Orson Scott Card, Pamięć ziemi. Recenzja.

Pamiec-Ziemi-Darek-Kocurek-okladkaHarmonijna utopia

Choć Orson Scott Card napisał ponad pięćdziesiąt powieści, w Polsce znany jest przede wszystkim z Sagi Endera – zwłaszcza zaś z pierwszego jej tomu, zatytułowanego „Gra Endera”. Książka ta przyniosła mu w 1986 roku prestiżowe nagrody Hugo i Nebula, co zresztą rok później powtórzyło się w przypadku kolejnego tomu – „Mówca umarłych”. W całej twórczości amerykańskiego pisarza widać zamiłowanie do cykli i wielotomowych sag. „Pamięć Ziemi”, napisana w 1994 roku, to pierwsza część kolejnej z nich – „Powrotu do domu”.

Uniwersum Carda opiera się tym razem na postapokaliptycznej wizji wszechświata, w którym około czterdziestu milionów lat wcześniej Ziemia uległa zniszczeniu. Zagłady dokonała sama ludzkość. Ułamek populacji zdołał się jednak w porę ocalić – kilkaset milionów przeniosło się na planetę Harmonia, gdzie zaczyna się cała historia. By nie dopuścić do następnej apokalipsy, planetą opiekuje się Naddusza – sztuczna inteligencja, której zadaniem jest chronić ludzką kolonię. Czuwa ona nad tym, by ludzkość trzymała się z dala od wynalazków, jakich odkrycie będzie niechybnie zaczątkiem konfliktów zbrojnych, a w efekcie samozagłady. Mimo że technika rozwija się swobodnie (znane są komputery, urządzenia umożliwiające lewitację czy indeksy umożliwiające przekazywanie i księgowanie informacji), wszelkie próby wynalezienia maszyn – ułatwiających transport na większą skalę – są przez Nadduszę blokowane. I tak, choć ludzie korzystają z dobrodziejstw informatyki – poruszają się na wielbłądach. Nie ma też mowy o broni masowego rażenia; nawet zwykły pistolet zamieniony jest na prymitywniejszy pulsator czy woltażet (coś w rodzaju świetlnego noża). Koło jest zakazanym wynalazkiem – Naddusza doskonale zdaje sobie sprawę, że jego pojawienie się zwiastuje rychłe kłopoty. Moc opiekuna Harmonii zaczyna jednak słabnąć, wybiera więc ludzi, którzy mają ocalić nowy świat, zachować Pamięć Ziemi i powrócić na planetę swoich przodków. Kontakt z nimi ma charakter telepatyczny. Wybór pada na mieszkańców starożytnego miasta Basilika i jego okolic.

Naddusza, choć to sztuczna inteligencja, będąca wytworem przodków – jest czczona w szerokich kręgach, przyjmując formę bóstwa. Nie jest to jednak religia, która zamieni się w instytucjonalne narzędzie władzy – jak to się w poprzednim świecie niejednokrotnie zdarzało.
„Czy Naddusza był aż tak potężny, że mógł przekształcać ląd według własnej woli? Niemożliwe! Naddusza mógł posiadać taką moc w mitach i legendach, ale w rzeczywistości działał tylko przepływem informacji: rozpowszechniał dzieła sztuki na świecie i wywierał wpływ na umysły – wizjami lub otępianiem myśli, dzięki czemu odwracał uwagę ludzi od zakazanych tematów” – możemy przeczytać.

Motyw religijny przybiera w powieści rodzaj prymitywnego kultu, nie wywołuje jednak w społeczeństwie napięć. Religia odgrywa także znaczącą rolę w życiu samego Orsona S. Carda – przynależąc do społeczności mormońskiej, jest on członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Niezwykły pomysł cyklu „Powrót do domu” osadza się na wierzeniach zawartych pierwotnie w Księdze Mormona – dla jej wyznawców jednym z podstawowych pism świętych (oczywiście obok Biblii).

Żeby nie odstraszyć czytelników uczulonych na standardowe religijne przypowieści, dodam od razu, że autor kreuje fabułę w nienarzucający się sposób. Istotną rolę odgrywa w powieści polityka, lecz również nie proklamująca haseł żadnych konkretnych ustrojów. Polityka, jako brutalna strefa walki o wpływy w społeczeństwie, jest za to jednym z elementów zgrabnej i wciągającej intrygi.

Pamiec-Ziemi-Darek-KocurekTym, co robi największe wrażenie, jest ciekawa konstrukcja psychologiczna, zbudowana pomiędzy bohaterami utworu. Tutaj Orson S. Card sięgnął po inspirację innego wielkiego amerykańskiego fantasty – Rogera Zelaznego. Zawiłe rodzinne koneksje łączące główne postacie, jako żywo przypominają motyw ze słynnych „Kronik Amberu”. Na początku książki dołączone jest drzewo genealogiczne i zaręczam, że w trakcie czytania niejednokrotnie będziecie do niego wracać.
Bohaterów pierwszoplanowych jest kilku, ale historię poznajemy głównie z perspektywy Nafaia – czternastoletniego syna bardzo wpływowego Wetchika. Chłopak ma dwa metry wzrostu, znajduje się właśnie w okresie dojrzewania, w głowie krążą mu właściwe w jego wieku myśli i ideały. Odznacza się przy tym niewyparzonym językiem, za co niejednokrotnie przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę. Elemak, starszy przyrodni brat, dziedzic i następca ojca, jest już mężczyzną z krwi i kości: silnym, zdecydowanym, wykazujący energię w działaniu. Mebbekew to z kolei lekkomyślny podrywacz i hulajdusza – dorabia sobie grą w teatrze, a najbardziej interesuje go zabawa i bezstresowe życie. Issib, jedyny rodzony brat Nafaia, jest kaleką. Porusza się w obrębie miasta za pomocą lewiterów; gdy jednak je opuści, będzie to dla niego straszna udręka i poniżenie – podróżowanie w specjalnie przygotowanym krześle stanie się dla niepełnosprawnego prawdziwą próbą siły charakteru.
Kiedy dołożymy do zestawu trzy matki i różnych ojców – poznamy całą skomplikowaną genetycznie rodzinkę, którą trafnie określić można jako jedną z tych, co to najlepiej wychodzą na zdjęciu. Stosunki rodziców z dziećmi, braci pomiędzy sobą, rozterki wewnętrzne, spiskowanie, charyzmatyczne dialogi – postacie Carda naprawdę potrafią zaintrygować.

Zdarzają się również momenty, które mogą irytować. W pewnej chwili ingerencja Nadduszy w zachowanie bohaterów wydaje się nużąca, a kilkukrotna ewakuacja z miasta i powracanie do niego różnymi sposobami – przygodami nieco pozbawionymi polotu. Te szczegóły nie psują jednak ogólnego wizerunku powieści.

„Pamięć Ziemi” to pierwszy z pięciu tomów cyklu, a ich komplet ma się ukazać w Polsce po raz pierwszy (do tej pory czytelnicy w naszym kraju mogli poznać tylko dwa, wydane wcześniej). Podchodziłem do książki sceptycznie, jako że wpadło w moje ręce w ostatnich latach sporo fantastyki z niższej półki – zajmującej się klonowaniem pomysłów starych mistrzów, a wnoszącej do gatunku niewiele świeżości. Orson Scott Card mnie jednak nie zawiódł – pomysł jest dość oryginalny, fantastyka użyta w przemyślany sposób, a całość sprawnie napisana. Z zainteresowaniem sięgnę po drugi tom opowieści – liczę na to, że autor jeszcze bardziej się rozkręci i mile mnie zaskoczy.

Orson Scott Card, Pamięć Ziemi, tłum. Edward Szmigiel, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

One Response to Orson Scott Card, Pamięć ziemi. Recenzja.

  1. Pingback: Orson Scott Card, Wezwanie ziemi. Recenzja « EXPERYMENT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: