Terry Pratchett, Nacja. Recenzja.

Robinson Crusoe według Pratchetta

Nacja to powieść spoza sławnego cyklu o Świecie Dysku. Już na samym początku należy zaznaczyć, że skierowana jest raczej do młodszego odbiorcy. Nie oznacza to jednak, że dojrzalszy czytelnik nie znajdzie tu czegoś dla siebie. Jak pisze sam autor o swojej powieści: „to książka, która wymaga myślenia”. Pod osłoną spełnionej tragedii Pratchett zadaje wiele prostych, a jednak budzących wątpliwości pytań.

O tym, jak zostałem sam na świecie

Rzecz dzieje się w okolicach drugiej połowy XIX wieku, w alternatywnym świecie, łudząco jednak podobnym do naszego. Główny bohater to Mau, nastoletni chłopiec, mieszkaniec małej wyspy (tytułowej Nacji) zagubionej pośrodku Wielkiego Południowego Oceanu Pelagialnego. Poznajemy go podczas obrzędu przemiany z chłopca w prawdziwego mężczyznę. Zaszczytne miano dojrzałego osobnika, można było zyskać tylko po samotnym, kilkutygodniowym pobycie na tzw. Wyspie Chłopców, gdzie trzeba było sobie radzić, mając do dyspozycji jedynie nóż. Po powrocie z tej szkoły przetrwania na „jeszcze chłopca” mieli czekać wszyscy mieszkańcy wyspy, by uroczyście go przywitać, dokończyć obrządek, co uczyniłoby go „już mężczyzną”. Mau miał jednak ogromnego pecha (lub też szczęście). Jego powrót przypadł na „dzień, w którym skończył się świat”. Wielka Fala zniszczyła wszystko, co kochał, wszystko, do czego wracał. Na wyspie nie zastał nikogo.

Ta fabularnie przygnębiająca sytuacja „bez wyjścia” to jednocześnie motyw znany z typowej, postapokaliptycznej lektury. Punktem organizacyjnym historii jest więc ogromny kataklizm, który pozostawia samego sobie, zagubionego bohatera, „wpuszczonego” w żałobny świat zniszczonej cywilizacji. Mau stanął więc przed wielkim wyzwaniem. Przejmujący jest opis niedojrzałego jeszcze chłopca, który zmuszony jest „grzebać” w oceanie ciała, których nie zabrała ze sobą Wielka Fala. Trupy zaplątane w gałęzie, wystające z błota i liści sztywne, zszarzałe ręce, a równocześnie znajome i ukochane twarze – uporanie się z tą przerażającą rzeczywistością było pierwszym zadaniem dla ocalałego chłopca.

W grupie siła

Świat po katastrofie to w tym przypadku także świat pełen pytań o sens samotniczej egzystencji. Jak mówi Mau: „jeden człowiek jest nikim, a dwoje to już nacja”. Powieść pokazuje, jak bardzo do szczęścia człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek. Samotność odbiera nadzieję, przytłacza i zamazuje wszelkie sensy. Jest również przyczynkiem do rozważań o sumieniu. Teraz przecież nie ma nikogo, kto mógłby mu przeszkodzić, nikogo kto stałby na straży jego sumienia. Życie w społeczeństwie wyznacza pewne granice, określone przez bliskość drugiego człowieka. Brak społeczeństwa daje wolną rękę do działania. Czyżby? Mau ma opory przed łamaniem zasad, gdyż zasady nadal istnieją – w jego głowie. Kataklizm to również punkt zapalny do rozważań innego typu.

Pratchett w swej powieści bardzo szeroko podejmuje wątek wiary. Zadaje odwieczne pytania: dlaczego? Jeżeli istnieją jacyś bogowie, to czemu na to pozwalają? Czemu ja, nie on? Dlaczego bogowie nie dają żadnych znaków, byśmy mogli wiedzieć, że istnieją? Czym zawiniłem, że tak cierpię czyli pospolite „za jakie grzechy?” Autor książki tworzy dla Nacji swoistą mitologię z bogami życia czy śmierci, bożymi symbolami, przemawiającymi w głowie bohatera praojcami, z wierzeniami, rytuałami i tradycjami. Zastanawia się nad granicą między wiarą, a racjonalnym rozumowaniem, między czarami, a nauką. Wraz z tymi refleksjami idzie w parze pochwała myślenia, a także zrodzonego z niego działania. Powieść udowadnia, że samą modlitwą ciężko cokolwiek zdziałać: szczęściu i łasce bogów należy dopomagać własnym działaniem.

Terry-Pratchett„Nacja” jest zatem małym traktatem filozoficznym dla młodych. Z drugiej jednak strony jest książką przygodową, gdzie apokalipsa w skali mikro jest przyczyną zbudowania akcji nawiązującej do klasyki powieści awanturniczej. W wielu przygodach odnajdziemy tu ślady Robinsona Crusoe czy bardziej refleksyjnych: Podróży Guliwera i Władcy much. Kiedy zdesperowany Mau pragnie się rzucić w odmęty oceanu i utonąć, napotyka dziewczynkę, Ermitrudę (która woli imię Daphne) – jedyną ocalałą z załogi rozbitego na wyspie statku. Wcześniej chłopiec odnajdywał tylko ślady jej stóp na piasku (co z resztą nie jest obcym motywem w literaturze). Okazuje się, że przybyszka to mała, wykształcona arystokratka, pochodząca z całkiem innej niż Mau, postępowej cywilizacji spod znaku osiągnięć Darwina i Newtona. Od tej pory dwójka bohaterów będzie próbowała pokonać barierę językową i kulturową, by wspólnie dać radę wrogiej rzeczywistości. Proces przezwyciężania muru, jaki tworzy różnorodność kulturowa bohaterów, Pratchett opisuje w sposób dość szczegółowy. Szereg nieporozumień wywołanych nieznajomością języka i zwyczajów rozmówcy doprowadza do zabawnych sytuacji. Autor udowadnia jednak, że zawsze istnieje międzyludzki język ponadkulturowy. Jego „wyrazy” to śmiech, płacz czy cała gama różnorodnych gestów. Poprzez to spotkanie Pratchett mówi także, że dwie cywilizacje, jedna wysoko rozwinięta, druga prymitywna, są na równi. „Spodniowcy” mogą wiele się nauczyć od „dzikusów” i wzajemnie.

Dziadek Pratchett opowiada bajki

Na wyspę przybędzie jeszcze wielu innych rozbitków. Będzie to zrzędzący kapłan Ataba, tajemnicza kobieta w ciąży, para sympatycznych „łowców przygód”, staruszka, której trzeba przeżuwać jedzenie czy najeźdźcy, których przybycie będzie przypominało barwne, pirackie opowieści. Nacja powoli się zaludni i stanie się malutkim państewkiem, gdzie nastąpi kolejno: podział ról, wymiana doświadczeń, pierwszy proces czy przygotowania do wojny.

Pratchettowska powieść napisana jest prostym, przystępnym dla młodego czytelnika językiem. Czyta się ją szybko, nie tylko ze względu na „wyrobiony” warsztat pisarski autora, ale dzięki szeregowi przygód, jakie przyjdzie przeżywać czytelnikowi wraz z bohaterami. Nacja jest ciekawa. Świat w niej zbudowany jest w dużej mierze oparty jednak na stereotypach (uproszczony obraz kobiety, mężczyzny lub starca). Jest tak być może dlatego, że Pratchett posługuje się w powieści symbolami, a mała wyspa ma być tu z kolei dużą metaforą. Pamiętajmy, że książka ma przemawiać przede wszystkim do młodego czytelnika i uderzać w całkiem inny rodzaj wyobraźni. Jak wspominałam, starszy czytelnik znajdzie tu jednak coś dla siebie. Powieść jest momentami mroczna, nieco refleksyjna, czasem zabawna.

Czy warto sięgnąć po Nację? Opowieść ta jest książką na jeden dzień, czasu więc podczas lektury wiele się nie straci. Czy można  jednak coś zyskać? Mimo wad historia opowiedziana przez Pratchetta jest pełna swoistego, ciepłego, baśniowego uroku. Można się przy niej  „ogrzać”. Jeżeli ktoś ma taką potrzebę – polecam.

Terry Pratchett, Nacja, tłum. Jerzy Kozłowski, wyd. Rebis. Poznań 2009.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: