Ekonomia kultury. Recenzja.

To nie kultura potrzebuje nowych ćwiczeń z przedsiębiorczości lecz rynek – rewolucji kulturalnej.

„Ekonomia kultury – przewodnik krytyki politycznej” to zbiór głosów socjologów, dziennikarzy, animatorów, ludzi teatru i innych działaczy zaangażowanych w losy narodowej kultury. To zbiór idei i propozycji konkretnych rozwiązań oraz trafnych, często gorzkich obserwacji dotyczących istnienia sztuki i nauki na naszym rodzimym poletku. Przy czym należy zauważyć, że pojęcie „kultura” nie jest tu abstrakcyjnym, nieuchwytnym pojęciem, za którym nie wiadomo, co się kryje – czy to zakurzone eksponaty w nieodwiedzanym muzeum bądź bilet na spektakl odgrywany przez lokalną młodzież w małej mieścinie. Z „Ekonomii kultury” wyłania się wyrazisty, szeroko pojęty jej obraz, który umiejscawia ją zarówno w wiejskiej bibliotece, jak i na wielkim festiwalu, a także w naszej codzienności, internecie, szkole, w debacie publicznej – w każdym z miejsc ludzkiej działalności.

Ten niewielki przewodnik Krytyki Politycznej powstał w myśl odważnego postulatu, by na kulturę przeznaczano co najmniej jeden procent budżetu państwa. Pomysł ten nieustannie jest spychany na margines dyskusji publicznej i politycznej lub kompletnie z niej wyłączany, traktowany jako widzimisię darmozjadów, głodnych wysokich honorariów. Bo przecież, jak się mówi powszechnie, kultura może się utrzymać sama. Tymczasem poziom kulturalny i kreatywny Polaków wciąż dramatycznie spada. A wieszczenie kulturalnej katastrofy, alarmowanie o fatalnie niskim poziomie intelektualnym, nie jest przesadzonym działaniem w kraju, w którym w ubiegłym roku aż dwie trzecie mieszkańców nie miała kontaktu z książką.

„Kultura demokratyczna i uspołeczniona, służąca społecznej integracji i twórczej aktywizacji” – to promowana przez autorów wizja sposobu funkcjonowania kultury w Polsce.  Według takiego modelu to państwo – jako najwyższy mecenas krajowej sztuki i edukacji – powinno zadbać o równouprawnienie w tworzeniu i uczestniczeniu w tej właśnie dziedzinie,  niedocenianej przez polityków i niestety także przez opinię publiczną. Wszystko w trosce o obywatela światłego, wykształconego, wrażliwego, zdolnego do merytorycznej dyskusji. Bo przecież inwestowanie w kulturę jest jednocześnie inwestycją w rozwój cywilizacyjny całego społeczeństwa („lepiej inwestować w nowoczesny system edukacyjny, by w przyszłości zaoszczędzić na więzieniach” – powie prowokacyjnie Beata Stasińska).

Próżno ukrywać – edukacja kulturalna w Polsce jest niestety na niskim poziomie, natomiast polityki kulturalnej nie ma u nas wcale. Tymczasem tworzenie reform dotyczących kultury i wcielanie przez państwo w życie jakichkolwiek inicjatyw związanych z nią i z edukacją wymaga nie tylko działań ministerstwa kultury i edukacji, ale także choćby resortu finansów. O kulturze politycy jednak nie dyskutują. Czy można się temu dziwić? Ostatnio nieszczęsne „łączenie się w bulu” prezydenta, czy kulawe i wymijające wypowiedzi polityków na temat swoich upodobań czytelniczych, a przede wszystkim poziom merytoryczny publicznej debaty politycznej – odbiera nadzieję na inicjatywę polityków najwyższych szczebli i chęć zmian w obrębie dziedziny „dziwaków artystów”. Ważniejsi są górnicy, ważniejsze jest rolnictwo, ważniejsze jest wszystko inne.

Trudno przyjąć społecznopolitycznej świadomości fakt, że kultura też jest ważna. Ważni są także artyści. Joanna Warsza słusznie zauważa, że to oni „są  gwarantami rozwoju ekonomicznego i społecznego, katalizatorami idei, spostrzeżeń, wartości. Są jednocześnie proletariatem, bo jako klasa społeczna pracują i chcą pracować w każdych warunkach: często bez honorariów, bez ubezpieczenia, bez urlopu macierzyńskiego. Pracować za dowolną cenę, a czasem do swojej pracy dopłacać”. W kreatywności i chęci tworzenia tkwi ogromna siła, którą można pożytkować z korzyścią dla całego państwa.

Do tego między innymi przekonuje „Ekonomia kultury”. Pomysły i uwagi w niej zawarte są wypowiedzią dość emocjonalną, gorzką, mocno zaangażowaną, równocześnie będąc rzeczową i konkretną w podsuwanych propozycjach zmian. Rozmowy i teksty polskich postaci kultury, bardzo bliskie  specyfiki naszych mediów i naszych realiów, przeplatają się tu z europejskimi i amerykańskimi tekstami teoretycznymi. Te z kolei omawiają ogólne pojęcia i dostarczają wiedzy na temat tak zwanego przemysłu kulturalnego. Mogą inspirować, dają do myślenia. Można by podsunąć tę lekturę decyzyjnym politykom. Jaka jest jednak szansa, że któryś z nich po nią sięgnie i wyciągnie wnioski, skoro ponad połowa Polaków nie czyta?

Ekonomia kultury – przewodnik Krytyki Politycznej, wyd. Krytyka Polityczna, Warszawa 2010.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: