Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata. Po latach.

Blaski i cienie Mistrza

Ciekawostką ubiegłorocznego wydania „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa jest przekreślenie w druku fragmentów, w które ingerowała cenzura przy premierowej publikacji w latach 1966-67, a także dołączone do książki notatki z dziennika Jeleny Bułhakowej, trzeciej żony pisarza, zatytułowane „Ostatnie dni mistrza”. Opisują one ostatnie dni życia Bułhakowa, jego pogłębiającą się chorobę przechodzącą w ponurą depresję, wywołaną w znacznym stopniu złym przyjęciem sztuki o Stalinie, którą mistrz kończył z zapałem i nadzieją. Za oknem rządzi wszechogarniający mróz, a w powietrzu wiszą niespełnione marzenia o wyjeździe na słoneczne południe Europy. W moskiewskim światku literackim krążyło wówczas powiedzenie, że pierwsza żona pochodzi od Boga, druga od ludzi, a trzecia? Trzecią przynosi diabeł.

Bułhakow miał świadomość nadchodzącej śmierci. Ojciec artysty umarł na zdiagnozowaną nerczycę; cierpiąc na tę samą chorobę, więc Bułhakow nie pozostawiał sobie wielkich nadziei na wyzdrowienie. Wiedział, że przed odejściem musi wypełnić literacką misję: ukończyć „Mistrza i Małgorzatę” i dokonać w swoim opus magnum ostatecznych poprawek, aby żaden cień nie kładł się na doskonałość dzieła. Choć pierwsze rozdziały „Mistrza…” – które miały wówczas funkcjonować jako cała opowieść – powstały już w roku 1928, Bułhakow do końca swych dni dopracowywał dzieło. Ostatnie zmiany wprowadzał jeszcze w lutym 1940 roku, na miesiąc przed śmiercią. To wtedy skończył rozdział ostatni zatytułowany „Przebaczenie i wiekuista przystań”. Przez cały czas wiernie asystowała mu żona. Ta, którą ponoć mistrzowi sprowadził sam diabeł, być może nawet noszący maskę Wolanda.

Gustaw Holoubek (Woland), Anna Dymna (Małgorzata) i Janusz Michałowski (Korowiow-Fagot) w polskiej ekranizacji „Mistrza i Małgorzaty” z 1988 roku; czteroodcinkowy serial wyreżyserowali Maria Kuziemko i Maciej Wojtyszko (fot. archiwum TVP)

Paradoks sytuacji przedstawia się tak: mistrz (Bułhakow) kończy powieść swojego życia („Mistrza…”), która na jednym z poziomów (bo poziomów „Mistrz…” ma oczywiście kilka) w sugestywny i oryginalny sposób obnaża absurdy i bezduszność komunistycznych struktur. Mistrz, kończąc „Mistrza…”, pogrąża się w chorobie wywołanej pośrednio gniewem przywódcy ZSRR, któremu nie podoba się sztuka pt. „Batumi” (napisana przez Bułhakowa na 60. urodziny Stalina)… gloryfikująca postać dyktatora.

„Mistrz i Małgorzata” w Teatrze Groteska (fot. Anna Kaczmarz)

O odbiorze dramatu „Batumi” przez władze sowieckie Wasilij Sachnowski, ówczesny reżyser MCHAT, mówił tak (cyt. za: „Ostatnie dni mistrza”):

Sztuka otrzymała na samej górze (to znaczy w KC) skrajnie negatywną ocenę. Nie wolno kogoś takiego jak J. Stalin opisywać jako romantycznego bohatera, nie wolno go umieszczać w wymyślonych sytuacjach i wkładać w jego usta zmyślonych słów. Sztuki nie wolno wystawiać ani publikować.

I po drugie – na samej górze uznali napisanie sztuki za podjętą przez Bułhakowa próbę przerzucenia mostu, by zmienić stosunek do siebie.

Kadr z komiksu "Mistrz i Małgorzata" wydanego w Polsce przez Timof i cisi wspólnicy (2011, oryg. 2005)

Kadr z komiksu „Mistrz i Małgorzata” wydanego w Polsce przez Timof i cisi wspólnicy (2011, oryg. 2005)

Czy „Batumi” faktycznie było „próbą przerzucenia mostu” przez zmęczonego pisarza, który zdawał sobie sprawę, że w Związku Sowieckim nie ma już przyszłości? Satyryczne opowiadania („Diaboliada”, „Fatalne jaja”, „Psie serce”) czy wcześniejsze dramaty jednoznacznie określały stanowisko Bułhakowa do radzieckiego aparatu państwowego. Z drugiej strony na horyzoncie majaczyła mu zapewne wizja „Mistrza i Małgorzaty” jako utworu odrzuconego, zdewastowanego przez cenzurę, może nawet w całości lub częściowo zapomnianego.

A w „Mistrzu i Małgorzacie” jak nigdzie wyczuwalna jest tęsknota za wolnością, której żadne magiczne elementy nie są w stanie ukryć (ba!, nawet na przekór pisarzowi, a może za jego aprobatą, momentami wymykają się spod kontroli). Tu przywary moskiewskiego społeczeństwa pędzone są szatańskim pejczem (wio!), korupcja kwitnie pod każdą strzechą, a za represje i znikanie bez wieści ludzi odpowiedzialny jest diabeł we własnej osobie. Jest wreszcie „Mistrz…” dziełem o istocie aktu tworzenia, tańcem ze sztuką i grzechem (bal ponad bale – scena kultowa!) – całkowitym wewnętrznym odbiciem w diamencie szlifowanym wiele lat i wielkim kosztem.

Rzecz o postaciach – charyzmatycznych demonach, zagubionych niewiastach, godnych pożałowania draniach i innych zjawach – jest zbędna. Pisanie kolejny raz o narracyjnym kunszcie, o wielości narracyjnych technik, o języku, który nie będąc wcale wymyślnym, ale plastycznym i, co najważniejsze, elastycznym, u Bułhakowa pełni jednocześnie rolę wiodącą i wtórną, bo w zależności od gramatury epizodu mistrz dozuje środki odpowiednio, niczym doświadczony neurochirurg – wszystko to jest niepotrzebne. Mistrzowi już nic nie potrzeba, Małgorzacie również.

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, tłum. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, AGORA SA, Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk

4 Responses to Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata. Po latach.

  1. kamysto says:

    Nie widziałem tej czteroczęściowej części Mistrza i Małgorzaty. Wygląda bardzo ciekawie, jak gdzieś znajdę to postaram się oglądnąć. A widziałeś może serial produkcji rosyjskiej? Dobrze odwzorowana historia, jest bodajże 10 odcinków – serial trwa z 10 godzin. Na iplex.pl można go obejrzeć, polecam.

    • Experyment says:

      Dzięki, chętnie obejrzę. Jeśli chodzi o polską ekranizację „Mistrza…”, o której wspominałem, to na youtube dało się obejrzeć. Umieściłem nawet link pod tekstem, jednak tuż potem film został zablokowany. Cóż, TVP dba o swoje prawa.

      Serial możesz obejrzeć tutaj: http://www.tvp.pl/seriale/archiwalne/mistrz-i-malgorzata
      (odpłatnie; wychodzi 20 PLN – piątkę za odcinek).

      Nie jestem pewny, czy telewizja publiczna powinna zarabiać akurat w ten sposób, jak się to ma do „misji”, promowania kultury wśród młodych itp. (mnie stać na wydanie 20 złotych na „Mistrza…”, ale pewnie licealistów już nie zawsze). To już jednak kwestia na zupełnie inną rozmowę, na pewno nie niedzielną i nie w takim upale. Pozdrawiam:)

  2. eM eR says:

    „Mistrz i Małgorzata” to jedna z najlepszych książek na świecie. Szkoda, że uczniowie w szkołach mają z tą książką styczność tylko, jeśli piszą maturę rozszerzoną – a to też nie zawsze. Później, jeśli ktoś wielkim miłośnikiem książek nie jest, raczej po nią nie sięgnie. A szkoda, bo wiele traci… Co do polskiego serialu – widziałam i byłam dość zadowolona, jak na polską produkcję. Polecam natomiast produkcję rosyjską z bodajże 2005 roku. Jest obszerniejsza, bo składa się z około 10 odcinków i świetnie się ją ogląda.

    • Experyment says:

      Głębokiego i bolesnego tematu sięgamy… Niestety, nie idzie to w dobrym kierunku, a kiedy słyszę o czytaniu (jako lekturę) któregoś tam rozdziału „Kordiana”, to zastanawiam się, czy w niedługim czasie uczniowie będą poznawać skróconą historię literatury, bo ja wiem, może sczytując tytuły i nazwiska autorów z okładek?:)

      Dorotka, jako korepetytorka zagubionych, młodych umysłów i polonistka z wykształcenia (podobnie chyba jak Pani:), wysmażyła pół żartem, pół serio (niestety, chyba bardziej pół serio) krótki tekst na ten temat – jest tutaj: http://www.superchrupka.pl/jezyk-polski-to-koszmar/

      A serialową ekranizację, którą mi tutaj polecacie, muszę obejrzeć, jak tylko będzie okazja.

      Pozdrowienia:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: