John Steinbeck, Na wschód od Edenu. Recenzja

Możesz

Pewnej nocy, nocy gorzkiej jak musztarda, nocy, która była wczorajszą, zjawiła się dobra myśl i osłodziła ciemność, kiedy odchodził dzień. I ta myśl trwała od gwiazdy wieczornej aż po Niedźwiedzicę zapóźnioną na skraju pierwszego brzasku – o której mówili mądrzejsi od nas.

Kanwą „Na wschód od Edenu” jest historia ranczerskiej rodziny Trasków, która w drugiej połowie XIX w. osiedliła się na farmie na zachodnim wybrzeżu USA, w dolinie rzeki Salinas – największej rzeki Kalifornii. Kiedy rozpoczyna się saga, Adam Trask – główny bohater spajający trzy pokolenia – dopiero ma przyjść na świat. Jego dzieciństwo, trudne relacje z ojcem i z bratem Karolem, stają się punktem wyjścia dzieła, które ukończył John Steinbeck na swoje 50-te urodziny, oddając zarazem hołd ziemi, na której się wychowywał i dorastał.

„Salinas była rzeką sezonową. Nie była wcale piękna, ale nie mieliśmy innej, więc chełpiliśmy się nią – tym, jaka jest niebezpieczna podczas wilgotnej zimy, a jaka wyschnięta w letnią suszę. Chełpić się można każdą rzeczą, jeżeli jest ona wszystkim, co mamy” – pisze na początku Steinbeck. Przez całą książkę przewijał się będzie motyw jałowej ziemi, która daje marne plony, w przeciwieństwie do miejsc, gdzie osiedlili się ludzie bogatsi albo po prostu ci, którzy mieli więcej szczęścia – dla nich los i ziemia okazały się łaskawsze.

Przedstawicielem tych, z których los nieco zadrwił był Samuel Hamilton – potomek Irlandczyków, cechujący się dobrodusznością, pracowitością, ciepłem, otwartą duszą i poczuciem humoru. To marzyciel, wytrwale topiący swoje oszczędności w patentowaniu kolejnych rewolucyjnych pomysłów, które ostatecznie i tak paliły na panewce lub zostały mu podkradzione przez ludzi bardziej „obrotnych”, czyli po naszemu nieuczciwych. „Nawet pobity może skraść odrobinę zwycięstwa, śmiejąc się z klęski” – tłumaczył Samuel, konsekwentnie realizując kolejne pomysły.

„Trzeba czegoś pożądać, żeby być nieuczciwym” – napisał Steinbeck, a Samuel Hamilton ani nie narzekał na złe fatum, ani nie pożądał cudzej ziemi („ranczo było w jego oczach jakby krewnym”) i żył tak, jakby jego najgorszy w świecie koń był najpierwszym rumakiem. Nazwał go Doksologia, „bo takie niewydarzone stworzenie zasługiwało, żeby mieć przynajmniej jedną rzecz wspaniałą” (w przypadku fajtłapowatego konia o dodatkowo złym charakterze było to imię). A jednak potrafił Samuel uderzyć w stół, kiedy było trzeba, pięknie przemówić, snuć barwne historie, wstrząsnąć swoimi przyjaciółmi, chowając się tylko przed żoną-dewotką, którą pomimo wszystkich uciążliwości kochał i ochraniał. Samuel Hamilton jest ukazany w opozycji do ludzi, którzy mając o niebo lepsze warunki rozwoju – bezrefleksyjnie je marnotrawili.

Na-wschod-od-Edenu-1Adam Trask przez długie lata był takim właśnie człowiekiem, co mogło momentami frustrować, nawet biorąc pod uwagę jego traumatyczne przeżycia z czasów dzieciństwa i tragiczną historię z żoną-diablicą. Adam wychowany wraz z bratem Karolem na farmie w Connecticut przez surowego ojca, który dzięki krętactwom i konfabulacji zrobił karierę wojskową, pozostawiając synom w spadku majątek. Z bratem łączyły go trudne relacje – to właśnie tutaj po raz pierwszy spotykamy motyw mitu Kainowego piętna. Szukający ciepłego uczucia i ojcowskiego uznania Karol, nie odnalazłszy go, wyrósł na krnąbrnego gagatka. Pomiatał Adamem i bił go, znajdując w agresji ujście dla swojej rozpaczy, a jednocześnie kochał brata i był do niego przywiązany, co okazało się, gdy ten kilka lat później wyjechał w świat. Przewrotny ojciec posłał jednak na służbę wojskową Adama, co znacząco determinuje późniejsze zdarzenia.
„Żołnierza zasypuje się upokorzeniami ażeby, gdy przyjdzie czas, nie brał zbytnio do serca tego ostatecznego upokorzenia: bezsensownej i nędznej śmierci” – tłumaczył synowi, gdy ten z całych sił bronił się przed wyjazdem. Po śmierci ojca to jednak Karol będzie skłonny zająć się rozwojem farmy i ciężką pracą, zaś Adam, dotknięty życiowym dramatem, długo nie będzie w stanie odnaleźć własnej drogi.

Kluczową rolę w powieści odgrywa narrator, który urodził się mniej więcej wtedy, kiedy bliźniacy Adama Traska, jako syn Johna Ernsta Steinbecka i Oliwii Hamilton. Był więc Samuel Hamilton dziadkiem małego Johna, który pół wieku później opisał losy swojej familii w „Na wschód od Edenu”. Cała historia ze wszystkimi ostro zarysowanymi postaciami odkrywana jest  sukcesywnie, kawałek po kawałku, dopasowując się do zmieniającej się w zawrotnym tempie amerykańskiej rzeczywistości u wrót uprzemysłowienia i kapitalizmu. Sam Steinbeck pojawia się w powieści jako mały chłopiec w kilku mniej ważnych epizodach, przyglądający się wydarzeniom zza pleców dorosłych, mając oczy i uszy szeroko otwarte – już wtedy tak na dobrą sprawę urodził się pomysł „Na wschód od Edenu”, który dojrzewał w umyśle i sercu pisarza, wychodząc na światło dzienne w 1952 roku.

John Steinbeck to klasyczny, ale bardzo wszechstronny narrator. Czule opowiada o przyrodzie kalifornijskiego wybrzeża, o jej zapachach, kolorach, ziemi i przyrodzie. Bardzo często pobudza do przemyśleń, czy to słowami bohaterów (tutaj prym wiedzie Li – sympatyczny chiński służący burzący wszelkie stereotypy; charyzmatyczny, o dużej wiedzy, którego marzeniem jest otwarcie własnej księgarni), czy też własnymi dopiskami, gdzieś na marginesie, ale zawsze odnosząc się do fundamentalnych wartości. Narrator pomiędzy snutą ze swadą opowieścią, potrafi przemienić się w nauczyciela, udzielającego lekcji historii. Opowiada o nastrojach społecznych i politycznych w ówczesnej Ameryce, o uruchamianiu starych automobili, o noszeniu „gotowych” sukien, o wojnie, w którą zaangażowano wbrew ich woli tyle młodych istnień; przywołuje we wspomnieniach postać Forda czy „Black Jacka” Pershinga. W końcowych partiach utworu dokonuje szczerego rozliczenia z mającą dopiero przybrać najkosztowniejsze szaty legendą Ameryki.

Braterska miłość Toma i Dessie czy ciepło rodzinnej farmy Hamiltonów, gdzie „ranek jest lekki jak puch”, przypomina może sentymentalną twórczość Trumana Capote’go, który we wczesnych opowiadaniach z dziecięcym uczuciem opiewał fale dzieciństwa.
Z drugiej strony mamy starcie demonicznej Kate, łajdaczki, oszustki i egoistki podporządkowującej sobie ludzi, z Adamem (sugestywna scena w burdelu), a wiele lat później także z własnymi dziećmi. Straszne to sceny, uzmysławiające jak ambiwalentne byty jest w stanie pomieścić człowiek we własnym, nawet najbardziej ciasnym otoczeniu.
„Więcej jest piękna w prawdzie, nawet jeżeli to piękno jest straszne. Bajarze spod miejskich bram przekręcają życie tak, że wydaje się słodkie trutniowi, głupcowi i człowiekowi słabemu, a to jedynie potęguje ich ułomności, nie uczy niczego, nie leczy niczego i sercu nie pozwala się wznieść” – wspominał słowa chińskiego ojca Li, tłumacząc Adamowi, dlaczego powinien ujawnić synom mroczny sekret ich rodziny.

Na-wschod-od-Edenu-James-DeanW drugiej połowie sagi na pierwszy planie pojawiają się synowie Adama: Kaleb i Aron. Aron to pozornie romantyczna dusza, chłopak o złotym sercu i dobrym usposobieniu. Jego powierzchowność prowadzi go do nadmiernego wyidealizowania świata i życia. Kal nosi w sobie skazę, która czyni go bardziej „ludzkim” i prowadzi do braku autoakceptacji. Gloryfikowany przez ojca Aron pójdzie do college’u, choć to Kal jest z bliźniaków lotniejszym umysłem. Pomiędzy nimi jest jeszcze Abra – piękna, inteligentna dziewczyna, w której obaj się kochają. Przy czym miłość Arona, właśnie dlatego, że wyidealizowana i „zakonnicza”, staje się dla Abry zbyt nienaturalna. Kontynuacja alegorii do mitu Kaina i Abla wybrzmiewa tutaj bardziej dramatycznym tonem. Gdy rozpaczliwe próby uszczknięcia skrawka ojcowskiej miłości przez Kala spalają na panewce, piętno chłopca przeradza się w gniew.

„Moim zdaniem to jest najbardziej znana historia na świecie, ponieważ jest historią każdego człowieka. Uważam ją za symboliczne dzieje duszy ludzkiej (…) Największą zmorą dziecka jest obawa, że może nie być kochane, a odtrącenie jest piekłem, którego się lęka (…) A z odtrąceniem przychodzi gniew, z gniewem jakaś zbrodnia czy zemsta, ze zbrodnią zaś wina – i oto jest historia ludzkości” – zawyrokuje Li podczas jednego z filozoficznych popołudni.

Na-wschod-od-Edenu-Kal-AbraNajważniejsze przesłanie powieści Steinbeck zawarte jest w tajemniczym hebrajskim słowie „timszel”, użytym w biblijnej opowieści o kainowym grzechu. Oznacza ono: „możesz”. „Timszel” daje ci prawo wyboru, ponieważ MOŻESZ panować nad grzechem. Przenosi odpowiedzialność z boskich wyroków i zaklęć przeznaczenia na barki człowieka. Bowiem jeżeli „możesz”, to także „możesz nie”. Steinbeck dowodzi, że zło nie jest przenoszone w genach, nie lęgnie się ani w patologicznych korzeniach rodzinnych, ani w toksycznym powietrzu, jakim niektórzy ludzie zmuszeni są oddychać. Czyni go to podobnym do Faulknera, który w powieści „Stary” ukazuje więźnia pomagającego w ewakuacji ludzi podczas najbardziej niszczycielskiej powodzi w Stanach Zjednoczonych – nad Missisipi w 1927 roku.

„Na wschód od Edenu” to przejmująca powieść o miłości i jej braku, stracie, odtrąceniu, odrzuceniu, odkrywaniu siebie, kreowaniu własnego świata. Obyczajowa saga ze świetnymi elementami dreszczowca, kryminału, a także subtelnego moralitetu. Ale przede wszystkim opowieść o walce z wewnętrznymi demonami, którym nie wystarczy raz spojrzeć w twarz, żeby je pokonać. „Nie można zrobić konia wyścigowego ze świni” – zakpi Adam w rozmowie z Samuelem. „Nie. Ale można z niej zrobić bardzo szybką świnię” – odpowie z uśmiechem dziadek Johna Steinbecka. A trzeba Wam wiedzieć, że był to bardzo mądry dziadek.

John Steinbeck, Na wschód od Edenu, przeł. Bronisław Zieliński, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

* Na motywach powieści „Na wschód od Edenu” powstały dwie produkcje filmowe. W 1955 roku premierę miał pełnometrażowy film w reżyserii Elii Kazana z nominowanym do Oscara Jamesem Deanem w roli Kala. Doskonałą kreację Kate stworzyła Jo Van Fleet, która dostała statuetkę za najlepszą rolę drugoplanową. Nominacjami uhonorowano też reżyserię oraz scenariusz (choć ten spłycono i odarto z subtelności, szczególnie w zakończeniu). W 1981 roku nakręcono 3-odcinkowy serial telewizyjny (trailer u góry), a za kamerą stanął znany jako reżyser przygód porucznika Columbo – Harvey Hart. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, ponieważ prawie 8-godzinna produkcja pozwoliła na szerszą interpretację dzieła Johna Steinbecka. Jako Kate wystąpiła, znana z popularnego „Dr Quinn”, Jane Seymour. Zarówno aktorka, jak i cały serial zostały uhonorowane Złotymi Globami, spotkał się także z ciepłym przyjęciem krytyki.

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

6 Responses to John Steinbeck, Na wschód od Edenu. Recenzja

  1. joad6891 says:

    Recenzja bardzo fajna z jednym dużym „ale”. Otóż przemyśl jeszcze raz usposobienie bliźniaków. Aron romantyczny? Grzeczny, ale myślący tylko o sobie. Umyślnie nie robiący nikomu krzywdy, ale pozbawiony krzyny empatii (nie kochał Abry lecz „białego ducha”, który pasował do jego wyobrażenia świata), wykorzystywał (choć nie perfidnie, ale również bez poczucia wdzięczności) dobroć Kala i ojca. To jego powierzchowność oraz łagodne, flegmatyczne usposobienie sprawiało, że wszyscy go uwielbiali. Nie obchodziły go prawdziwe potrzeby Abry, gdy zastanawiał się nad stanem duchownym i celibatem nawet kompletnie nie brał pod uwagę co ona o tym myśli i jak się poczuje. Na pewno nie miał złotego serca.
    Bohater romantyczny to przecież Kal! – niespokojny, miotający się pomiędzy sprzecznymi emocjami, kochający żarliwie, zdolny zarówno do wspaniałych czynów jak i do czynów podłych, okrutnych i niszczących czego był świadom i przez co uważał się za gorszego człowieka niż jego brat. To przez niego Abra czuła się naprawdę kochana. Bardzo kochał ojca i pragnął go chronić co Arona w ogóle nie interesowało.
    Jak można było napisać, że „Aron to romantyczna dusza, chłopak o złotym sercu”?

    • Experyment says:

      Słusznie. Chciałem we wspomnianym zdaniu posłużyć się skrótem myślowym, co nie wyszło na dobre. Chodziło oczywiście o to, że Aron chciał uchodzić za takiego człowieka, zaś w rzeczywistości był powierzchowny i, tak jak jego uczucia, nienaturalny, wręcz egoistyczny.
      W wolnej chwili przeredaguję to niefortunne zdanie.

      Bardzo dziękuję za konstruktywną uwagę i pozdrawiam:)

      Rafał

      • joad6891 says:

        Tak właśnie podejrzewałem, że to skrót myślowy :) Skomentowałem, właśnie w dobrej wierze, bo cieniem kładło mi się to na bardzo dobra recenzję. Normalnie nie zwracam uwagi na takie rzeczy ale na punkcie tej książki dostałem lekkiego hopla :) Na wschód od Edenu przeczytałem dwa miesiące temu i do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Ja, miłośnik prozy J.Grzędowicza :)
        Pozdrawiam również i życzę wszystkiego dobrego :)

  2. Experyment says:

    Proszę w takim razie przeczytać więcej Steinbecka – na pewno „Grona gniewu” oraz „Myszy i ludzi”:)

    Jeżeli mowa o Grzędowiczu, to „Księga jesiennych demonów” i „Pan lodowego ogrodu” były całkiem niezłe, także kilka opowiadań w zbiorze „Wypychacz zwierząt”, choć tam akurat przeplatały się ze zdecydowanie słabszymi. Z tego, co pamiętam, w „Księdze…” było tylko kilka utworów, za to dłuższych, „pełniejszych”, też lepiej napisanych.

    Sądzę jednak, że jeśli już dostawać hopla, to epickie historie Steinbecka są ku temu zdecydowanie bardziej odpowiednie:)

    Wszystkiego dobrego również i jeszcze raz pozdrawiam.

    Proszę zaglądać częściej:)

    R.

    • joad6891 says:

      Steinbecka przeczytałem wszystko, co jak na razie udało mi się dorwać.”Myszy i ludzie” to była pierwsza, którą przeczytałem. Potem „Grona gniewu” (lektura wyrywa serce momentami) i Tortilla Flat, a następnie dopiero „Na wschód…”.

      Grzędowicz to według mnie bardzo dobry pisarz tworzący wysokiej próby literaturę rozrywkową, (czego i on sam się nie wypiera) której to styl i nastrój bardzo mi odpowiadają, imponują nawet, jako komuś kto sam próbuje pisać. Nie mam nawiasem mówiąc problemu z tym, że nie jest to pisarstwo formatu nagrody nobla, a wręcz nie chciałbym żeby takiego pisarstwa było za dużo. Tzn. nie kosztem gniotów pokroju książek powitych przez Piekarę czy Komudę, ale kosztem solidnej inteligentnej literackiej rozrywki.
      A Steinbeck to niezrównany geniusz. Sprawić, żeby nawet opisy przyrody nasycone były dramatyzmem i niepokojem, – NIESAMOWITE! Tylko przy książkach tego autora miałem okropną ochotę zakreślać całe akapity zakreślaczem :)

      P.S.
      Na pewno będę wpadał częściej :)

      • Experyment says:

        Witamy na pokładzie – jest nam bardzo miło :)

        O „Gronach gniewu” będę pisał, kiedy tylko uporam się z kilkoma zaległościami. Odnośnie geniuszu Steinbecka – masz całkowitą rację. Ów dramatyzm i niepokój najmocniej czuć było chyba w „Myszach i ludziach” – ta gęsta atmosfera, dramatyczna wręcz konwencja, coś złego w powietrzu…

        Do literatury popularnej staram się nie być przesadnie krytyczny, ale przyznaję z bólem, że z upływem czasu coraz gorzej mi to wychodzi. W Experymencie staramy się wyważyć środek ciężkości i zwracać uwagę naszych Czytelników zarówno na klasykę, jak i dobrą literaturę rozrywkową. Ponadto ta ostatnia niejako „ciągnie” rynek wydawniczy naszych czasów, co również nie pozostaje bez znaczenia.

        Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze nieraz będziemy wspólnie wymieniać spostrzeżenia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: