Stephen King, Wiatr przez dziurkę od klucza. Recenzja.

Wiatr-przez-dziurke-od-klucza-okladkaKto sieje wiatr…

Hile, rewolwerowcy! Znów spotykamy się w Świecie Pośrednim, aby wysłuchać historii Rolanda z Gilead, syna Stevena, ostatniego rewolwerowca, któremu bardziej niż dwa ogromne rewolwery z drzewa sandałowego ciążą losy świata. Świata, który poszedł naprzód. Wiatr, który przeciska się przez dziurkę od klucza, śpiewnie zanosi kolejną opowieść. To opowieść Rolanda, który z milczącego Gary’ego Coopera zmienia się w wytrawnego gawędziarza. Czasem mu się to zdarza. Tak, czasem zdarzają się różne rzeczy, w które przenigdy nie dalibyśmy wiary. Być może w tej historii zawiera się jedna z nich. Chcecie, to posłuchajcie.

„Wiatr przez dziurkę od klucza” jest powrotem Stephena Kinga do uniwersum Mrocznej Wieży – po raz pierwszy od ośmiu lat, czyli ukończenia ostatniego, siódmego tomu cyklu. Przez ten długi czas King znów zajmował się swoją główną działką, czyli powieściami i opowiadaniami grozy, choć mainstreamowa krytyka bardzo dobrze przyjęła alternatywną historię z „Dallas ‘63”, a także ciekawą minipowieść kryminalną „Colorado Kid” (wydaną tuż po ostatnim tomie „Wieży”). Jeśli mielibyśmy umiejscowić „Wiatr przez dziurkę od klucza” chronologicznie względem całego cyklu, to książka nosiłaby numerek 4,5. Prezentuje wycinek drogi, jaką pokonali rewolwerowcy, zanim dostali się do Calla Bryn Sturgis – miasteczka, w którym rozgrywa się akcja piątego tomu.

Jae-Lee-1Roland i jego ka-tet, poszukując schronienia przed niszczycielskim lododmuchem (niszczycielska i dziwna odmiana burzy, której towarzyszy potężny wiatr oraz gwałtowne zmiany temperatury; wszystko nagle zamarza i rozpada się, zmiecione przez wicher), są zmuszeni zabarykadować się w starej świetlicy gdzieś na szlaku. Jake prosi, aby dla zabicia czasu Roland opowiedział im w nocy historię, której wcześniej nie słyszeli.

Rewolwerowiec po chwili wahania zaczyna snuć opowieść, a właściwie… dwie opowieści, zazębiające się i na pewnych poziomach przeplatające. Pierwsza to relacja Rolanda z jednej z pierwszych misji, która została mu zlecona przez ojca jako młodemu rewolwerowcowi – polowania na krwiożerczego skóroczłeka. Druga to baśniowa historia Tima Dzielne Serce – chłopca, który musi się zmierzyć z tajemnicą śmierci własnego ojca, złym ojczymem, cynicznym czarnoksiężnikiem, zwanym ze względu na pełnioną bezdusznie funkcję poborcy podatkowego Kontraktorem, a także pełnym niebezpieczeństw ponurym, starym lasem, leżącym blisko szlaku promienia, do którego nie zapuszczają się nawet najodważniejsi drwale.

Jae-Lee-2Polowanie na skóroczłeka momentami nawet trzyma w napięciu, brakuje tu jednak intrygujących zwrotów fabularnych – niezbędnych, by tego typu utwór stał się czymś więcej niż niewiele znaczącą historyjką, dłużącym się opowiadaniem. Śledztwo Rolanda jest do bólu liniowe, dialogi dość banalne, a całość niestety przewidywalna. Jednym z mistrzów podobnej konwencji jest nasz Andrzej Sapkowski – opowiadania ze świata wiedźmina zdecydowanie przewyższają „Skóroczłeka” pod wieloma względami. Także literacko „Skóroczłek” pozostawia wiele do życzenia – przypomina raczej pierwszy tom „Wieży”, napisany w 1982 roku, którego niedociągnięć King był świadomy, niż najlepsze pisarsko późniejsze tomy, nie wspominając już o innych książkach Kinga (choćby świetne „Cztery pory roku”). Mam świadomość, że opowiadającym jest Roland, a więc nie można od niego wymagać słownej perfekcji, niemniej powtarzający się po raz n-ty „alkaliczny pył” sprawił, że nie mogłem sobie podarować tego akapitu.

Jae-Lee-3Przygody Tima Dzielne Serce są ciekawszą alternatywą, choć nie pojawia się tutaj ani Roland, ani jego kompani. King czerpie za to garściami z archetypów baśniowych – mamy tutaj czarną i białą magię, zakazany las, magiczne rekwizyty i symbole, złego czarnoksiężnika, który zwodzi chłopca, dobrą  i złą wróżkę, a nawet wspomnienie lwa Aslana, który okazuje się być jednym ze strażników promienia. Wszystko to delikatnie pachnie Mroczną Wieżą, zaś King nie stroni od ukrytych nawiązań, powiązań, a także w specyficzny sposób porusza problemy społeczne. Maerlyn, który dał się schwytać w pułapkę, ponieważ był naje..ny, ewidentnie nawiązuje do tradycji naszego kraju – przeoczenie takiego smaczku byłoby wręcz niewybaczalne. Historia Tima jest oczywiście nieco wydłużona, a niektórzy doszukują się w niej, poniekąd słusznie, porównań z napisanym wspólnie z Peterem Straubem „Talizmanem”.

„Wiatr przez dziurkę od klucza” nie przyniósł powiewu świeżości i nowych horyzontów, które mogłyby odkrywczo rozszerzyć sposób postrzegania Świata Pośredniego (warte uwagi jest rzucenie światła na przedśmiertne losy matki Rolanda). Być może dlatego, że Stephen King – jak tłumaczy w przedmowie – chciał napisać książkę „dla każdego”, nie tylko zaś dla fanów, znawców i wyznawców Mrocznej Wieży (a znam takich, którzy poświęcili Wieży pracę magisterską – Hile, Rae z dalekiego Outpostu!). Czy dobrze to, czy źle – ocenicie sami. Roland to Roland, a Wieża to Wieża – niewielkie rozczarowanie i tak nie zmieni stosunku fanów do całego cyklu. A przecież i piszący te słowa właśnie do takich się zalicza.

Stephen King, Wiatr przez dziurkę od klucza, przeł. Zbigniew A. Królicki, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk

* Ilustracje, których autorem jest Jae Lee, pochodzą z amerykańskiego, limitowanego wydania The Wind Through the Keyhole.

Jae-Lee-4

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: