Cees Nooteboom, Hotel nomadów. Recenzja.

Hotel-nomadow-okladkaUjmując miejsca w czasie

Cees Nooteboom z podróżowania, czyli „dzielenia życia na kraje”, uczynił swoją filozofię. To pisarz, któremu życie w ruchu, nieustanna zmiana miejsc paradoksalnie przynoszą zbawienną ciszę i spokój, niezbędny do twórczego myślenia i przelewania tych myśli na papier. To nie cztery ściany i zamknięta w nich intymność pobudza go do pisania, a otwartość świata – ludzie, przypadki i historie napotkane na swojej drodze. Drodze, która stanowi przeznaczenie. „Hotel nomadów” to zbiór artykułów publikowanych przez holenderskiego pisarza w prasie niemieckiej, hiszpańskiej oraz holenderskiej – najstarszy pochodzi z roku 1987, najnowszy z 2001. W ich obrębie Nooteboom zabiera nas ze sobą w podróż do Irlandii, Szwajcarii, Włoch, Japonii czy ukochanej Hiszpanii. Podróżowanie to, ujęte w słowach pisarza, jest jednak bliższe filozofowaniu niż dogłębnemu badaniu szlaków, zabytków i miejsc.

Nooteboom w swoim refleksjach z podróży jest bardzo elastyczny, z kolei tematy, które podejmuje – są różnorodne. Od swobodnie przytaczanych anegdot, poprzez zmysłowe opisy miejsc, luźne dywagacje, odwołania literackie, uwagi o języku, historyczne konteksty, aż po trudny ciężar historyczno-politycznych komentarzy do aktualnych wydarzeń pojawiających się na pierwszych stronach gazet – taka oto przeplatanka towarzyszy nam podczas lektury. Nie zabraknie tu oczywiście typowo pisarskich „wprawek”, drobnych fantasmagorii niesionych prozatorską wyobraźnią twórcy. Różnorodności tej nieodmiennie przez cały tok opowieści towarzyszy wspólny mianownik – historia. Ukazywanie miejsc z perspektywy zacierającej się już przeszłości.

Zurych – Münsterhof (fot. Roland zh)

Choć Nooteboom pisarzem jest przewrotnym, i nie raz spod jego słów i opowieści wyziera subtelna ironia, więcej tu nostalgii oraz „tęsknoty za miejscem w czasie”. W jednym z rozdziałów, dotyczącym Hiszpanii, przywołuje na przykład fotografię przedstawiającą scenkę rodzajową w galisyjskiej wsi na szlaku do Santiago. Tutaj świat się zatrzymał.

Santiago de Compostela – stare miasto nocą (fot. Yearofthedragon)

„W widoku pełnych drewnianych kół jest coś przerażającego – pisze Nooteboom – nie potrafię powiedzieć, co takiego, zagląda się z zewnątrz do minionej epoki, do człowieka klei się coś, co mogłoby zarazić ludzi, którzy jeszcze w niej żyją. Widziałem pasterzy na opuszczonych łąkach, w płaszczach plecionych z trzciny, nie pamiętam nazw narzędzi, których używają chłopi, są to słowa takie jak brona i cep, towarzyszące im dźwięki już niemal wymarły”.

Nieraz z czułością przygląda się pisarz obrazkom żywych skansenów, które stoją w opozycji do rozbuchanej rzeczywistości, drapaczy chmur, Internetu i filozofii Baudrillarda. Czułość ta przeplata się z goryczą, która każe niekiedy autorowi przemienić się w zrzędzącego staruszka, narzekającego na współczesne tempo i charakter życia. Na pierwszych stronach gazet straszą reklamy zbyt dużego peugeota, piersi, pośladki i bicze („dziwne, czy dawniej nie mieliśmy ciała?”). Tam, gdzie kiedyś była wioska rybacka, teraz wzbijają się ku niebu wieżowce. Prostacki materializm, terroryzm, agresja, brak świadomości historycznej – wymienia jednym tchem rozżalony Nooteboom złe cechy naszego obecnego świata.

Irlandzkie wyspy Aran – wybrzeże na Inishmore (fot. Pixie)

Potem, jakby z ulgą i westchnieniem, wraca do swoich nostalgicznych obrazków. Z przepięknym wyczuciem opowiada o ogrodach Aranjuez, mieszając plastyczne opisy z opowieściami pełnymi fascynującej historii; w jednej z anegdot przywołuje interesującą postać Tima Robinsona – kartografa, który poświęcił lata na stworzenie dwutomowego dzieła o wyspach Aran, tak dokładnego jak mapy z prozy Borgesa; czaruje czytelnika, opisując zmysłowe okolice jego ukochanej pustelni, w której czas płynie zupełnie inaczej. Znowu niespiesznie przechadza się po miejscach, podziwia pracę najznamienitszego architekta na ziemi – zjawiskowej natury, wdycha świat wszystkim zmysłami. Wie przecież – mimo swoich roszczeń do upływającego czasu, który zaciera przeszłość tak dokładnie, by uczynić ją niemalże fikcją – że ciężar historii nie zmienił niczego w rozmowie świerszczy.

Cees Nooteboom, Hotel nomadów, tłum. Alicja Oczko, wyd. W.A.B., Warszawa 2012.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Cees Nooteboom, Hotel nomadów. Recenzja.

  1. Muszę Nooteboomowi dać jeszcze jedną szansę.

    • Experyment says:

      Na pewno „Hotel nomadów” jest zdecydowanie bardziej różnorodny niż „Utracony raj”, można też powiedzieć, że w pewnym sensie ma więcej do zaproponowania. Jest więc nadzieja, że tym razem się spodoba :) Mimo to jednak to wciąż ten sam Nooteboom.

      Dorotka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: