Salman Rushdie, Luka i ogień życia. Recenzja.

Mitologie, kalambury i Nintendo

Salman Rushdie z literaturą dla dzieci i młodzieży mierzy się po raz drugi. Jego debiut w tej dziedzinie – „Harun i morze opowieści” – powstał pod wpływem wybitnie nieprzyjaznych okoliczności. Na szczęście dla angloindyjskiego pisarza jego nowa baśń pozbawiona jest już złowrogich kontekstów.

Tymbardziej, że „Luka i ogień życia” została mocno osadzona w rozrywkowych realiach naszej współczesności. Nie można jej również (pdobnie jak w przypadku „Haruna”) zamknąć w ramach literatury tylko i wyłącznie dziecięcej. Tak samo jak trudno w stu procentach zaliczyć do niej „Muminki”, „Małego księcia”, „Alicję w Krainie Czarów” czy przygodowe powieści Verne’a. Literatura udowadniała już nie raz, że przekaz skierowany do nastolatka nie wyklucza treści, sposobu ujęcia, tła – które zainteresować mogą także wytrawniejszych czytelników. Poza tym nie odbierajmy prawa „starym wyjadaczom” do przeżywania awanturniczych i zuchwałych przygód! Takie bowiem potrafią odmładzać, prawie w ten sam sposób jak odmładzają gry video…

Platformówka na kartach książki

Uwaga o grach video nie pada tu przypadkowo. Rushdie wymyślił bowiem ciekawy koncept na ujęcie przygód dwunastoletniego bohatera swojej książki. Upozorował je na grę platformowo-logiczną. I tak, Luka, młodszy brat Haruna, wyrusza po Ogień Życia, pokonując co raz trudniejsze poziomy, tracąc życia, „save’ując” rozgrywkę za pomocą tzw. zaklepek. Wraz z przekroczeniem granicy świata realnego, jego oczom ukazuje się dużo jaskrawszy i bardzo nieprawdopodobny świat magiczny (można nazwać go wirtualnym), tu napotyka wiele dziwactw i wrogich stworów (np. armia szczurów, starzec uzależniony od zagadek), pokonuje przeszkody (np. życiożerny deszcz), musi wykazać się sprytem, szybkością i zwinnością.

Super-Mario-Bros

Rushdie, zapewne ku uciesze młodych odbiorców, nie ukrywa swojej sympatii do gier komputerowych. „Popatrz, jakie chłopak robi wspaniałe postępy w koordynacji wzrokowo-ruchowej, a przy tym rozwiązuje problemy i zagadki (…) i wspina się na kolejne poziomy trudności, żeby zyskać niezwykłe moce” – mówi z entuzjazmem jego ojciec – Raszid Khalifa. Oczywiście nie oznacza to, że autor zaczął przedkładać rozrywki w świecie wirtualnym nad przyjemność i mądrość czerpaną z książek. ”Luka”, podobnie jak swój poprzednik „Harun”, jest przecież napisany ku pochwale słowa, języka i opowieści.

I znowu na początku jest słowo

Luka, wykrzykując pełne złości zaklęcie w stronę okrutnego właściciela cyrku, przypadkowo rzuca klątwę. Przypadkowo – gdyż wcześniej nikt nie miał pojęcia, nawet sam Luka, o ogromnej mocy, której jest właścicielem; siły sprawczej, tkwiącej w wypowiadanych przez niego słowach. Jak to jednak bywa w bajkach – nie uchodzi to chłopcu płazem. Złowrogi treser mści się na nim bezlitośnie, bo za jego sprawą Raszid Khalifa zapada w głęboki sen. W miejsce ojca pojawia się uosabiający śmierć Niktata (w oryginale Nobodaddy), regularnie wysysający energię ze swojego pierwowzoru. Luka musi teraz podjąć wyścig z czasem i wyruszyć do magicznej krainy, by niczym mityczny tytan, wykraść bogom ogień życia. Bogów zresztą odnajdziemy tu wielu. Rushdie umieścił na kartach jednej historii bóstwa znane z mitologii egipskiej, asyryjskiej, nordyckiej, greckiej, rzymskiej, azteckiej i innych.

Na szczęście słowa w tej historii nie przyczyniają się tylko do kłopotów. Niejednokrotnie bowiem będą ratowały Lukę z opałów. Pisarz poucza swoich czytelników, że z książek, z opowieści i z bajek można uczyć się życia i odwagi. Książki niejednokrotnie okazują się przewodnikami, z nich można czerpać dobre wzorce. „Człowiek jest Zwierzęciem Opowiadającym, toteż opowieści tworzą jego tożsamość, sens i krew” – czytamy u Rushdiego. Autor, tutaj w roli nauczyciela, opisuje wiele innych, bliskich człowiekowi zjawisk. Dużo miejsca poświęca specyfice czasu i chwili, rozwodzi się na temat przemijania, bólu wobec utraty bliskich. Podejmuje temat odmienności, chwali siłę młodości oraz upór w osiąganiu celów. Obszernie i ciepło pisze o więzach rodzinnych, szczególnie więzi ojca z synem, gdzie ojciec jawi się jako przyjaciel, autorytet i nauczyciel swoich dzieci. Te na wskroś ludzkie rozważania, połączone z magicznym i boskim światem, tworzą serdeczną, ekspresywną i oryginalną opowieść.

Salman-Rushdie-and-Luka (fot. ABCNEWS.com)Literatura, która łączy pokolenia

Opowieść napisana jest sprawnym i plastycznym językiem. Rushdie już w „Harunie i morzu opowieści” umiłował sobie urok tkwiący w rebusach i zbitkach słownych. Tutaj także daje wyraz tej sympatii. Trzeba docenić zatem umiejętności tłumacza, dzięki któremu możemy bawić się z Rushdiem słowami również na poziomie ojczystego języka.

Jest jednak różnica w sposobie prowadzenia narracji w pierwszej baśni pisarza, a w tej najnowszej. Opowieść o Luce jest zdecydowanie bardziej „opowiadająca”. Mniej tu akcji i szybkich dialogów – więcej „szlachetniejszych” partii tekstów, z której wyłania się duch gawędziarski narratora, duch Mistrza Wodolejstwa. Rushdie czaruje słowem i ze względu na te czary „Luka i ogień życia” oraz „Harun i morze opowieści” to książki, które trzeba polecać. W domowej bibliotece powinny zająć środkowe regały – nie należy ich stawiać ani na najwyższej, ani na najniższej półce, aby każdy – niezależnie od wieku – mógł je dostrzec, sięgnąć i wybrać się w podróż do uroczego, mądrego świata magii.

Salman Rushdie, Luka i ogień życia, tłum. Michał Kłobukowski, wyd. Rebis, Poznań 2010.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: