Juli Zeh, Corpus Delicti. Proces. Recenzja.

Lekarzu, ulecz samego siebie

W dość wąskim zbiorze klasycznych ludzkich pragnień poczesne miejsce zajmuje zdrowie. Życzymy sobie dobrego zdrowia, wznosząc toasty przy każdej okazji, ponieważ jego brak sprawia, że wszystkie pozostałe pragnienia stają się zbędne lub niemożliwe do zrealizowania. Choroba wysysa z człowieka życiową energię, odbiera nadzieję na godne i szczęśliwe życie, w ostateczności prowadząc do jego końca. Ludzkość robi więc wszystko, by przeciwstawić się fatum. Według badań WHO większość społeczeństw byłoby w stanie poświęcić najwznioślejsze idee w zamian za długie, bezstresowe, nie obarczone stygmatem choroby życie.

Wizja Juli Zeh otwiera przed nami drugą połowę XXI wieku, w czasie i miejscu, gdzie takie życie stało się możliwe. Powstało państwo, które dzięki wdrożeniu tzw. METODY, zapewnia swoim mieszkańcom bezwzględnie bezpieczne życie. „Stworzyliśmy METODĘ dążącą do zagwarantowania każdej jednostce jak najdłuższego, niezakłóconego, a to znaczy zdrowego i szczęśliwego życia. Wolnego od bólu i cierpienia.  Nasz system jest perfekcyjny (…) jednakże równie kruchy. Najdrobniejsze wykroczenie przeciwko jednej z podstawowych zasad może ciężko uszkodzić ten organizm albo nawet go zabić.” – tłumaczy jeden z bohaterów, zdecydowany orędownik systemu. Oczywiście, by na Ziemi mogła powstać zdrowotna Arkadia, nieuniknione jest poświęcenie jednostki na ołtarzu dobra wspólnego. Konieczne staje się przestrzeganie reguł, a co za tym idzie – „obywatelskie posłuszeństwo”. Jak wielokrotnie nauczyła nas historia świata – w każdym systemie nieuniknione są też ofiary.

W powieści taką ofiarą jest Moritz Holl, bo nie będzie ryzykowne stwierdzenie, że to on jest głównym bohaterem „Corpus Delicti. Proces”. Nawet jeśli występuje tylko w retrospekcjach, a cała akcja opowiedziana jest z perspektywy jego siostry – Mii. Moritz to buntownik, zdeklarowany przeciwnik METODY, która zabrania mu chodzić po „brudnym”, najeżonym bakteriami lesie, pić kawy, palić papierosów i wygłaszać liberalne filozofie. Moritz to lekkoduch, marzyciel, piewca wolnościowych ideałów. Outsider i free man zarazem.

Kafka-Der-Prozess„W snach widzę miasto, w którym chciałbym żyć. Gdzie domy mają fryzury z zardzewiałych anten. Gdzie sowy mieszkają w popękanej więźbie dachowej. Gdzie z górnych pięter zrujnowanych zakładów przemysłowych przenika głośna muzyka, rzeźby z dymu papierosowego i mocne uderzenia kul bilardowych.” – deklaruje z uniesieniem.
Któregoś dnia Moritz Holl zostaje aresztowany pod zarzutem gwałtu i morderstwa na tle seksualnym. Obciążają go niepodważalne dowody, z wynikami badań DNA w roli głównej. Jedyną osobą, która wierzy w jego niewinność, jest Mia. Sprawa wygląda na jasną: brat był niewygodny dla METODY, więc ta postanowiła się go pozbyć. Moritz jest idealistą do samego końca, więc w obliczu zniesławienia i skazanego na klęskę procesu stawia ostatni krok – popełnia samobójstwo. Spadkobierczynią jego myśli jest Mia, która postanawia walczyć o dobre imię brata.

„Corpus Delicti. Proces” to wspaniale narysowana antyutopia pozornie doskonale funkcjonującego społeczeństwa. Państwa, w którym obywateli „straszy się” powrotem XX wieku. Miejsca, gdzie nie mają prawa istnieć bakterie, wszystko ma swoje miejsce i czas, a ludzie są bez wyjątku zdrowi fizycznie i psychicznie. Juli Zeh w pasjonujący sposób połączyła „Rok 1984” Orwella z atmosferą zaszczucia, bliską klasycznemu „Procesowi” Kafki. Niemiecka pisarka przeprowadza odwieczną konfrontację: dobro jednostki – dobro społeczeństwa, człowiek przeciwko systemowi. Osią tej konfrontacji jest w powieści swoista, niesamowicie zbudowana gra psychologiczna, pomiędzy Mią Holl, a Heinrichem Kramerem – doświadczonym, pozbawionym sumienia, skrupułów, ale niezwykle charyzmatycznym dziennikarzem, który zdecydowany jest bronić METODY za wszelką cenę.  To symboliczna walka bezwzględnej siły rozumu z człowieczym sercem i duszą.

Orwell-1984Powieść Juli Zeh, wypełniona jest filozoficznymi rozważaniami, błyskotliwymi dialogami i przekonującymi prezentacjami ambiwalentnych poglądów. Z drugiej strony, będąc świetnie skonstruowanym thrillerem, pozostawia uczucie strachu i niepewności. Czy dążenie do utopii i nierozerwalnie związane z nim poświęcanie jednostek jest przyszłością świata, jego przekleństwem? Czy warto zamienić niebezpieczne i niepewne jutra piękno, na w pełni kontrolowaną, rutynową codzienność – sterylną i niezaskakującą, ale w pełni bezpieczną?
Moritz Holl, którego duch obecny jest na każdej stronie powieści, uważa, że nie.

„Prawdziwemu człowiekowi nie wystarcza istnienie, jeśli oznacza ono zwykłe bycie tu i teraz. Człowiek musi swojego istnienia doświadczyć. W bólu. W odurzeniu. W porażce. We wzlocie. W poczuciu absolutnej pełni władzy nad swoją egzystencją. Nad własnym życiem i śmiercią. To jest miłość.” – wygłasza podczas jednej z rozmów z siostrą na zakazanej polanie, brodząc gołymi stopami w orzeźwiającej rzeczce. To miejsce nazywa uroczyście „katedrą”.

Gustaw Flaubert napisał, że aby osiągnąć szczęście, trzeba spełnić trzy warunki: być imbecylem, być egoistą i cieszyć się dobrym zdrowiem. Przy czym zdecydowanie najważniejszym w tej swoistej kompilacji jest pierwszy warunek. Jeśli założymy, że francuski mistrz literatury miał rację – przerażająca wizja Juli Zeh nie będzie już dla świata najgorszą alternatywą.

Juli Zeh, Corpus Delicti. Proces, przeł. Sława Lisiecka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: