, ale także wątków, pomysłów, przenośnych rekwizytów. Z takiej wspólnoty twórca spektaklu, artysta-inspirator układa nową, trudną do przewidzenia całość. To szkoła twórczych podmiotów, współpraca z suwerennym aktorem, nie zawsze profesjonalistą, czasem nawet i widzem.

Zbigniew-Gostomski-Wieza-BabelOdwiedzimy „Wieżę Babel” Zbigniewa Gostomskiego. Zastanowimy się nad fenomenem fotografii Zbigniewa Dłubaka i nad tragizmem zdjęć Tomasza Kizny. Rozszyfrujemy dzieło „Vitae Lampadae Traditae” Zbigniewa Makowskiego. Galeria sztuki nowoczesnej zaprezentuje „technologiczne” dzieła – prototypy „Laski tułacza”, „Rzecznika” czy „Pojazdu bezdomnych” Krzysztofa Wodiczko oraz słynne instalacje Mirosława Bałki, którego metalowym kontenerem zachwycała się publiczność londyńskiej Tate Modern, i który wyrzeźbił na wzgórzu w Kalifornii plan swego rodzinnego domu w skali 1:1.
Wymieniłem sporo nazwisk, by oddać ogrom pracy profesora, ale „Spotkanie z Ablem” zawiera ich o wiele, wiele więcej.

Mieczysław Porębski każe się też zastanowić nad kryzysem świadomości, kulturalnym kryzysem epoki, kryzysem czasów nowożytnych. Jak określić, podzielić, sklasyfikować nowoczesność, Baudelaire’owską modernité? Jak spojrzeć na postmodernizm – twórcze imitatorstwo wszelkich stylów i epok? Profesor wskazuje na „przełomy, w których dokonuje się zmiana lub następuje daleko idące przewartościowanie osiągającego swą pełnię s t y l u .  Przełomy, „które znamionują zmianą bądź równie daleko idące przewartościowanie usensowniającego stylową formułę k o d u”.
Przy czym styl, także współczesny, umieszcza nie tylko pod postacią pojęcia stricte artystycznego, ale także stylu życia, współżycia, uprawiania zawodu, świętowania.
Kod zaś jako sposób odczytywania i pojmowania świata, tryb znajdowania w nim – i uwidoczniania – szczególnie znaczących, organizujących nasze życie i zachowania punktów odniesienia.
Mieczysław Porębski przywołuje podział na epoki i style Johanna Wicckelmanna oraz Gambattisty Vico. Zastanawia się nad granicami współczesności.

MOCAK-Biblioteka-Mieczyslawa-Porebskiego

„Coś może „mieć wartość” lub „być wartością”. I dzieło sztuki właśnie jest wartością autonomiczną, jak żywy człowiek. Nie da się jej zastąpić. To list pisany do nas, rękopis” – mówi Krystyna Czerni.
W kończących książkę rozmowach ze swoimi uczniami i następcami profesor wylicza dokonania sztuki, odnosi się do własnych przemyśleń człowieka kilku epok. Wyłania się z tego obraz czułego, wrażliwego, choć wymagającego obserwatora, który odsłania sztukę, czaruje, przysłania, oddziela.
„Profesor widzi kulturę jak wielki gmach z rozmaitymi piętrami, gdzie wszyscy ze wszystkimi rozmawiają – dodaje Czerni. – Czytając jego teksty, ma się poczucie intymnej bliskości z artystami wszystkich epok. Jemu się naprawdę wszystko ze wszystkim kojarzy”.

To wielkie szczęście i ogromna satysfakcja móc, jeśli nie porozmawiać, to choćby posłuchać wyrazistych głosów płynących z wnętrza tego gmachu.

Mieczysław Porębski, Spotkanie z Ablem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: