Philip K. Dick, Doktor Bluthgeld. Recenzja.

Koniec świata w krzywym zwierciadle

W niemalże każdej recenzji „Doktora Bluthgelda” przeczytacie, że to jedna z najpogodniejszych książek w dorobku Philipa K. Dicka. Dowiecie się również, że jak na powieść postapokaliptyczną autor obchodzi się z nami (i ze swoimi bohaterami) dość łagodnie. To prawda. Nie oznacza to jednak, że „Doktor” jest książką mniej wartościową czy naiwną. Wręcz przeciwnie. Postapokalipsa według Dicka przedstawiona jest w sposób barwny, oryginalny i ciekawy. Mrożące krew w żyłach wydarzenia pisarz kształtuje przy pomocy specyficznego i odpowiedniego do absurdu sytuacji poczucia humoru, które z pełną mocą objawia się już na pierwszych stronach książki. I choć będziemy się przy lekturze zaśmiewać, to jak przystało na rasową opowieść o końcu świata – nie unikniemy również refleksji.

Kiedy Dick zasiadał do pisania „Doktora Bluthgelda”, był przekonany, że świat lada dzień się skończy. Jego przewidywania były w pełni uzasadnione. Wyobraźnią Kalifornijczyka kierował wówczas kryzys kubański oraz widmo III wojny światowej, która tym razem mogła być przecież atomowa. Autor postanowił więc skonstruować własną wizję rzeczywistości dotkniętej właśnie atomem. I owszem, jest to świat wynaturzony, ale o dziwo pełen wiary w człowieka i jego wrodzoną chęć do działania, budowania, życia w zgodzie z naturą i w miarę godnie.

Kryzys kubański – przemówienie Johna F. Kennedy’ego, 22.10.1962 (fot. http://www.britannica.com)

Książka Dicka jest bogata w osobliwych bohaterów. W pierwszej kolejności należy oczywiście wspomnieć o tytułowym Doktorze Bluthgeldzie, ojcu bomby atomowej, który dźwiga okrutnie niewygodny ciężar w postaci poczucia winy za losy całej ludzkości. Jest to typ skrajnie antypatyczny, ogarnięty potężną paranoją, niezdolny, by funkcjonować wśród społeczeństwa. A społeczeństwo wcale się do tego nie garnie, winą za Katastrofę obarczając jednego człowieka. „Widzi pan te krosty?” – zapyta Bluthgeld swojego psychiatrę – „Te wstrętne znamiona, które sprawiają, że wyglądam inaczej niż wszyscy?”. Na zdziwienie swojego rozmówcy, niezdolnego dostrzec niczego nadzwyczajnego na twarzy fizyka, odpowie: „A jednak je mam. Są oczywiście ukryte pod skórą, ale ludzie i tak je zauważają i gapią się na mnie”. Warto wspomnieć, że w zupełnie inny sposób skonstruował „swojego” twórcę bomby atomowej Kurt Vonnegut w wydanej dwa lata przed książką Dicka „Kociej kołysce”: Feliks Hoenikker to człowiek wyzbyty jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności, bezemocjonalnie podchodzący zarówno do efektów swojej pracy, jak i otaczającego go świata (co w rezultacie okazuje się jeszcze bardziej niepokojące).

Wybuch bomby atomowej w Nagasaki, 9.08.1945

Dick plastyczną, wyraźną kreską rysuje również inne osobliwości. Najbardziej cudaczną z nich jest fokomelik Hoppy Harrington, urodzony bez rąk i mózg kaleka, obdarzony za to genialnym umysłem. Paradoksalnie to właśnie dla niego, ułomnego fizycznie, ale wyjątkowo rozwiniętego intelektualnie, katastrofa oznacza wielką szansę. W świecie, w którym produkcja zostaje wstrzymana, a przedmioty, które do tej pory w naturalny sposób ułatwiały życie ludziom, ulegają zniszczeniu lub wyczerpaniu, na wagę złota stają się umiejętności „rzemieślnika”, technicznego wirtuoza. I tu Hoppy sprawdza się jak znalazł. Z pośmiewiska staje się gwiazdą. Jego upośledzenie, dorastanie pełne krzywd i upokorzeń, budzi w nim jednak szereg nieoczekiwanych cech, z szaleńczą żądzą władzy i zemsty na czele. Ten niepozorny, na pierwszy rzut oka nieszkodliwy człowieczek, przy „sprzyjających warunkach” staje się potężnym, budzącym wstręt zagrożeniem.

Na drugim biegunie historii mamy za to Walta Dangerfielda, astronautę, który tuż przed Katastrofą w ramach eksperymentu kolonialnego został wysłany na Marsa. Wybuch bomb sprawia, że bohater zostaje uwięziony w kosmosie, gdyż brak możliwości technicznych nie pozwala mu wrócić do domu. Wówczas jego misją stają się pełne ciepła i dobrej energii cykliczne audycje odbierane z wielkim entuzjazmem przez mieszkańców Ziemi. Kolejni bohaterowie to rozbudzona seksualnie Bonny, jej córeczka rozmawiająca z wyimaginowanym (czyżby?) bratem czy czarnoskóry sprzedawca telewizorów, Stuart McConchie, ulubiona postać Dicka, z którą zresztą pisarz sam się utożsamiał. Cała ta galeria postaci tworzy barwny i na swój sposób zabawny korowód charakterów, a ich zachowania, emocje, odczucia możemy traktować również symbolicznie – jako projekcje konkretnych ludzkich cech i postaw.

„Doktora Bluthgelda” czyta się gładko, bez większych przeszkód i główkowania w trakcie lektury. I choć autor postanowił ująć tę historię w ramy postapokaliptycznego świata, nie uświadczymy tu ani epickich opisów zagłady, ani dramatycznej walki o przetrwanie. Owszem, będą gruzy, mutacje czy szczury, czyli elementy dobrze znane entuzjastom tego typu fantastyki, całą wizję otrzymamy jednak w minimalistycznej, a na dodatek groteskowej formie. Powieść skrzy od ekscentrycznego poczucia humoru, zaskakujących puent i abstrakcyjnych rozwiązań. Dodatkowo przedstawia człowieka w całkiem niezłym świetle. Lekturę zakończymy więc bez goryczy, raczej z uśmiechem na twarzach. Mimo to w nasz dobry nastrój może wkraść się niepokój. Wszak Dick w posłowiu pisze: „Jestem dumny z bohaterów tej powieści. I tak jak powiedziałem, chciałbym być jednym z nich (…). Byłbym szczęśliwy, gdybym mógł tam z nimi być w ich mikrokosmosie – w powojennym świecie West Martin”. Czyżby sugerował, że świat po Katastrofie byłby lepszy, bardziej szczery i przyjazny, niż ten, w którym żyjemy?

Philip K. Dick, Doktor Bluthgeld, tłum. Tomasz Jabłoński, wyd. Rebis, Poznań 2012.

Dorota Jędrzejewska

* Przy okazji polecamy tekst Doroty na blogu cdp.pl pt. „To nie rurki z kremem, kochanie. To postapokalipsa!”. Jest tam o szperaczach, rupieciarzach i „uprzedmiotowianiu” postapokaliptycznego świata – w oparciu o prozę Philipa K. Dicka, Dona DeLillo, Doris Lessing, Paula Austera, Cormaca McCarthy’ego i kilku innych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: