Alice Munro, Kocha, lubi, szanuje…Recenzja

W obliczu ryzyka, które przynosi nam codzienność

Wielki urok tkwi w zwyczajnych opowieściach. Takich, które sięgają po prawdopodobną codzienność, po uczucia, chwile i dylematy, znane naszym sąsiadom i kolegom, przyjaciołom i wrogom, bądź oczywiście nam samym. Obyczajowe obrazki, umiejętnie skonstruowane z pomocą wprawnego, czujnego oka pisarza, pozbawione dziwactw i nieprawdopodobności, skomplikowanego tła i egzotycznych elementów, mimo pozorów „zwyczajności” potrafią być nośnikiem cennej prawdy. Proza Alice Munro tym właśnie się charakteryzuje – nieskomplikowaną prawdą o człowieku – o jego emocjach, uczuciach i lękach, cichych, mało spektakularnych, drobnych, wcale nie najważniejszych w perspektywie problemów całego świata. Zbiór dziewięciu opowiadań pt. „Kocha, lubi, szanuje…” zawiera całe jej pokłady.

Munro, jako drobiazgowa, wrażliwa obserwatorka, tworzy obrazki nie tylko osadzone w obyczajowości, ale wyjątkowo i dogłębnie autentyczne. Jej proza jest urzekająco dojrzała i przekonująca, a sama pisarka operuje subtelną, gładką i piękną narracją. Dobrze się czyta te historie – nie tylko dzięki elastycznemu, wprawnemu językowi, ale i dzięki intrygującym pomysłom, zwyczajnym i niezwyczajnym zarazem.

Dwa przewodnie tematy zbioru „Kocha, lubi, szanuje…” to miłość i znienacka atakująca choroba. Do ludzkiej niemocy, gdy ciało odmawia głowie posłuszeństwa, pisarka podchodzi z wyjątkowym wyczuciem. Nie operuje jednak górnolotnymi kategoriami, unika patosu i tandetnych emocji, nie korzysta z kalek. Dzięki temu jej proza jest jeszcze bardziej przejmująca.

Alice-MunroKażdy z dziewięciu tekstów stawia czytelnika w roli obserwatora rozwijającej się właśnie sytuacji, zaistniałej w życiu bohaterów. Munro nie robi długich wstępów, nie przygotowuje odbiorcy na mające za moment nastąpić wydarzenia. Sami musimy się połapać, oswoić z odsłanianym z każdym nowym opowiadaniem mikroświatem problemów, uczuć i emocji. Każdorazowo fabuła opowieści zawiązuje się wokół ważnej, czasem nawet przełomowej chwili w poukładanym świecie danego bohatera (częściej bohaterki) – niespodziewanego spotkania (na przykład z obiektem miłości sprzed lat lub młodym chłopcem znienacka okazującym czułość), decyzji (o ryzykownym wyjeździe bądź jednorazowym skoku w bok), tragedii (choroby żony lub męża). Pisarka starannie oddaje nastrój tych momentów i emocje z nimi związane. To w nich możemy przejrzeć się jak w lustrze, przez co podczas lektury często doświadczamy wrażenia, że „też tak kiedyś mieliśmy”, „też tak kiedyś czuliśmy”.

Munro trafia w sedno ludzkiej wrażliwości, naturalnych uczuć, jakimi są zazdrość, strach przed samotnością, panika narastająca w obliczu niepewnej przyszłości lub straty, namiętność. Drobiazgowo odtwarza ciąg naszych myśli, gdy mierzymy się z każdym z nich, rekonstruuje proces walki, którą toczymy sami z sobą w obliczu ryzyka, które mamy możliwość podjąć z szansą na odmianę życia. Bohaterowie Munro nieustannie pytają – czy powinni, czy wypada, czy należy, czy w ogóle się da? Konsekwencje tych dylematów są różne. Niektórym udaje się zrewolucjonizować swój mikroświat mimo niesprzyjających okoliczności, inni nie mają odwagi, niektórzy natomiast po prostu nie zdążą skorzystać z czyhającej pod nosem okazji.

Większość tych historii dzieje się w latach 60. lub 70. XX wieku. Nic dziwnego więc, że ich bohaterowie mierzą się z dylematami moralnymi, skoro tłem ich życia jest rewolucja obyczajowa. Mimo to pytania, które przyszło im wtedy zadać, wcale nie straciły na wartości, nie przebrzmiały. Dzisiaj, choć obyczajowo jesteśmy kilka kroków wprzód, wciąż one nam towarzyszą, bo wciąż jesteśmy uwięzieni w pułapce między własnymi pragnieniami a poczuciem ich niepoprawności.

Munro ze szczególną również uwagą traktuje kobiety. To na ich emocjonalności się skupia, opisuje ich sytuację społeczną i związane z nią trudne wybory – nie feminizuje jednak. Nie narzuca swojego stanowiska. Konstruuje po prostu autentyczne obrazki i pozostawia je nam do interpretacji. Operuje również symboliką, którą wedle naszych czytelniczych kompetencji próbujemy odczytać. Robimy to mimowolnie i z zaangażowaniem. Wszak Munro pisze o nas, trudno byłoby pozostać na jej słowa obojętnym.

Alice Munro, Kocha, lubi, szanuje…, tłum. Jadwiga Jędryas, Tina Oziewicz, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2011.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

4 Responses to Alice Munro, Kocha, lubi, szanuje…Recenzja

  1. giera says:

    najlepsza książka, jaką mi było dane w ubiegłym roku przeczytać.

    • Experyment says:

      Dla mnie bardzo miłe czytelnicze zaskoczenie. Trzeba chyba przeczytać coś więcej pani Munro, czytałeś? :)

      Dotka

      • giera says:

        tak, czytałem. jedynie „Widoku z Castle Rock” nie czytałem, ale mam w planach. warto sięgnąć po inne jej książki. pamiętam, że kilka lat temu „Uciekinierka” była dla mnie ‚objawieniem’ czytelniczym, choć miałem jakieś zastrzeżenia, że wszystkie bohaterki mają jedno pragnienie/marzenie: aby zostać żoną.

  2. Protoplastykonowałowaniec says:

    Dlaczego kobiety oglądają pornosy do końca ? … bo myślą że na końcu będzie ślub …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: