Don DeLillo, Cosmopolis. Recenzja

Cosmopolis_okladkaSzczury i ludzie

Wszelkie zwątpienie bierze się z przeszłych doświadczeń. Ale przeszłość wyparowuje. Dawniej znaleźliśmy przeszłość, a nie znaliśmy przyszłości. To się zmienia. Potrzebujemy nowej teorii czasu.

Don DeLillo to pisarz niewygodny, który ze swoistą obsesją, w każdej kolejnej książce informuje nas, dokąd podążamy. Jego prognozy zawsze są złowieszcze, ujęta w historiach prawda uwiera, niosąc w sobie gorzką opinię na temat postmodernistycznego społeczeństwa. Szalona dehumanizacja to prognoza na niedaleką przyszłość – przyszłość, która już się niestety staje, już stoi za progiem, już puka do drzwi. Skrajny materializm, świat bez uczuć, zgiełk szczurzego tłumu, upiorny system, który prowadzi do likwidacji człowieczeństwa. Apokalipsa już się rozpoczęła.

Cosmopolis_Robert_PattinsonBohater wydanej po raz pierwszy w 2003 roku książki pt. „Cosmopolis” jest arcyupiorny. Przerażenie wzbudza nie dlatego, że jest seryjnym mordercą czy bestialskim gwałcicielem. Bo nie jest. To człowiek sukcesu najwyższych lotów, arogancki, ale piekielnie inteligentny multimiliarder, to bohater, czy też antybohater, naszych czasów, do cna zanurzony w nowej płynnej rzeczywistości. Dziecko Wall Street obracające gigantycznym kapitałem, szalenie skuteczny i zupełnie wyprany z uczuć. Eric Parker naprawdę nic nie czuje. Umysł zaprogramowany w przyszłość, gardzi przeszłością. To, co działo się zaledwie tydzień temu, dzisiaj jest już nieistotne i nierealne. To, co miało miejsce lata temu jest już komiczne i smutne. Świat tak zagonił się do przodu, że dawne pojęcia pozbawione są już treści. Wystarczy wymienić kilka: „biuro”, „drapacz chmur”, „telefon komórkowy”, „komputer”, „bankomat” – brzmią dziwacznie, jak z innej epoki. To jednak nieistotne, bo słowa w tym świecie są bez znaczenia.

Cosmopolis_kadr„Cosmopolis” to jeden dzień z życia Parkera – dodajmy, że przełomowy. Całą fabułę książki stanowi jego pełna napięcia odyseja supernowoczesną limuzyną przez zatłoczone ulice Nowego Jorku. Niczym na scenę, do samochodowej twierdzy chronionej do granic możliwości wpadają kolejne postacie – lekarz badający prostatę, analityk waluty, coś w rodzaju osobistego „filozofa” czy świeżo poślubiona małżonka. Prędkie dialogi wiele nam mówią o naszym bohaterze, który wyzbyty empatii nareszcie chce coś poczuć. Próbuje ekstremalnych doświadczeń – od wyuzdanego seksu, poprzez wstrząs wywołany paralizatorem, aż po smak śmierci. Klimat jest nieznośny, klaustrofobiczny – z jednej strony dzieje się wiele (zamieszki na ulicach, prezydencka wizyta, pogrzeb rapera, szaleniec dokonujący samospalenia, okropny nieznośny harmider), z drugiej tak naprawdę nie dzieje się nic. Atmosfera natomiast ulega przegrzaniu. Parker jest niespokojny, limuzyna wlecze się coraz bardziej, niewyobrażalny motłoch niemalże przylepia się do jej zewnętrznych krawędzi. Parker zerka na monitory – w jednej chwili może stracić majątek, nie to jednak jest jego największą bolączką. Najstraszniejszym, co mogło go spotkać, jest on sam ze swoim genem autodestrukcji. Parker wyprzedza przyszłość.

Jeśli postać zblazowanego bogacza może wydać nam się nazbyt futurystyczna, by wywołać autentyczne przerażenie, jego otoczenie jest już niebezpiecznie realne. Niemyśląca masa ludzi, a raczej szczurów, zupełnie anonimowych, nieprzynależnych do nikogo, obojętnych, ślepych, żyjących w strachu przed odpowiedzialnością za drugiego człowieka – to smutna diagnoza. Nieważne, czy mordują kogoś za sąsiednią uliczką – nie warto nawet wychylić się przez okno. Wołanie o pomoc, jednostkowy bunt nie ma najmniejszego znaczenia. Nikt nie kiwnie nawet palcem. Włącznie z władzą, polityką, prezydentem, który przegrywa z pieniądzem. To pieniądz rządzi światem, to cyfry wiodą prym, władza jest fikcyjna. A dookoła bezimienne twarze, brak indywidualności, brak współczucia i szczerych emocji, tylko pustka – to jest świat „Cosmopolis”.

Książka Dona DeLillo to intelektualny „shot”, wypity na raz wstrząsa ciałem i zostawia po sobie szum w głowie oraz ostry smak.

Don DeLillo, Cosmopolis, przeł. Robert Sudół, wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2012.

Dorota Jędrzejewska

* Prezentowane kadry pochodzą z filmu „Cosmopolis” (2012) w reżyserii Davida Cronenberga.

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Don DeLillo, Cosmopolis. Recenzja

  1. jaazoo says:

    Hmn. Chyba sięgnę. Jestem akurat w takim trochę mrocznym, trochę paranoidalnym literackim nastroju ostatnio.

    • Experyment says:

      To polecam całego DeLillo :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: