Edgar Allan Poe, W cieniu Mistrza, pod red. Michaela Connelly’ego. Recenzja


W cieniu Mistrza - okladkaSpektrum ludzkich traum i lęków
Niezmienionych nigdy już

Nie ma chyba wśród literatów z początku XIX wieku bardziej wpływowej postaci, niż przedstawiciel „czarnego romantyzmu” amerykańskiego Edgar Allan Poe. Twórczość urodzonego w stanie Massachusetts, a pod koniec życia związanego z Baltimore pisarza, choć zasadzona na fundamentach gotycyzmu, fantastyki, grozy, kryminału i horroru, odcisnęła trwałe piętno na literaturze głównonurtowej. Psychologizm postaci, zapoczątkowane przez posępnego artystę przejawy dekadentyzmu czy ekspresjonizmu, przerodzone po kilku dekadach w niezależne nurty, obchodzenie się po mistrzowsku z symbolizmem, wnikliwe studium ludzkich lęków i ciemnej strony duszy – z Poego czerpią już od dwóch stuleci niemal wszyscy pisarze i aż dziw bierze, że za swojego życia większą sławę przyniosła mu rola krytyka literackiego aniżeli pisarza. Zapewne po części dlatego, że będąc samemu postacią tragiczną, bliską zastępowi bohaterów swoich opowiadań, nie mógł wcielić w realne życie własnej idee fixe.

Edgar Allan Poe - portret

Edgar Allan Poe przyszedł na świat w 1809 roku, tuż po jego narodzinach rodzinę zostawił na pastwę losu ojciec, a rok później na suchoty zmarła jego matka. Wychowywany przez rodzinę Allanów, Edgar nigdy nie został oficjalnie adoptowany. Zwiedził u ich boku Wyspy Brytyjskie (m.in. Szkocję i Londyn), gdzie w Chelsea pobierał krótko naukę, a po powrocie do Stanów Zjednoczonych wstąpił w poczet studentów świeżo otwartego Uniwersytetu Virginia, żeby studiować języki obce. Grał w karty, prowadził niepoukładane życie, a hazard stał się powodem jego długów. Jedno z wcieleń Williama Wilsona z opowiadania Poego to w rzeczywistości w znacznym stopniu sam autor. Po rezygnacji ze studiów zaczął pisać do gazet, które to zajęcie pozwalało mu się utrzymywać na jako takim społecznym poziomie przez kilka lat, w międzyczasie wstąpił do wojska, skąd został relegowany za częstą absencję na zajęciach teoretycznych oraz ćwiczeniach praktycznych. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do bardzo ciekawej, acz dość smutnej biografii zmarłego w niejasnych okolicznościach w wieku raptem 40 lat Poego. Faktem jest, że w roku 1831, kiedy zmarł jego brat Henry, Edgar Allan Poe postanowił, że zajmie się na poważnie pisaniem i będzie z tego ambitnego zajęcia żył. I była to bodaj najlepsza decyzja, jaką podjął w swoim krótkim życiu.

Czy można napisać po dwustu latach coś odkrywczego o pisarzu, którego niemal każde opowiadanie stanowi małe dzieło sztuki, o człowieku będącym prekursorem literatury grozy i literatury psychologicznej jako odrębnych gatunków? Ciężko pokusić się nawet o pełnowartościową antologię twórczości Poego, ponieważ trzeba by w tym celu opublikować wszystkie nieomal jego utwory, by nie pominąć jakiegoś istotnego. Z tym pisarzem jest bowiem tak, że na każdym odbiorcy może zrobić wielkie wrażenie zupełnie coś innego.

C.Auguste Dupin - Skradziony list

Weźmy na ten przykład C. Auguste’a Dupina – pierwszego w historii literatury detektywa, który pojawił się pierwotnie w noweli „Morderstwa przy rue Morgue” w 1841 roku. Następnie powrócił rok później w „Tajemnicy Marii Roget” oraz w 1844 roku w „Skradzionym liście”, gdzie zmagał się z delikatną sprawą o podtekście politycznym (podobnego schematu użył sir Arthur Conan Doyle choćby w opowiadaniu „Skandal w Bohemii, gdzie Sherlock Holmes poszukiwał kompromitującej fotografii). Tych dwóch ostatnich opowiadań akurat nie ma w recenzowanym zbiorze.

C. August Dupin to mistrz dedukcji, wnikliwy obserwator otoczenia, obdarzony nieomylną intuicją względem ludzkich postaw i człowieczej słabości, potrafiący wysupływać wnioski i stawiać diagnozy na podstawie banalnych z pozoru drobiazgów. Dupin nie jest detektywem z zawodu – jest szlachcicem, który podobnie jak Holmes szuka nowych wyzwań, czerpiąc z nich przyjemność. Uwielbia zanurzyć się w swej wyższości nad panem G. – prefektem francuskiej policji. Ten odpowiednik inspektora Jappa, zamknięty w powierzchownych sądach i schematycznym myśleniu, nie daje rady skutecznie poddawać analizie bardziej złożonych spraw.

Byam Shaw - Morderstwa przy Rue Morgue (1923)

Nie przez przypadek podaję tutaj poszczególne zbieżności z najsłynniejszym detektywem wszech czasów – Sherlockiem Holmesem, który narodził się dla literackiego świata dopiero pół wieku później. Znamienne dla archetypu detektywa cechy znajdziemy zresztą nie tylko w postaciach Arthura Conan Doyle’a, ale także Agathy Christie, Georgesa Simenona, „naszego” Joe Alexa i całego kręgu innych reprezentantów „klasycznego kryminału”, w których kluczowe role odgrywało myślenie dedukcyjne, a zagadki rozwiązywały wybitne umysły, a nie wieloosobowe „aparaty”. Scheda, którą pozostawił Poe na tym gruncie, opiera się raptem na trzech opowiadaniach, a potrafiła się umocnić i unieśmiertelnić przez dwa stulecia, tak wielka była moc oddziaływania jego utworów.

Arthur Conan Doyle w przewrotny sposób nawiązuje zresztą do postaci Dupina już na kartach pierwszej powieści, w której pojawia się Sherlock Holmes, a mianowicie „Studium w szkarłacie”. Towarzysz przygód detektywa, doktor Watson, porównuje swojego przyjaciela do Dupina:
– Wszystko to brzmi bardzo prosto. Przywodzi mi pan na myśl Dupina z opowiadania Edgara Allana Poe. Nawet nie przypuszczałem, że takie postacie mogą istnieć w życiu.
Na co Sherlock Holmes, zapalając nieodłączną fajkę, odpowiada:
– Sądzi pan zapewne, że pochlebia mi porównanie z Dupinem? Ja jednak myślę, że był on dość miernym typem. Ten jego trick, gdy po kwadransie milczenia wdziera się trafną uwagą w myśl przyjaciela, jest bardzo efektowny, ale i powierzchowny. Niewątpliwie miał on genialne zdolności analityczne, ale nie był takim fenomenem, jak Poe sobie wyobrażał.

Dupin-Holmes-portrait-copy (crimeculture.com)

Wpływy Poego z hukiem wdzierały się też w świadomość twórców literatury grozy. Sztandarowym przykładem jest tutaj „Zagłada domu Usherów”, jak twierdzi Maurice Beebe – najlepszy przykład „absolutu Poego”, czyli utworu, w którym każdy szczegół jest istotny, a wzajemne relacje czytelnika z autorem opierają się na wnikliwej analizie tekstu oraz intertekstualnych, a także czasem metaliterackich powiązań.

Motyw zaniedbanego, nawiedzonego domu nawiązuje do pierwszej powieści gotyckiej – „Zamczysko w Otranto” Horace’a Walpole’a, która wykształciła i sprecyzowała późniejsze cechy owego gatunku. Ostatnimi czasy prezentowałem Wam „W kleszczach lęku” Henry’ego Jamesa, którego wiktoriańska posiadłość zbudowana jest na fundamentach Walpole’a, a może bardziej Poego, podobnie jak relacje bohaterów i ich stosunek do zjawisk nadprzyrodzonych.

Zaglada domu Usherów (1960)

Klaustrofobiczne tony, w które uderza Poe, osadzają się na dziwnym związku właściciela domu Roderyka Ushera z samą posiadłością i stojącym na jej terenie domem. Uczucie lęku przed nieuniknionym, tłumiona panika, przytłaczający nastrój, niesprecyzowana medycznie choroba psychiczna siostry, stany kataleptyczne, a także hipochondria właściciela – wszystko to przedstawia anonimowy narrator, który daje się wciągnąć w niesamowitą strukturę domu Usherów, stając się kimś więcej niż biernym obserwatorem. Powstały setki analiz tego opowiadania Poego, ale wciąż nie sposób wskazać tej jedynej słusznej.

Próbując jakoś zawęzić powyższy tekst, przytoczę tytuły kilku innych nowel i opowiadań, które zrobiły na mnie największe wrażenie, wraz z krótkim komentarzem:

„Złoty żuk”, w którym bohaterowie poszukują tajemniczego skarbu, ukrytego na wyspie, posługując się wskazówkami zawartymi w zaszyfrowanym liście (Poe w pewien sposób popularyzuje tutaj kryptografię w literaturze);
– „Studnia i wahadło”, czyli ponury obraz więźnia zamkniętego w labiryncie pułapek, opowiadanie perfekcyjnie budujące nastrój lęku i osaczenia, z dość zaskakującym zakończeniem;
– „William Wilson”, jedno z opowiadań Poego, w których pojawia się motyw sobowtóra, posiadające jednocześnie wątki autobiograficzne;
– „Zdradzieckie serce”, które Stephen King uznał, obok „Władcy much” Goldinga, za „dzieło literackie wzbudzające największy lęk”, z jedną z wielu u Poego postaci psychopatycznego mordercy;
fragmenty „Opowieści Arthura Gordona Pyma z Nantucket”, bardzo enigmatycznej, marynistycznej powieści Poego, jednej z dwóch, które napisał;
wiersze „Kruk” oraz „Dzwony”, przy czym w tym wypadku lepiej zaopatrzyć się w publikację, która oferuje więcej niż jedno tłumaczenie, żeby mieć wzgląd w różnorodność przekładów.

Harry Clarke - Maska Czerwonej Smierci

Poza przytoczonymi powyżej, w zbiorze „W cieniu Mistrza” znajdziemy opowiadania:
„W wirze malstromu”, „Baryłka amontillado”, „Czarny kot”, „Manuskrypt znaleziony w butelce”, „Fakty w sprawie p. Valdemara”, „Ligea” i „Maska Czerwonej Śmierci”.
Brakuje w tym wydaniu kilku ważnych utworów, jak choćby „Przedwczesny pogrzeb”, „Berenice”, „Król dżumie”, „Diabeł na wieży” czy wspomnianych przy okazji detektywa Dupina „Tajemnicy Marii Roget” i „Skradzionego listu”. Jak już jednak pisałem, ciężko byłoby stworzyć kompilację wartościowych dzieł Poego, zamykając się w jakiejkolwiek jednostce wydawniczej.

Słabszą stroną zbioru są z kolei niektóre komentarze do opowiadań, których autorzy sprawiają wrażenie osób za bardzo zaabsorbowanych własną twórczością, a nie dokonaniami Mistrza. Zamiast skupiać się na utworach Poego, pisarze spod egidy „Mystery Writers of America” częstują nas mniej lub bardziej ciekawymi epizodami ze swoich biografii. W wyborny nastrój wprawiła mnie niejaka Pani Sue Grafton, której wywód dotyczył słabości stylistyki i formy Poego, nieciekawych tematów przezeń poruszanych, beznadziejności dialogów i innych takich dość ciekawych rzeczy. Nie miałem przyjemności jak do tej pory przeczytać nic z bogatej twórczości Sue Grafton, niemniej jednak tytuły jej książek pozwalają domniemywać, że „redaktorski ołówek”, który proponowała Poemu, mógłby się przydać również i jej wydawcy. „A jak alibi”, „Z jak zwłoki” czy „W jak włamywacz” nie staną raczej na bibliotecznych półkach obok jakiegokolwiek dzieła Poego.
Harry Clarke - Studnia i wahadlo

Wspaniałym prezentem są natomiast słynne ilustracje irlandzkiego rysownika i witrażysty z początku XX wieku – Harry’ego Clarke’a, który był również autorem rysunków m.in. do luksusowego wydania „Baśni” Hansa Christiana Andersena. Ilustracjami Clarke’a okraszono wszystkie opowiadania, a specyficzna, niepokojąca, makabryczna kreska Irlandczyka chyba jak żadna inna oddaje nastrój opowiadań Edgara Allana Poego.

Edgar Allan Poe, W cieniu Mistrza, 16 klasycznych opowiadań Edgara Allana Poego pod redakcją Michaela Connelly’ego, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk

Henry James, W kleszczach lęku. Recenzja


„Bez wiary groza nie istnieje”, czyli Freudowski charakter duchów

Już przeszło sto lat (powieść wydano po raz pierwszy w 1898 roku) literaturoznawcy, krytycy i czytelnicy głowią się nad tym, co tak naprawdę wydarzyło się na terenie prowincjonalnego wiktoriańskiego dworu w tajemniczym Bly? „W kleszczach lęku” Henry’ego Jamesa to rasowa powieść gotycka. Scenę otwarcia widzimy oczami narratora, który w Wigilię Bożego Narodzenia przysłuchuje się przy kominku niesamowitym historiom. Kiedy na pierwszy plan wysuwa się niejaki Douglas, prezentując zgromadzonym manuskrypt swojej nieżyjącej już przyjaciółki, przenosimy się do świata, w którym zło czai się gdzieś w ukryciu, by uderzyć w najbardziej nieoczekiwanej chwili. Od teraz już nic nie będzie do końca jasne.

Młoda i atrakcyjna guwernantka, której nazwisko niech pozostanie sekretem, przyjmuje nową posadę, na pierwszy rzut oka wymarzoną. Trafia na prowincję, do zapuszczonego nieco starego dworu w wiktoriańskim stylu, któremu nie może jednak początkowo odmówić uroku. Tajemnicze miejsce pasjonuje ją, a nowi podopieczni wydają się pełni uroku, sympatii i inteligencji. To para dzieciaków – kilkuletnia Flora i nieco starszy Miles, których rodzice zginęli w tragicznym wypadku. Opiekę nad nimi zleca guwernantce ich wuj, stawiając przy tym jeden, ale za to bezwzględny warunek: cokolwiek by się nie działo, kobieta nie ma prawa zakłócać jego spokoju. Ze wszystkimi problemami ma sobie poradzić sama, korzystając ewentualnie z doświadczenia gospodyni, pani Grose, i skromnej służby. Ten układ, który kobieta odbiera za zaszczyt jako bezgraniczne zaufanie, będzie jednym z kluczy do odczytywania powieści.

Po kilku sielankowych tygodniach w Bly zaczynają się bowiem dziać rzeczy dziwne i straszne. Guwernantka relacjonuje nam, jakoby miała widzieć (czy to na wieży, czy to nad jeziorem) tajemnicze zjawy, które wedle wyjaśnień pani Grose mogą być duchami grubiańskiego Petera Quinta i panny Jessel – poprzedniej guwernantki. Tych dwoje łączył za życia niejasny związek, niewykluczone że dość intymny. Niepokojący jest sposób, w jaki oddziałuje on na niewinne z pozoru dzieci. Czy upiory rzeczywiście nawiedzają Bly, a jeśli tak, to czy istnieje sposób, aby człowiek mógł się im przeciwstawić?

W kleszczach lęku (2009)

„Żywcem zaczerpnięta z dzieł Henry’ego Jamesa jest teza, że duchy przejmują w końcu motywację, a może nawet osobowość tych, którzy je przyzywają – napisał Stephen King w „Danse Macabre”. – Ich zło pochodzi od nas samych. Nawet ogarnięci największym przerażeniem, bohaterowie wyczuwają to pokrewieństwo”.

Nawiedzony dwór, zagęszczone poczucie grozy, rodzące się szaleństwo, upiorne sceny, podsycająca atmosferę strachu narracja, a także archetyp złego miejsca – to wszystko znajdziemy u Henry’ego Jamesa. Urodzony w Nowym Jorku pisarz wychodzi jednak poza ramy powieści gotyckiej, tworząc zagmatwaną strukturę dzieła, w którym tyleż samo co strach, znaczy podłoże psychologiczne.

„Duchy w książkach Henry’ego Jamesa mają „czysto Freudowski charakter” – dodaje współczesny mistrz grozy z Maine.

Wiarygodność narratorów to dla czytelnika kwestia najbardziej sporna. Nieskomplikowana z początku historia zaczyna się stopniowo gmatwać, a wtedy co bardziej wnikliwy czytelnik zacznie dociekać, czy aby czasem młoda kobieta pod wpływem klimatycznego, złowróżbnego miejsca nie ulega halucynacjom? A może daje się zmanipulować otoczeniu? Do tego dochodzi jeszcze postać Douglasa (pierwszego narratora) – czy prywatny stosunek do tej kobiety, który dość nieświadomie ujawnił, nie zniekształcił nieco prezentowanej historii?

„To właśnie najbardziej interesowało mnie w literaturze grozy – fakt, że ukazuje ona pękające więzi między poszczególnymi ludźmi, między ludźmi a światem oraz zanik więzi łączących ich jaźń w jedną całość. Gwałtowne zerwanie owych związków sprawia, że pozostają samotni i bezbronni, krzyczący z przerażenia w obliczu tego, w co muszą uwierzyć. Wiara jest bowiem wszystkim; nie ma nic ważniejszego. Bez wiary groza nie istnieje” – podkreśla King.

Halucynacje, manipulacje, celowe zacieranie rzeczywistego obrazu – to kilka hipotez, którymi można odczytywać „W kleszczach lęku”. Jednakże nie można też wykluczyć, że wykształcona, zdrowa, uprzywilejowana, godna zaufania młoda kobieta staje oko w oko z istotą elementarnego Zła. Pozostawiona z własnymi słabościami, otumaniona lękiem, próbuje na własną rękę poradzić sobie z czymś niewysławialnym, niesamowitym, czemu samotny człowiek nie ma możliwości podołać. Może być i tak. Nigdy się jednak tego nie dowiemy, a groza strasznego dworu w Bly już przez wieczność będzie wabić kolejnych śmiałków próbujących się z nią rozprawić.

Henry James, W kleszczach lęku, przeł. Witold Pospieszała, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: