Haruki Murakami, 1Q84 t.1. Recenzja.

Haruki Murakami, najsłynniejszy japoński pisarz współczesny, zdobywa w ostatnich latach coraz większą popularność w Polsce. Pojawiają się nowe książki i wznowienia starszych dzieł, a do najbardziej cenionych należą m.in. „Przygoda z owcą” (1982), „Norwegian Wood” (1987), „Kronika ptaka nakręcacza” (1995), „Kafka nad morzem” (2002), a także dwa bardzo udane zbiory opowiadań „Wszystkie boże dzieci tańczą” oraz „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”. Murakami zaczął pisać w 1978 roku, kiedy to podczas meczu baseballowego poczuł, jak sam mówi: „objawienie”. Od tamtej pory przeszedł wszystkie etapy pisarskiej popularności, by zostać docenionym przez krytyków w takim stopniu, że obecnie jest wymieniany jako realny kandydat do zdobycia literackiej Nagrody Nobla. Poza pisarstwem jest Murakami zapalonym biegaczem długodystansowym, rokrocznie mierzy się z co najmniej jednym maratonem.

Rozdwojenie czasu w blasku dwóch księżyców

Bohaterami najnowszej powieści Murakamiego są Aomame i Tengo. Losy tej dwójki przeplatają się, połączone wspomnieniami przeszłości. W czasie rzeczywistym nie jest im dane póki co się spotkać – rozdziały nieparzyste opowiadają o Aomame, części parzyste to historia Tengo. Oboje mają za sobą dzieciństwo naznaczone ciężkimi doświadczeniami.

Aomame to przebojowa, wkraczająca w średni wiek kobieta – instruktorka sztuk walki, masażystka, studentka akupunktury. Inteligentna, diablo zręczna, dbająca o każdy szczegół swojego wysportowanego ciała („Moje ciało to dla mnie świątynia” – mówi). I bardzo niebezpieczna. Aomame wypełnia bowiem co jakiś czas swoją misję, na zlecenie pewnej starszej pani – niewątpliwie ciekawej osobistości. Owa misja polega na eksterminowaniu mężczyzn, którzy na swoim sumieniu mają złe (lub bardzo złe) traktowanie kobiet. W erze popkultury, w jakiej niewątpliwie żyjemy, mogę napisać, że Aomame to taka „ulepszona wersja serialowego Dextera”. Ulepszona, bo wysyłająca swoje ofiary na tamten świat bez niepotrzebnego rozchlapywania krwi po całym pokoju zasłoniętym folią. Za pomocą spreparowanego w szczególny sposób szpikulca do lodu, który odpowiednio wbity nie zostawia śladów – niczym demoniczna Sharon Stone w „Nagim instynkcie”.

Tengo to dla intelektualistów z pozoru ciekawszy kąsek. Uzdolniony dwubiegunowo trzydziestolatek: z jednej strony bardzo dobry i ceniony przez uczniów wykładowca matematyki, po godzinach zaś początkujący pisarz i redaktor tekstów w magazynie literackim. Jego ustabilizowane życie przewraca się do góry nogami, gdy pewnego dnia wydawca i krytyk literacki Komatsu, który jednocześnie drażni i fascynuje Tengo, składa mu „niemoralną propozycję nie do odrzucenia”. Tengo ma poprawić opowiadanie „Powietrzna poczwarka”, przysłane na konkurs debiutów przez siedemnastoletnią Fukaeri. Komatsu widzi w tekście niesamowity potencjał. Dziewczynka jest bardzo tajemnicza, cierpi na dysleksję, nie potrafi dobrze czytać ani pisać, ma problemy emocjonalne, ale jest ponadprzeciętnie bystra i wrażliwa. Tengo, początkowo sceptycznie nastawiony do pomysłu wydawcy, daje się wciągnąć w skomplikowaną intrygę. Jednocześnie Fukaeri zaczyna go fascynować…

Czas może się posuwać, przybierając nieregularne kształty. Sam w sobie jest z natury równomierny, ale kiedy zostaje zużyty, zmienia się w coś nieregularnego. Niekiedy czas jest strasznie ciężki i długi, to znów lekki i krótki. Bywa, że to, co zaszło wcześniej, zamienia się miejscami z tym, co było później, a bywa nawet tak, że całkowicie znika. Zdarza się też, że czas, którego nie powinno być, zostaje dodany. Ludzie prawdopodobnie przez takie dowolne korygowanie czasu korygują znaczenie własnego bytu.

 

Nic nie jest tym, czym się wydaje

„1Q84” jest profesjonalną, dojrzałą powieścią. Metafory, porównania, opisy, dialogi, poetyka utworu – każdy czytelnik złakniony piękna literatury znajdzie tutaj coś dla siebie. A jednak są momenty, gdzie Murakami balansuje na granicy kiczu. Celowo opisałem powyżej szkielet fabuły, nawiązując do popkultury. Japończyk jest jednak w swojej prozie tak przekonujący, że na drobne zachwiania formy (charakterystyczne dla niego także w poprzednich powieściach) przymyka się oko, płynąc wraz z nurtem opowieści. A jest gdzie wypływać!

„1Q84” to powieść obyczajowa odwołująca się często do przemian w Japonii w latach 70. i 80., ocierająca się miejscami o realizm magiczny, która co krok zaskakuje nas transformacjami w świetnie skonstruowany thriller, horror (złowieszczy Little People…) czy też romans, doprawiony sporą dawką niewybrednej erotyki.
Murakami często bawi się nawiązaniami do klasyki literackiej: czy to umieszczając w tytule słynny rok Orwella, cytując stare japońskie poematy, a także dzieła swego słynnego poprzednika Ryunosuke Akutagawy, sięgając po starożytne rozważania Arystotelesa, „Alicję w Krainie Czarów” czy „Sachalin” Antoniego Czechowa. Pisarz ma w swoim dorobku przekłady Francisa Scotta Fitzgeralda, Trumana Capote’a czy Johna Irvinga – trudno na każdym kroku nie dostrzegać uczucia, jakim darzy sztukę pisania.

Proza Murakamiego wyłamuje się spoza wszystkich schematów, jest w charakterystyczny sposób eklektyczna, łącząc w zgrabny sposób elementy literatury pięknej i popularnej. Japończyk zmienia często sposób narracji, by z poważnego tonu przejść do kpiny, wydaje się czasem żartować z czytelnika. Porusza przy tym przeróżne życiowe zjawiska, częstokroć przez ludzi niedostrzegane, choć nie do końca wszystkim obce: dojrzałego wychowywania dzieci, religijności i skrajnych postaw z nią związanych (sekta Sakigake), obrony praw kobiet, samotności, ludzkiej wrażliwości i moralności.

Nie wyczerpuję wszystkich wątków ani osobistych spostrzeżeń na temat powieści, mając na uwadze, że to dopiero pierwsza część trylogii. Jestem przekonany, że Haruki Murakami szykuje na wiosnę swoim czytelnikom kolejną niespodziankę. Wszystko wskazuje na to, że Aomame i Tengo wkrótce się spotkają. W którymś ze światów, być może w tym, gdzie nocą na niebie błyszczą dwa księżyce.

Haruki Murakami, 1Q84 (tom 1), tłum. Anna Zielińska-Eliott, wyd. Muza, Warszawa 2010.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: