Andrzej Stasiuk, Dojczland. Na marginesie.

Psychoanaliza z butelką Jima Beama za pasem

Wiosną ubiegłego roku, w znacznym stopniu dzięki serdeczności pewnej Pani Małgorzaty, dane nam było zwiedzić spory kawałek południowych Niemiec, głównie malowniczej Badenii-Wirtembergii. Land ów, posiekany pochyłymi winnicami i naznaczony dziesiątkami zamków sterczących to tu , to tam, to nad Renem, to na wzgórzach, jest bodaj najatrakcyjniejszym w całych Niemczech. Położony wzdłuż zachodniej granicy Niziny Górnoreńskiej, z masywem Schwarzwaldu na zachodzie, gdzie pociągi mkną w tunelach wydrążonych w środku gór, z bezkresnym Jeziorem Bodeńskim na południu, po którym śmigają katamarany i inne statki, a w pogodne dni pod niebem nad Konstancją, gdzie Jana Husa stracono na stosie, zawieszone są, płynąc w powietrzu, dyniowate Zeppeliny. Z uzdrowiskiem Baden-Baden na zachodniej granicy, gdzie blichtr i słynne kasyno toną w schwarzwaldzkim cieniu, obok muzeum z jajami Faberge przejeżdżają XIX-wieczne dorożki, a w cieniu zabytkowych kamienic uliczni grajkowie zbierają na solidną wypłatę do otwartych futerałów. Jest wreszcie uniwersytecki Heidelberg, to już sama północ, gdzie można postawić nogę na największej beczce świata, pokręcić się wokół najstarszego niemieckojęzycznego uniwersytetu (oprócz tego w Pradze), wmieszać w tłum ludzi różnych ras i wyznań, którzy pędzą strumieniem tam i z powrotem, może na most Alte Brücke z Bramą Karola, aby popatrzyć na ruiny gotycko-renesansowego zamku na skale, symbolu niemieckiego romantyzmu, a może gdzieś indziej.

Mglisty poranek w Friedrichshafen nad Jeziorem Bodeńskim

Te mimowolne dygresje, być może wcale nieudane, w sposób szczególny mają się do głównego tematu. Już tłumaczę. Mianowicie wspomniana na wstępie Pani Małgorzata, kobieta energiczna i pełna życia, to emigrantka, acz rozmiłowana bezgranicznie w języku polskim. Dlatego kilka razy do roku posyłamy tam, do Niemiec, paczkę z polską literaturą, przyjmując w zamian zachodnie specjały pod postacią dobrego wina, marcepanu, szpecli bądź innej strawy. Ktoś powie, że podobny proceder kojarzy się raczej z czasem już minionym, czasem zamkniętych granic i rozbudzonej Pewexami tęsknoty za Zachodem, albo tuż po, czasem, do którego wraca Stasiuk. Lecz ja Wam powiem, że nieprawda, ponieważ gestów ludzkich nie zamyka w ramy epoka, a jedynie potrzeba bliskości lub kontaktu.

Logo Mercedesa na dachu dworca głównego w Stuttgarcie

Niechże więc będzie Wam dane zrozumieć, jak radosne było moje zdumienie, kiedy jako prezent świąteczno-noworoczny przybył do nas prosto z północnych Niemiec (ponieważ Pani M. w międzyczasie przeprowadziła się nad samo morze)… nowiutki Stasiuk. Nowiutki w sensie „prosto z księgarni”, ponieważ chronologicznie „Dojczland” to rok 2007. Stasiuk o Niemczech, z niemieckiej księgarni. Jawohl. W każdym razie otwieram, patrzę: „Stuttgart Hauptbahnhof”, i zaraz że Stasiukowi przypomina bukaresztański Gara de Nord, bo coś przypominać mu musi, coś znajomego, coś co czuje. Staliśmy tam na szczycie tego dworca, z ogromnym znaczkiem Mercedesa obracającym się nad głową, oglądając z góry cztery strony Stuttgartu w oku wielkiej lunety, czy jak to się tam nazywa – to urządzenie służące obserwacjom, przybliżające obraz. Obracałem kartki dalej, bo było jasne, że Stasiuk nie zaproponuje bynajmniej obrazu z turystycznego przewodnika.

Niemcy Stasiuka nie są Niemcami „z Pascalem”. Próżno w nich szukać zabytków, starych zamków i promiennych pejzaży, chyba że jest to skała Lorelei na Renie. Niemcy Stasiuka są piękne inaczej. Zatłoczone w dzień, a opustoszałe nocą podmiejskie dworce, oglądane z wewnątrz albo zza szyby toczącego się pociągu. Hermetyczne hale lotnisk, które żyją własnym życiem, niczym mechanizm uzbrojony w podzespoły. Witryny enerdowskich supermarketów, w których odbija się cokolwiek inny Zachód niż ten prężny i prawdziwy. Burdele, pornokina, taksówkarz z Senegalu. Taksówkarz z Senegalu jest nie mniej ważny od niemieckich Turków, śniadych Bałkańców, którzy ognisty temperament pozostawili do dyspozycji Kusturicy, „skacowanej żulii we fryzurach z lat siedemdziesiątych”, którą widuje się już tylko przy frankfurckim dworcu, i wielkich, tłustych Rusków, z butami w szpic i złotymi łańcuchami na szyi, którzy wyobrażają sobie, że „to wszystko jest ich”.

Gdzieś w Baden-Baden przez nieuwagę zostawiliśmy samochód – i przepadł…

Żaroodporny tygiel kulturowo-etniczny, emigracyjny babilon, a w jego środku polski pisarz, „literacki gastarbajter”, który jeździ od miasta do miasta wzdłuż i wszerz, zarabiając kasę na spotkaniach autorskich, czyniąc notatki i oglądając sobie Dojczland z nieodłączną butelką Jima Beama u boku.

Nie da się na trzeźwo pojechać z Polski do Niemiec. Nie oszukujmy się. To jednak jest trauma. W równym stopniu dotyka specjalistów od uprawy szparagów i pisarzy. Nie da się do Niemiec pojechać na luzie. Jak do, powiedzmy, Monako, Portugalii albo na Węgry. Jazda do Niemiec to jest psychoanaliza.

Miasta, hotele, miasteczka, hoteliki, odczyty, dworce, parówki, anegdoty, Brecht, katolicyzm, niemożność zakupienia Jima Beama w niedzielę w Bawarii, a chyba nawet piwa. Ciężka sprawa z tą Bawarią. Skała Lorelei, ważna rzecz przecież. Plus Stasiukowe ostre pióro, na granicy chamstwa i poezji, które wykrawa stereotypy, po czym samo połyka je ze smakiem. Prowokujące, a jednocześnie wciągające na maksa.

Andrzej Stasiuk, Dojczland, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007.

Rafał Niemczyk

(foto: archiwum własne)

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

One Response to Andrzej Stasiuk, Dojczland. Na marginesie.

  1. juri says:

    swietnie cygani niezmordowanie styl nierzystajacy do ogólnie uznanych jego sposób,wybrany wypracowany i zabawny i patrzący z boku jakby, lubię i podziwiam stacha andzeja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: