Henry David Thoreau, Życie bez zasad. Recenzja.

Tylko z braku Człowieka istnieje tak wielu ludzi

Ameryka XIX wieku to czas wilderness i frontier. Okres pustkowi niepokalanych ludzką stopą, gdzie granice bezustannie przesuwały się, a kultura, język czy ustrój polityczny – nie były w nich zaklęte, jak miało to miejsce na kontynencie europejskim. Frontier to przesuwanie owej ruchomej granicy, podbijanie wilderness, osiedlanie się na nowych terenach, podążanie w kierunku zachodu, wypierając podczas tego procesu rdzenne kultury. Tam osadnicy na nowo odzyskiwali nadane przez naturę prawo własności, które w Europie było już zjawiskiem zamkniętym. Tworzyła się wtedy polityka ekspansywna Ameryki, przeradzając się ostatecznie w wojnę z sąsiednimi krajami.

W mieście Concord w stanie Massachusetts założono Klub Transcendentalistów – stowarzyszenie, któremu przewodził wybitny myśliciel, filozof, poeta i eseista: Ralph Waldo Emerson. Ojciec-założyciel myśli amerykańskiej, przedstawiciel romantyzmu w poezji. Twórca teorii self-reliance, czyli „samodzielności”, polegającej na krytyce współczesnego człowieka, przedkładającego w nierównych proporcjach życie zewnętrzne nad duchowe.

Ralph-Waldo-EmersonHenry David Thoreau to najwybitniejszy uczeń i przyjaciel Emersona. Intelektualista społeczny, filozof, ojciec pisarstwa ekologicznego. Był nazywany rzecznikiem natury w ujęciu filozoficznym. „Człowiek zna naturę tylko jako rabuś” – mawiał. Autor słynnego zbioru esejów „Walden, czyli życie w lesie”, który powstał w ramach eksperymentu społecznego podczas dwuletniego pobytu Thoreau w chacie nad jeziorem Walden.
W rozsądnym zakresie popierał obywatelskie nieposłuszeństwo. Jako zagorzały abolicjonista odmówił płacenia podatków, protestując w ten sposób przeciwko polityce rządu prowadzącego wojnę z Meksykiem i sankcjonującego niewolnictwo. Trafił przez to do więzienia. Podczas odbywania kary miał odwiedzić go Emerson i zapytać: „Dlaczego tutaj siedzisz?”, na co Thoreau odparł: „A dlaczego ty tutaj nie siedzisz?”.

„Życie bez zasad” to słynny esej, wygłoszony pierwotnie w formie prelekcji w 1854 roku. Thoreau zasłynął w nim nie tylko jako piewca uniwersalnych wartości, ale także jako znakomity stylista, co potwierdza warstwa literacka utworu. Tło eseju stanowią Stany Zjednoczone w przededniu wojny secesyjnej.

Autor krytykuje nieustanne, bezpardonowe dążenie ludzi do zarabiania pieniędzy, nie licząc się przy tym z coraz wyższymi kosztami własnymi. A przecież „zdolny i wartościowy człowiek robi wszystko, co leży w jego możliwościach, bez względu na to, czy społeczeństwo płaci mu czy nie”.
Thoreau uważa pęd do Kalifornii (nazywany u nas popularnie gorączką złota) za „największą hańbę ludzkości”. Potępia ludzi tracących ogromną część swojego życia na loterię, polegającą na przekopywaniu ziemi w poszukiwaniu złota. „Wieprz, który zapewnia sobie byt, ryjąc i przez to spulchniając ziemię, wstydziłby się takiego towarzystwa” – Thoreau nie szczędzi gorzkich słów. Dalej pisze o procederze rabowania cmentarzy nad Przesmykiem Panamskim. „Ostatnio wynaleziono nowe źródło naszej energii” – szydzi, powołując się na akt regulujący ten rodzaj kopalnictwa.

Filozof dużo mówi o zanikających ludzkich wartościach, które powinny być fundamentem budującym jednostki, tworzące później zdrowo myślące społeczeństwo. „Bezmyślność jest grabarzem całego świata” – pisze. Rozwodzi się nad tym, że podstawą powinno stać się wymagania w stosunku do samego siebie, bo „tylko z braku Człowieka istnieje tak wielu ludzi”. Nie boi się wypowiadać myśli, krytykować państwo, a w nim ludzi skrępowanych formami i szafujących wobec innych pochlebstwami, którzy nie mają w sobie za grosz niezależności. A to przecież prawda, jakakolwiek by nie była – powinna stanowić fundament człowieczeństwa; z granitowej, prymitywnej skały.

Zbiór uzupełniają dwa krótsze eseje.
„Hodowca ostryg z Wellfleet” to utwór, w którym autor opisuje własne obserwacje i impresje, jakich doznał podczas pieszych wędrówek na Przylądek Dorszy (Cape Cod) w latach 1849-1855. Thoreau odnosi się do czasów, kiedy półwysep był zamieszkiwany przez Indian – jego rdzennych mieszkańców. Dostrzega zmiany, jakie zaszły w przyrodzie ujarzmionej przez nowoprzybyłych osadników. Widzimy w Thoreau doskonałego obserwatora zarówno ludzi, jak i niecodziennych zjawisk natury.

Henry-David-Thoreau„Ostatnie dni Johna Browna” to gorzkie i mocne słowa, jakie wygłosił Henry David Thoreau ku czci bodaj najsłynniejszego przedstawiciela abolicjonizmu amerykańskiego. Brown został skazany na śmierć i powieszony za próbę zorganizowania powstania niewolników w stanie Wirginia w 1859 roku. Jego bohaterstwo pozostało w naszej świadomości także dzięki pięknemu, przejmującemu wierszowi Cypriana Kamila Norwida „Do obywatela Johna Brown”.
W swoim eseju Thoreau położył silny nacisk na głoszenie transcendentalizmu, nakładającego na każdego obywatela obowiązek indywidualnego dochodzenia prawd moralnych. John Brown ukazany jest jako wielki człowiek, którego uśmiercenie – wbrew intencjom jego oprawców – uczyniło z niego nieśmiertelny symbol walki z bestialskim łamaniem praw człowieka:
„Wydawało mi się, że ze wszystkich współczesnych ludzi tylko John Brown nie umarł. Spotykam go na każdej przechadzce. Jest bardziej żywy niż kiedykolwiek. Zyskał nieśmiertelność. Przebywa nie tylko w miasteczku North Elba czy w Kansas. Teraz już nie działa w ukryciu. Działa publicznie, w najjaśniejszym blasku światła, które płonie w tym kraju”.

Myśli H. D. Thoreau nie straciły po półtorej wieku nic ze swej wartości i aktualności. Powinny być czytane, przypominane każdemu pokoleniu. Wskazywać młodym odmienny sposób myślenia, być odskocznią od wykładów z zarządzania, marketingu, bankowości, informatyki czy administracji. Ja nie wymagam, by każdy wzorem Thoreau szedł pod prąd, burzył istniejącą fasadę świata, stając się myślicielem, wegetarianinem czy ekologiem. Wymagam za to (także od siebie) odpowiedzialności, tolerancji i choćby momentów refleksji nad tym, jak nie rozbić do reszty wrażliwości, tkwiącej głęboko w każdym człowieku. Bo dookoła wciąż może być pięknie.

Henry David Thoreau, Życie bez zasad i inne eseje, przełożyła Halina Cieplińska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Henry David Thoreau, Życie bez zasad. Recenzja.

  1. Vita Veritas says:

    Tak piękna,szczera,prawdziwa jest ta recenzja,że wracam do niej regularnie. Zarażam się tym buntem.

    • Experyment says:

      Jest mi niezmiernie miło, ale tych komplementów nie byłoby, gdyby nie Thoreau. Najważniejsze chyba, że wciąż jest czytany, nawet dziś, choćby przez nieliczne zbuntowane jednostki. :)

      Rafał

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: