Thomas Bernhard, Korekta.

Paradoks szklanki wody, czyli perfekcyjna niedoskonałość

Tekst ten należałoby rozpocząć od porządkowania i segregowania, a zakończyć śmiercią, ale wszyscy tak robią i byłoby to nudne, dlatego zaczynam od paradoksu. Paradoksalnie bowiem, książka o doskonałości jest bardzo niedoskonała, ba!, „Korekta” nie doczekała się nawet porządnej korekty. Winien takiego stanu rzeczy jest głównie sam autor, który odwlekając przez kilka lat oddanie Siegfriedowi Unseldowi, swojemu wydawcy, manuskryptu książki, sprawił, że ani redaktorzy, ani korektorzy nie mieli czasu i ochoty, by przedzierać się przez gąszcz gargantuicznych zdań. Wskutek tego ponad 300-stronicowa książka (składająca się z dwóch zaledwie akapitów) pojechała do drukarni bez rzetelnego opracowania redaktorskiego i edytorskiego. Paradoksalnie (znowu): niezachowanie wydawniczych standardów dodało temu dziełu jeszcze jeden poziom, poziom, nazwijmy go, minus jeden. „Korekta to zadanie matematyczne, dopiero wtedy, gdy wszystko zostanie całkowicie rozwiązane, stanie się literaturą piękną” – mówił Bernhard.

Tłumacz Marek Kędzierski wskazuje na obecność w „Korekcie” wielu zdań, „w których nie ma czasownika posiłkowego albo istnieje niezgodność podmiotu w zdaniu podrzędnym, w których brak zakończenia albo zachodzi wyraźna sprzeczność logiczna, a nawet takich, w których gubi się poruszany wątek”. Narracji ukończonej w 1975 r. „Korekty” bliżej jest do słownej ekspresji malarza Straucha z „Mrozu” (pierwszej powieści Bernharda z 1963 r.), a także do wielkiego „Kalkwerk” (1970). W tym ostatnim czytelnik poznaje losy bohatera z wielogłosu jego sąsiadów, nigdy nie mając pewności co do prawdziwości relacji, zanurzony w różne perspektywy obserwatorów i krojoną z nieugiętą konsekwencją narrację w mowie zależnej.

W „Korekcie” bezimiennym narratorem jest profesor matematyki w Cambridge, który przybywa na „Hoellerowską mansardę”, do domu preparatora zwierząt, wybudowanego w przełomie rzeki Aurach nieopodal Gmunden w Górnej Austrii, aby posegregować obszerne notatki swojego przyjaciela Roithamera, a tym samym poznać mroczną historię, która doprowadziła do jego samobójstwa.

Wittgenstein i Roithamer

Stożek (fot. focus.de)

Kędzierski w posłowiu przytacza fragment listu wysłanego przez Bernharda wiosną 1974 r. do zniecierpliwionego wydawcy, w którym odkrywa zarys fabularny książki, a także sylwetkę głównego bohatera:

Roithamer, czterdziestodwuletni Austriak, matematyk i fizyk mieszkający w Cambridge, konsekwentnie utrzymując wszystko w tajemnicy, wzniósł dla swojej siostry, po trzech latach planowania tudzież trzech latach budowania, które pochłonęły całkowicie jego zasoby umysłowe, pośrodku Kobernausserwald, na leśnym terenie o szerokości 70 km, a długości 90 km, budowlę stuprocentowo jej odpowiadającą – Stożek.

Tematyką tej powieści jest abstrakcyjne pytanie o pojęcie prawdy w naukach, filozofii i metodologii poznania – intensywną zmysłową konkretność tekstu należy tutaj rozumieć jako dialektyczną odpowiedź.

Już w tym liście zawierają się wskazówki co do inspiracji dla postaci Roithamera, którym był austriacki filozof Ludwig Wittgenstein. Zawierającemu się w definicji atomizmu logicznego poglądowi zakładającemu możliwość wyjaśnienia prawdy o świecie w oparciu o obserwację naukową, wymyślonemu przez Bertranda Russella, hołdował i Wittgenstein. Z kolei jego „Traktat logiczno-filozoficzny” był w założeniu próbą ustalenia relacji, w zasadzie miał być obaleniem granic, między perfekcyjnie logicznym językiem a rzeczywistością (światem). Dzieło dowiodło czegoś zupełnie przeciwnego: że przy zachowaniu pierwotnych założeń, system jest niemożliwy do skonstruowania.

Ludwig Wittgenstein (fot. Ben Richards, 1947)

Ludwig Wittgenstein (fot. Ben Richards, 1947)

Wittgenstein, podobnie jak Roithamer, wybudował wymarzony (we własnym mniemaniu) dom dla siostry. Wittgenstein – w centrum Wiednia, Roithamer – w geometrycznym środku lasu Kobernausserwald. Budowlą wzniesioną przez Wittgensteina były trzy połączone prostopadłościany w modernistycznej formie, Roithamer zaprojektował mityczny Stożek. „Praca architekta – pisze Kędzierski – nie różniła się dla niego od pracy filozofa, była przede wszystkim pracą nad sobą samym. Pracą nad własnym rozumieniem. Nad tym, jak człowiek widzi rzeczy…”. Różnica w reakcji obu sióstr (rzeczywistej – Wittgensteina i fikcyjnej – Roithamera) nie jest tak oczywista, jak się wydaje. Ta pierwsza wreszcie ulega i po początkowym niezdecydowaniu zamieszkuje w domu sprezentowanym przez brata. Odmowa tej drugiej przybiera postać ostateczną, samobójczą („zaprowadziłem ją w sam środek lasu, a tym samym zabiłem, jednocześnie ukończywszy Stożek (7 kwietnia), słowa Roithamera”). Podwójne samobójstwo, siostry i brata, ma być, wedle tłumacza, zakamuflowanym sygnałem miłości kazirodczej. Niektóre źródła podają, że sam Wittgenstein ukrywał z kolei własną homoseksualność.

Istnieje więcej zbieżności pomiędzy rzeczywistym i fikcyjnym filozofem: majętni ojcowie, akademickie powiązania z Cambridge, stosunek do odziedziczonej fortuny (Wittgenstein większość rozdał, Roithamer po wybudowaniu Stożka rozważał przekazanie pieniędzy byłym „lokatorom” zakładów karnych), bezkompromisowość dla własnej twórczości (niezadowolenie i niespełnienie), wreszcie nieuporządkowane notatki, które obaj po sobie zostawili.

Lustro w cieniu

Thomas Bernhard (fot. BE&W, 1971)

Thomas Bernhard (fot. BE&W, 1971)

Czy wobec tego Roithamer jest Wittgensteinem albo odwrotnie? Wydaje się, że nie w większym stopniu niż sam Bernhard jest (mimowolnym?) odbiciem narratora opowieści – porządkującym i korygującym notatki po Roithamerze/Wittgensteinie. Jest jeszcze Hoeller, którego dom (jego sposób budowania, nie architektura) staje się inspiracją dla Roithamera. Spoglądamy zatem w lustro potrójne: Hoeller-Roithamer, Roithamer-Wittgenstein i bezimienny narrator-Bernhard.

A trzeba wspomnieć również o Konradzie z Kalkwerk, do którego nie sposób nie nawiązać. Podobieństwa między nim a Roithamerem dotykają nie tylko medytacji w dążeniu do doskonałości, która polaryzuje na całe życie bohaterów. Obaj są geniuszami, naukowcami, filozofami, łączą ich ponadto inne przypadłości: bezsenność, poczucie osaczenia i stagnacji, nawyk chodzenia tam i z powrotem, stosunek do rodziców, stan uwięzienia. Obaj odcinają się od świata, nie mogąc go jednak (nie chcąc?) pozostawić za sobą. Nie jest przypadkiem, że niemożność przełamania przez Konrada impasu, bezruchu kończy się taką samą tragedią, jak pasja i dokonanie dzieła przez Roithamera. „Najwyższe szczęście bowiem jest tylko w śmierci, słowa Roithamera. Okrężną drogą poprzez naukę do najwyższego szczęścia, śmierci, słowa Roithamera”.

Pod pancerzem rozprawy o dążeniu do doskonałości (nauka/sztuka) rozgrywa się dramat ludzki. Relacje człowieka uznanego za szaleńca z otoczeniem, patologiczną rodziną, rozliczenia z dzieciństwem i dojrzewaniem (Roithamer jest autorem pracy naukowej „O Altensam i wszystkim, co ma związek z Altensam, ze szczególnym uwzględnieniem Stożka”, w której opisuje mroczne oblicze znienawidzonej rodzinnej posiadłości). Uwagi domagają się również Bernhardowe obsesje: przybierająca nierzadko formy pokazowego pastiszu nienawiść do ojczyzny (emigracja, na którą wysyła swoich bohaterów, najczęściej posiada takie podłoże), rodzinne traumy (postać matki), hamujący i destruktywny wpływ szkoły, wszechobecne „tępe twarze”.

Finalne dzieło, z pozoru najważniejsze, postawione w świetle nigdy niegasnącej lampy wspomnień, pozostaje w cieniu – na pierwszym planie, ale jednak w cieniu. To lustro odbijające perfekcyjną, i zabójczą, niedoskonałość.

Thomas Bernhard, Korekta, przeł. Marek Kędzierski, Czytelnik, Warszawa 2013.

Rafał Niemczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: