Alfonso Zapico, Dublińczyk; Śladami Joyce’a. Recenzja.

Musha-ring-dum-a-doo-dum-a-da!

Czymże jest miłość mężczyzny i kobiety? Korkiem i butelką.

Jest to wiek utrudzonego kurewstwa, po omacku szukającego swego boga.

 (James Joyce, „Ulisses”)

Trudno opowiadać o takich ludziach jak James Joyce. Ekscentryczny artysta, którego życie na zmianę pochłaniały wizyty w knajpach i domach publicznych oraz seanse z kartką papieru przy świetle lampki nocnej. Genialny pisarz doświadczony przez ból, chorobę oczu i schizofrenię własnej córki, który ofiarował XX-wiecznej literaturze nowe tchnienie. Zagubiony egocentryk, którego miłość do Nory Barnacle długo walczyła o prymat z miłością do samego siebie. Człowiek z objawami mizantropii, który szukał poklasku dla swej twórczości, zaś jego największych dzieł przez długi czas nie akceptowało gremium krytyków literackich, a także wielu kolegów po fachu.

Ostatnie słowa Joyce’a przed śmiercią miały brzmieć „Czy nikt nie rozumie..?” i są to słowa adekwatne do stanu jego ducha. Na polski przekład jednej z dwóch najsłynniejszych powieści Dublińczyka („Finnegans Wake”) czekaliśmy prawie 75 lat. Książkę udało się przetłumaczyć w całości dopiero w ubiegłym roku Krzysztofowi Bartnickiemu po kilkunastu latach pracy. Jak opowiedzieć historię takiego człowieka jak Joyce – to pierwsze pytanie, ale jak ją opowiedzieć za pomocą komiksu – to dopiero zagadka.

Alfonso Zapico, młody (ur. 1981 r.), utalentowany hiszpański ilustrator i autor komiksów, znany jest polskim czytelnikom z pierwszego głośnego albumu „Cafe Budapeszt” – historii osadzonej w Jerozolimie na tle izraelsko-palestyńskich konfliktów. O „Dublińczyku” sam mówi jako o swoim najambitniejszym zadaniu. Transponowanie biografii ciekawych postaci i literackich dzieł przez twórców komiksu jest ostatnio zjawiskiem dość popularnym, żeby wspomnieć choćby o Kiki z Montparnasse, legendzie francuskiej bohemy i muzie samego Picassa, tragicznej historii miłości Stuarta Sutcliffe’a, pierwszego basisty The Beatles, i fotografki Astrid Kirchherr czy komiksową wersję „Mistrza i Małgorzaty”. To, co może zadziwiać w przypadku Zapico, to tożsamość bohatera, którego sobie wybrał – w pewnym sensie kultowa, a przez to narażająca młodego Hiszpana na surową krytykę w przypadku niepowodzenia. A przecież wśród konserwatywnych odbiorców niepowodzeniem może stać się już sama próba wtłoczenia Joyce’a w komiksowe ramy.

Autor „Dublińczyka” wymyślił sobie, że aby uniknąć chaotycznej przekładanki i całkiem prawdopodobnych wrzasków ze strony środowisk akademickich, weźmie na warsztat głównie życie irlandzkiego pisarza, jego twórczość umieszczając w albumie jako nierozłączny i najważniejszy element, ale nie siląc się na analizowanie „Ulissesa” ani innych dzieł. Mówiąc jaśniej: utwory kluczowe dla literackiej kariery i sławy Joyce’a są w komiksie obecne, jednak sama ich treść nie jest szerzej omawiana. Ale i bez tego biografia Joyce’a jest barwna i intrygująca – można by rzec, że „komiksowa”. Wrażenie to zostaje pogłębione dzięki dość charakterystycznej kresce Zapico – „okrągłej”, momentami satyrycznej, z przywiązaniem dużej wagi do szczegółów architektonicznych, z klasycznym kadrowaniem i zabawnymi wstawkami.

Zapico stworzył komiks ciepły. Złośliwi powiedzą, że trochę się nad Joycem ulitował, zamieniając pijackie ekscesy pisarza i jego koleżków w kolorowe anegdoty, krzywdy Nory Barnacle w dobroduszne zrzędzenie „żony artysty”, która nie potrafi zrozumieć, że geniusz musi czasem poszukać inspiracji w knajpie, a egocentryzm i egoizm Dublińczyka w cechy naturalne dla prawidłowego funkcjonowania ów geniusza. Istnieje jednakże drugie oblicze Joyce’a – to wrażliwość niezrozumianego samotnika, szukającego pociechy w sztucznym tłumie, nie mogącego pogodzić się z obliczem świata zamieniającego się na jego oczach w teatr wojny i absurdalnego zła. Oblicze człowieka, który wyciąga rękę do nikomu wówczas nieznanego pisarza Italo Svevo (pseudonim Ettore Schmitza), wyczuwając w tej odrzuconej twórczości utajoną moc, a w samotności, zagubieniu i nieprzystosowaniu do życia bohaterów Svevo – być może alter ego własnej postaci. Wreszcie oblicze ambasadora sztuki, dzięki któremu w 1909 roku Dublin doczekał się pierwszego kina – Volta Cinematograph (co prawda wskutek pijaństwa i braku zaangażowania Joyce’a kino zostało kilka miesięcy później zamknięte, ale otwarte na nowo w roku 1921 – przetrwało do 1948), a utworzona przez niego w Zurychu grupa English Players sprawiła, że przez jakiś czas udzielał się jako producent teatralny, dzięki czemu Nora Joyce mogła objawić swoje talenty aktorskie.

W trakcie, gdy II wojna światowa zbierała swe krwawe żniwo, przyszło mu umrzeć na wygnaniu w Zurychu – jak niektórzy powiadają „zmarł ślepy, pijany i bez grosza”. Nade wszystko jednak Joyce był człowiekiem oddanym sztuce, literaturze, którego ani alkoholizm, ani postępująca ślepota nie były w stanie odwieść od pisania. To był jego świat, królestwo, do drzwi którego tylko on miał klucz – ten klucz pozostawił nam w swoich książkach.

„Dublińczyk” jest zanurzony w literaturze. Już na początku poznajemy Joyce’a jako orędownika niepodległej Irlandii, który w wieku dziewięciu lat napisał wiersz ku czci Charlesa Parnella – „niekoronowanego króla” Zielonej Wyspy zdradzonego przez swoich popleczników. Niewesoła sytuacja rodzinna (pijaństwo ojca, który roztrwonił majątek, w efekcie tego długi, nędza, jedna za drugą przeprowadzka) nie przeszkodziła Jamesowi w intelektualnym rozwoju. Jako szesnastolatek porzucił wiarę, co w konserwatywnej katolickiej rodzinie było posunięciem radykalnym. Był pod wielkim wpływem dramatów Henryka Ibsena, o którym mimo nagonki krytyków miał powiedzieć „cholerny geniusz”, zaś jego recenzja napisana dla „Fortnightly Review” trafiła do rąk norweskiego pisarza. W efekcie Ibsen przeczytał tekst i osobiście wysłał do wydawcy list z podziękowaniem dla Joyce’a – wówczas zbuntowanego osiemnastolatka.

Już od młodości wykazywał niezrównaną umiejętność w zrażaniu do siebie innych pisarzy. Krytykował niemal całą współczesną literaturę irlandzką, skrytykował Johna Synge’a, niezbyt cenił Yeatsa, nie mógł pracować jako krytyk, ponieważ był uznawany za „zbyt mało elastycznego czytelnika”. Życiowym i twórczym zwrotem okazała się wizyta Joyce’a we francuskim Tours, gdzie zakupił przypadkiem książkę Edouarda Dujardina, w której zafascynowała go nowoczesna technika narracyjna – monolog wewnętrzny. Później spotykał się krócej bądź dłużej (w zależności od tego, jak długo udało mu się unikać kłótni) z wieloma znanymi artystami: poetą Ezrą Pondem, twórcą teorii imagizmu, pisarzami Virginią Woolf, Samuelem Beckettem, Herbertem Georgem Wellsem otwarcie przyznającym, iż literatura Joyce’a niezbyt doń przemawia czy Marcelem Proustem, z którym konflikt o literacki prymat do dziś jest przedstawiany jako pocieszna groteska, doktorem Carlem Gustavem Jungiem, zajmującym się przez krótki czas leczeniem córki Joyce’a czy rosyjskim reżyserem Siergiejem Eisensteinem. Postacie te, jak i wiele innych, są wspomniane w komiksie, pokrótce też zarysowane są ich relacje z Joycem. Wiele miejsca Zapico poświęca też kontaktom pisarza z wydawcami i mecenasami, problemom z publikacją książek oraz cenzurą (sprawa niedopuszczenia do druku „Ulissesa” w USA była głośna i z pewnych powodów precedensowa).

Biografia Jamesa Joyce’a skoncentrowana jest głównie wokół czterech europejskich miast: Dublina, Triestu, Paryża oraz Zurychu. W tych miastach obserwujemy życie słynnego Dublińczyka, a uzupełnieniem drogi Joyce’a jest album „Śladami Joyce’a”, w którym Alfonso Zapico relacjonuje osobistą podróż do najważniejszych miejsc związanych z autorem „Portretu artysty z czasów młodości”, dokonując przy tym subiektywnej oceny pewnych współczesnych detali. Komiks ten należy uważać jako względnie udany dodatek do dania głównego, którym jest bardzo dobry „Dublińczyk”.

James Joyce był w swoich czasach w kręgach kulturowych postacią bardzo popularną. Choć zapewne niewielu rozumiało jego twórczość, nie każdy się do tego przyznawał, bowiem czytanie „Ulissesa” stało się na salonach swoistym snobizmem (w pewnym sensie taka postawa przetrwała do dziś).

Fenomen irlandzkiego pisarza także współcześnie bywa poddawany różnym analizom, czasem krytyce, niemniej powszechne uznanie dla „Ulissesa” stało się fundamentem do legendy Joyce’a. Legendy, w której tle pobrzmiewa „Whisky in the Jar” – ludowa irlandzka piosenka o rozbójniku zdradzonym przez żonę. W przypadku Dublińczyka jest nieco na opak, bo chociaż „rozbójnikiem” z pewnością był, to raczej zdradzał niż był zdradzany. Nigdy nie zdradził natomiast swojej największej kochanki: literatury. Tej, która go nigdy nie oszukała. Musha-ring-dum-a-doo-dum-a-da!

Alfonso Zapico, Dublińczyk, tłum. Jakub Jankowski, wyd. Timof Comics, Warszawa 2012.

Alfonso Zapico, Śladami Joyce’a, tłum. Jakub Jankowski, wyd. Timof Comics, Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk

Komiksy można zakupić w sklepie wydawniczym Timof Comics: http://sklep.timof.pl/

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

5 Responses to Alfonso Zapico, Dublińczyk; Śladami Joyce’a. Recenzja.

  1. giera says:

    po przeczytaniu „Cafe Budapeszt” nie potrafię się przekonać do tego autora.

    • Experyment says:

      Pisałeś, że w przypadku „Cafe Budapeszt” największe zastrzeżenia masz do scenariusza. W przypadku „Dublińczyka” scenariuszem są w zasadzie kolejne epizody z życia Joyce’a, więc jest szansa, że tym razem się nie rozczarujesz. Solidna robota, może tym bardziej cenna dla tych, którzy nie czują się na siłach przebrnąć przez powieści Joyce’a.

      Jeszcze jedna ciekawostka: w ubiegłym roku pojawił się album Roberta Berry’ego i Josha Levitasa „Ulisses seen”, który jest komiksową adaptacją oryginalnego „Ulissesa”. Nie wiem, jaki to trzyma poziom, ani kiedy (i czy w ogóle) ukaże się u nas. Na oficjalnej stronie można za to przeczytać całe dwa rozdziały:

      http://ulyssesseen.com/

      Rafał

  2. giera says:

    może właśnie dlatego, że nigdy nawet nie próbowałem połknąć „Ulissesa” powinienem po ten komiks sięgnąć; jeszcze to przemyśle.

    • Experyment says:

      Jak napisałem w recenzji, Zapico nie koncentruje się na samym „Ulissesie” czy analizowaniu twórczości Joyce’a. Sporo jest za to o samym procesie twórczym, problemach wydawniczych, cenzurze czy polityce wydawniczej. Ponadto jest to ciekawy portret samego Joyce’a, są interesujące epizody jego życia – i pod tym kątem jak najbardziej warto rzucić nań okiem:)

      Rafał

  3. Pingback: Dublińczyk | Śladami Joyce’a « Kopiec Kreta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: