Eduardo Mendoza, Lekka Komedia. Recenzja.

Kryminalna farsa w Barcelonie, czyli
o konsekwencjach zejścia na manowce

Na pierwszych stronach gazet procesy norymberskie, Ingrid Bergman i Salvador Dali. Kino zakrada dla siebie niemalże całą sympatię odbiorców kultury – wieszczy się rychły koniec teatru. Lipiec, rok 1948. Żar leje się z nieba wprost na bohaterów katalońskiej kroniki. To kolejne lato z ich życia. Dla niektórych – jak się później okaże – to ostatnie lato młodości.

Carlos Prullas jest autorem błahych i lekkich komedii z zabójstwem w tle. Nie tak łatwo go polubić. Leniwy tryb życia, opieszale kręcący się wokół teatru i kobiet, wątpliwe wybory moralne, irytująca pewność siebie, przewrażliwienie i samolubstwo – artystyczna dusza autora nie ratuje jego reputacji w oczach czytelnika. Życie don Carlosa, rozpięte między Barceloną (tu mieszka samotnie i dogląda prób w teatrze), a małym miasteczkiem Masuou (tu jest jego dom, żona i dzieci, tu ucieka, kiedy wpada w kłopoty) – nie dąży w żadnym konkretnym i głębszym kierunku.

Śledząc obyczaje

Początkowo trudno rozgryźć, gdzie prowadzi ta opowieść. Mendoza rozkręca się powoli i ostrożnie ujawnia swoje intencje. Śledzimy jak Prullas chadza do teatru i kina, dyskutuje z przyjaciółmi na temat tychże, obserwujemy jego relacje z kobietami, patrzymy, jak bez emocji wplątuje się w kolejne romanse, popija kawę i czyta gazety. Carlos bez skrupułów korzysta też z majątku bogatej żony – swoich oszczędności nie posiada. Jest królem sam dla siebie i królem publiczności – rozkochanej w komedyjkach pisanych jego piórem. Mendoza formułuje rozbudowane dialogi i piętrzy płaskie problemy każdego z bohaterów. Jest przy tym pieszczotliwy w opisywaniu  prozaicznych czynności, tworzy naturalną, bezpretensjonalną narrację, posługuje się lekkim i precyzyjnym językiem. Mimo że trudno nam znaleźć oś opowieści i szukamy jej pośród snutych przez autora ścieżek, to z przyjemnością zadamawiamy się w tej właśnie Barcelonie. Czujemy się dobrze w opowieści Mendozy i czerpiemy przyjemność z obcowania z jej przyjazną elegancją. Kronikarsko opisywane szczegóły z życia bohaterów jawią się tu jako zgrabna karykatura pospolitych czytadeł, które do niczego nie dążą i o niczym nie mówią. Gdzieś jednak w połowie tej sielanki ton opowieści się zmienia. Prullas spada z wygodnego tronu. A to za sprawą pewnego trupa i nadgorliwego detektywa.

Barcelona-panorama (fot. Ivan Mlinaric)

Tajemniczy splot oszustw, zatargów i rozczarowań

Zmiana nadchodzi wraz z dziwaczną nocą, którą Prullas spędza w barcelońskich klubach z dopiero co poznanym człowiekiem. O Vallsigorim nasz autor komedii słyszał już niejedno – nie miał jednak okazji go wcześniej spotkać. Panowie wymykają się wspólnie z nudnego przyjęcia tzw. wyższych sfer, by spędzić noc na konsumowaniu drinków i gorliwych dyskusjach w lokalach o raczej złej reputacji. Żegnają się o świcie. Dwa dni później do drzwi komediopisarza zapuka Lorenzo Verdugones – zagorzały przeciwnik komediowych opowiastek kryminalnych („mogę pana zapewnić, że zbrodnia nie ma w sobie nic zabawnego. Pokazywanie jej w sposób budzący śmiech jest według mnie działaniem dekadenckim prowadzącym do zepsucia; nie chciałbym pana urazić, ale to po prostu łajdactwo”), a także radykalny, potępiający rozluźnienie obyczajów i najzwyczajniej namolny detektyw. Romans z początkująca aktoreczką, króciutka znajomość z Vallsigorim i kilka innych zbiegów okoliczności uczynią Prullasa głównym podejrzanym w sprawie o zabójstwo. Reputacja, idylliczne szczęście rodzinne, a także źródło pieniędzy zostaną poważnie zagrożone. Prullas będzie musiał się ratować. Będzie szukał pomocy u wpływowych ludzi i poprowadzi też własne śledztwo. Niestety żadna poszlaka nie przemówi za siebie wystarczająco wyraziście. A znajome osobistości też okażą się mało pomocne. Ksiądz, adwokat, pisarze – będą przerysowanymi, niemalże alegorycznymi wersjami uprawianych przez siebie zawodów. Nasz komediopisarz znajdzie się w patowej sytuacji. Zawiśnie nad nim istne fatum, którego nie sposób się pozbyć. My, czytelnicy, zaciekawieni rozwiązaniem tej zagadki, wplączemy się wraz z podejrzanym w zatrzęsienie pytań i poszlak, spędzimy chwile grozy w ciemnych zakamarkach, a autor i tak pstryknie nas w nos.

Barcelona (fot. Jeff-mika)Opowieść o dwóch Barcelonach

Barcelona w „Lekkiej komedii” jest miastem barwnym, żywym i „mięsistym”. Jest także miejscem różnorodnym. Podział na świat bogatych i wpływowych elegantów oraz smutną i zaniedbaną biedotę jest tu bardzo czytelny. Po wojnie stolica Katalonii nie jest rajem. Mendoza zaznacza to już na pierwszych stronach powieści, gdzie z lekka rysuje atmosferę tamtych dni, mieszając refleksje na temat ówczesnej mody i obyczajowości z problemami z zaopatrzeniem w żywność i standardami życia biedaków i emigrantów. Echa lat, które stanowią tło fabuły, przebijają się również w prasie regularnie czytanej przez głównego bohatera, a także w „pobocznych” dialogach, aż w końcu w postaciach, które Prullas spotka na swej pokrętnej drodze. Próbując wyplątać się z dręczących go podejrzeń, trafia nawet w mroczne i najniebezpieczniejsze zakątki Barcelony. Tam otrze się o śmierć. W  powieści Mendozy wyłonią się także inne opozycje – przysłuchamy się dyskusjom – „teatr czy kino?”, „komedia czy dramat”? „Mdłości” Sartre’a czy lekkie opowiastki? (Sartre nie pojawia się tu przypadkowo!). Ale to nie wszystko! Te niemalże pięćset stron dobrze napisanej prozy, zawiera w sobie jeszcze wiele treści dla czytelnika łakomego słonecznej przygody w Barcelonie „wykrochmalonych gorsetów i długich sukni; frywolnej i występnej, pełnej hipokryzji i lunatycznej”. Efektownej.

Eduardo Mendoza, Lekka komedia, tłum. Zofia Wasitowa, wyd. Znak, Kraków 2010.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: