Jason Lutes, Berlin #1: Miasto kamieni. Recenzja.

Postać centralna: Berlin

Jest wrzesień 1928 roku. Najpierw poznajemy Marthe Müller, która podróżuje pociągiem z Kolonii do Berlina. Do jej przedziału dosiada się Kurt Severing – dziennikarz, niezależny reporter berlińskiego tygodnika „Die Weltbühne” (tygodnik ten faktycznie ukazywał się w Berlinie w latach 1905-1933). Tych dwoje wdaje się w rozmowę, z której dowiadujemy się, że Marthe jedzie do stolicy studiować malarstwo, a Kurt wraca z wypadu z prowincji, podczas którego weryfikował „kilka informacji do cudzego artykułu w ramach przysługi dla (…) wydawcy”. Kilka stron dalej dowiadujemy się, że Kurt sprawdzał informację o bezpośrednim załamaniu postanowień Traktatu Wersalskiego, zgodnie z którym Niemcom nie wolno się zbroić. Marthe i Kurt rozstają się na przystanku tramwajowym na Potsdamer Platz. Tych dwoje nie spotyka się ze sobą aż do grudnia. Kiedy to Marthe znajduje przypadkowo w płaszczu wizytówkę z adresem Kurta.

W czasie tych trzech miesięcy, które mijają między ich pierwszym a powtórnym spotkaniem, mamy okazję poznać innych bohaterów komiksu Jasona Lutes’a „Berlin: Miasto kamieni”. Lutes wprowadza wiele kolejnych postaci, nurt opowieści snuje się powoli, leniwie, niczym Sprewa płynąca przez stolicę Niemiec. Poznajemy kolegów Marthe z Akademii: Annę, Willego, Ericha, Maksa, Richarda i Hanka (Heinricha), czteroosobową rodzinę Braunów: Gudrun oraz jej męża Oscara i dwójkę dzieci, Schwartzów – rodzinę zasymilowanych Żydów, których los wysunie się na bliższy plan, pewnie w następnych tomach „Berlina”. Oczywiście to nie wszystkie postaci, które pojawiają się na kartach tego albumu. Jest ich naprawdę sporo, ale dzięki powolnej akcji i retrospektywom sięgającym aż do roku 1918 czytelnik ma okazję nie pogubić się w tym gąszczu bohaterów, a także powiązać jednych z drugimi. Sposób wprowadzania kolejnych bohaterów, „wiązania”, zaplatania ich losów ze sobą ma dużo wspólnego ze stricte powieściowymi sposobami prowadzenia narracji.

Mimo wprowadzenia tak dużej ilości bohaterów, nie można bezspornie określić, który, która lub którzy z nich, to postaci pierwszoplanowe, kluczowe dla dalszego rozwoju akcji. To czysto formalny zabieg ze strony Jasona Lutes’a, gdyż to nie ludzie, nie Marthe, nie Kurt, nie Gudrun, nie Oskar są głównymi osobami dramatu, ponieważ to miasto, tytułowy Berlin, jest „postacią” pierwszoplanową, nadrzędną, centralną. Mam wrażenie, że wszyscy ludzie pojawiający się na kartach tego albumu, są traktowani przez autora raczej instrumentalnie, z pragmatycznym dystansem. Czy Lutes lubi któregoś ze swoich bohaterów? Nie sądzę, każda z osób spełnia w tej opowieści jedynie służebny cel. Autor powołuje je do życia jedynie po to, aby za pomocą ich osobistej historii opowiedzieć fragment Historii Berlina.

 Czy to źle? Niekoniecznie. Ponieważ dzięki takiemu podejściu udało mu się stworzyć, może nie arcydzieło, ale bardzo dobrą historyczną powieść graficzną. Powieść graficzną, na łamach której zostało odbudowane, zrekonstruowane z wielką dbałością o szczegóły architektoniczne miasto Berlin. Wszystko to zasługa bardzo realistycznego sposobu rysowania Lutes’a, chwilami bliskiego rysunkowi technicznemu.

Warto wspomnieć jeszcze o kilku formalnych zabiegach, tzw. smaczkach, które przykuły moją uwagę podczas czytania i oglądania „Miasta kamieni”. Wprowadzenie w pole tekstowe myśli osób będących w kadrze, które chwilami zasadniczo odbiegają od tego, co aktualnie jest przez nie mówione. Ciekawe jest także prowadzenie narracji poprzez dziennik zarówno Marthe, jak i Kurta, rozróżnienie ich poprzez liternictwo – ona pisze ręcznie, on pisze na maszynie. Podobała mi się również próba urealnienia kadrów, w których Kurt ściąga okulary – obraz się wtedy zamazuje, rozmywa, traci ostrość. No i niby oczywista sytuacja w obrazowaniu, ale jednak niezbyt często stosowana, gdy Gudrun upada na ulicę, trafiona zbłąkaną kulą – kolejne kadry ukazują świat widziany jej oczyma, dlatego odwrócone zostały o dziewięćdziesiąt stopni. Niestety zaraz po tych czterech kadrach następują dwie najgorsze plansze w całym albumie. Trącące zbędnym banałem i sentymentalizmem.

Jason Lutes (scenariusz & rysunki), Berlin #1: Miasto kamieni, Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa 2008.

Maciej Gierszewski
Kopiec Kreta

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: