Philip K. Dick, Transmigracja Timothy’ego Archera. Recenzja

Transmigracja T.Archera - okladkaO tym, jak pisarz Philip K. Dick i biskup Timothy Archer ze śmiercią się mocowali

W 1981 roku ktoś miał przekazać Philipsowi K. Dickowi wcale nie zaszyfrowaną informację, która nie pochodziła ani od agentów sowieckich, ani od Davida Bowie, informację o tym, że Ursula K. Le Guin – w przeciwieństwie do Dicka rodowita Kalifornijka, która wydała się za Francuza, natenczas kobieta w sile wieku, która dopiero co przekroczyła pięćdziesiątkę, a już napisała większość ze swych największych książek – wyraziła podczas jednego ze swoich wykładów krytyczne uwagi na temat „Valisa”. Opowiedział o tym Laurence Sutin w książce „Boże inwazje. Życie Philipa K. Dicka” – bardzo dobrze przyjętej przez krytykę i czytelników biografii. Philipa Dicka zabolały słowa pisarki, notabene bardzo twórczość Dicka ceniącej, nawiązujące do kobiecych bohaterek jego powieści, które miały być w każdym calu „odrażającym i zdradzieckim wyobrażeniem śmierci”.

Dick początkowo polemizował z Le Guin, miotał się, wysyłał listy, oświadczenia, czyli przeprowadzał standardowe akcje w swoim stylu, po czym koniec końców pogodził się z opinią pisarki i przyznawszy jej rację, napisał „Transmigrację Timothy’ego Archera”. Napisał książkę, w której narratorką jest przytłoczona ontologicznymi problemami i wszechobecną śmiercią, Angel Archer, kobieta ciepła, inteligentna, nijak nie przystająca do tego, co napisała o literackich kobietach Dicka Ursula Le Guin. Nie mogło być inaczej, skoro pierwowzorem głównej bohaterki była córka pisarza, Laura Archer Dick. Czytelnicy Dicka wiedzą, że niezwykle rzadko stosował on w swoich dziełach narrację pierwszoosobową, zazwyczaj siadając do pisania z punktu widzenia trzeciej osoby, korzystając raczej z narracji prowadzonej równolegle z kilku punktów widzenia akcji. Szczegół ten może dodatkowo podkreślać wyjątkowość tej publikacji dla samego twórcy.

Philip K. Dick z kotemFatalnym zrządzeniem losu książka przepełniona rozważaniami o śmierci, życiu pozagrobowym, reinkarnacji etc. okazała się ostatnią powieścią Philipa K. Dicka. Owszem, miał ciężkie stany, różne odpały, wieloletnie przejścia z bogatym arsenałem używek, ale wedle słów lekarzy ani ciężko nie chorował, ani nie istniało bezpośrednie zagrożenie dla jego życia. A jednak w roku 1982, kiedy wydano „Transmigrację…”, trzecią część tzw. trylogii „Valisa”, mając lat pięćdziesiąt cztery, Philip K. Dick zmarł.

„W oczach niemieckich romantyków to był największy ze wszystkich grzechów: zmówić się z losem, z losem pojmowanym jako zguba – mówił Dick słowami Timothy’ego Archera (w rzeczywistości zaprzyjaźnionego z Dickiem episkopalnego biskupa Kalifornii Jamesa Pike’a – Tim Archer to postać oparta na jego biografii). – Cały duch Goethego i Schillera, i… innych, cała ich orientacja opierała się na tym, że wola człowieka może pokonać los.”

 „Transmigracja…” jest jednym wielkim wyścigiem z losem, ze śmiercią, braniem się z tą szpetną parą za bary, rzucanie im wyzwania, poszukiwanie sposobów, jak by tu ich okpić. Umierają kolejne osoby, umiera symbol epoki John Lennon, a biskup Timothy Archer nie może pogodzić się z istotą śmierci, będąc gotowym poświęcić swoją wiarę, dogmaty i drogę, która zaprowadziły go na sam szczyt kościelnej hierarchii. Rzuca wyzwanie, za które przyjdzie mu zapłacić. Jednocześnie dowiadujemy się czegoś bardzo ważnego: że śmierć nie ma władzy nad schedą po wartościowym człowieku.

Morze MartweWpływ, jaki wywiera człowiek wartościowy na swoich przyjaciół i na otoczenie, piętno myśli, które pozostawił zapisane bądź zakonserwowane w myślach innych, sprawiają, że zyskuje on nieśmiertelność. Nieśmiertelność. To w taki sposób Philip K. Dick załatwił śmierć. Zabrała go po napisaniu książki, być może celowo i złośliwie, ale co z tego? Co z tego? – śmieje się Dick razem z Timothym Archerem, biskupem, który zmarł wycieńczony, spadając w przepaść nad Jam haMelach, nad Morzem Martwym, gdzie szukał anokhi, jakiegoś cholernego grzyba, którym rzekomo miał się odurzać Jezus Chrystus wraz ze swoimi uczniami.

„Transmigracja…” to jednocześnie powieść o poszukiwaniu sensu życia, odtrąceniu, niezrozumieniu i porzuceniu, które doprowadzają do tragedii. Wielce wymowna jest scena, kiedy biskup dowiaduje się poniewczasie, że jego syn interesował się Wallensteinem. Mocną stroną książki jest wewnętrzna walka Tima, kiedy w obliczu traumatycznych zdarzeń jego wiara gaśnie, a biskup rozpaczliwie walczy, aby ją obronić. Nieudolna próba przekonania samego siebie zamienia się w oratorski popis duchownego przed upośledzonym umysłowo Billem, a później w blyskotliwą polemikę pomiędzy nimi.

Kibuc na Pustyni Judejskiej

Dick znany jest z tego, że tworzy dzieła wielopłaszczyznowe, zaś „Transmigracja…” nie jest tutaj wyjątkiem. Odczytując ostatnią powieść Dicka jako rozliczenie z Ameryką lat 60. i 70., należy ją odbierać jako głos młodego pokolenia tamtych czasów, co spiętrza listę powodów, dla których obsadzenie Angel Archer, studentki Berkeley, w roli narratorki było tak istotne.

Hipisi - dzieci kwiaty„Rzeczywiście jest coś wstydliwego w tym, że młody mężczyzna czy kobieta, a może nastolatek, chce umrzeć i osiąga cel, ginąc, zanim w pewnym sensie zaczął żyć, zanim się narodził. Mężowie biją żony, policjanci zabijają czarnych i Latynosów, starzy ludzie grzebią w śmietnikach albo żywią się jedzeniem dla psów – wstyd rządzi i rozdaje karty. Samobójstwo jest tylko jednym wstydliwym wydarzeniem spośród szerokiego ich wachlarza.” – Dick brutalnie zderza sielankowe życie amerykańskiej klasy wyższej lub średniej owych czasów ze zdegenerowanym parterem, kryjącym się przed oczami społeczeństwa poniżej pewnego poziomu. U Dicka „dzieci kwiaty” mówią pełnoprawnym głosem.

W ostatniej książce Dicka mamy jak na ironię bardzo niewiele fantastyki. Można powiedzieć z czystym sumieniem, że wcale, ponieważ sprawy metafizyczne, wiara w duchy czy ich wywoływanie więcej mają wspólnego z religią i wiarą, a może sposobem patrzenia na świat lub filozofią? Jak zwał, tak zwał. Tak czy owak ostatnia to książka Dicka napisana na TYM świecie, ale cóż to tak naprawdę znaczy? Timothy Archer wierzył, że absolutnie nic.

Philip K. Dick, Transmigracja Timothy’ego Archera, przeł. Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: