Philip K. Dick, Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Recenzja.

Przestrzeń na dachu pomiędzy elektryczną owcą a kozą za kilka tysięcy dolarów

Twórczość Philipa K. Dicka jest zgoła niesamowitym połączeniem klasycznej prozy z fantastyką, rozważaniami teologicznymi w psychodelicznym klimacie, oniryzmu, futurologii i gnozy. Kalifornijczyk w sposób mistrzowski opisywał losy bohaterów, borykających się z własnymi lękami, problemami, niepewnością w stosunku do dogmatów. Mainstream lat 60. odrzucał go od razu, bo pisał pod niepopularnym w gruncie rzeczy wówczas szyldem „science fiction”. Literatura Dicka nie była promowana, uznawano ją za zbyt ambitną, niejasną, trudną i mało komunikatywną. Dziś jest zupełnie inaczej.

Blade-Runner-1„Czy androidy marzą o elektrycznych owcach” znane jest bardziej pod tytułem filmowym, jako „Blade runner”. W moim przekonaniu najbardziej odpowiednie tłumaczenie tytułu brzmiałoby „Biegnąc po krawędzi” [w tym miejscu pozwolę sobie na odrobinę prywaty i pozdrowienia dla Neona].
Głównym bohaterem utworu jest Rick Deckard, pracujący na zlecenie rządu zabójca androidów, które wymknęły się spod kontroli korporacyjnemu twórcy. Przekonany o słuszności sprawy ma zlikwidować sześć najnowszych modeli Nexusa 6, bardzo trudnego do odróżnienia od człowieka. W trakcie tego procesu pojawia się cień wątpliwości; Deckard zastanawia się, w jakim stopniu on sam zaczyna przypominać bezduszną maszynę.

Empatia vs inteligencja

Dla stwierdzenia „tożsamości” androida, a więc upewnienia się, że eliminuje rzeczywiście maszynę, Deckard stosuje tzw. test Voigta-Kampffa. Ma on sprawdzić u badanego naturalne odruchy empatyczne. Przedstawia mu się jakąś z pozoru banalną scenę, by w odpowiednim momencie zadać podchwytliwe, „emocjonalne” pytanie. Propagatorom testu wydaje on się niezawodny – coś na wzór współczesnych testów DNA. Z kolei niewielkie zaludnienie na planecie (w filmie jest ona przeludniona) powoduje, że każdy prędzej czy później natknie się na kontrolę, bądź zostanie schwytany przez policyjną obławę.

Blade-Runner-2Pojawia się przy okazji problem fałszywej tożsamości – otóż nie każdy android ma świadomość tego, kim naprawdę jest. Żyją w społeczeństwie, pracują, pełnią funkcje na wysokich stanowiskach. Do likwidacji przeznaczone są tylko te, które uciekły z Marsa, gdzie miały służyć ludzkim emigrantom. Zbuntowały się, więc zostały skazane na śmierć. Wiele z nich posiada nieprzeciętną inteligencję, która utrudnia czasem zaakceptowanie prawdy.

Łowca, android i koza

Zawód łowcy nie jest łatwym kawałkiem chleba. Władze urządziły wszystko tak, by jego pensja była niska, a motywacją do efektownej pracy stała się ekstrapremia za eksterminację zbuntowanych maszyn. W dodatku praca jest niewdzięczna i niebezpieczna.

Jednak wykreowane przez Dicka androidy wcale nie stoją na całkiem przeciwnym biegunie. Nie są biednymi, sympatycznymi istotami, którym bylibyśmy winni współczucie. Niektóre z nich są cyniczne, przebiegłe, a nawet na wskroś bezlitosne. Walcząc o przetrwanie, posuwają się do bardzo „ludzkich” technik – blefują, manipulują i oszukują. Są w stanie znęcać się nad żywym pająkiem, wyrywając mu jedna po drugiej nóżki. Stworzone przez człowieka, nie mogą się przecież od niego diametralnie różnić.

Blade-Runner-city

Symboliczną rolę odgrywają u Dicka zwierzęta – opieka nad nimi przydaje ludziom w zdegradowanym świecie humanistycznego wymiaru. „To, że masz dwa konie, a ja nie mam żadnego, podważa fundamenty teologicznej i moralnej struktury merceryzmu” – wyrzuci z goryczą Rick swojemu sąsiadowi. Dlatego elektryczna owca na dachu Deckarda ma zostać zamieniona na całkiem żywą kozę, na którą łowca przeznaczy gratyfikację za zlikwidowanie „andków” (zdrobnienie występujące w powieści ma rzecz jasna charakter szyderczy, a nie pieszczotliwy). Jeden „andek” = tysiąc dolarów. To całkiem sporo, biorąc pod uwagę inflację z kilku dekad.

„Blade Runner” a cyberpunk

Czynnikiem decydującym o tym, że „Blade runnerowi” przypięto łatkę „cyberpunku” był niewątpliwie film Ridleya Scotta z roku 1982. Obraz popularny wśród publiczności SF zdobył sobie także uznanie masowego odbiorcy, głównie ze względu na komercyjne walory. Świetne role Daryl Hannah, Harissona Forda i Rutgera Hauera, niesamowicie klimatyczny świat, znakomite efekty specjalne oraz subtelna muzyka Vangelisa sprawiły, że obraz Scotta odniósł kinowy sukces. Warto przy tym zaznaczyć, że reżyser nadał obrazowi nowe cechy i zupełnie zmienione odautorskie zakończenie, nie gubiąc jednocześnie konwencji ani przesłania utworu – wręcz przeciwnie, nadał mu nową głębię, momentami jeszcze bardziej wnikając w zawartą w dziele filozofię.

Zarówno w książce i w filmie brak jest kluczowego dla nurtu cyberpunkowego atrybutu, jakim jest sieć. Mamy za to dekadencką wizję postapokaliptycznego świata, miasta rządzone przez korporacje, zaawansowane technologie i wszczepy oraz motyw krawędzi. To z grubsza rzecz biorąc, te cechy zadecydowały o „zaadoptowaniu” „Blade runnera” jako dzieło cyberpunkowe.

Słupy graniczne człowieczeństwa

Philip K. Dick jest jednym z legionu ludzi, którzy pytali i wciąż pytają: czym jest człowieczeństwo? Gdzie przebiega jej granica i co znajduje się poza słupami granicznymi? Czy hodowanie na dachu elektrycznej owcy lub dokarmianie kozy, przy jednoczesnym bezlitosnym eksterminowaniu istot okazujących zbliżone do ludzkich emocje, daje prawo do obsadzenia siebie po właściwej stronie barykady? Czymże jest rzeczywistość, religia i jej bogowie (motyw „merceryzmu” w powieści)?

Widziałem niedawno w telewizji człowieka, który zaprowadził na tory kolejowe swojego psa, by pędzący pociąg zrobił z niego miazgę. Pies był temu człowiekowi wierny i ufny, więc nie uciekał. Takich ludzi jest wielu i z tego, co mi wiadomo – nie są ani androidami, ani łowcami. Nie wiem, kim są, ale daję głowę, że i Dick by nie wiedział, choć karty swoich powieści udostępniał najróżniejszym wybrykom natury. Wydaje mi się, że krawędź coraz bardziej się zwęża i w niedługim czasie nie sposób będzie po niej biegnąć.

Philip K. Dick, Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, przełożył Sławomir Kędzierski, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

** Kadr i scena filmowa pochodzą z filmu Ridleya Scotta Blade Runner (1982).

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

One Response to Philip K. Dick, Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Recenzja.

  1. A ja nadal nie rozumiem zakończenia ? Co chciały androidy osiągnąć demaskując Mercera ? Czemu Tris urywała nogi temu pająkowi ? Czemu Rick stał się Mercerem ? Czemu jego żonie zależało żeby uratować tą żabę ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: