Wojciech Kuczok, Poza światłem. Recenzja.

W ciemności idealnej

Uwaga – trochę to spotkanie grozi rozczarowaniem. Bo chciałoby się więcej, mocniej, pełniej i wyraźniej, tymczasem jest krótko i nazbyt efemerycznie. A przecież tęsknota za brawurową i wyrazistą frazą Wojciecha Kuczoka może trochę doskwierać. W tym kontekście nadzieje już przy stronie tytułowej „Poza światłem”  będą spore, a niestety okażą się płonne. Nie oznacza to jednak, że nie warto sięgać, że nie ma po co, że lepiej czekać na dobry kawał prozy, jakąś soczystą historię i pełnoprawną fikcję. To w końcu ten sam Kuczok, co zawsze – pisać potrafi, opowiadać też umie, pięknie operuje językiem i ma wiele do powiedzenia. To także Kuczok z tych osobistych Kuczoków – gawędzi o rodzinnych stronach, wspomina autentyczne podróże, te małe i te naprawdę wielkie, aż w końcu opowiada o swojej ogromnej miłości do podziemi. Kuczok grotołaz i podróżnik to warty uwagi Kuczok.

Jego najnowsza książka składa się z raczej luźnych zapisków, jakby poczynionych gdzieś na marginesie czy w jakimś kajecie o zagiętych rogach, do którego pisarz sięga wraz ze zmierzchem dnia, by utrwalić to, co ciekawe. Czasem dwuzdaniowe akapity, innym razem dłuższy wywód, obrazki i chwile tworzące barwną mozaikę niewielkich rozmiarów, choć przyciągającą uwagę. Historie te i fragmenty z życia są tym razem trochę podszyte smutkiem. A nawet frustracją. Zmęczenie paradoksami dnia codziennego czy melancholią powszedniości sprawia, że pisarz „zatetryczy” sobie czasem, co nieco ironicznie skwituje, pokręci nosem. Kuczok, jak widać, też się starzeje – stwierdzam, choć nie zamierzam z tego czynić żadnego zarzutu. Mimo wciąż gorejącego ogromnego turystycznego zapału i imponujących osiągnięć podróżniczych i odkrywczych, już nie jest ten sam, już jest trochę niedzisiejszy. Z mentalnością człowieka doświadczonego napisze przecież: „Z wiekiem wszystkie strachy się potęgują. To, czego się tylko bałem w młodości, dzisiaj napełnia mnie przerażeniem”.

Pierwsze wejście do Jaskini Hardej (fot. Sebastian Korczyk)

Pierwsze wejście do Jaskini Hardej (fot. Sebastian Korczyk)

Pięknie pisze Kuczok o jaskiniach. To te „jaskiniowe” fragmenty posiadają najwięcej uroku. Pisarz-przewodnik płynnie i obrazowo relacjonuje swoje podróże, trochę wspomina, trochę wzdycha, by przenieść nieco tej swojej entuzjastycznej miłości i pasji na czytelnika. Być może ten nie do końca go rozumie. No chyba że sam jest grotołazem. Prawdopodobnie da się jednak oczarować, być może zacznie coś dostrzegać, doceniać potęgę chwili, w której się coś odkrywa bądź obcuje z potężną naturą, doświadcza ciemności absolutnej i ciszy innej, niż coraz trudniejsza do uchwycenia cisza na powierzchni. Oddajmy głos pisarzowi: „Nade wszystko chodzi o tę niedostępną gdzie indziej dziewiczość. Globalna wioska nam się zacieśnia, wszystkie peryferia już poznaliśmy, nawet jeśli pozostały niezdobyte szczyty, wiemy z fotografii, wiemy jak wyglądają, a w ostateczności możemy na nie napluć ze śmigłowców. Tylko pod ziemią kryją się wciąż setki kilometrów terra incognita”.

Korytarz w Jaskini Niedźwiedziej Górnej (fot. Maciek "JEZIO" Jeziorski)

Korytarz w Jaskini Niedźwiedziej Górnej (fot. Maciek „JEZIO” Jeziorski)

Z opowieści o naturze wyłonią się również refleksje dotyczące pisania. „Jaskinie to teksty natury” – powie Kuczok i przyrówna proces tworzenia do podziemnych podróży. O pisaniu przeczytamy zresztą we wcześniejszych partiach utworu, tych na powierzchni, bardziej „zwyczajnych”, przynajmniej dla przeciętnego obiorcy. Te z kolei, bliższe życia i miasta, sprawią, że nie raz, nie dwa będzie się trzeba z Kuczokiem w pewnych kwestiach zgodzić. Trudno na przykład byłoby mi nie kiwnąć z uznaniem głową, gdy pisarz nadmienia o perfekcyjnej niemieckiej komunikacji miejskiej, a ja w Niemczech byłam przecież niedawno. Ze wszystkich tych refleksji wyłania się obraz pisarza trochę chmurnego, ale dowcipnego, a przede wszystkim bardzo ludzkiego. Choć to w przypadku Kuczoka żadna nowość. Rozczarowałam się, bo chciałam więcej. Mimo wszystko – miło mi było na to spotkanie.

Wojciech Kuczok, Poza światłem, wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2012.

Dorota Jędrzejewska

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

2 Responses to Wojciech Kuczok, Poza światłem. Recenzja.

  1. Dawno Kuczoka książek nie czytałam… Oj, dawno. Pora chyba odświeżyć. Dzięki za tę recenzję!

    • Experyment says:

      A nie ma za co ;) Kuczoka dobrze się czyta i się go lubi. Kuczok dobry na pogodę i niepogodę ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: