Iwona Chmielewska, Dwoje ludzi. Recenzja.


Dwoje-ludzi-okladkaJak naczynia klepsydry

Dwoje ludzi zostało przygotowane przez autorkę dla oficyny Sakeyjul z Korei, książka ukazała się sześć lat temu, a teraz, dzięki uprzejmości poznańskiej oficyny Media Rodzina, od lutego jest dostępna w naszym kraju. Z uwagi na pewne szczegóły edycji i fotoedycji można śmiało powiedzieć, że jest to premiera nowego picturebooka Iwony Chmielewskiej. Gdyż artystka zdecydowała się wprowadzić drobne, ale zasadnicze zmiany: zrezygnowała z ostatniej ilustracji. Gest ten zmienia wymowę całości, łamie jednoznaczność, przesuwając akcenty w stronę wieloznacznego i otwartego pola znaczeniowego. O czym słusznie pisała Anna Mrozińska; polecam sprawdzić tu: klik! klik!

Dwoje-ludzi-klepsydra

Tekst pomieszczony w książce, który zaczyna się od słów: „Gdy dwoje ludzi żyje razem, to jest im łatwiej, bo są razem, i jest im trudniej, bo są razem”, podano za pomocą prostych, sentencjonalnych zdań. Czasem opartych na zestawieniu cząstek wykluczających się, czasem trafnie dobranych oksymoronach, a czasem z użyciem obrazów przeciwstawnych, przeciwległych. Jednakże całość jest spójna, metaforyczna i konsekwentna: każdy związek dwojga ludzi jest, mimo pozornej prostoty, sprawą skomplikowaną i niejednoznaczną. Zdaję sobie sprawę, że takie przedstawienie fabuły może sugerować jej banalność, ale nic bardziej mylnego. Artystce udało się uniknąć mielizn na jakie narażony jest każdy autor, który chce opowiedzieć o byciu w związku z Innym. A właściwie w różnych związkach, bo czasem mówi się o niemożności wspólnego przebywania w jednym miejscu (jak dzień i noc), a czasem o łączeniu się ludzi na stałe (jak naczynia klepsydry). I niekoniecznie autorka ma na myśli tylko związek kobiety i mężczyzny.

Dwoje_ludzi

Dwoje-ludzi-okno

Zadziwiające (i zarazem fascynujące!), że w tekście nie użyto bezpośrednio słowo „miłość” w odniesieniu do opisywanej relacji między dwojgiem ludzi. Pada ono jedynie raz, na przedostatniej rozkładówce w zdaniu: „Ludzie mogę być też mocno złączeni jak dwie okładki książki o miłości, bez których ta opowieść by się rozsypała”. Dzięki użyciu zaimka wskazującego możemy uznać, że mamy do czynienia z zabiegiem metaliterackim, w którym fragment książki wskazuje na nią samą… Na uwagę zasługuje też cała koncepcja omawianego picturebooka. Na ilustracjach widzimy „dopowiadające” i rozszerzające znaczenia elementy graficzne, które pobudzają wyobraźnię czytelnika, nie pozwalając mu skupić się tylko i wyłącznie na słowach. Nie należy czytać Dwojga ludzi od zdania do zdania, bo wiele niuansów można wtedy przeoczyć.

Dwoje-ludzi-oczySposób lektury

Mój sposób lektury wygląda następująco: po przewróceniu strony najpierw staram się sczytać ilustracje, zastanawiając się (sam, bez podpowiedzi ze strony autorki/autora), co wnoszą do narracji z poprzedniego panelu, następnie czytam tekst zamieszczony na planszy, dodając go (w głowie) do poprzedniego fragmentu układanki słownej; dalej powracam do ilustracji zamieszczonych na rozkładówce i składam je z tekstem tylko tej strony, na której właśnie jestem; potem staram się rozgryźć, co z czym i dlaczego zostało połączone, dokładam to, co znalazłem do tego, co już wiem. Na zakończenie jeszcze raz zajmuję się szczegółowo samą ilustracją (ilustracjami) na stronie, przyglądam się im dokładnie, zbliżam wzrok do każdej drobnostki, załomu, literki. Potem studiuję (raz jeszcze) wszystko, co można znaleźć pod okładką, na stronie tytułowej i redaktorskiej. Podziwiam wklejki. No i jeszcze tylko dwa czytania: najpierw sam tekst, a następnie same ilustracje – strona po stronie.

Wydawać by się mogło, że lektura omawianej książki nie powinno zająć więcej niż 15-20 minut, a jednak pierwsza lektura trwała prawie 3 godziny, a później były i następne. Ponieważ Dwoje ludzi to pozycja, do której się wraca!

Iwona Chmielewska (tekst & ilustracje), Dwoje ludzi, Media Rodzina, Poznań 2014.

[tekst: 5, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

Maciej Gierszewski
Kopiec Kreta

Dwoje-ludzi-wyspa

Krystyna Miłobędzka, Iwona Chmielewska, Na wysokiej górze.


Permanentne odbicie w lustrze

Od premiery Na wysokiej górze, książki-spotkania Krystyny Miłobędzkiej i Iwony Chmielewskiej, minęło kilka dobrych miesięcy. Publikacja Wydawnictwa Miejskiego Posnania była przez ten czas wielokrotnie nagradzana. Podczas 5. Targów Książki dla Dzieci i Młodzieży we Wrocławiu przyznano jej główną nagrodę w konkursie Dobre Strony. Otrzymała też honorowe wyróżnienie w Konkursie na Najpiękniejszą Książkę Roku 2013, organizowanym przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek, z kolei Biblioteka Raczyńskich z Poznania przyznała swoje wyróżnienie w ramach Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych „Książka zimy 2013/2014”.

Ewa Gruda – jurorka wrocławskiego konkursu – powiedziała podczas gali: „O książkach często mówi się, że są magiczne. Przyznam, że to określenie pasuje do tej książki znakomicie. Jest to dzieło dwóch niezwykłych, uzupełniających się artystek”. Po prawdzie, chociaż trudno w to uwierzyć, Krystyna Miłobędzka nie uczestniczyła w procesie tworzenia publikacji. Jak napisał mi Jarosław Borowiec: „Książka powstawała w zupełnie wyjątkowy sposób, bo była prezentem dla Krystyny Miłobędzkiej; p. Krystyna zobaczyła ją po raz pierwszy w pełni dopiero na targach, nie było żadnych konsultacji, żadnych zmian…”.

Na-wysokiej-gorze-1Jarosław, zapytany przeze mnie o rodowód publikacji, odpowiedział: „Ten pomysł był taką wypadkową rozmów, które prowadziłem z Olchą Sikorską, komisarzem targów i inicjatorką nagrody „Pegazika” dla Miłobędzkiej. Znałem wcześniej prace Chmielewskiej, jej warsztat, stąd pomysł wydał mi się naturalnym połączeniem – różnych, ale w wielu miejscach tożsamych sobie światów”. Iwona Chmielewska wzięła na warsztat fragment tekstu Na wysokiej górze. Commedia della lingua, przedstawienia teatralnego (a właściwie, „gry słownej dla teatru”) napisanego przez Krystynę Miłobędzką. Mam w domowej biblioteczce książkę poetki Siała baba mak, z której zaczerpnięte zostały słowa. Sztuka opatrzona jest rozbudowanym zestawem didaskaliów, w których autorka wszystkowierszy dzieli się swoimi wątpliwościami: „(…) może wszytko odbywa się inaczej – bardzo uroczyście”, „Któreś zaczyna opowiadać, a potem toczy się «rozmowa», która może być grą w talerzyki i pałeczki. Nie znam zasad tej gry”.

Na-wysokiej-gorze-2Chciałbym zacytować jeszcze fragment z posłowia książki Miłobędzkiej, które śmiało można odnieść do omawianej publikacji: „Mówi się jedno słowo a dzieje się wiele rzeczy, wiele rzeczy dzieje się bez słów albo dzieją się same słowa. Rozmaicie. Na czytelników i aktorów czekają także puste miejsca do wypełnienia własnymi słowami. Czekają również gotowe słowa, gotowe przedmioty i role jeszcze niczyje (…)”. Ponieważ Chmielewska pozostawia między ilustracjami również wiele pustych przestrzeni, które może wypełnić (jeśli tylko będzie chciał) czytelnik. Napisałem w pierwszym zdaniu, że Na wysokiej… to książka-spotkanie. Intymne spotkanie (w sensie: ciche, spokojne, skupione), w którym tekst Miłobędzkiej spotyka się z ilustracjami Chmielewskiej, a może odwrotnie. Czytelnik może brać w nim aktywny udział, może dopowiadać (dograć?), współuczestniczyć. Czy ktoś zna odpowiedź na pytanie, dlaczego na jednym z końcowych paneli pies wchodzi po schodach i dlaczego patrzy na zwiewną, białą sukienkę?

Na-wysokiej-gorze-4Nadszedł właśnie taki moment, w którym powinienem napisać, o czym opowiada ten piękny picturebook. Nie jestem pewien, ale postaram się zanotować swoje intuicje, chociaż nie przypominam sobie, abym podczas lektury jakiejkolwiek innej książki miał aż tyle wątpliwości. Czuję się trochę tak, jakbym nie znał reguł tej gry. Z jednej strony jest o starości, która wspomina młodość. Z drugiej strony, jeśli ustawimy lustro pod innym kątem, jest o młodości, która projektuje starość. Jest prawie milczącą lekcją, że wszystko wydarza się jednocześnie, wszystko zawiera się we wszystkim: starość w dziecięcości i odwrotnie, że mała dziewczynka mieszka w starej kobiecie, a w dziewczynce babcia i prababcia. Permanentnie odbijamy się. W lustrach, w czasie, w sobie. Czy kot patrzący w lustro siebie widzi, czy innego kota?

Na-wysokiej-gorze-5O tym, że czasem czujemy się bardzo samotni w pustym pokoju. Dom jest światem, a świat domem. Dom nie jest stałym elementem przestrzeni, jest miejscem niesionym przez czas, oglądanym z różnych perspektyw pamięci i mającym na nią (pamięć) zasadniczy wpływ. Kobieta, nie młoda i jeszcze nie stara, siedzi w pokoju i przez ramę okienną spogląda na rzeczy za nim. Z domu wychodzi się, do domu się wraca, mamy do czynienia z ciągłym przemieszczaniem się. Czas dany nam jest niczym w porównaniu z czasem drzewa, ale czy trzeba się tym smucić? Niekoniecznie. Dziewczynka wychodzi do lasu, a wraca stara kobieta. (Dlaczego te dwa słowa brzmią tak zgrubiale, tak mało przyjaźnie?)

Na-wysokiej-gorze-okladka-2Wyliczanka Miłobędzkiej, zbudowana w myśl zasady: na hasło odpowiada się „skrzywionym” odzewem, jest miejscami zabawna. Muszę przyznać, że właściwie trochę w ilustracjach Chmielewskiej brakuje mi właśnie zabawy. Całość jest melancholijna, utrzymana w nostalgicznym tonie, który podkreśla spłowiała kolorystyka. Jedynie w niektórych panelach świeci intensywnie czerwona kula azalii.

Czy moje intuicje są słuszne? Nie wiem.

Krystyna Miłobędzka (tekst), Iwona Chmielewska (ilustracje),
Na wysokiej górze, Wydawnictwo Miejskie Posnania, Poznań 2014.

[tekst: 5, ilustracje: 5+, kolory/cienie: 4]

Maciej Gierszewski
Kopiec Kreta

%d blogerów lubi to: