Jose Saramago, Ewangelia według Jezusa Chrystusa. Recenzja.

Przeciwko jednej słusznej historii

Kiedy, o Panie, nadejdzie dzień, w którym przyjdziesz do nas, żeby wobec ludzi uznać swoje błędy

Mogłoby się wydawać, że kontrowersyjna „Ewangelia według Jezusa Chrystusa” autorstwa Jose Saramago, nie może w chrześcijańskim kraju pozostać niezauważona i przejść bez większego echa. Portugalski pisarz i zdeklarowany ateista powziął się zadania prowokacyjnego – opisał w swojej książce jeszcze raz historię znaną z Nowego Testamentu, tym razem jednak przedstawił ją z perspektywy Syna Bożego. Jezus w wersji Saramago nie jest jednak wcale boski, a i Bóg nie przypomina powszechnych o nim wyobrażeń. Tymczasem po premierze książki w Polsce (1992) nie kwapiono się do jej analizy. Nie wybuchł żaden skandal, nie podniosły się głosy oburzenia. Dzisiaj otrzymaliśmy do rąk nowe wydanie „Ewangelii…” i wygląda na to, że powszechna reakcja na obrazoburczą powieść jest podobna do tej sprzed niemalże dwudziestu lat. Pytanie tylko – dlaczego?

Saramago, noblista z roku 1998, nie był tanim prowokatorem – i tu chyba należy szukać przyczyny tej „ciszy”. Mimo że jego powieść można uznać za heretycką i lekceważącą, nie są to cechy „efekciarskie”, a na pewno nie jedyne. „Ewangelia”, oprócz swojej kontrowersyjności i sceptycyzmu, jest również głęboka i filozoficzna, trudna, przyswaja się ją długo, smakując powoli. Swą specyfiką nie przystaje do argumentów krzykaczy, którzy pragną miażdżyć rozmówców i środowisko, przystając zarówno do armii wojujących katolików, jak i po przeciwnej „stronie mocy” – do ateistów. Można zatem powiedzieć, że jest to powieść do użytku zupełnie indywidualnego – do cichego wyciągania wniosków, refleksji i rozrachunku. Przeznaczona dla czytelników, którzy więcej myślą, niż chcieliby wykrzyczeć.

Saramago wypełnia miejsca puste. Buduje swoją opowieść na fundamentach fragmentarycznej przecież Ewangelii, tworząc z niej fabularną opowieść. Często zbacza z torów, lubi „popłynąć”, zmieniać i przeinaczyć. Udowadnia jednak, jak wiele interpretacji może pomieścić ten niejednoznaczny, mocno symboliczny materiał, który stanowi Biblia. I to właśnie na łamach jego książki symbole stają się ludźmi. Maria, Józef i oczywiście Jezus są tu postaciami złożonymi z krwi i kości – czują, myślą, analizują. Jakkolwiek Saramago nie ulegałby świętokradczej nadinterpretacji, to dzięki niemu uświadamiamy sobie, że historia biblijna, czy prawdziwa czy też nie, kryje w sobie multum niewidocznych treści. Mówiąc wprost – jeśli Maria żyła, musiała wykonywać codzienne czynności, a jej myśli i emocje musiały być wiele bardziej skomplikowane, niż ma to miejsce w „urywkowej” Biblii. O czym zatem myślała Maria? O tym pisze Saramago. Z zaznaczeniem, że myśleć mogła zupełnie o czymś innym, bo Pismo Święte daje ogromne pole do interpretacyjnego popisu.

Jesus-Christ-Superstar-musicalPortugalski noblista nie jest jednak w swoich wywodach do końca poważny. Lubi żartować, czasem ciepło, czasem prowokacyjnie – puszcza oko, licząc na odbiorcę niegłupiego, z poczuciem humoru i otwartym umysłem. Jego aniołowie mówią często językiem parodii (dodatkowo zamiast lśniących, białych szat, są przyodziani w łachmany), Bóg nie do końca zachowuje powagę, natomiast Szatan to całkiem sympatyczna i budząca respekt postać. Maria, ułożona żona, i Józef, skromny stolarz, nie należą do najbystrzejszych postaci. Najmądrzejszą świecką bohaterką jest z kolei nierządnica – Maria Magdalena. Zabawna ironia objawia się jednak tylko momentami, bo w innych partiach tekstu Saramago potrafi być zupełnie poważny.

Całość historii determinuje, mająca miejsce w początkowej części książki, rzeź niewiniątek w Betlejem. Ta, opisana bowiem z napięciem, jak w rasowym thrillerze, odciśnie się piętnem na Józefie, który z jej powodu będzie przeżywał dramatyczne wyrzuty sumienia. Nie ostrzegł rodziców zabijanych dzieci przed niebezpieczeństwem, mimo że o nim wiedział. Jego wina, niczym grzech pierworodny przejdzie na syna – Jezusa. Tego przez całą opowieść będą dręczyć koszmary.

Rozważania na temat winy, przypadku, wolnej woli zajmują tutaj wiele miejsca. Sam Jezus został wybrany na Syna Bożego przypadkiem – Bóg całkiem losowo „trafił” akurat do domu Marii i Józefa. Boskie działania nie są bowiem głęboko przemyślane i celowe. Stwórca, misterna postać pochylona nad szachownicą naszego świata, kieruje ludzkimi losami jak pionkami w grze, nie zawsze nad wykonanymi ruchami się zastanawiając. Marionetką jest również sam Jezus, który tak naprawdę stanowi jedynie narzędzie potrzebne do rozprzestrzenienia się chrześcijańskiej władzy. Ta tragiczność życia Jezusa, wywołuje w nim bunt. Syn Boży u Saramago, chciałby być normalnym człowiekiem. Ale Bóg jest okrutny. „Bóg jest straszny” – powie Maria Magdalena – „Nie wiem nic o Bogu, poza tym, że tak samo muszą przerażające być Jego upodobania i jego antypatie”. Jej rozgoryczenie jest ogromne. Stwórca, który z rozkoszą wdycha zapachy rzezi składanych mu ofiar, ma wkrótce odebrać najważniejszą osobę w jej życiu.

Nie warto, niezależnie od przekonań, obrażać się na portugalskiego pisarza. Jego powieść, mimo ideologicznych kontrowersji, jest po prostu dobrą, poruszającą książką. Saramago, używając tylko pięknych zdań, ciepłego humoru i myśląc zupełnie niesztampowo, opowiada kolejną historię. A robi to bardzo sprawnie, jest doskonałym gawędziarzem. Jego gawędy natomiast poruszają nasze myśli. Dzięki niemu stajemy się bardziej analityczni. Jeśli mielibyśmy się na niego za cokolwiek złościć, to może za uporczywość w niestosowaniu interpunkcji. Czasami ułatwiłaby nam sprawę.

Jose Saramago, Ewangelia według Jezusa Chrystusa, tłum. Cezary Długosz, wyd. Rebis, Poznań 2011.

 Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

4 Responses to Jose Saramago, Ewangelia według Jezusa Chrystusa. Recenzja.

  1. Ambrose says:

    Ten brak interpunkcji to chyba również swoista gra z czytelnikiem. Bardzo dobra i uderzająca w samo sedno recenzja.

  2. Experyment says:

    Dziękuję :) Do tej interpunkcyjnej gry w wykonaniu Saramago przyzwyczaiłam się, zanim jeszcze sięgnęłam po „Ewangelię”. W pierwszej chwili (dokładnie przy okazji „Miasta ślepców”) miałam ochotę się zbuntować, ale już po kilku stronach wybaczyłam pisarzowi. Dzisiaj to jeden z moich ulubionych autorów.

    Pozdrawiam,
    Dorota

  3. trakwies2 says:

    Wiele jest niestety ksiazek nie pisanych przez autorow pod wplywem Laski Pana Boga trzeba nam katolikom modlic sie za ludzi bladzacych.Ja,piszacy ten komentarz mam w sobie usmiech ,bo Bog Okazal mi laske I Tej Laski tez kazdemu zycze

  4. Jerzy.warszczynski@wp.pl says:

    Rewelacyjne spojrzenie na to co kościół przedstawia zby szablonowo a wszystkie opisane zdarzenia w ewangelia ch traktuje na swoją korzyść. Po przeczytaniu zweryfikowane swoje podejście do opisanych zdarzen

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: