Andrzej Stasiuk, Grochów. Recenzja

I w Arkadii mnie spotkasz

Memento mori. Odwieczna klątwa, która naznacza człowieka w momencie, kiedy zdaje on sobie sprawę z nieuchronności własnej śmiertelności. Różne są to chwile, bo czasem zawierają w sobie śmierć bliskiej osoby, czasem cierpienie obcych ludzi, zauważone gdzieś w oddali, mimochodem, czasem jakiś niewytłumaczalny fluid, złe przeczucie, znak krzyża przy drodze, katastrofę na szosie. Śmierć w opowiadaniach Andrzeja Stasiuka nie jest patetyczna – choć pełna rozwagi, zadumy i egzystencjalnej nuty, najbardziej rozczula w niej bezsilność, z którą nie można się mierzyć w żaden inny sposób, jak tylko wspomnieniami. A bardzo krucha to broń i, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, skazana w gruncie rzeczy na klęskę w  nierównej walce.

Taka jest historia przyjaciela autora – prozaika, dziennikarza i historyka Augustyna Barana – któremu pamięci poświęca Stasiuk jedno z opowiadań. Umierający w Domu Pomocy Społecznej w Brzozowie, mimo że otoczony ludźmi, to odosobniony, jeszcze za życia wykluczony ze świata żywych. Nadaremnie reanimowany przez przyjaciół wspólną przeszłością, serdecznym poklepywaniem po plecach, przytulaniem.
„W jego aktualnym ciele chcieliśmy widzieć jego dawną postać – pisze Stasiuk. – Teraz widzę, jak trudno jest opisać to doświadczenie strasznej obcości i jednocześnie bliskości.”

Stara babcia mieszkająca na Podlasiu, otoczona duchami swoich bliskich, wyjmuje z kredensu w kuchni sztućce, naczynia, przyprawy. Obecność zmarłych nie przeraża starowiny, wręcz przeciwnie – ich współistnienie nadaje sens jej życiu. To mistyczna kładka, przerzucona na drugą stronę Styksu (a może Bugu), przez którą łatwiej przeprawić się z przewodnikiem.
Jednakże świat się zmienia i „niebawem umrą ostatnie babki, które na własne oczy oglądały świat duchów. Oglądały z wiarą i spokojem, oczywiście z lękiem też.”

Co nam wtedy pozostanie? Odkupywanie od grabarzy gdzieś za rogiem, za stówkę, prochów skremowanego przyjaciela, by rozsypać je w górach i pozostawić wieczności? Bo bardziej niż śmierci egoistycznie boimy się pustki? Bo patrzymy ze złością na zdychającego psa, który robi pod siebie, a jeszcze zeszłego lata chodził z nami na spacery i biegał w polu?

Andrzej-StasiukPrzeczytałem w wywiadzie z Andrzejem Stasiukiem o jego prywatnej tradycji kultywowania Święta Zmarłych. Bardzo osobista to sprawa, ale skoro sam autor się nią podzielił, pozwolę sobie przytoczyć jego słowa:

Wszystkich staram się w okolicach Zaduszek odwiedzać. Zapalam lampki i odczytuję nazwiska. To taki mój prywatny obrządek, cicha msza i pogański zwyczaj palenia ognia zmarłym na początku listopada. Nie chciałbym popaść w patos. Ale kiedy wymawiam ich imiona, to sprawiam, że nie umierają na zawsze. Tylko to mogę zrobić. Głośno wypowiedzieć dźwięki na zawsze powiązane z czyimś życiem.

Czymś podobnym jest także „Grochów” – elegią dla przyjaciół, ale równocześnie dla świata młodości, dla pociągów obserwowanych z nasypu przy Makowskiej, dla wygrywanych na starej gitarze kawałków Woody’ego Guthrie, którego podobiznę dla włóczących się po kraju przyjaciół rysowała tylko muzyka. Wreszcie dla życia pachnącego smarem, brudem, fabryką, starymi butami i niedzielnymi obiadami, z którego udało się wyzwolić.
Żeby nie popaść w patos, „Grochów” to taka świeczka zapalona ku pamięci ludzi, świata oraz wspomnień, które po sobie zostawili.

„I w Arkadii mnie spotkasz, powiada Śmierć w inskrypcji nagrobnej” – te słowa, cytowane za Vladimirem Nabokovem, wymawiają jednym zdaniem nieuchronność śmierci. „Niczego nie przewidzisz do końca i nie wiesz, kto cię będzie przeprawiał przez Styks” – dodaje Stasiuk.
Z drugiej strony, kto wie, co nas czeka na drugim brzegu? A może pielęgnowanie wspomnień okaże się biletem powrotnym? Gdzieś tam, kiedyś, inaczej, podobnie, tak samo? Kto wie?

Andrzej Stasiuk, Grochów, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Andrzej Stasiuk, Grochów. Recenzja

  1. Sentymentalnie zabrzmiało. Sentymentaln(i)e jest?
    Dawno nic Stasiuka nie czytałam – chyba pora wrócić.

    • Experyment says:

      Sentymentalnie, trochę smutno. Ale jest w tej melancholii jakaś ułamkowa radość, pieśń minionych czasów, której nadal można słuchać. Warto wrócić.

      R.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: