Krzysztof Varga, Polska mistrzem Polski. Recenzja.

Polska-mistrzem-Polski-okladkaRazem z Vargą w supermarkecie kultury

W jednym z odcinków telewizyjnej Xięgarni gospodarz programu, Mariusz Cieślik, zadał swojemu ówczesnemu gościowi, Krzysztofowi Vardze, bezpośrednie pytanie. „Dlaczego pan nienawidzi Polski i Polaków?” – zapytał autora zbioru felietonów pt. „Polska mistrzem Polski”. Pytanie to jednak było dość chybione, co wykazała odpowiedź Vargi i na co wskazują również moje osobiste wrażenia po lekturze tekstów czwartkowego felietonisty. Owszem, znakiem rozpoznawczym dziennikarza „Dużego Formatu” jest obsesyjne wręcz psioczenie i obrażanie się na swoją ojczyznę i rodaków (oraz ich gusta), wylewanie jadu i wieszanie psów, a także nakręcanie samego siebie w tej złości. Źródło tego horrendalnego wytrysku frustracji leży jednak zupełnie gdzieś indziej niż w nienawiści. To raczej troska o swój kraj, trochę smutek, być może zawód i rozczarowanie. Zrzędzenie Vargi ma pewną znaczącą cechę, dzięki której nie pogrąża ono autora w nużącym dla odbiorcy szaleństwie zgorzkniałego tetryka – to świetne poczucie humoru.

Felietony Vargi w większości oscylują wokół tematów kultury. Choć wypada zaznaczyć, że czasem zbaczają niebezpiecznie, by pobłądzić gdzieś po grząskich rejonach polityki, to w ich tle zawsze mieni się kulturalny kontekst. Autor prezentuje się poprzez swoje teksty jako nadaktywny kolekcjoner książek, żarliwy i namiętny czytelnik, meloman i kinoman w jednym. Dobór zjawisk, którym się przygląda, zapewnia odbiorcy sporą różnorodność – w kręgu jego zainteresowań znajdą się zarówno nowości wydawnicze, jak i starocie, będzie tu miejsce dla Hanka Moody’ego i „Lostów”, Toma Waitsa i Dezertera, Hansa Klossa i Draculi, Poego i Sherlocka Holmesa czy nawet Żeromskiego i Orzeszkowej – prawdziwy tematyczny urodzaj.

Trudno jednak nie zauważyć, że i Varga, „kulturalny wszystkożerca”, posiada swoje tematy przewodnie i sztandarowe obsesje. Będą wśród nich na przykład polskie komedie (czyli jak sam je nazywa – „zjazd do ostatniego kręgu piekieł”), nad którymi autor znęca się z wyjątkową żarliwością, a także polskie gusta, które dokuczliwie leżą na sercu felietonisty lub na jego żołądku i powodują te felietonistyczne torsje.

Napędza więc sam siebie Varga w swoich tekstach i nakręca, mnoży zdania wielokrotnie złożone, aż  prawie się w tym zapętla, raz po raz popada w patos, grzmi i huczy, aż boli, wali pięścią w stół i ściga samego siebie za pomocą słów. Wszystko to mogłoby wydawać się okropnie i nużąco przesadzone, gdyby nie wcześniej wspomniane poczucie humoru autora. Grzmoty Vargi zawsze są bowiem utrzymane w konwencji żartu, choć żartujący przecież – pisze całkiem na serio

Fot. Dominika Żurawska (fotopoznan.blogspot.com)

Fot. Dominika Żurawska (fotopoznan.blogspot.com)

Gdy tak przerysowuje Varga swoje słowa i ubarwia pewne zjawiska, a jednocześnie potrafi poczarować sprawną puentą czy zabawnym wyrażeniem – po drugiej stronie, u czytelnika, budzi się sympatia oraz nić zrozumienia (tak przynajmniej było w moim przypadku). Choć felietony te zajmują się przecież tematyką niejako wysoką, bo kulturą, to Varga przewodnikiem po niej jest bardzo przyjaznym. To taki „popowy” koneser, mówiący ludzkim językiem i stosujący obrazowe dla każdego porównania. Nie nudzi, a jeżeli już – to na wesoło, nie „mentorzy” przesadnie, przyznaje się do niezrozumienia sztuki współczesnej, czasem opowie coś o chlaniu, kacu, zastosuje „kloaczą” metaforę, a przy tym wciąż jest na swój sposób elegancki.

Ujmująca jest również jego kulturalna konserwatywność. Jak sam pisze: „przyszłość jest mocno przereklamowana” lub „wektor moich zainteresowań kieruje się ku przeszłości”, czego skutkiem są jego zaangażowane opowieści o wyższości książki papierowej nad e-bookiem, o rozkoszy wąchania poszczególnych egzemplarzy, o miłości do płyt, a nie do mp3 czy o niezrozumieniu portali społecznościowych. Dla niego zapach książek jest lepszy niż zapach fiołków w Neapolu, a debata o przyszłości literatury istotniejsza w globalnym kontekście niż grecki kryzys ekonomiczny. Drży też Varga przed tym, co nas czeka, przed wielką niewiadomą przyszłości – wieszczy upadek kultury i degrengoladę moralną, boi się świata, w którym liczba pisarzy przekroczy liczbę czytelników, a bielizna Dody będzie ważniejsza niż nowe idee. Strach, niepokój i smutek można zwalczyć tylko w jeden sposób – udać się do supermarketu kultury, wybrać coś z przeogromnej (na szczęście) oferty smakowej, a potem konsumować żarliwie i łapczywie aż do sytości. I wrócić tu potem, gdy znowu w brzuchu zaburczy – powąchać książkę, a potem ją połknąć. Wbrew modom, tendencjom i majtkom Dody.

Krzysztof Varga, Polska mistrzem Polski, wyd. Agora, Warszawa 2012.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: