Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów. Recenzja.


przeminelo-z-wiatrem-brown-wiley-okladkaJak stworzyć Scarlett O’Harę?

Muszę przyznać, że „Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów” to w mojej osobistej historii czytania autentyczny fenomen. Publikacja ta liczy prawie 500 stron, czyli więcej niż przeciętnie, mimo że jej temat jest wyraźnie ograniczony. Oto mamy książkę o książce. Strona po stronie, rozdział po rozdziale, od początku do samego finału rzecz dotyczy wyłącznie słynnej powieści Margaret Mitchell i ani na moment nie wyjeżdża poza margines. Moglibyśmy więc przypuścić, że mamy do czynienia z publikacją wyjątkowo nużącą. Bo czy na opisanie tej „wąskiej” historii nie wystarczyłaby broszurowa objętość? Czy to nie temat bardziej na artykuł niż na opasłą publikację? Jak się okazuje – absolutnie nie.

Z książką Ellen Brown i Johna Wileya Jr. jest tak jak z dobrym filmem dokumentalnym, gdzie często na jednym, niby niewielkim wycinku rzeczywistości, buduje się głęboką, pełną zakrętów i fascynującą fabułę. To prawdziwa sztuka mówić uniwersalnie i zajmująco na tematy hermetyczne. By się udała, trzeba spełnić co najmniej kilka warunków. Po pierwsze: należy być chorobliwie wnikliwym i drobiazgowym. Jak detektyw cierpliwie badać, odkrywać, „grzebać”, katalogować, a poza tym mądrze łączyć fakty. Po drugie: dobrze być wprawnym gawędziarzem, który zamiast przytłoczyć swojego czytelnika nadmiarem szczególików, sprzeda je w zaciekawiający, przyjemny w odbiorze sposób. Tak właśnie jest w przypadku tej książki.

Przeminelo-z-wiatrem-Tara

Tara – posiadłość Scarlett O’Hary, gdzie toczy się spora część opowieści. A także scenograficzne cudo, za które Lyle Wheeler otrzymał w 1940 r. Oscara.

Jej dwie największe zalety to: drobiazgowo opracowany materiał i płynnie opowiedziana historia. Autorzy zaczynają tam, gdzie trzeba, czyli od samego początku. Po krótkiej charakterystyce samej Margaret Mitchell wchodzą w długą i pełną zakrętów historię pisania, wydania, odbioru i dalszych kolei największego bestselleru wszechczasów. „Gdybym miała pojęcie o problemach, jakie wiązały się z Przeminęło z wiatrem, zastrzeliłabym się przed napisaniem powieści” – powiedziała pisarka już po osiągnięciu sukcesu. I owszem, wiele miejsca poświęca się tu na opisanie mozolnej pracy nad ostatecznym kształtem dzieła Mitchell, a także licznych problemów z nieoczekiwaną sławą, promocją, prawami autorskimi itd.

Scarlett-Ohara

Scarlett O’Hara w pełnej krasie. Oscar dla Vivien Leigh za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową (1940).

Opis tych wszystkich perypetii działa na czytelnika stymulująco. Skrupulatność, którą autorzy odziedziczyli chyba po samej Mitchell, sprawia, że oczami wyobraźni wyczuwalnie przenosimy się do tamtych czasów, momentami zaś mamy wrażenie obcowania z ciekawą fabułą, a nie reportażowym pisaniem. Mitchell z „oczami bardziej niebieskimi niż Paul Newman”, gadatliwa, przejęta, zaangażowana, czasem dziwna, bardzo bezpośrednia, silna, lecz wycofana i ujmująco skromna, sama staje się bohaterką. Kampania reklamowa, szelest rękopisów i telegramów, zebrania w sprawie wydań, pierwsze spotkania autorskie, negocjacje z Hollywood, biznesowe lunche, czerwony dywan, powódź listów i wiele innych elementów życia słynnej pisarki nie tylko same w sobie stanowią ekscytujący materiał. Ogromne znaczenie dla wartkości opowieści ma też opisanie tego wszystkiego we właściwy sposób – prosto, bezpretensjonalnie, sugestywnie i z sympatią do tematu.

Przeminelo-z-wiatrem-Scarlett-Rhett

Legendarna para filmowych kochanków: Scarlett O’Hara (Vivien Leigh) i Rhett Butler (Clark Gable).

„Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów” to nie tylko książka dla miłośników omawianego w niej dzieła. Choć oczywiście fani perypetii Scarlett O’Hary i Rhetta Butlera będą zachwyceni. Dowiedzą się np., że Scarlett miała mieć na imię Pansy, a książce proponowano takie tytuły, jak „Nikt nie był tak ślepy” czy „Trąby wyśpiewały prawdę”. Również sam opis pracy nad powieścią jest arcyciekawy. Imponująca dokładność Mitchell kazała jej na przykład wędrować całe kilometry, by ulokować wyimaginowane miejsca znane z książki tak, aby nie stały tam, gdzie w realnym świecie z pewnością nie mogłyby stanąć. Za dowód staranności autorki niech posłuży cytat:

„Mitchell przejmowała się w szczególności jedną kwestią: czy dobrze określiła porę wysiewania ziaren bawełny przed rozplenieniem się kwiecika bawełnianego. Ponieważ nie potrafiła skupić się na pozostałych sprawach, zwróciła się z prośbą o pomoc do rolnika, który wcześniej pomógł jej z gryką. Przyznała, że nikt poza Georgią nie zorientowałaby się, że popełniła błąd, <<ale ja bym o tym wiedziała i prawdopodobnie budziłabym się w nocy z krzykiem z tego powodu.>>”

margaret-mitchell

Margaret Mitchell ze swoim bestsellerem.

Dziś nie każdy czytelnik „Przeminęło z wiatrem” zdaje sobie sprawę, że sukces tej książki był w swoich czasach ogromnym zaskoczeniem. Nikt nie spodziewał się, że powieść debiutującej autorki, do tego opasła i niełatwa, bo opowiadająca o trudnym okresie w historii Ameryki, zyska taką sławę. Wątpliwości przed jej wydaniem wzbudzała również niejednoznaczność bohaterów (czy są dobrzy, czy źli?), a także otwarte, „zawieszone” zakończenie. Powiedzieć, że ryzyko wydawcy się opłaciło, to mało. Nie da się bowiem bardziej strzelić w dziesiątkę niż w tym przypadku. Dzięki temu opowieść o powstaniu „Przeminęło z wiatrem” zyskuje drugie dno i optymistyczną wymowę. Stanowi jeden z niezbitych dowodów na to, że los potrafi mile zaskakiwać i zupełnie znienacka zamieniać rzeczy niemożliwe w realne. To budujące, że autorka największego bestselleru świata była debiutantką, a sukces osiągnęła za pomocą zupełnie nie-filmowej pracowitości. Publikacja Ellen Brown i Johna Wileya Jr. jest więc nie tylko książką o książce, ale książką o… życiu.

Ellen F. Brown, John Wiley Jr., Przeminęło z wiatrem. Od bestselleru do filmu wszech czasów, tłum. Emilia Skowrońska, wyd. Aleja Róż, Warszawa 2013.

Dorota Jędrzejewska

Dennis Lehane, Brudny szmal. Recenzja.


Brudny-szmal-okladkaBob, jego sumienie i jego pies

Człowiek sukcesu może ukryć swoją przeszłość,
ale ten, któremu się nie udało, przez resztę życia walczy,
żeby ta przeszłość go nie pogrążyła.

Bob Saginowski, trochę niezdarny, wycofany i nieśmiały barman-wielkolud, codziennie o siódmej rano pojawia się na mszy u Świętego Dominika. Tu, w miejscu cichego majestatu, w wielkiej, chłodnej ławie, gorliwie się modli, rozmyśla, żałuje, ale nigdy nie przyjmuje komunii. Jak bardzo nieczyste sumienie musi mieć facet, który szczerze wierzy, ale boi się wyspowiadać ze swoich grzechów?

„Brudny szmal” Dennisa Lehane’a to powieść, której z pewnością można przypisać etykietę „dobra robota”. Jej powstaniu towarzyszy dość zawikłana historia. Zaczęło się od odrzuconego w kąt pomysłu na książkę o samotniku, który znajduje w śmietniku psa. Wówczas nie udało się stworzyć z tego czegoś konstruktywnego – natchnienie nie dopisało, zdania się nie kleiły, coś poszło nie tak. Lehane powrócił do tematu dopiero kilka lat później, pisząc opowiadanie pt. „Animal Rescue”. To z niego wykluł się scenariusz, a na sam koniec – tuż przed zakończeniem prac nad filmem w reżyserii Michaela Roskama – powstała niniejsza książka. Jej lektura nie stawia przed czytelnikiem większego oporu, wciąga i łatwo poddaje się wyobraźni. Pod koniec przyspiesza, by po ostatniej kropce pozostawić w niemałym osłupieniu.

Tom-Hardy-pies-brudny-szmalBob Saginowski jest barmanem w obskurnej knajpie swojego przegadanego, cwaniackiego kuzyna Marva. Pracuje tu od lat, wiodąc nudne, ciche i samotne życie. Wydaje się poczciwy, wzbudza zaufanie, nie narzeka, oszczędza pieniądze, nie rości sobie praw do euforycznego szczęścia. Jest zagubiony i dogłębnie smutny. Co innego Marv, któremu we własnym mniemaniu wiele się od życia należy. Bar, który wspólnie prowadzą, jakiś czas temu zawłaszczyła sobie okoliczna mafia i zarządziła tu „dziuplę”, czyli miejsce „zrzutu” brudnej kasy. Bohaterowie poddali się twardym żądaniom gangsterów, jako tako przyzwyczajając się do całej sytuacji. Wreszcie jednak przychodzi dzień, w którym coś idzie nie tak. Na knajpę napada dwóch średnio rozgarniętych rabusiów i kradnie mafijne pieniądze. Mniej więcej w tym samym czasie Bob znajduje w kuble na śmieci zmaltretowanego szczeniaka, by zaraz potem wejść w delikatną relację z tajemniczą kobietą po przejściach. Jakby tego było mało – na horyzoncie pojawia się też pewien socjopata-szantażysta.

noomi-rapace-tom-hardy-brudny-szmalWkrótce zarysowane lekką ręką wątki zaczynają się zazębiać, by stworzyć zgrabną, ciasną całość z mocnym, koncertowo skonstruowanym finałem. Warto zauważyć, że „Brudny szmal” nie jest typową, gangsterską historią, nad którą unosi się odór mnożących się trupów i świst kolejnych wystrzałów. To zatopiony w chłodnej melancholii dramat. Opowieść o samotności, winie i karze, o życiu, które wymyka się z rąk, o błędach rodzących bolesne konsekwencje i nieprzystosowaniu. Lehane prezentuje całą galerię pokaleczonych, pokrzywdzonych zarówno przez los, jak i przez własne złe wybory dusz. Najbardziej przejmującą z postaci jest Bob (genialnie zagrany w filmie przez Toma Hardy’ego) – skulony w swojej niebieskiej, zimowej kurtce, nieporadny, z bólem wypisanym na twarzy i zmarszczonym czołem. Nie on jeden mierzy się tu z demonami przeszłości, lecz to on podchodzi do własnych błędów najbardziej świadomie i refleksyjnie, bo w gruncie rzeczy jest dobrym facetem, któremu los napisał niewłaściwy scenariusz. Być może więc to właśnie na Boba czeka odkupienie w postaci przychylnego spojrzenia drugiego człowieka. Odkupienie chwiejne i niepewne, jedyne na jakie zasługują ciężkie grzechy. Tajemnicza przeszłość to bomba zegarowa, którą Bob będzie dźwigał za pazuchą niebieskiej kurtki już przez całe życie.

James-Gandolfini-Tom-Hardy-Brudny-szmalGdy zestawimy film z książką, nasuwa się kilka wniosków. Mimo że Lehane pozostał w miarę wierny pierwotnej scenariuszowej wersji, materia powieści pozwoliła mu opowiedzieć o swoich bohaterach coś więcej, dopisać swego rodzaju postscriptum do filmowych wydarzeń. Wyraźniejszych konturów niż na ekranie nabiera w książce prowadzący śledztwo w sprawie napadu na bar detektyw Torres czy wspominany socjopata, Eric Deeds. Pisarz pozwala nam również wejść do głowy Boba i „poczytać mu w myślach”. I choć muszę przyznać, że książka jest dobra, wydaje się jedną z wielu po prostu dobrych książek. Film natomiast jest w moim odczuciu czymś więcej. Akurat tej, podszytej tajemnicą i bólem historii, filmowa skrótowość i oszczędność dialogów wychodzi bowiem na dobre. Wartki, pospieszny język Lehane’a obdziera ją nieco z subtelnej atmosfery, która dla odmiany towarzyszy filmowi Roskama. Niemniej jednak trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie: Lehane to świetny opowiadacz, który w bezbłędny sposób potrafi swoimi historiami przykuwać uwagę. Niezależnie od medium.

Dennis Lehane, Brudny szmal, tłum. Maciejka Mazan, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Dorota Jędrzejewska

Tom-Hardy-Bob-Saginowski-bar

Zdjęcia pochodzą z filmu „The Drop” na podstawie książki (2014, reż. Michael R. Roskam, wyst. Tom Hardy, James Gandolfini, Noomi Rapace)

%d bloggers like this: