Tomasz Piątek, Podręcznik dla klasy pierwszej. Recenzja.

Walka z pupą

Tomasz Piątek napisał podręcznik, niewielką książeczkę, którą można połknąć chybcikiem, z uśmiechem lub z odrazą. W zależności od poziomu dystansu czytelnika, rodzaju poczucia humoru i swoich uczuć względem Pana Piątka, pisarza i publicysty, bądź co bądź głośnego w wyrażaniu poglądów. Wydaniu jego podręcznika towarzyszyła słuszna i godna pochwały idea. Młodzi nie czytają, ba, już prawie nikt nie czyta, bo literatura jest dla frajerów – trzeba koniecznie zwrócić uwagę na ten straszliwy problem. „Ludzie, którzy dużo czytają, mają inny stosunek do informacji, przetwarzają je w sposób bardziej odpowiedzialny, są w stanie wyciągać logiczne wnioski. Jeśli społeczeństwo nie będzie czytać, nie mamy się co bawić w demokrację” – mówi Piątek w jednym z wywiadów.

Umasowienie czytelnictwa pisarz proponuje zacząć od strony jak najbardziej właściwej – czyli od początku, od edukacji. Stąd pomysł na „Podręcznik do klasy pierwszej” – projekt, który powstał już trzynaście lat temu, wtedy jednak nie skusił żadnego wydawcy. To parodia wczesnoszkolnego elementarza, gdzie znajdziemy czytanki, wierszyki, ćwiczenia, zadania i inne, w których to autor daje się ponieść sadystycznej, ironicznej wyobraźni, jednocześnie starając się wytknąć systemowi nauczania nieudolne schematy, chęć zniewolenia biednych uczniów i pozbawienia ich wyobraźni.

Piątek drwi sobie z czytanek o „Naszej Ojczyźnie”, z wierszyków o Murzynku Bambo i z jałowych podręcznikowych ćwiczeń, których – nie oszukujmy się – nikt nas, siadając w szkolnej ławie, nie traktował „ze zrozumieniem” – nie dlatego, że to my byliśmy nieuważni; to ich oderwany od rzeczywistości poziom urągał naszej wyobraźni. Co zatem wynika z „zabawy” Piątka? Zwrócenie uwagi na totalną jałowość programów nauczania, ich bezmyślność oraz mechaniczność to pomysł trafny i na czasie. Osobiście,  przerażona wątpliwej wartości edukacyjnej „nauczaniem” myślenia pod zapisany w jakimś syllabusie klucz, zgadzam się z Tomaszem Piątkiem w całej rozciągłości jego poglądu. Jego publikację jednak skłonna jestem traktować jedynie jako coś w rodzaju swoistego „happeningu”, który wskazuje na problem, lecz nic w dyskusję na jego temat nie wnosi.

Czytając „Podręcznik”, cofnęłam się bowiem do czasów studiów (nic chyba dziwnego, wszak Piątek pisząc go, sam był gdzieś w okolicach studenckiego etapu). Wtedy to z koleżanką o bardziej niż przeciętnie rozbudowanej  wyobraźni tworzyłyśmy na wykładach wierszyki i historyjki, niekoniecznie cenzuralne i poprawne politycznie. Świetnie się przy tym bawiłyśmy, a zabawie służyło to tylko i wyłącznie. I taki właśnie, wyrwany ze studenckiej ławy poziom, prezentują teksty autora „Podręcznika”. Są śmieszne, ale nie zawsze, szczególnie w większej ilości, a czasem, mam wrażenie, prowokują tylko dla prowokacji – by ktoś się zarumienił, by ktoś się oburzył.

Mimo to udało się Piątkowi zdobyć tą publikacją moją sympatię. Trudno mi jednak określić potencjalnego odbiorcę jego literackiego „wybryku” (zaznaczając, że wybryk to raczej sympatyczny). Ten, kto zrozumie, „co autor miał na myśli”, uśmiechnie się i odłoży książeczkę na półkę, pozostawiając ją w pamięci jako kolorową ciekawostkę. Ten natomiast, któremu lektura „ze zrozumieniem” przyniosłaby nieco więcej korzyści, tak czy siak skazany jest na jej niezrozumienie.

Tomasz Piątek (ilustracje: Hanna Gill-Piątek), Podręcznik dla klasy pierwszej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

4 Responses to Tomasz Piątek, Podręcznik dla klasy pierwszej. Recenzja.

  1. gość says:

    No oczywiście, ci WŁAŚCIWI na pewno zrozumieją i się uśmiechną (A jeśli zrozumieją, a nie uśmiechną się, to co???). A ci NIEWŁAŚCIWI to, panie tego, takie okrutne tępaki.

    Czyżby ktoś się posłużył stereotypem?

  2. gość says:

    Ło, premoderacja, panie tego. A strona podobno taka wolnościowa.

    Jak wolnościowa, to postmoderacja powinna być.

    A nieładnie.

    • Experyment says:

      Następnym razem się pan, panie tego, podpisz. Będzie i właściwie, i ładnie.

      R.

      • gość says:

        Znaczy, panie tego, imieniem i nazwiskiem?

        To jest Internet, a Internet ma tę cechę, że pisze się tu anonimowo(czy też – jak twierdzą niektórzy – pozornie anonimowo).

        A czy pan, panie tego, myślisz, że jestem z zajadłych prawaków? Terlikowski incognito w czasie wolnym? :-P

        He he, nic z tego.

        Anim lewicowa, ani prawicowa. A tak – kobieta, tylko lubię się bawić językiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: