Don DeLillo, Punkt Omega. Recenzja.

Czas, przestrzeń i apokalipsa

Postaci tutaj jest zaledwie trójka. Elster – zgorzkniały myśliciel i transcendentalista w podeszłym wieku, Finley – niespełniony reżyser, narrator opowieści oraz Jessie – niedookreślona córka naukowca, wolontariuszka. Bohaterowie „Punktu Omega” Dona DeLillo przez kilka tygodni mieszkają w domu na pustyni. Z dala od cywilizacji, z dala od zgiełku dnia codziennego. Wyobcowanie oraz ciche relacje między nimi służą autorowi do poruszenia kilku interesujących kwestii. Mówi bowiem o kondycji naszej teraźniejszości i niepokojących prognozach na przyszłość, o złożoności procesu postrzegania i o zmienności odczuwania czasu,  o kontemplacji przestrzeni – a to wszystko na zaledwie stu stronach tekstu.

Elster jest „wydumany”, pyszny, zdystansowany. Na pustynię wycofał się po epizodzie pracy dla Pentagonu, gdzie miał być „filozofem obronności” – konsultantem rządowym w sprawie wojny w Iraku, który pozwalałby osadzić ją w ogólnych, humanistycznych kategoriach. Teraz zamyka swoją polityczną przeszłość. Przyjeżdża tutaj, by móc jedynie „siedzieć i myśleć”.

Finley odwiedza pustelnię, bo chce nakręcić o Elsterze film – bez cięć, bez sztucznego oświetlenia, na tle gołej ściany. Przez cały czas trwania dokumentu teoretyk wojenny miałby po prostu mówić. Film stanowiłoby świadectwo człowieka, który wsiąknął wojnę. Elster niechętnie podchodzi do tego pomysłu, nie daje reżyserowi jednoznacznej odpowiedzi.

Dopiero po jakimś czasie do tej dwójki dołącza Jessie i momentalnie staje się obiektem zainteresowania mężczyzn. Zdystansowany, podstarzały intelektualista okazuje się zaborczy wobec ukochanej córki, natomiast dla Finleya staje się ona obiektem fascynacji – „wgniata noc w początkujący dzień”.

Przez cały tok opowieści jej bohaterowie nie robią nic szczególnego – jedzą, rozmawiają, patrzą w dal „przytłoczeni przestrzenią i krajobrazem”. Jej sedno natomiast kryje się w krótkich, urywanych dialogach między nimi. Na pustyni tracą poczucie czasu, tutaj godzina i minuta trwa tyle samo. Inaczej jest w okowach cywilizacji. Elster zauważa, że: „z naszego życia wycieka czas. Miasta zbudowano po to, żeby go mierzyć, wyrwać z przyrody. Trwa niekończące się odliczanie. Kiedy zedrze się wszystkie powierzchnie i zajrzy głębiej, zostaje tylko zgroza”.

Jego wypowiedzi tworzą jednak wizje o wiele bardziej gorzkie. Elster formułuje alarmujące proroctwa. „Wszyscy jesteśmy zużyci!” – mówi. „Pora zamknąć sklepik (…). W dziejach ewolucji jesteśmy ostatnią miliardową sekundy.” Według filozofa doszliśmy już do Punktu Omega, czyli krańcowej ostateczności. Świadomość się wyczerpała – teraz odbędzie się ruch do wewnątrz, nie na zewnątrz. Te paranoiczne diagnozy nie są nowością w twórczości DeLillo. Znamy je już z energetycznego „Białego szumu”. Wtedy jednak wieszczenie amerykańskiego pisarza było zakrapiane ciętą ironią, wisielczym humorem, ekscytacją. Tutaj proroctwa są spokojne, beznamiętne, odrealnione.

Pewnego dnia Jessie znika. Nie zostawia po sobie żadnego śladu. Autor tworzy kryminalną, dziwaczną zagadkę. Czas rusza z miejsca, zaczyna pędzić, perspektywa spojrzenia zmienia się.

Świetnym i wdzięcznym komentarzem do wydarzeń przestawionych w książce jest klamra okalająca historię. DeLillo na początku i na końcu powieści umiejscawia akcję w nowojorskim Museum of Modern Art – gdzie w 2006 roku zamieszczono instalację wideo „24 Hour Psycho”. Polegała ona na nieustannym wyświetlaniu „Psychozy” Hitchcocka w zwolnionym tempie, przez co cały film rozciągał się na dwadzieścia cztery godziny seansu. DeLillo wprowadza do galerii anonimowego bohatera, który zafascynowany wystawą, przychodzi codziennie ją oglądać.

Jego refleksje na temat obserwowanego zjawiska tłumaczą i uzupełniają wydarzenia na pustyni. Uważna obserwacja kolejnych stadiów ruchu bohaterów Hitchcocka, gęste i zaangażowane odczuwanie upływu czasu, oddzielanie przyczyny od skutku i analizowanie zdarzeń samych w sobie, patrzenie, będąc świadomym tego, że się patrzy – to niektóre z wrażeń anonimowego bohatera. Ten bowiem zaczyna rozumieć, że „trzeba bardzo uważnie patrzeć, żeby dostrzec to, co dzieje się na naszych oczach. Trzeba pracy, nabożnego trudu, żeby widzieć to, na co patrzymy”. Łatwo przeoczyć ideę i istotę rzeczy jeśli spoglądamy płytko i nawykowo.

Dona DeLillo powinno się czytać uważnie. Mimo że nie sprawia on wielkich kłopotów w lekturze, bo pisze językiem prostym i bardzo celnym, a swoje historie formułuje z krótkich dialogów, trafnych anegdot, kilku zdaniowych refleksji – to zagęszczenie sensów w jego twórczości jest imponujące. Jest przy tym autorem ponurym, zaniepokojonym śmiercią, przemijaniem, agonią naszego świata – czyli tematami niełatwymi. W ironicznym humoryście, jakiego poznaliśmy w przypadku innych jego powieści, pozostała jedynie ironia i smutna refleksja. Humor się ulotnił. DeLillo uczy jednak patrzeć. „Ludzkie postrzeganie jest eposem o stawaniu się rzeczywistości” – mówi. Do zadumy nad tym tematem zmusza czytelnika. A to bez żadnych wątpliwości stanowi mocny punkt tej książki.

Don DeLillo, Punkt Omega, tłum. Michał Kłobukowski, wyd. Noir Sur Blanc, Warszawa 2011.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: