Brian Herbert i Kevin J. Anderson, Zgromadzenie żeńskie z Diuny. Recenzja.

Ile Diuny w Diunie, czyli spuścizna Franka Herberta w rękach jego syna

Odległa przyszłość. Ludzkość jest rozsiana po całej galaktyce na planetach, których dokładnej liczby nie jest w stanie podać nawet władający nimi Imperator. Stara Ziemia została zniszczona bronią atomową, której posiadanie jest teraz zabronione. Zabronione są także wszelkie wytwory zaawansowanej technologii, a szczególnie jakiekolwiek przejawy sztucznej inteligencji. Dążenie człowieka do budowy maszyn na obraz i podobieństwo ludzkiego umysłu niemal doprowadziło ludzkość do upadku. W tym na poły futurystycznym, na poły średniowiecznym świecie najważniejszą planetą znanego wszechświata jest pustynna Arrakis, zwana przez tubylców Diuną. Tylko na niej można znaleźć melanż – substancję przedłużającą życie, ale co najważniejsze oferującą wybranym dar jasnowidzenia. Melanż jest niezbędny do podróży międzyplanetarnych, gdyż to dzięki jego narkotycznym wizjom i prekognicji specjalnie wyselekcjonowani nawigatorzy mogą określić bezpieczną drogę w kosmosie oraz, zaginając przestrzeń, w mgnieniu oka przemieścić statek do celu. A tylko dzięki tego rodzaju komunikacji tak rozległe galaktyczne Imperium ma w ogóle rację bytu. To właśnie wokół melanżu ścierają się interesy potężnych rodów szlacheckich, przeróżnych organizacji oraz zakonu żeńskiego Bene Gesserit z ich eugenicznym planem stworzenia nadczłowieka.

Oto świat „Kronik Diuny” – wykreowany przez Franka Herberta na potrzeby swojej galaktycznej sagi. „Kroniki”, które osiągnęły już dawno status kultowych, są uznawane za najlepiej opracowaną serię science-fiction. Imponują nie tylko rozmachem fabularnym. Autor stworzył bowiem (wszech)świat kompletny pod względem społecznym, religijnym i gospodarczym. Na wielu warstwach przenikają się filozofia, teologia, ekonomia, psychologia, polityka i nauki ścisłe. Intrygi w intrygach, eksperymenty genetyczne, skrytobójstwa, żądza władzy, dylematy moralne bohaterów, którzy niejednokrotnie muszą podejmować trudne decyzje i lawirować między dobrem a złem lub wybierać mniejsze zło. Ten wielowymiarowy świat sprawia, że nie jest to lektura lekka, ale czyż fantastyka nie powinna inspirować do przemyśleń? Dokąd zmierzamy i co nas może czekać w przyszłości? Gdzie leżą granice człowieczeństwa i postępu technologicznego? To tylko nieliczne pytania, którymi Frank Herbert do dziś intryguje czytelników.

Niestety autor nie zdążył doprowadzić swojej pustynnej epopei do końca. Przed jego śmiercią zdążyło ukazać się sześć tomów „Kronik”: „Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”, „Bóg Imperator Diuny”, „Heretycy Diuny”, „Diuna: Kapitularz”. Pozostawił po sobie jednak ogromną ilość materiałów, w tym szkic powieści mającej zakończyć wszystkie wątki z „Kronik”. Kontynuacji sagi podjęli się najstarszy syn Herberta – Brian, wraz z Kevinem J. Andersonem, który zasłynął opowieściami ze świata „Gwiezdnych Wojen” i cyklem „Z archiwum X”. Oprócz dwutomowego zakończenia „Kronik Diuny” („Łowcy Diuny”, „Czerwie Diuny”), ukazały się również dwie trylogie ich autorstwa: „Preludium do Diuny” („Ród Atrydów”, „Ród Harkonnenów”, „Ród Corrinów”) oraz „Legendy Diuny” („Dżihad Butleriański”, „Krucjata przeciw maszynom”, „Bitwa pod Corrinem”). Wynikiem tej niezwykle płodnej współpracy były ostatnio także dwie powieści będące bezpośrednimi kontynuacjami wątków z „Diuny” i „Mesjasza Diuny” (odpowiednio: „Paul z Diuny” i „Wichry Diuny”).

I miałem nadzieję, że to już koniec naciągania fanów i ich portfeli na kolejne powieści, prequele, sequele, spin-offy, interludia i zakończenia oryginalnych „Kronik Diuny”. Ale pisarski duet Briana i Kevina uraczył nas następnym tytułem osadzonym w uniwersum stworzonym przez Franka Herberta.

Wcześniej, szperając trochę w sieci, odniosłem wrażenie, że prawdziwi fani „Diuny” uznają tylko sześcioksiąg napisany przez Herberta seniora. Natomiast z rezerwą (delikatnie mówiąc) podchodzą do autorskiego duetu jego syna Briana i Kevina J. Andersona. Niezrażony tym jednak, pochłonąłem wręcz trylogię „Legendy Diuny” i zakończenie „Kronik”. Niestety mój czytelniczy zapał zaczął nieco zanikać przy „Paulu z Diuny”, a już całkowicie opadł w trakcie lektury „Wichrów Diuny”.

„L’ange bleu”, Wojciech Siudmak (www.siudmak.com)

Wydarzenia w „Zgromadzeniu żeńskim z Diuny” rozgrywają się 80 lat po bitwie pod Corrinem. Dżihad Butleriański zakończył się ostatecznym pokonaniem wszechumysłu Omniusa, cymeków Tytanów i myślących maszyn. Raczkujące Nowe Imperium boryka się z różnymi trudnościami, a szczególnie z ponownie rosnącym w siłę ruchem Butlerian, pod przywództwem ortodoksyjnego Manfreda Torondo. VenHold, największy przewoźnik w znanym wszechświecie, stoi w opozycji do przeciwników maszyn i dla dobra ludzkości stara się uratować resztki technologii robotów. Burzliwy okres zmian przechodzi również medyczna Akademia Suka i szkoła mentatów – ludzkich komputerów – Gilbertusa Albansa, która skrywa w swych murach mroczny sekret. Na tle tych wszystkich wydarzeń obserwujemy początki wprowadzania w życie monstrualnego planu eugenicznego przez Zgromadzenie Żeńskie, prowadzone przez Matkę Wielebną Raquellę Berto-Anirul oraz rodzący się pośród sióstr konflikt. Ponadto przez całą książkę przewija się postać niemal nieśmiertelnego Voriana Atrydy – legendarnego bohatera dżihadu, któremu przyjdzie stawić czoło nieoczekiwanym duchom z przeszłości.

Jeżeli chodzi o warsztat pisarski obu panów, to jedni mogą ich chwalić, drudzy ganić – ale ja uważam, że jest niezły – zwłaszcza, że na powrót przypomina ten z cyklu „Legendy Diuny”. Akcja prowadzona jest wartko, postacie są dosyć wyraziste i niepozbawione rozterek oraz przemyśleń. Co prawda są trochę schematyczne i zbyt czarno-białe, ale autorzy rekompensują to, rzucając bohaterów w wir ciekawych wydarzeń. I choć niektóre zwroty akcji przebiegają w iście hollywoodzkim stylu, można na to przymknąć oko, zwłaszcza że panowie zdążyli przyzwyczaić nas do tego w swoich poprzednich książkach. Rozdziały są stosunkowo krótkie i co rusz przenoszą czytelnika pomiędzy kolejnymi warstwami wielowątkowej fabuły.

"Les joyaux de la terre", Wojciech Siudmak (www.siudmak.com)

„Les joyaux de la terre”, Wojciech Siudmak (www.siudmak.com)

Dom Wydawniczy REBIS zdążył już przyzwyczaić czytelników do pięknych, kolekcjonerskich wydań powieści ze świata Diuny, w oprawie graficznej Wojciecha Siudmaka – czołowego reprezentanta nurtu realizmu fantastycznego. Jego rysunki i obrazy są swoistym dopełnieniem wizji Franka Herberta i wizytówką uniwersum Diuny w wydaniu REBISU.

Mam za to zastrzeżenia do tłumaczenia tytułu. Z oryginału „Sisterhood of Dune” zostało przetłumaczone na „Zgromadzenie żeńskie z Diuny”. Raz, że przekład ten jest niespecjalnie poprawny, a dwa – nielogiczny. Diuną nazywano planetę Arrakis, a przecież ani Zakon, ani inne szkoły (które będą opisywane w kolejnych tomach i tytuły będą przetłumaczone prawdopodobnie w ten sam sposób) nie miały na tej planecie swoich siedzib i ich początki bezpośrednio nie mają z nią nic wspólnego. Zapewne w tytule chodziło o świat Diuny, a nie o planetę, ale naszym tłumaczom jakoś nieporadnie było przetłumaczyć to po prostu jako „Zgromadzenie żeńskie Diuny”. Niby szczegół, ale fanów może razić.

„Zgromadzenie” (jak i większość wcześniejszych pozycji duetu Herbert jr – Anderson) nie jest  głębokim dziełem na miarę metafizycznych nieomal „Kronik Diuny” Herberta seniora. Próżno w nim szukać tak dogłębnej i wielowarstwowej prezentacji świata czy niezwykle plastycznych postaci oraz skomplikowanych relacji między bohaterami. To raczej sprawnie napisana beletrystyka science-fiction, podlana socjologiczno-religijnym sosem. Nie ma jednak ich co porównywać – to dwie różne półki. Można się przyczepić do pewnych nielogiczności, naciągania faktów w celu dopasowania ich do chronologii i wydarzeń z „Kronik” czy też zbyt „twórczego” wypełniania białych plam w uniwersum Diuny przez kontynuatorów spuścizny F. Herberta. Jednak uważam, że panowie udowodnili, iż jeżeli mają więcej swobody i szersze pole do popisu niż w przypadku „Paula z Diuny” i „Wichrów Diuny” – potrafią zaczarować i porwać czytelnika. I lepiej im wychodzi coś na kształt space opery w świecie Diuny – jak wspomniana wcześniej trylogia „Legendy Diuny” i przedmiot tejże recenzji – niż wymęczone próby naśladownictwa mistrza Franka.

Brian Herbert i Kevin J. Anderson, Zgromadzenie żeńskie z Diuny, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012.

 Jacek „bio_hazard” Bryk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: