Marek Turek, NeST. Recenzja.

Intertekstualne łamigłówki w komiksie

„Marek Turek nie jest debiutantem” – to truizm. Właściwie nie wart większego zainteresowania. Jednak mam zamiar rozbudować nieco powyższe stwierdzenie, gdyż w albumie „NeST” widać wyraźnie, że tworząc go, autor się nie spieszył, choć może robił go… za długo. Dopieszczono każdy szczegół, każdą kreskę. Książka jest pięknie narysowana, plansze są fachowo skomponowane. Czytelnik nie ma żadnych wątpliwości, które kadry należy właśnie czytać, aby na bieżąco, zgodnie ze scenariuszem, śledzić akcję. Zastosowane liternictwo nie jest banalne.

Mam pewne wątpliwości, czy wybór prostokątnych, „ostrych” dymków oraz podobnego fontu był słuszny? W kadrach prawie nie ma kątów prostych. Chcąc podkreślić kontrast między słowem a obrazem, autor zdecydował się na wyraziste liternictwo. Rzeczywistość, w której rozgrywa się akcja komiksu, mimo autentycznego miejsca w czasie i przestrzeni, jest niezwykle oniryczna. Natomiast słowa/zdania są, dzięki zastosowaniu takiej czcionki, nadzwyczaj realne i jakby przynależące do innego świata. W niektórych miejscach słów jest za dużo. Dzięki narracji wizualnej czytelnik bez żadnych problemów orientuje się w akcji, a jako bonus/naddatek dostaje odautorski komentarz: z dymka dowiaduje się, co widzi. I to, moim zdaniem, jedyna słabość tego albumu.

Fabuła nie jest skomplikowana. Akcja dzieje się w 1940 roku w małym, niewymienionym z nazwy, miasteczku we Francji. Ulice są prawie puste, z rzadka pojawiają się mieszkańcy miasteczka, częściej żandarmi kolaboracyjnego rządu Vichy. Na marginesie Wielkiej Historii ma miejsce prawdziwy dramat mieszkańców: znikają. Z biegiem akcji okazuje się, że co noc kolejni członkowie społeczności zamieniają się w kamienne posągi. Włodarze miasteczka, aby nie siać paniki, przenoszą zastygłe w bezruchu monolity do magazynu. Niektórzy mieszkańcy myślą, że ludzie po prostu albo uciekli, albo zostali deportowani. Trop znikania w niewyjaśnionych okolicznościach można tłumaczyć parafrazą aresztowań i zsyłki do więzień lub obozów koncentracyjnych.

Dla dobra społeczności sprawa jest wyciszana, chociaż śledztwo się toczy. Dochodzenie prowadzi inspektor Reflet (intrygujące imię, pochodzi z francuskiego, gdzie reflet znaczy „odbicie, refleks, odblask”), który jest gotowy na wszystko, aby złapać „przestępcę”. Gdy wszystkie tradycyjne metody dochodzeniowe zawodzą, decyduje się wziąć udział w niebezpiecznym eksperymencie i spenetrować chory umysł. Pod wpływem hipnozy ma wizje, przedstawiające potwory, smoki, tańczące kobiety, szkielety ptaków, wnętrze kościoła Sagrada Familia z Barcelony. Wszystko ze sobą poplątane, pomieszane, trauma, żadnej logiki. Ostatecznie oniryczne podróże inspektora Refleta pomogą w odkryciu sprawcy epidemii.

Marek Turek jest autorem bardzo świadomym, rozstawia dużo interesujący tropów, nawiązań do różnych artystów. Gdzieniegdzie spotkałem się z opiniami, że tych nawiązań jest „aż” za dużo, że do niczego one nie prowadzą, że jest to jedynie „pusta” erudycja, autorski popis. Nie zgadzam się. Uważam „NeST” za grę, której zasady są proste: Czytelniku rozpoznaj/zgadnij z czego/kogo to cytat?

Marek Turek (scenariusz i rysunki), NeST, Kultura Gniewu, Warszawa 2012.

Maciej Gierszewski
Kopiec Kreta

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: