Etgar Keret, Nagle pukanie do drzwi. Recenzja

Nagle_pukanie_do_drzwi_okladkaLewy prosty – mocny, ale nie zawsze celny

Etgar Keret to w ostatnich latach pisarz bardzo modny. Przetłumaczony na wszystkie najważniejsze języki świata, święci sukcesy również w Polsce. „Nagle pukanie do drzwi” to siódmy zbiór opowiadań izraelskiego pisarza o polskich korzeniach, którego matka przeżyła w Polsce tragiczne dzieciństwo i wyemigrowała. Jakkolwiek trudno w twórczości Kereta wskazać nawiązania do naszych nurtów literackich, bo i trudno tego wymagać, tak polskiemu czytelnikowi mocno przypadły do gustu uniwersalizm jego opowiastek, ich prostota oraz krótka, a czasem bardzo krótka forma.

Sukces urodzonego w Ramat Gan pisarza tkwi we wzorze, na podstawie którego konstruuje większość swoich opowiadań. Są one wdzięczną syntezą absurdalnego humoru (Keret jest przez krytyków często przyrównywany do Kafki albo do Topora), momentami obracającego się wokół makabreski (postacie „pociesznych” morderców, samobójców), wyobraźni zawodowego gawędziarza, kompletnym brakiem tabu (seks, narkotyki, polityka) z rozsupływaniem codzienności (małżeńskie skoki w bok, ciche dni, kłamstwa i kłamstewka; problemy „normalnych” ludzi, którzy zamieniają się w bohaterów jakiejś dziwacznej historii), cywilizacyjnym „deus ex machina” (bo światem ludzi często rządzi zwykły przypadek) oraz kulturą popularną. Bohaterowie Kereta zmagają się ze ślepym losem i własnymi słabościami.
„Książka opowiada o kimś, kto podjął już decyzję i dlatego ma przesrane. Pozostaje mu już tylko żyć z tym wyborem” – mówi sam pisarz w jednym z wywiadów.

Backgroundem tych historii jest zazwyczaj współczesny, „normalny” Izrael, z obowiązkowym wojskiem, bombami w restauracjach, paletą uchodźców i zamachowcami-samobójcami.

Mamy więc „Lieland”, gdzie niejaki Rubi przenosi się do świata, który zamieszkują postacie z jego kłamstw. Przeczytamy „Ostatnio akurat mi staje”, w którym przyjdzie nam się zastanowić nad fundamentalnym pytaniem: czy podstawowym zadaniem ludzkości jest służenie inteligentnym psom za azyl podatkowy?. Podążymy śladem Jonatana, który wpada na pomysł chwytliwego reportażu telewizyjnego, i łazi po izraelskich domach układających się w etnograficzno-religijno-polityczno-poglądową mozaikę, zawracając ludziom głowę pytaniem o trzy ewentualne życzenia od złotej rybki, nieświadom faktu, że Rosjanin Siergiej rozwali mu łeb, stojąc na straży prawdziwej złotej rybki. Podążymy na przyjęcie-niespodziankę w towarzystwie trzech mężczyzn, przeżywających kryzys wieku średniego i poszukujących w przypadkowym domu własnej tożsamości. A gdzieś na szlaku spotkamy wreszcie srebrzystego, ale niepełnosprawnego Boga, który porusza się na wózku inwalidzkim, tłumacząc jego cholerną gramaturę słowami: „Co ty myślisz, że stworzyłem was takich, bo mi się podobało? Bo jestem jakimś zboczeńcem albo sadystą czy innym gównem, któremu przyjemność sprawia całe to cierpienie? Stworzyłem was takich, bo to jest to, co umiem. I to najlepsze, co potrafię”.

Etgar_KeretTych historii na dwustu pięćdziesięciu stronach jest prawie czterdzieści. Formułując pierwszy zarzut, trzeba niejako siłą rzeczy wskazać na nierówny poziom utworów. Wiele opowiadań Kereta to właściwie „sceny”, i choć trzeba przyznać, że izraelski pisarz potrafi przykuć uwagę, to zasada „wpadła mi do głowy jakaś scena, więc ją opiszę” na dłuższą metę staje się nieco nużąca. Paradoksalnie opowiadania-obrazy liczące po raptem kilka stron pochłaniają najwięcej czytelniczej energii i na lepsze wychodzi ich odpowiednie dawkowanie. Nie bez znaczenia jest tu zapewne przejrzysty, nieskomplikowany, użytkowy styl pisania Kereta. Prosty styl obserwatora-gawędziarza doprowadzony do perfekcji, którym doskonale się posługuje, i z którego mimo wszystko raczej nie powinien rezygnować. Porównajcie miniaturkę „Światy równoległe” z tą zatytułowaną „Apgrejd” – być może niektórzy z Was domyślą się, co chciałem przez to powiedzieć. Nijak nie przystoi również wskazywanie na elementy realizmu magicznego u Kereta, a już z całą pewnością nie jest on „singerowski”.

Krzysztof Cieślik z „Polityki” nazwał książkę Etgara Kereta „bardzo dobrą lekturą jednorazowego użytku”. Mnie z kolei „Nagle pukanie do drzwi” skojarzyło się z postacią literackiego mistrza wagi lekkiej. Boksującego z wielką fantazją i sercem do walki, energicznego, inteligentnego, świetnie posługującego się uproszczonymi technikami, dzięki którym legitymuje się on rewelacyjnym rekordem. Świetna polska szkoła boksu lat powojennych opierała się na słynnym Stammowskim lewym prostym. Lewy prosty Kereta również jest szybki, mocny i skuteczny, dzięki czemu wygrywa on kolejne pojedynki. Jednak ten lewy prosty nie zawsze jest celny i widowiskowy.

Etgar Keret, Nagle pukanie do drzwi, przeł. Agnieszka Maciejowska, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk 

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Etgar Keret, Nagle pukanie do drzwi. Recenzja

  1. Ciekawe porównanie – z mistrzem wagi lekkiej ; )
    Przewrotn(i)e.

  2. Experyment says:

    Trzeba sobie jakoś radzić, prawda? :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: