Umberto Eco, Cmentarz w Pradze. Recenzja

Uniwersalna Formuła Spisku

Ludzie od dawien dawna wymyślają spiski. Mają one najróżniejsze cele: począwszy od spiskowych teorii dziejów, w których chodzi głównie o przejęcie władzy absolutnej nad światem, gdzie umiejscowić można w doborowym towarzystwie Iluminatów, masonów czy Opus Dei także Mędrców Syjonu z powieści Umberto Eco, a skończywszy na tłumaczeniu swoich niepowodzeń przez zwyczajnych z pozoru ludzi – sąsiad zrobił karierę, bo miał znajomości na szczeblu politycznym; nie dostałem wymarzonej pracy, bo zadenuncjowano pochodzenie moich prapradziadków, a właściciele firmy to idioci i złodzieje; spóźniłem się na ważne spotkanie, bo ONI celowo spreparowali korek na autostradzie, etc., itd. Im większa wina indywidualna „ofiary spisku”, tym teoria bardziej fantastyczna – bywa, że taka, której nie powstydziłby się sam Philip K. Dick. Jeżeli dołożymy do tego sławetne spiski, które w historii świata rzeczywiście miały miejsce (ot, choćby zamordowanie Juliusza Cezara; spisek prochowy skierowany przeciwko królowi Anglii i Szkocji Jakubowi I, który choć nieudany, pozostawił po sobie po przeszło 400 latach symbol „maski Guya Fawkesa” czy spiski mające na celu ukrycie okrutnych zbrodni hitlerowskich, stalinowskich), to będziemy mieli w ogólnym zarysie fundament, jaki posłużył Umberto Eco do napisania „Cmentarza w Pradze”.

„Fałszywki objaśniające światu wielkie spiski zawsze są patchworkami z tego, co i tak powszechnie znane. Inaczej ludzie, by w nie nie uwierzyli” – tłumaczy włoski pisarz w wywiadzie dla Magazynu „Książki”.

Tłem „Cmentarza…” jest wiek XIX – okres rewolucji, przemian społeczno-gospodarczych i myślowych w Europie, ale także epoka wynalazków (metro, fotografia, telefon, sterowiec, szybowiec, dźwig, ale też występująca w końcówce książki bomba zegarowa – ponury symbol następnego stulecia). To czasy, w których na porządku dziennym jest pisanie za pieniądze oczerniających „anty-książek”, zwykle poprzez bezczelne łamanie praw autorskich i podpisywanie cudzych słów jako swoje. „Rynek” ten nie miałby wszakże prawa bytu, gdyby nie naiwna publiczność, która we wszystko ślepo wierzy. W tym wypadku ktoś może słusznie zauważyć, że przesłanie Eco jest niestety uniwersalne, bo publiczność nam współczesna częstokroć nie wyciąga wniosków z potknięć swoich przodków sprzed stu i więcej lat.

Cmentarz-w-Pradze-1Arenami wydarzeń „Cmentarza…” są głównie Włochy przed i po zjednoczeniu (przez długi czas obserwujemy poczynania Garibaldiego na Sycylii, towarzysząc wyprawie do Palermo Dumasowi), porewolucyjna Francja (ale w ogniu następnych krwawych rewolucji, zmieniających się rządów, barykad i wzajemnych oskarżeń) w okresie wojny z Prusami czy Komuny Paryskiej. Dzieje się zatem wiele i rzadko bywa spokojnie.
Mniej zaznajomiony z XIX-wiecznymi realiami czytelnik może czasem zagubić się w historycznych aspektach powieści: rody, daty, władcy, zakony, rewolucjoniści. Ale żeby sprostać umysłowi Umberto Eco, potrzeba maksymalnej koncentracji i wnikliwej analizy. Zwolennik powieści totalnej zdążył nas już do tego przyzwyczaić. Książka jest dodatkowo okraszona ilustracjami, które pochodzą z archiwum ikonograficznego autora.

W „Cmentarzu…” nie ma miejsce na moralne słabostki, humanistyczne wartości, wzniosłe uczucia, szlachetne czyny czy sprawiedliwość. Wszyscy bez wyjątku protagoniści są mniej lub bardziej źli, zepsuci, toksyczni, egoistyczni i okaleczeni duchowo. Spotkamy tu przedstawicieli masonów, jezuitów, katolików, polityków (francuskich, rosyjskich, pruskich, włoskich), zrzucających całą odpowiedzialność za piekło na ziemi na Żydów „o oczach pełnych fałszu, od którego się blednie, wstrętnych uśmiechach, wydatnych hienich wargach nad zębami, spojrzeniach natarczywych, nieczystych, tępych, fałdach między nosem a bezustannie poruszającymi się ustami, wyżłobionymi przez nienawiść”.

Protokoly-Medrcow-Syjonu-Siergiej-NilusBy uwiarygodnić żydowskie plany podboju świata i ustanowienia innych ras swoimi niewolnikami, powstały Protokoły Mędrców Syjonu. To opis intrygi żydowskiego rabinatu i establishmentu, jaka rzekomo zawiązuje się podczas tajnego spotkania na praskim cmentarzu, w rzeczywistości spreparowany przez grupę politycznych spiskowców. Prawdopodobnie głównym koordynatorem Protokołów był niejaki Matwiej Gołowinski, pracujący na zlecenie rosyjskiej Ochrany za czasów cara Mikołaja II. Ale żeby przypadkiem wszystko nie poszło na konto „ruskich” należy dodać, że w interesie ich stworzenia maczali palce praktycznie wszyscy wyżej wymienieni.
To jednak nie koniec makabrycznego kalejdoskopu, bo niepoślednią rolę w powieści odgrywają zastępy prowokatorów, szpiegów, fałszerzy, skorumpowanych służb, rozpustnych księży i satanistów urządzających pospołu czarne msze, balladystów i innych przekupnych zakapiorów. Jeżeli pominąłem którąś frakcję, to biję się w pierś, uznając publicznie własną ignorancję. Zabrakło może Kuby Rozpruwacza, który na swoje nieszczęście grasował wtedy po drugiej stronie kanału La Manche, podcinając gardła londyńskim prostytutkom, i nie przypasował do perfekcyjnie zaplanowanej struktury fabularnej Umberto Eco.

Myliłby się czytelnik, który w tym momencie uznałby, że w to popieprzone towarzystwo ciężko byłoby wcisnąć kogoś, kto mógłby wnieść doń jeszcze więcej toksycznego kolorytu. Służę pomocą. Oto Simone Simonini – główny bohater „Cmentarza…”. Osobnik będący, mówiąc krótko, postacią na wskroś odrażającą. Małym pocieszeniem jest fakt, iż to jedyna postać wymyślona przez Eco na potrzeby książki.
„Wystarczy jednak dobrze się zastanowić, aby dojść do wniosku, że w jakiś sposób istniał naprawdę również Simone Simonini, chociaż jest wynikiem kolażu, a zatem przypisane mu zostały rzeczy, których w istocie dokonali inni. Powiedzmy sobie szczerze: Simonini jeszcze obraca się wśród nas” – komentarz odautorski jest bezlitosny i jednoznaczny.

Urodzony Roku Pańskiego 1830 „kapitan” Simonini (taki z niego kapitan, jak ze mnie poeta) nienawidzi dosłownie wszystkich. Nienawidzi Żydów i katolików, masonów i jezuitów, swoich przodków i potomków, rodaków i innych nacji, mężczyzn, kobiet i dzieci. „Kuchnia dawała mi zawsze więcej satysfakcji niż współżycie płciowe. Może to piętno wyciśnięte na mnie przez księży” – tłumaczy. Simonini jest fałszerzem, szpiegiem, wichrzycielem, łajdakiem i oportunistą, który zlikwidowanie lub zniszczenie ludzkiego życia traktuje podobnie do wyrwania bolącego zęba. To jednocześnie człowiek wykształcony, inteligentny i przebiegły. Wychowany przez dziadka-psychopatę, ukończył studia prawnicze i praktykę notarialną, gdzie nauczył się swojego przyszłego fachu w wersji dla łotrów. Śledzi potencjalnych klientów lub „narzędzia”, szukając na nich „haków”. Dzięki odpowiedniemu wykształceniu i oczytaniu jest w stanie nie tylko wymyślać niestworzone intrygi i najwyższej próby dokumenty-fałszywki; prowadzi także dziennik, za pomocą którego próbuje zrekonstruować utraconą w wyniku traumatycznych zdarzeń pamięć. „Fałszerz musi zawsze zebrać dokumentację, dlatego też uczęszczałem do bibliotek” – wyjaśnia. Kolega Baudolino to przy Simonini zaledwie niegroźny konfabulant.

The Old Jewish Cemetery in Prague (whatafy.com)Ów dziennik to swoista romain-feuilleton, narracja stylizowana na XIX-wieczną powieść w odcinkach, którą w znacznej części „Cmentarza…” posłużył się pisarz. Stylizacja języka, z której Eco od lat słynie, to rzecz jasna kolejny atut książki. Zderzając XIX-wieczny język z ironicznym komentarzem narratora, z jednej strony buduje świetny klimat i podkreśla historyczny autentyzm powieści, z drugiej zaś puszcza do czytelnika oczko, wskazując na poukrywane tu i ówdzie pułapki.

„Cmentarz w Pradze” jest pełen sztandarowych motywów charakterystycznych dla twórczości Umberto Eco. Znajdziemy tu zarówno listy (spisy), w których pisarz od dawna się lubuje, semantyczne znaki i symbole, kłopotliwego sobowtóra (tajemniczy ksiądz Dalla Piccola), pedantyczne niemal odwzorowanie topografii ulic i budynków, intertekstualne kompilacje XIX-wiecznych dzieł i autorów, a nawet wysublimowane przepisy kucharskie.

I jeszcze słówko na temat kontrowersji wokół domniemanej antysemickiej wymowie „Cmentarza…”. Raz jeszcze posłużę się w tym celu słowami samego autora:
„Zrobili ze mną wywiad [żydowskie pismo „Pagine Ebraiche” – przyp. R.N.] (…) w którym napisano, że moje intencje nie były złe, ale rzeczywiście niektórzy mogą odbierać antysemickie stereotypy w sposób zbyt dosłowny. Wtedy odpowiedziała im żydowska inteligencja, argumentując, że to wszystko i tak można znaleźć w internecie i że lepiej, żeby o antysemityzmie pisać, niż udawać, że go nie ma. Wówczas właśnie odezwało się „L’Osservatore Romano”. Recenzent był niezadowolony, że Leon XIII i jezuici są przedstawieni w książce jako szerzyciele antysemityzmu, a ja w powieści się od tych poglądów nie odciąłem. To cudowne, że właśnie Watykan, który w XIX w. był tak antysemicki, teraz używa tych samych argumentów co środowiska żydowskie.”

Umberto Eco, Cmentarz w Pradze, przeł. Krzysztof Żaboklicki, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

* Dla tych, którzy lubią zagłębić się w historię trochę bardziej.

W Internecie można obejrzeć film Georgesa Mélièsa „Sprawa Dreyfusa” z 1899 roku. Afera wywołana wokół żydowskiego kapitana jest jedną z kluczowych scen w końcowych partiach „Cmentarza w Pradze”. Burza wokół niej pod koniec XIX wieku sprowadziła na Francję najcięższy kryzys polityczny w tamtych czasach. Wstawiennictwo za niesprawiedliwie skazanym Alfredem Dreyfusem ogłosiła wtedy znaczna część francuskiej inteligencji i bohemy, m.in. słynni pisarze i uczeni: Emil Zola, Marcel Proust (poruszył temat w jednej z części „W poszukiwaniu straconego czasu”), Anatol France, Georges Clemenceau czy Vilfredo Pareto. Zainteresowani skazaniem żydowskiego oficera były kręgi panującej władzy, partie nacjonalistyczne i skrajnie prawicowe, rojaliści, kler, a także francuska finansjera. W 1899 roku prezydent Émile François Loubet ułaskawił Dreyfusa, ale dopiero w roku 1906 został on w pełni zrehabilitowany i przywrócono mu honory wojskowe. Wielką rolę w tym procesie odegrała masowa prasa, która od tamtej pory stała się w oczach państwa i społeczeństwa wiarygodną siłą opiniodawczą.

Poniższy film stał się ponadto kasowym przebojem we francuskich kinach i na jarmarkach.

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: