Bram Stoker, Dracula.

Przeczytaj z własnej i nieprzymuszonej woli

„Dracula” jest jedną z tych książek, o której istnieniu wszyscy wiedzą, ale mało kto ją przeczytał. Postać tytułowego hrabiego-wampira, zamieszkującego zamek na skale w Transylwanii, została bowiem solidnie wyeksploatowana przez kino, ale po książkowy oryginał Brama Stokera sięgają dziś jedynie najwytrwalsi. W Draculę wcielali się przedstawiciele kolejnych pokoleń, m.in. urodzony jeszcze w XIX w. Bela Lugosi (najsłynniejsza kreacja z 1931 r.), „nieśmiertelny” Christopher Lee (rekordzista Guinnessa pod względem ilości zagranych ról, najwięcej razy wcielił się także w Draculę) czy Gary Oldman (w głośnej współczesnej ekranizacji Francisa Forda Coppoli z 1992 r.). Interpretacje roli przez każdego z nich były różne, podobnie zresztą jak wizje reżyserskie. Jednak sam wizerunek hrabiego, jego pochodzenie, maniery i sposób bycia wykreował Bram Stoker. Z tego powodu powieściowemu „Draculi” warto poświęcić uwagę, mimo że nie jest to literackie arcydzieło.

„Dracula” został pierwotnie wydany w roku 1897, kiedy to światowa literatura podążała już z nurtem modernizmu. Powieść irlandzkiego pisarza pod względem formy jest więc spóźniona przynajmniej o epokę. Klasyczna narracja jest tutaj zastąpiona przez pamiętniki, listy czy wspomnienia w formie notatek, dzięki czemu poznajemy bieg wydarzeń z punktu widzenia kilku bohaterów. Stylizowany na powieść epistolarną był w sporych fragmentach również „Frankenstein” Mary Shelley, który choć pokrewny gatunkowo, został napisany w 1818 r., czyli jego silne romantyczne zabarwienie było umotywowane wyznacznikami epoki.

Bram Stoker na fotografii z 1906 r.

Bram Stoker na fotografii z 1906 r.

Konwencja przyjęta przez Stokera wydaje się być w pewien sposób usprawiedliwiona. Bardzo prawdopodobne, że uwięziony w starym zamczysku w obcym kraju inteligentny prawnik Jonathan Harker w obliczu nieznanego niebezpieczeństwa i przeczucia śmierci swe obserwacje przelewa na karty dziennika (jako skrupulatny notariusz prowadzi go od przyjazdu do Rumunii). Podobnie rzecz ma się z doktorem Johnem Sewardem, najbardziej krwistą (rzecz jasna poza Draculą) postacią w książce. To ceniony lekarz psychiatra, dawny uczeń profesora Van Helsinga, który prowadzi własną klinikę.
Z zapisywanych przez niego studiów przypadku dowiadujemy się o jego niepokojących pacjentach; w przyszłości także uzupełnia obraz samego Draculi. Z kolei powieściowy Van Helsing jest postacią mniej charyzmatyczną, niż kilka jego filmowych wersji (uniżony, lecz autorytarny, zdecydowany, wierzący, wykształcony, jednak przez swoją emocjonalną wylewność, połączoną z charakterystycznym dla obcokrajowca sposobem mówienia, sprawia raczej wrażenie „dobrego dziadka” niż pogromcy wampirów).

Od sporego fragmentu dziennika Jonathana Harkera zaczyna się książka, później pojawia się wkracza doktor Seward. To najlepsze (również literacko) partie powieści, w których czuć stopniowo budowane napięcie, mroczny i klaustrofobiczny klimat transylwańskiego zamku, a także złowrogi nastrój szpitala psychiatrycznego. W tych rozdziałach najmocniej wyczuwalny jest wpływ powieści gotyckiej na twórczość Stokera, a także niewydanego w Polsce „Varney the Vampire: Or the Feast of Blood” Thomasa Presketta Presta z 1847 r. (autor „Sweeneya Todda – demonicznego golibrody z Fleet Street”). Sceny, w których prawnik podczas golenia nagle spostrzega, że hrabia nie odbija się w lustrze, albo widzi go pełznącego po stromej ścianie zamczyska niczym gigantycznych rozmiarów jaszczurka, naprawdę budzą niepokój. Zaś relacje Harkera i Draculi oraz Sewarda i jego pacjenta jawią się jako naturalne i niewymuszone.

Mina Harker (Helen Chandler) w objęciach hrabiego Draculi (Bela Lugosi) - w kadrze z 1931 r.

Mina Harker (Helen Chandler) w objęciach hrabiego Draculi (Bela Lugosi) – w filmie z 1931 r.

Niestety epistolarna forma nie sprawdza się, kiedy do akcji wkraczają kobiece bohaterki: bystra i silna, choć bardzo subtelna Mina Murray (narzeczona, a następnie żona Harkera) oraz piękna i rozbudzająca męskie uczucia Lucy Westenra. Obie kobiety mają banalne rysy, a listy, które między sobą wymieniają, po niedługim czasie stają się irytujące. Przypominają raczej naiwne, plotkujące trzpiotki, a nie dystyngowane damy reprezentujące poważne mieszczańskie sfery. Nadwrażliwe, emocjonalne i pełne patosu słownictwo – używane nie tylko przez nie, ale także wobec nich – zaczyna być uciążliwe. Na domiar złego w środkowej części książki mało jest samego Draculi, choć fragmenty opowieści, w których się pojawia (np. na statku), odzyskują początkowy nastrój. Kobiece role ratuje poniekąd utajony erotyzm Lucy, który to jest przecież do pewnego stopnia atrybutem samego hrabiego Draculi (w książce jest to zasygnalizowane, kreacje filmowe posługują się nim bardziej dosłownie). Tenże jest zaczerpnięty z „Carmilli” Josepha Sheridana le Fanu (1872 r.), gdzie pojawia się najsłynniejszy przez długie lata motyw kobiecego wampira – obdarzonego dodatkowo skłonnościami lesbijskimi.

Współczesnego czytelnika razić będzie także wyniesiony z romantyzmu podział na „dobrych bohaterów” i „złego wampira”. Wszyscy bohaterowie są zjednoczeni w walce przeciwko Złu, co jest zjawiskiem wytłumaczalnym i racjonalnym, ale brak jakiejkolwiek charakterologicznej skazy w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa dziś zostałby uznany za mocno naciągany. „Dracula” pozbawiony jest też w zasadzie postaci drugoplanowych, choć jeżeli już się sporadycznie pojawiają (np. zeznający marynarz), to mają ożywczy wpływ na przebieg fabuły.

Gary Oldman - najbardziej znany "współczesny" Dracula (1992)

Gary Oldman – najbardziej znany „współczesny” Dracula (1992)

Mocnym punktem powieści jest oczywiście sam hrabia Dracula, przy czym zdecydowanie większe wrażenie robi jako gospodarz na swych zamkowych włościach, niż jako gość na Wyspach Brytyjskich, kiedy to jego moc siłą rzeczy jest ograniczona gorszą znajomością okolic i innych czynników zewnętrznych. Wampir-arystokrata – wzorowany zapewne na lordzie Ruthvenie z „Wampira” Johna W. Polidoriego (1819 r.) – przebiegły, cyniczny, inteligentny i wykształcony, obdarzony nienagannymi manierami, nieco staroświecką ogładą i przystojną, choć budzącą respekt prezencją, na stałe usadowił się w panteonie czarnych literackich charakterów. I bardzo wątpliwe jest, iż wypchną go z niego nastoletnie półgłówki z amerykańskich college’ów, „wampirki” z ładnymi buźkami Roberta Pattinsona, przyodziane w dżinsy i T-shirty, pogrywające w wolnych chwilach w baseball i posługujące się marnym slangiem, zamiast wzorową angielszczyzną.

Oto hrabia Dracula z krwi i kości („Z notatek Jonathana Harkera”, s. 24, 27), którego poznajemy w okolicznościach nader posępnych:

Stanął w niej wysoki starzec, gładko ogolony, z wyjątkiem długich siwych wąsów, od stóp do głów ubrany na czarno. W ręku trzymał starodawną srebrną lampę, której płomień, nieosłonięty żadnym kloszem, migotał w przeciągu spowodowanym otwarciem wrót, rzucając wokół długie, drżące cienie. Eleganckim gestem prawej ręki zaprosił mnie do środka, mówiąc: „Witam w moim domu! Proszę, niech pan wejdzie z własnej i nieprzymuszonej woli!”. Jego angielszczyzna była bez zarzutu, choć mówił z dość dziwną intonacją. (…)

Jego twarz ma bardzo, bardzo wyraziste, ostre rysy; wydatny i cienki nos zakończony jest charakterystycznymi łukowatymi nozdrzami; ma wysokie i wypukłe czoło, a jego włosy, choć rzadkie w okolicach skroni, są poza tym bardzo gęste. Ma bardzo wydatne brwi, stykające się niemal ze sobą powyżej nasady nosa, a ich nadzwyczajna gęstość powoduje, że zwijają się w loki. Usta – na ile byłem je w stanie dojrzeć pod sumiastymi wąsami – są stale zaciśnięte, co w połączeniu z wystającymi na wargi, bardzo białymi, ostrymi zębami nadaje tej twarzy wyraz okrucieństwa. Uderzająca czerwień warg wskazuje na niesamowitą witalność hrabiego – jak na człowieka w tym wieku. Poza tym ma białe i nadzwyczaj spiczasto zakończone uszy, szeroką i silną szczękę, a policzki mocne, choć wychudłe. Nad tym wszystkim dominuje ogólne wrażenie nadzwyczajnej bladości.

Anthony Hopkins jako "łowca wampirów" - profesor Abraham Van Helsing (1992)

Anthony Hopkins jako „łowca wampirów” – profesor Abraham Van Helsing (1992)

Przeniesienie postaci wampira z najniższych warstw społecznych na arystokratyczne salony odbyło się przy udziale Polidoriego, zaś Stoker utrwalił i umocnił pozycję krwiopijcy wśród wyższych sfer. Zresztą prezencja wampira pozostaje w bezpośrednim związku z jego przyszłymi ofiarami. W zacytowanym wyżej fragmencie trzeba zauważyć, że Stoker hołduje tradycji, w świetle której wampir może posiąść ofiarę tylko wtedy, kiedy z „własnej i nieprzymuszonej woli” zgodzi się ona wpuścić wampira do siebie lub zostać jego gościem). Autor „Draculi” korzysta zresztą z większości ludowych podań i usposabia potwora w cechy od dawna ludziom znane: brak odbicia w lustrze, nierzucanie cienia, nadludzką siłę, niemożność przekroczenia płynącej wody podczas odpływu, wrażliwość na światło dzienne, podatność na krucyfiks, czosnek, dziką różę czy jarząb, strach przed hostią, drewniany kołek wbity w serce (niekoniecznie osikowy), odcięcie głowy i spalenie jako działania dopełniające eksterminację wampira.

„Dracula” Brama Stokera, mimo że nadgryziona (nomen omen) zębem czasu, pozostaje klasyką gatunku – dziełem, dzięki któremu postać krwiopijcy awansowała do popkulturowej ekstraklasy. Ów mit wampiryczny – ukazany z perspektywy skrytych ludzkich żądz, dążenia do nieśmiertelności, za które trzeba zapłacić niewyobrażalną cenę – literatura i film będą rozwijać jeszcze wiele lat po tym, jak najsłynniejszy wampir świata zaprosił niczego niepodejrzewających ludzi na swoje salony.

Bram Stoker, Dracula, przeł. Marek Król, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2011.

Rafał Niemczyk

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

3 Responses to Bram Stoker, Dracula.

  1. Bombeletta says:

    Wiecie, że sama „Draculę” uwielbiam :)

    Mnie ujęła swoista „nieobecność” hrabiego, o którego działaniach dowiadujemy się z późniejszych opowiadań, a nie bezpośrednio. Dracula pozostaje tajemniczy, bo realnie obecny jest zaledwie w kilku scenach. Dzięki temu pozostaje legendą i mitem, będąc przyczyną wszystkich wydarzeń, ale w pełni istniejąc poprzez język i opowieść. Mam wrażenie, że to właśnie sprawia, że jest tak niesamowity i :)

    Jeśli chodzi o krwiożercze postacie, to dodałabym zoofagicznego Renfilda, który, wraz ze swoją żarłoczną filozofią, jest nawet bardziej fascynujący niż sam doktor Seward.

    Zaskoczył mnie Van Helsing, bo spodziewałam się kogoś bardziej szalonego i ekscentrycznego, a faktycznie w powieści jest „dobrym dziadkiem” :)

    Również podpisuję się pod zachętą do czytania, bo to klasyk jakich mało, który naznaczył kulturę popularną na ponad sto lat i wciąż odciska na niej swoją obecność.

    P.S. Właśnie zabieram się za pisanie tekstu o „Wampirze” Polidoriego :)

    • Experyment says:

      Zapomniałem Ci odpisać, a kilka cennych uwag zawarłaś :) Z rocznym opóźnieniem, ale jednak:

      – Renfield przypomina jakąś mroczną postać z uniwersum Gotham, któregoś z największych szaleńców z Arkham (czytałem ostatnio bodaj najbardziej poryty z komiksów o Batmanie, „Azyl Arkham”, i Renfield miałby tam pewne miejsce, być może stał się nawet jedną z inspiracji dla autorów).
      – Van Helsing, cóż, no jest dość zdziadziały, a kino często pokazuje go jako charyzmatycznego naukowca-wojownika. Energii ma jednak sporo, gorzej z akcentem :)
      – „Nierealność” hrabiego to chyba największa zaleta powieści. Stokerowi faktycznie udało się dzięki temu przydać Draculi właściwości mitycznych, co zaprocentowało jego nieśmiertelnością. Choć w scenach, w których się pojawia „fizycznie”, jest zarysowany perfekcyjnie (mam na myśli głównie pierwszą część książki).

      • Bombeletta says:

        Haha, lepiej późno niż wcale :D
        Z pewnością Renfield odnalazłby się w Arkham i wcale nie zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że inspirował twórców komiksu. Jak tak sobie pomyślę, to właśnie Renfield został ze mną na dłużej, o nim myślę, jak przychodzi temat „Draculi”, dzięki jego „For the blood is the life”. Ta filozofia przedłużania sobie życia poprzez pochłanianie innych jest wyjątkowo ponadczasowa, jest jednocześnie wampirza, czyli obca, ale też w jakiś sposób bardzo bliska, bo ludzka. Dlatego właśnie Renfield musiał zginąć, bo nie da połączyć się jednego z drugim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: