Daytripper. Dzień po dniu. Recenzja.

Daytripper-okladkaCałe życie jest piękne, stary

[…] je­dynie w śmier­ci nap­rawdę mog­li być ra­zem, je­dynie w śmier­ci pośród miłości miała szan­se mu spros­tać, tam, w niebie ho­telo­wych po­koi, by­li równi, by­li nadzy, i tam do­piero mogło do­konać się praw­dzi­we zmar­twychwsta­nie fe­nik­sa; wprzód zadławiw­szy ją wśród rozkoszy, z nitką śli­ny w ot­wartych us­tach, pat­rząc na nią ek­sta­tycznie, jak­by do­piero ją poznał, jak­by wreszcie przyjął ja­ko swoją, prze­ciągnął na swój brzeg.

 (Julio Cortázar, „Gra w klasy”)

Nieznośna myśl – wpełzająca do głowy stopniowo, gdy zaczynamy oswajać się ze światem i konwencją „Daytrippera” – huczy w głowie jak daleki dzwon, zanoszący wieść, że jedynie śmierć kształtuje życie w sensie ostatecznym i jedynie ona nadaje mu głębszy wymiar, kształt i znaczenie. Proste? Proste. Było? Było. Ale Brazylijczycy Fábio Moon i Gabriel Bá za swój komiks, którego dziesięć zeszytów ukazało się w Polsce nakładem Mucha Comics w zbiorczym albumie pt. „Dzień po dniu”, zebrali mnóstwo nagród (m.in. Eisnera, Harveya oraz Eagle). Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ brazylijskie bliźniaki (tak, tak!) filozoficzne oczywistości przełożyli na serię poruszających, dobrze opowiedzianych historii, które łączy nieuchronna śmierć głównego bohatera.

Brás de Oliva Domingos umiera w każdym rozdziale – tyle możemy zdradzić z konwencji, aby nie zepsuć zabawy. Tytuły rozdziałów zawsze są numerem lub cyfrą i oznaczają pułap wieku, który udało się osiągnąć bohaterowi w kolejnych opowieściach. Przy czym aby nie było zbyt banalnie, kolejne rozdziały nie są ułożone chronologicznie: Brása poznajemy jako faceta w średnim wieku, a później raz cofamy się w przeszłość, raz wybiegamy w przyszłość, poznając coraz to nowe wydarzenia i postacie z jego życia. Jak skończyłoby się, gdyby tragicznie zginął jako nastolatek, a co oferuje mu wiek dojrzały, przejrzały, starość.

Brás to fajny facet i chyba to jest największa siła komiksu. Jest dziennikarzem mieszkającym i pracującym w tętniącej życiem brazylijskiej metropolii – São Paulo. W redakcji zajmuje stanowisko szczególne – układa bowiem nekrologi, które dla rodzin zmarłych są formą ostatniego hołdu, ale i obolem wkładanym w usta bliskim na pożegnanie. Brás wywiązuje się ze swego posłannictwa świetnie, ma wyczucie i własny styl, lecz marzy o czymś więcej, przytłoczony sławą ojca – pisarza. Melancholijne oblicze Brása rozjaśniane jest przez drobne radości: kwitnącą męską przyjaźń z Jorge, coraz większymi sukcesami zawodowymi, pierwszą miłością, narodzinami dziecka, czułością matki. Jednak naszego bohatera spotyka wiele życiowych przeszkód, zawodów, które wpędzają go w kompleksy. Raz jest to nieudany związek, innym razem brak weny, często egzystencja w cieniu ojca, którego uwagę Brás próbuje zwrócić, najczęściej bezskutecznie.

Brás to także zwyczajny facet, co dodaje tej historii jeszcze większej mocy. Na różne sposoby odnajdujemy w nim siebie – w jego przeciętnych problemach i ponadprzeciętnych ambicjach, w jego potencjale, smętnym uosobieniu, strachu przed działaniem, romantyzmie i marzycielstwie, w pytaniach, które zadaje życiu. Nie jest to superbohater, nie jest to też człowiek przebojowy – to normalny, choć szlachetny zjadacz chleba, który podróżuje przez codzienność bez pośpiechu, powoli pchając swój życiorys do przodu.

Jego historia natomiast to ujmująca pochwała życia, w którym każda z chwil ma swoją wartość i gdzie każdy dzień, nawet ten pozornie zwyczajny, niesie ze sobą najprostszą z możliwych, choć często niedocenianą przyjemność istnienia. Połykamy ten haczyk, zgadzamy się z ideą podsuniętą przez autorów, nawet jeśli w pewnych momentach ociera się ona o trywialność. Na szczęście w tej przyjaznej oprawie zupełnie nam to nie przeszkadza.

Komiks autorstwa brazylijskiego duetu jest wyposażony w wyjątkowo przyjemną atmosferę. Kolejne epizody czyta się „miodnie”, a melancholijna opowieść staje się refleksyjną, lecz również autentycznie relaksującą lekturą. Nie bez zasług w takim właśnie odbiorze jest oprawa graficzna „Daytrippera”. Dzięki niej czytelnik płynnie przesuwa się po kadrach, dając się ponieść scenariuszowi. Twarze są tu sympatyczne i pełne emocji, brazylijskie plenery (głównie ulice i domy São Paulo, ale też plaże Rio de Janeiro, a nawet prowincjonalne zakamarki Brazylii) wyraziste i ładne, a kolory – róże i delikatne pastele – skutecznie potęgują klimat.

Całość stanowi zgrabną, poruszającą przypowieść, która głosi, że wbrew pozorom życie jest długie i warte przeżycia. A śmierć, strata, przemijanie? Urodzony po sąsiedzku Argentyńczyk Jorge Luis Borges uważał, że jeżeli wieczność istnieje, śmierć jest tylko żartem. Julio Cortázar dodawał, że jeśli się pośpieszymy i przybiegniemy przed nią – zrozumiemy, że to już bez znaczenia. Fábio Moon i Gabriel Bá do tych latynoskich rozważań dodali kolejną cegiełkę. Podczas jednej z podróży Brás pyta swojego przyjaciela-fotografa, dlaczego ten nie robi zdjęć. „Klisza by pękła od tego piękna – odpowiada Jorge. – Całe życie jest piękne, stary”.

Fábio Moon & Gabriel Bá (scenariusz i rysunki), Daytripper. Dzień po dniu, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Wydawnictwo Mucha Comics, Warszawa 2012.

 Dorota Jędrzejewska
Rafał Niemczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: