Howard Cruse, Stuck Rubber Baby. Recenzja.

Rzecz o wykluczonych
w „czasach Kennedy’ego”

Nie mam wątpliwości, że najważniejszym komiksem, który ukazał się w Polsce w 2011 roku jest „Stuck Rubber Baby” autorstwa Amerykanina Howarda Cruse’a. Pozycja została wydana przez poznańskie wydawnictwo Centrala – Central Europe Comics Art. Pierwotne wydanie zza oceanem ukazało się w DC Comics w roku 1995 i uważane jest aktualnie za klasykę powieści graficznej. W przypadku tego albumu mamy do czynienia ewidentnie z arcydziełem sztuki komiksowej.

Głównym bohaterem komiksu, a zarazem narratorem, jest niejaki Toland Polk. Snuje on „po latach” opowieść o swoim dorastaniu w „czasach Kennedy’ego”, gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych, w małym, prowincjonalnym miasteczku o nazwie Clayfield. Historia Tolanda to sfabularyzowana biografia, swoista próba zrozumienia, jak to się stało, że znajduje się w tym miejscu, że stał się takim, a nie innym człowiekiem, jakie sytuacje i decyzje wpłynęły na rozwój jego osobowości. Retrospekcja pozwala wybrać z przeszłości, z pamięci narratora, momenty najistotniejsze i dokonać ich autointerpretacji. Nie należy jednakże przydawać „Stuck Rubber Baby” cech autobiograficznej powieści graficznej. Choć Toland Polk w wielu miejscach przypomina Howarda Cruse’a, to autorowi zależało bardziej na sportretowaniu epoki, w której dane mu było dorastać, aniżeli siebie.

Clayfield to miasteczko-zmora, w którym wszyscy znają się z widzenia, gdzie niewiele można ukryć, a w latach 60. minionego wieku nadal szerzy się tam rasizm i homofobia. Segregacja rasowa jest głęboko zakorzeniona w świadomości ludzi, którzy dzielą się na „prawdziwych białych” i „czarnolubów”. Dziś wydaje nam się nie do pomyślenia, że 50 lat temu, w kraju wolności i swobód obywatelskich, lokalni politycy na oficjalnych wiecach wypowiadali się w duchu nienawiści i podżegali do stosowania przemocy, że członkowie Ku-Klux-Klanu byli szanowanymi obywatelami, że policja nie ścigała sprawców linczów, że Afroamerykanie mieli osobne kluby, szpitale, że nie mogli korzystać z parku publicznego, jeżdżąc tramwajem, musieli wsiadać tylnym wejściem, ponieważ miejsca obok motorniczego przeznaczone były tylko i wyłącznie dla białych. Czarni to nie jedyna grupa społeczna, która jest represjonowana, nieakceptowana przez skrajnie prawicowych mieszkańców Clayfield – na marginesie umieszczeni są również geje i lesbijki.

W takich czasach przyszło wchodzić w dorosłość Tolandowi, którego poznajemy, gdy próbuje się pozbierać po wypadku samochodowym, w którym zginęli jego rodzice. Ich śmierć to sytuacja graniczna, swoista cezura, a jej przekroczenie i uporanie się z tragicznym faktem zapoczątkuje szereg zmian w życiu i myśleniu naszego bohatera. Początkowo jest zwykłym mieszkańcem małego miasteczka, chłopakiem pracującym na stacji benzynowej, niczym się nie wyróżnia, chce mieć święty spokój, pozostać szarym człowiekiem bez właściwości, bez własnych przekonań politycznych czy społecznych. Tak bardzo pragnie wtopić się w tłum, być zwyczajny, że neguje swoją seksualność. I na przekór sobie – związuje się z dziewczyną o imieniu Ginger, studentką i aktywistką ruchu Liga Równości Rasowej. To znajomość z nią otwiera mu oczy na niesprawiedliwości, nierówności oraz obłudę panującą w amerykańskim społeczeństwie. Sam, chcąc nie chcąc, zaczyna się angażować. Mamy okazję obserwować, zrozumieć przejście od uwikłania, poprzez zaplątanie, aż do zaangażowania. Wraz z koniecznością zmian w swojej postawie społecznej, idzie bolesny coming out: najpierw negacja, następnie odrzucenie, wreszcie próby zaakceptowania nowego „ja”.

Howard Cruse zadbał w warstwie graficznej o wierne odtworzenie scenografii „czasów Kennedy’ego”. Plansze zapełnione są przez charakterystyczne dla tych czasów przedmioty, odtworzone z wielką pieczołowitością – od samochodów, poprzez stroje, meble, dodatki (fryzury, oprawki okularów, kamery TV), aż po witryny sklepów i layout gazet. Kadry są głębokie, rysunek wykonany piórkiem jest bardzo precyzyjny i przedstawia nie tylko pierwszy plan – najczęściej twarze bohaterów, ale także tło w postaci zabudowań, drzew i krzewów, ścian w pokojach. Warto zwrócić uwagę także na rozkład kadrów na planszach. Przyzwyczajeni jesteśmy do kadrów w kształcie kwadratów lub prostokątów, umieszczonych obok siebie w ilości „do 6 na stronie”. Jednak w wypadku tego albumu, autor przełamuje te schematy, kadry nakładają się na siebie, mają różnorakie kształty, a czasem rysunek (np. szczekającego psa) umieszczany jest między ramkami. Bez wątpienia rysownik ogromnie się napracował.

Album „Stuck Rubber Baby” powinni przeczytać wszyscy ci, który uważają, że komiks nie podnosi tematów ważnych i zasadniczych, że narracja literacka zawsze musi być banalnie poprowadzona i że „jest to medium przeznaczone dla dzieci”. Gwarantuję przewartościowanie poglądów.

Howard Cruse (scenariusz i rysunki), Stuck Rubber Baby, tłum. Maria Laura Jędrzejowska, Fundacja Tranzyt / Centrala – Central Europe Comics Art, Poznań 2011.

Maciej Gierszewski
Kopiec Kreta

* Recenzja napisana na zamówienie Instytutu Książki – ukazała się pierwotnie tutaj. Dziękujemy za udostępnienie.

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Howard Cruse, Stuck Rubber Baby. Recenzja.

  1. Pingback: Alfabet z dymkiem – C (ciąg dalszy ciągu dalszego) | Komiks w bibliotece

  2. Pingback: Pulowerek.pl » Alfabet z dymkiem – C (ciąg dalszy ciągu dalszego)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: