Tim Pilcher, Komiks erotyczny – historia w obrazach. Recenzja.

O nieczystych myślach Myszki Mickey

Jeśli ktokolwiek skarci Cię podczas lektury ulubionego komiksu, że to śmieszne i dla dzieci, bez wahania możesz podsunąć mu pod nos tę publikację. Gwarantuję, że w tym momencie naprzykrzający się jegomość przestanie się już posługiwać tego typu argumentami. Choć istnieje inne ryzyko. Mianowicie takie, że przemianujesz się w jego oczach z dzieciaka w erotomana – wybór należy do Ciebie!

„Komiks erotyczny. Historia w obrazach” to piękna niespodzianka ufundowana fanom historyjek w dymkach przez wydawnictwo Muza. Barwna, przebogato ilustrowana książka cieszy oko i pobudza zmysły. Na pewno upaja optymizmem fakt, że Muza, nazwijmy ją „wydawnictwem głównonurtowym”, proponuje nam pozycję z zakresu historii komiksu. Jest to przyjemny sygnał, że nazbyt długo i konsekwentnie odsuwane przez polską świadomość czytelniczą opowieści obrazkowe, zyskują zaufanie nie tylko szerszego odbiorcy, ale i wydawcy.

Wally-wood-gang-bangPrzedmiotem analizy Pilchera jest oczywiście erotyzm zawarty w historiach obrazkowych. Autor rozpoczyna rozważania na temat sztuki fizycznej miłości już od paleolitycznych malowideł i ryt jaskiniowych, nie pomija twórczości starożytnych Greków i Rzymian, opowiada o wczesnojapońskich, zaskakująco wyuzdanych drzeworytach „shunga”. Najwięcej miejsca poświęca jednak amerykańskiej erotycznej kresce, która już od początków XX w., rozwijając się w dużej mierze w podziemiach, zaskakiwała nieprzyzwoitością dowcipu. Na ogromnych, kolorowych ilustracjach przyjrzymy się fragmentom historyjek, wywołujących rumieniec na policzku nawet wyzwolonego czytelnika z początków wieku XXI. Te historie nieustannie onieśmielają i intrygują jednocześnie.

 Pilcher umiejscawia komiksy w historii – przedstawia ich długą i zajadłą walkę z cenzurą, nie pomija znaczenia w podwyższaniu morale „chłopców” walczących na wojnie,  zatrzymuje tok opowieści na ważniejszych publikacjach, omawia pikantne życiorysy rysowników wiele znaczących dla historii „dymków”. Wśród jego rozważań zaskoczeniem będzie pojawienie się takich postaci, jak Pablo Picasso czy George Orwell, którzy ku radości naszych serc również byli entuzjastami sztuki komiksowej. Ciekawostek wyłuskamy stąd jeszcze więcej, choć samego tekstu w albumie nie jest oszałamiająco wiele. „Oglądanie” zdecydowanie dominuje tu nad „czytaniem”. Trudno to jednak uznać za wadę. Pilcher oszczędnie i sprawozdawczo prezentuje przekrój przez całe rozwiązłe dzieje komiksu, zapoznając nas z nurtami, postaciami, charakterystyczną dla nich kreską. Dzięki niemu połykamy bakcyla. Możemy teraz sięgać głębiej, szukać intensywniej, badać szerzej, zadawać szczegółowe pytania – podstawy ku temu już mamy.

Jedynie czego może zabraknąć podczas lektury, to większa uwaga autora, poświęcona publikacjom europejskim. Sam pisze, że „gdy środkowa część Stanów Zjednoczonych była wciąż nieświadoma rozwijającej się w ukryciu na Wschodnim Wybrzeżu niszowej sceny BDSM, a jej wrażliwość nie doznała jeszcze szoku w zetknięciu z komiksem undergroundowym z Zachodniego Wybrzeża, znacznie bardziej wyzwoleni artyści europejscy w dziedzinie komiksu erotycznego wyprzedzali Amerykanów o kilka długości”.
To wyznanie skutecznie zachęca do zapoznania się z rodzimym dorobkiem nieprzyzwoitych rysowników. Co prawda Pilcher omawia kilka nazwisk i zjawisk z zakresu twórczości perwersyjnych potomków markiza de Sade, chcielibyśmy jednak o nich i ich nieczystych myślach wiedzieć więcej.

Betty-Page-by-Dave-Stevens

Zachęcam do lektury „Komiksu erotycznego w obrazach”. To bogaty materiał o naszych grzesznych fantazjach, ciekawa opowieść o kontrowersyjnym przełamywaniu wygładzonych myśli i o sile parodii. Onieśmielenie, a kto wie – może nawet zgorszenie towarzyszące czytaniu, może stanowić doskonały dowód na moc komiksu. Bo ten, wbrew obiegowym i wyświechtanym już opiniom, potrafi skutecznie pobudzać wyobraźnię i wyzwalać emocje wśród czytelników dojrzałych. Robi to na różne sposoby i na odmiennych poziomach. Komiks to nie tylko „Myszka Mickey”. Choć ona nawet, co udowadnia Pilcher, potrafi na łamach obrazkowej historii dopuścić się czynów bardzo sprośnych.

Tim Pilcher, Komiks erotyczny – historia w obrazach, tłum. Barbara Gutowska – Nowak, wyd. Muza S.A, Warszawa 2011.

 Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

8 Responses to Tim Pilcher, Komiks erotyczny – historia w obrazach. Recenzja.

  1. outremer says:

    mam na półeczce, ale jeszcze nie przeczytałem, mam w planach, widać, koniecznie muszę!

  2. Ja sam jestem w trakcie lektury tej książki. W tym kontekście polecam „Komiks i Okolice Pornografii” Szyłaka. Słowa o tym nie napisałaś, a to świetna i publikacja o innym charakterze niż ten „ładny album” Pilchera. Ale ja nie o tym…

    „Jeśli ktokolwiek skarci Cię podczas lektury ulubionego komiksu, że to śmieszne i dla dzieci, bez wahania możesz podsunąć mu pod nos tę publikację. Gwarantuję, że w tym momencie naprzykrzający się jegomość przestanie się już posługiwać tego typu argumentami. Choć istnieje inne ryzyko. Mianowicie takie, że przemianujesz się w jego oczach z dzieciaka w erotomana – wybór należy do Ciebie!”

    To co piszesz jest dość krzywdzące i chyba(mam taką nadzieję) to tylko „licentia poetica”, potraktowane jako ładny wstęp do recenzji itd… Nie mniej to duże uproszczenie i sprowadzanie komiksu do skrajności(dziecinność- wulgarność) jest stereotypowe… przykro mi zawsze czytać coś takiego… no najzwyczajniej smutno mi się robi. Przecie sama na pewno tak nie myślisz… w każdym razie ja nikogo w takiej sytuacji „Komiksem Erotycznym” bym nie raczył. To w końcu tylko taki gadżet który ucieszy każdego faceta, ale jeśli chodzi o sam komiks, to raczej pozostawi postronnego obojętnym wobec tego rodzaju medium…

    No ale jak zwykle szukam dziury w całym… więc na koniec dodam, żebyś nie odbierała tego jako atak i że masz fajnego, wartościowego bloga. Pozdrawiam!

    • Experyment says:

      Spokojna głowa :) Mnie również męczy, kiedy czytam wszelkie krzywdzące uproszczenia dotyczące komiksu. Wstęp ten, co chyba intuicyjnie wyczułeś, miał być raczej ironicznym przytykiem do całej tej dyskusji o wulgarności albo dziecinności historii w dymkach zapisanych :)

      O Szyłaku, faktycznie, nie wspomniałam. Jest to jednak moja ostatnia zaległość w spotkaniach z tym autorem. Nie czytałam, więc uczciwie nie piszę :) Spodziewam się jednak, że publikacja prawdopodobnie zadowoliłaby mnie imponującym wyczerpaniem tematu – jak zresztą inne analizy tegoż autora.

      A „ładny album” Pilchera jest – otóż to – ładny. Dlatego warto sobie go pooglądać.

      Dziękuję za komentarz i ocenę. Cieszę się, że ten blog budzi pozytywne emocje.

      I zapraszam w przyszłości! :)

  3. Jasne! będę zaglądał!

    Wracając…Szyłaka interesuje przede wszystkim co innego niż Pilchera… obie pozycje świetnie ze sobą współgrają ale też target jest inny zupełnie inny*. Warto mieć obie na półce. Niestety wznowienia nie widać – drugie wydanie „świat przerysowany” furory nie zrobiło więc nie wieżę że szybko zobaczymy reprint „okolic pornografii”. Szkoda że S/O/T nie wpadło na pomysł wydania wszystkich Szyłakowych prac związanych z komiksem w jednym grubym woluminie…

    Liczę że może kiedyś ktoś wyda w Polsce tą prace/esej Moora o pornografii… To pewnie też ciekawe spojrzenie na sprawę. Może właśnie Muza by się pokusiła?

    *Szyłak raczej nie będzie interesujący dla laika – Pilcher natomiast celuje bardzo szeroko.

  4. Experyment says:

    Faktycznie, publikacje Szyłaka zainteresują jedynie tych, którzy interesują się szeroko pojętą teorią komiksu. Są akademickie, odwołują się do pojęć zaczerpniętych z literaturoznawstwa czy filmoznawstwa. Jeśli S/O/T wydaliby Szyłaka w jednym tomie, byłabym przemile zaskoczona, ale… Nie chcę myśleć o cenie takiego albumu ;)

    Szyłak wydał też taką malutką książeczkę pt. „Komiks”, która stanowi krótką historię komiksu w ogóle. Napisana sprawnie i bez rozwlekania mogłaby zainteresować czytelnika komiksu „z doskoku”, a kto wie – może i rozbudziłaby w nim większe łaknienie na historie obrazkowe.

  5. Posiadałem tą książeczkę:). Dostałem ją kiedyś w prezencie i to była moja pierwsza książka o komiksie… potem przekazałem ją dalej, komuś kto wracał do czytania komiksów po latach i myślał o pisaniu licencjata( bodaj) z okolic komiksu(chyba o amerykańskim micie w kontekscie superhero) . Nie żałuje… bo po studiach ta osoba najpierw pracowała w mandragorze a potem założyła pewne( już nie istniejące) małe wydawnictwo komiksowe:). Mój mały wkład w historie polskiego rynku komiksowego ;).

    • outremer says:

      wkład mały, ale jednak liczący się!
      nie widziałem tek książki, o której piszecie, może przy okazji któreś z Was napisałoby gdzieś coś więcej na ten temat – albo tu, albo na „rękopisie”, albo chętnie udostępnię forum „KK”
      ;-)))

  6. Jak napisałem wyżej – ja jej już nie posiadam a czytałem ją ładnych parę lat temu (z 6-7?) … więc recenzji na pewno nie napiszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: