Olivier, Jérôme i Anne-Claire Jouvray, Lincoln 1-2 (komiks). Recenzja.

Dobry, zły i z krzywym ryjem

A tak w ogóle nazywam się Lincoln. Nie jest to moje prawdziwe imię, zresztą tego nigdy nie poznałem, bo od zawsze nazywano mnie „zakuta pała”! Wybrałem to imię, bo kiedy Lincoln mówił, wszyscy wokół musieli zamykać jadaczki. Zresztą, żeby go uciszyć, musiano go sprzątnąć…

Tytułowy Lincoln ma niewiele wspólnego z prezydentem Abrahamem Lincolnem, choć co bardziej uparci zaliczą na poczet ich podobieństw dość pociągłą twarz. W rzeczywistości komiksowy Lincoln ma wiecznie wykrzywiony ryj, ponurą minę, niewiele optymizmu w sobie, a za sobą traumatyczne dzieciństwo w towarzystwie wychowujących go prostytutek z saloonu. Nie widzi różnicy między dwoma meksykańskimi wieśniakami. Wszystko go wkurwia. Bardziej niż zbuntowanym outsiderem jest po prostu zblazowanym kolesiem, antykowbojem, który pomieszkuje na Dzikim Zachodzie, olewając system. Lincoln klanu Jouvray to taki trochę Lucky Luke w wersji very dirty. Klnie jak szewc, lubi się uchlać i od czasu do czasu zaliczyć jakąś panienkę. Obdarzono go za to wysoce rozwiniętym poczuciem humoru, choć skądinąd niewybrednym i niewyszukanym. Objawia się to ciętymi ripostami, a częstuje nimi zazwyczaj tego, który go takim stworzył. Ten to właśnie we Własnej Osobie, dobrowolnie pojawia się,  aby odmienić jego życie.

Z co bardziej odpałowych ujęć Boga w literaturze w ostatnim czasie (od wieków jest go przecież na pęczki i w zgoła różnych wcieleniach) przychodzi mi na myśl Bóg na wózku inwalidzkim z opowiadania Etgara Kereta, który generalnie rzecz ujmując, delikatnie schrzanił sprawę. Bóg z komiksu rodzeństwa Jouvray zstępuje na ziemię pod postacią starego gringo. To ubierający się na meksykańską modlę, w szerokim kapeluszu, długą brodą i małymi oczkami – niski, lecz dobroduszny dziadziuś. Pojawia się, by wskazać Lincolnowi właściwą drogę. Namawia go, by ten stanął po „jasnej stronie”. Parafrazując Morfeusza z Matrixa, „może wskazać mu drzwi, ale przez próg go nie przeprowadzi”. Nasz bohater wcale zresztą nie życzy sobie być przeprowadzanym przez jakiekolwiek drzwi. Początkowo wątpi w nadprzyrodzone moce poczciwego stwórcy. Dopiero gdy ów czyni go nieśmiertelnym (co potwierdza się, gdy Lincoln zostaje skazany na karę śmierci przez powieszenie), oporny chudzielec lekko zmienia swoje stanowisko.

Skoro mamy jasną stronę mocy, to dla równowagi musi być i ciemna. Tak to już jest na tym naszym świecie – prawo karmy czy coś w tym stylu. Diabeł jest przedstawiony bardziej w wersji standard – czarne włosy, na czubku głowy dwa małe różki, złoty kolczyk, bródka, zaczerwieniona jak u raka skóra. Dostosowuje się za to do swojego konkurenta wzrostem, co odbiera mu nieco powagi. Nie przypomina zatem Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty”, może jedynie jednego z jego pomagierów. Mikry wzrost nadrabia za to pomysłowością, przebiegłością i charyzmą charakterystyczną dla kreskówkowych szatanów.

„Lincoln” opowiadany jest bowiem za pomocą barwnych, kreskówkowych ilustracji, prosto skadrowanych, bez wielkich fajerwerków technicznych. To zwrot w stronę stylu autora rysunków do „Lucky Luke’a” – Morrisa. „Jérôme Jouvray, odpowiedzialny z całej trójki za rysunki, z jednej strony tworzy w sposób „przyjazny” masowemu odbiorcy, z drugiej jednak odbiega od klasycznie pojmowanego rysunku frankońskiego. Jego kreska wydaje się mniej ugładzona, a nerwowe cieniowanie może wręcz przywoływać rysunki Christophe’a Blaine’a – chociaż Jouvray nie osiąga tego poziomu przerysowania postaci, co twórca Pirata Izaaka” – napisał Artur Maszota na łamach portalu Booklips.

Jouvrayowie czerpią wiadrami z różnych konwencji. Mamy tu poddany karykaturalnej obróbce moralitet (Bóg bywa w swych działaniach słodko nieporadny), strzelaniny przypominające groteskową wersję tychże ze spaghetti westernów albo „Django” Tarantino, sporo wulgarnego humoru. W drugiej części, kiedy Lincoln wraz z dwoma nieodłącznymi kumplami przenoszą się do cywilizowanego Nowego Jorku, autorzy proponują nam klimaty gangsterskie, a także nawiązania do sensacyjnego kina w stylu „Brudnego Harry’ego” (Lincoln przez pewien czas szefuje nawet policji, z wychudzonego kowboja przemieniając się w skorumpowanego grubaska) czy motywów więziennych z sadystycznym naczelnikiem znęcającym się nad więźniami. To wszystko składa się na solidny kawałek niezobowiązującej rozrywki, nie wymagającej wielkiego zaangażowania intelektualnego – przejrzystej i nieskomplikowanej, ale pomysłowej.

Lincoln 1-2 (komiks), Olivier (scenariusz), Jérôme (rysunki) i Anne-Claire (kolory) Jouvray, tłum. Katarzyna i Małgorzata Sajdakowskie, wyd. Mroja Press (Timof i cisi wspólnicy), Warszawa 2011-2012.

Rafał Niemczyk

Komiksy można zakupić w sklepie wydawniczym Timof Comics: http://sklep.timof.pl/, a także za pośrednictwem strony Mroja Press: http://mroja.pl/

Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

4 Responses to Olivier, Jérôme i Anne-Claire Jouvray, Lincoln 1-2 (komiks). Recenzja.

  1. giera says:

    niecierpliwie czekam na kolejny album!

    • Experyment says:

      We Francji w ubiegłym roku ukazał się 7. album, ale Mroja/Timof wydaje po dwa albumy w jednym, czyli nie jesteśmy aż tak dużo do tyłu – mamy polskie wydania czterech z siedmiu „Lincolnów”.

      Tym sprytnym sposobem wyszły przy okazji na jaw moje, skrywane skrzętnie od czasów szkolnych, zdolności matematyczne. :)

      R.

      • giera says:

        zdolności matematyczne przednie!

  2. Pingback: Olivier, Jérôme i Anne-Claire Jouvray, Lincoln 3 (komiks). Recenzja. | EXPERYMENT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: