Ota Pavel, Śmierć pięknych saren.

Jak i po co otwiera się okienko z błękitnym niebem

Jeśli urodziłeś się przed wojną a umarłeś po, to – nie ma siły – masz w sobie zadrę, i będziesz nosił ją przez całe życie. To smutne prawo, prawo wyobraźni. Możesz oczywiście próbować ucieczki, możesz nie pamiętać, ale swojej wyobraźni nie oszukasz. Do końca swych dni pozostaniesz ofiarą, taką lub inną, możesz krzywdzić innych, możesz dać skrzywdzić siebie lub w pewnym momencie po prostu stanąć z boku i odmówić dalszej współpracy zarówno z pamięcią, jak i ze światem.

Ota Pavel, reporter sportowy, dostał pomieszania zmysłów na igrzyskach olimpijskich w Innsbrucku w 1964 roku. Jak sam pisze, „mózg mu się zaćmił… zobaczył pewnego pana jako diabła o spróchniałych zębach, [który kazał mu] podpalić zabudowania wiejskie, żeby rozproszyć mgłę”, a stało się tak, bo jego najsilniejszą i najsłabszą zarazem stroną była wrażliwość. Potem był szpital psychiatryczny, wielkie piguły, cierpienie jeszcze większe, walka bardziej zacięta niż na najbardziej brutalnym bokserskim ringu, i na końcu zwycięstwo. Los chciał, że wystarczające ledwie na to, aby napisać, co miał (musiał?) napisać. Potem znowu „spłynęła mgła z Alp”, zamknęło się okienko z błękitnym niebem i było już po wszystkim, a najbardziej po pewnym reporterze sportowym.

Dlaczego o tym piszę, skoro to takie smutne i nie brzmi najlepiej? I jeśli wiadomo, że smutek jest, jeśli nie brzydki, to niepopularny w naszym kolorowym, wygodnym i w zasadzie beztroskim świecie? Z dwóch powodów. Po pierwsze, nie można o tym nie napisać, bo „Śmierć pięknych saren” – na który składają się dwa tomy opowiadań – jest prozą stricte autobiograficzną, nie można więc nie odnieść się do jej głównego bohatera.

Ota Pavel (fot. http://www.radio.cz)

Drugi powód jest nieco innej natury i zdecydowanie trudniej go przedstawić. Chodzi mianowicie o to, że w omawianej książce nie ma ohydy wojny, a przynajmniej nie ma jej w takim wyobrażeniu, jakie zazwyczaj towarzyszy temu tematowi. Jest wprost przeciwnie, odnajdujemy tu raczej dość dobre obrazy, mało tu śmierci a wiele życia, i to takiego jasnego i pogodnego; życia, w którym szuka się radości małych i tych większych. Inaczej, oba zbiory opowiadań przenoszą swych czytelników do jaśniejszej strony świata, pozwalają zobaczyć go przez kolorowe szkiełko i wcale nie są fatamorganą. Tworzą rzeczywistość niemal bajeczną, w pewien sposób magiczną lecz – to ważne – nadal realną i prawdziwą. Tu właśnie znaleźć można największy smak książki – w połączeniu tego specyficznego sposobu patrzenia na rzeczywistość z prawdą o tym świecie. Taki rodzaj sprawozdania z rzeczywistości tłumaczy w jakiś sposób osoba autora i to, czego doświadczył w swoim życiu.

To wszystko razem wzięte daje ten rodzaj smutnego piękna, gdy smutek, ze strachu przed przeszłością, jest niewypowiedziany, a piękno liryczne, choć na pierwszy rzut oka może się wydać nieco sentymentalne i infantylne. Ale inaczej być nie może, kolorowe szkiełka są sentymentalne, co najmniej tak samo, jak jaśniejsza strona świata bywa infantylna. Ale czy w takim wypadku warto tam sięgać? To już jest indywidualne pytanie, na które Pavel odpowiada zdecydowanie twierdząco.

Na książkę składają się dwa zbiory opowiadań, „Śmierć pięknych saren” oraz „Jak spotkałem się z rybami”, których tłumaczenia dokonali odpowiednio: Andrzej Piotrowski oraz Józef Waczków. Pierwszy tom, od którego tytuł posiada cała książka, w przeważającej części dotyczy czasów przedwojennych i w dużej mierze osnuty jest na dziejach życia najbliższej rodziny i otoczenia autora. Na miejsce szczególne wybija się tu postać ojca, w tekście nazywanego „tatusiem”, nic dziwnego, bowiem Leon Popper był postacią nie tylko wdzięczną do opisu ale rzeczywiście, z całym dobrodziejstwem swych zalet i wad nadawał się do roli autorytetu dla syna-wrażliwca. Dość powiedzieć, że był to rekordzista świata w sprzedaży odkurzaczy, światowej rangi wędkarz, człowiek żyjący z pasją i wyobraźnią, często popadający w różne niezręczne sytuacje, czasem przy okazji takiego położenia nieco krzywdzący rodzinę, ale umiejący zdobyć się również na to, aby z tych tarapatów wychynąć – najczęściej przy pomocy żony Herminy. Spotkamy tu również innego pierwszoplanowego bohatera, mianowicie Karola Proszka, gospodarza wiejskiego, który udzielił rodzinie autora gościny na czas ucieczek z Pragi, tych wakacyjnych wilegiatur i takich przyjazdów na chwilkę w innych porach roku; jest to człowiek charyzmatyczny, zapalony rybak (co w tej książce oznacza zawsze wędkarza) i kłusownik, ale w obu przypadkach po pierwsze wysokiej klasy specjalista, a po wtóre człowiek z pewnymi żelaznymi zasadami, czasem przez to trudny, lecz na pewno piękny i ciekawy.

Autor przy pracy (fot. http://www.ceskatelevize.cz)

Mamy tu także sporo przedwojennej Pragi, a w niej lekko opowiedziane życie społeczne, w tym wypadku szczególnie polecam Państwa uwadze epizod z malarzem Nechlebą i żoną dyrektora generalnego, czeskiego oddziału „Elektroluxa” Irmą (opowiadanie „W służbie Szwecji”), a także historię zakupu stawu (opowiadanie otwierające książkę „Najdroższa w Europie środkowej”). Jest tu wiele, nawet bardzo wiele opowieści i historii, i niemal wszystkie wciągają, śmieszą, a nade wszystko przenoszą w ten dawny, zdawałoby się, zapomniany świat. Pojawiają się również „czasy pogardy”, lecz Pavel nie epatuje wojną, a raczej jak tylko może unika tego tematu. Jest to, być może, tym bardziej zatrważające, bo zło tamtych czasów przybiera postać jedynie okoliczności, jest jakby tylko scenerią, czymś co jest i z czym trudno walczyć, bo kwestionować rzeczywistość to wariactwo…

Drugi tom opowiadań, „Jak spotkałem się z rybami”, jest znacznie bardziej osobisty, jeśli w ogóle jest to możliwe. Dzieje się tak przynajmniej w kontekście treści opowiadanych przez Pavla. W większej lub dominującej mierze dotyczy jego życia, a nie jak wcześniej życia osób z jego otoczenia, choć te osoby nadal pozostają postaciami występującymi w opowieściach. Zmienia się tylko języczek u wagi, dość to zrozumiałe, bo gdy w pierwszym tomie dominowało dzieciństwo, tak w drugim palmę pierwszeństwa posiadają czasy dorosłości Pavla. Mamy tu opis włóczęgi z czasów młodości, pobytu z żoną w Bułgarii, miły, zapewne, czytelnikom z naszego kraju, wątek polski (wizyta na łodzi podwodnej) oraz opowieść o „złotych węgorzach”, bardzo zmyślnie w fabule ułożoną. Większa część opowiadań dotyczy czasów powojennych, ale zarówno w tej części książki, jak i pierwszej, autor nie trzymał się ściśle tego podziału. I dobry to zamysł, bo przecież nie o czas pogardy chodzi, ani o czas w ogóle żaden, a o pewien specyficzny sposób obserwacji świata, i pewną umiejętność życia, którą Pavel chce nam przekazać.

Na rybach (fot. http://www.radio.cz)

W obu zbiorach opowiadań rzeczą najpopularniejszą są ryby, jeziora, rzeki i wędkowanie w obu znanych ludzkości opcjach, czyli legalne i kłusowanie. To, wydaje się, jest alfą i omegą pokazanego tu świata – a już na pewno jest tak, jeśli chodzi o świat mężczyzn. To świadectwo pasji i ulubienia autora oraz jego bliskich, ale może jest to coś więcej. Mianowicie rodzaj przenośni, która miałaby czytelnika informować, że dobro ukryte jest w prostych i naturalnych rzeczach i relacjach, i że właśnie tam trzeba sięgać, dla swojego i innych szczęścia.

„Śmierć pięknych saren” jest też pewnego rodzaju pieśnią o wolności, lecz pojmowanej niezbyt idealistycznie, za to realnie i w sposób budzący zaufanie czytelnika. Wolność – na stronicach wspomnień Pavla – jest tym czymś, czego nigdy całkowicie się nie zdobędzie, lecz tym bardziej należy o nią zabiegać i wykazywać radość, gdy uchwyci się choćby jej spłachetek, bo to tak jakby sięgnęło się nieba albo miało krótką rozmowę z aniołem. To rzecz nieczęsta, wymagająca wielu starań, ale przez to jeszcze bardziej cenna.

Świat przedstawiony w książce w jakiejś mierze jest na pewno satyrą na społeczeństwo, może nawet groteską, ale pozostaje przy tym tego świata apoteozą. Taki jest właśnie Pavel, taka jest jego proza; obfita w szczegółowe i wiarygodne opowieści, kunsztownie zbudowane, napisane z pewnego rodzaju humorem zawierającym w sobie dość znaczny element krytyki, ale w przesłaniu objawia się nam: życie jest fajne, ciesz się światem, ludźmi, i nie kombinuj za bardzo.

W całej książce narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, przez co opowieść jest jeszcze bardziej wiarygodna. W pewnej części ta pierwsza osoba jest dzieckiem, mamy więc czasem pewną infantylność, jednak za sprawą kunsztu literackiego Pavla, a jeszcze chyba więcej jego empatii, nie przeszkadza to w lekturze. Owa perspektywa dziecięca jest chytrym zabiegiem literackim, dzięki niej rzeczywistość może być uproszczona, pozostając prawdziwą, a być może nawet nieco piękniejszą.

Jeśli opowiadania Pavla niosą jakieś przesłanie to brzmi ono mnie więcej tak: na pewno gdzieś za zakrętem czai się smutek, takie jest już życie, ale można stanąć, chociaż na chwilkę, na samym szczycie szczęścia i jest to naprawdę fajne. Brzmi jak truizm, podany w sosie sentymentalnym z infantylnymi przyprawami, lecz podczas lektury wcale nie wydaje się być takim.

Nie jest to proza ani wielka, ani kompletna, zwłaszcza literacko. Ale to książka świetna i godna polecenia. Pełno tu ciepłych emocji, pewnych pokrzepiających metafor i obrazów tyleż szczerych, co pięknych. W lekturze lekka i przyjemna, choć dotyka, wspomnianych wyżej, niełatwych tematów. A Ota Pavel? Cóż, dzięki tym wspomnieniom otworzył swe okienko i wygrał z chorobą, przynajmniej na chwilę, i chyba chciał nam podarować i tę metodę, i tę lepszą część swojej historii. Co zrobić z taką schedą? Wypada przeczytać i podziękować…

Ota Pavel, Śmierć pięknych saren, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978.

Dominik Śniadek

7 Responses to Ota Pavel, Śmierć pięknych saren.

  1. Jakub says:

    Dodałem do listy „Koniecznie do przeczytania”.

    • Dominik Śniadek says:

      Dzień dobry, nie mam pewności czy koniecznie ale na pewno przyjemnie, ta książka ma swój rytm, swoją poetykę i zawiera pewien sposób patrzenia na świat – mnie to wszystko bardzo przypadło do gustu. Dobrej lektury. Dominik

  2. Studentka bohemistyki says:

    Ota Pavel odmienia się w dopełniaczu jako Oty Pavla, a nie Oty Pavela.

    • Experyment says:

      Dzięki za podpowiedź, poprawimy. :)

      • studentka bohemistyki says:

        Po dwóch latach wracam do artykułu, a błąd dalej nie poprawiony. Wstyd

      • Experyment says:

        Czerwony ze wstydu śpieszę z poprawieniem błędu, ciesząc się, że mimo tego tekst jest na tyle dobry, aby po dwóch latach do niego wrócić :)

        Pozdrawiam serdecznie
        RN

  3. Pingback: Ota Pavel, Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe. Recenzja. | EXPERYMENT

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: