Petr Šabach, Podróże konika morskiego. Recenzja

Dziennik kangura z przyszytą torbą

Wychowywanie dziecka to sprawa piekielnie trudna i skomplikowana. Póki co moje sądy na ten temat nie wynikają z autopsji, a raczej z bardziej lub mniej radosnej obserwacji otoczenia. Petr Šabach w autobiograficznych „Podróżach konika morskiego” sięga i po jedno, i po drugie: własne doświadczenia przeplata subiektywnymi spostrzeżeniami, przyjmując za cel stawienie czoła „niesprawiedliwemu otoczeniu”. Spogląda na świat z punktu widzenia konika morskiego, a raczej kangura, któremu małżonka zaraz po narodzinach syna przyszyła torbę i wyruszyła w świat. Urodzony w Pradze pisarz czyni to jednak z właściwym sobie dystansem, swobodą opowiadacza oraz charakterystycznym – czasem subtelnym, a innym razem gorzkim – poczuciem humoru.

Książka Petra Sabacha może zaskakiwać tym bardziej, że należy on wszakże do pokolenia urodzonego tuż po wojnie w bloku wschodnim. Charakterystyczny dla przeciętnej rodziny tamtych czasów był model, w którym ojciec pracujący w zakładzie przemysłowym „zarabia na chleb”, zaś matka w tym czasie bawi dzieci i zajmuje się licznymi zadaniami, składającymi się na „opiekę nad domem”. „Podróże konika morskiego” odwracają te role – matka trzyletniego Pepino zostawia syna pod opiekę mężowi, a sama kontynuuje karierę naukową.

Petr_Sabach_sentencja

Jak się zapewne słusznie domyślacie, prowokuje to szereg nieoczekiwanych zdarzeń, przygód i nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, które przeżywamy wraz z narratorem, opisującym je w formie prozatorskiego dziennika. Początkowo bunt i lekką niechęć wzbudził we mnie bohater, którego dzień rozpoczyna się od wróżenia z porannych pozostałości w muszli klozetowej, a każde niemal przedpołudnie spędza niezmiennie na placu zabaw. Ale sytuację uratował dość szybko, wdając się w niezdarny romans z „piękną w wulgarny sposób mamą małego Martiego” czy wygarniając podczas piwnego mityngu w knajpie swoim kolegom-bufonom tandetne pozerstwo.

Pisałem to przy okazji recenzji „Gówno się pali”, powtórzę to teraz: Petr Šabach to świetny gawędziarz, przemycający w błahych pozornie kwestiach wartości, od trwałości których często zależy udane życie. Takimi wartościami są w „Podróżach konika morskiego” wyrozumiałość, cierpliwość, poświęcenie, odpowiedzialność, a także miłość i umiejętność przebaczenia. Oczywiście czeski pisarz podaje to wszystko na czeskiej tacy, udekorowanej po swojemu, gdzie ckliwość zamaskowana jest wiarygodnością oraz „taktowną bezceremonialnością”.

Petr Šabach pokazuje w swej książce prozę życia jako wypadkową uczuć, emocji, niełatwych wyborów, błędnych decyzji, nieprzespanych nocy i prawa do poświęceń (tak, właśnie prawa). A jeżeli już rozprawiać o sprawach istotnych, to dystans i styl w towarzystwie uśmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Šabach ma go pod dostatkiem, dlatego jest godny polecenia wszystkim zabetonowanym związkom, z dziećmi albo bez dzieci – bez różnicy.

Petr Šabach, Podróże konika morskiego, przeł. Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2012.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

One Response to Petr Šabach, Podróże konika morskiego. Recenzja

  1. Pingback: Petr Šabach, Masłem do dołu. Recenzja. | EXPERYMENT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: