Kaja Malanowska, Patrz na mnie, Klaro! Recenzja


Patrz na mnie Klaro okladkaProza blogiem pisana

Kaja Malanowska w swojej trzeciej już książce idzie ścieżką nakreśloną już przy okazji debiutu. Zarówno „Drobne szaleństwa dnia codziennego”, jak i zbiór opowiadań „Imigracje”, a teraz powieść „Patrz na mnie, Klaro!” są historiami usytuowanymi blisko życia, ściślej (co wynika z wywiadów) – blisko życia samej autorki. Malanowska sama siebie nazywa osobą emocjonalną, nie dziwne więc, że to emocje grają w jej prozie pierwszoplanowe role. Pojawiające się tu dylematy, problemy większe i mniejsze, pytania i odpowiedzi, są zawsze mocno zakotwiczone w naszej współczesności. Wystarczy wyjrzeć przez okno, zajrzeć do mieszkania sąsiada, przejść się po parku, a już najpewniej połączyć z Internetem, by odnaleźć ten sam świat, o którym czytamy u Malanowskiej. Proza życia.

Tożsamość internetowa to zagadnienie, w ramach którego Malanowska stała się swego rodzaju literacką specjalistką. O zaawansowanym poziomie wtajemniczenia autorki akurat w tej dziedzinie przekonaliśmy się parę lat temu przy okazji jej przekonującego debiutu – powieści ściśle opartej na własnych, autentycznych, blogowych zapiskach. I tak, w „Patrz na mnie, Klaro!” Malanowska ponownie odwołuje się do tej stylistyki, tym razem jednak tworząc zupełnie fikcyjne blogi. Historia składa się tu z trzech narracyjnych głosów. Pierwszy to linearnie rozwijana fabuła, której bohaterką jest tytułowa Klara, drugi – to blog przez nią prowadzony, trzeci natomiast to blog Tamtej Kobiety, czyli obsesyjnego obiektu fascynacji bohaterki. Rozeznawszy się w tym narracyjnym rozbiciu, można by się zastanowić, po co autorka dzieli tę historię na trzy głosy. Czy to tylko zabieg stylistyczny ubarwiający lekturę? Otóż nie tylko. W ten właśnie sposób Malanowska mówi nam co nieco o tym, jacy jesteśmy w Internecie.

A tutaj mierzymy się z pokusą budowy swojej osobowości na nowo. Mamy możliwość mówienia nieswoim językiem, poprawienia czegoś w sobie, stylizacji na zupełnie inną osobę, w wyrachowany sposób podszycia się pod kogoś innego lub desperacko i różnymi metodami zwrócenia na siebie uwagi. Zdarza się, że to, co piszemy, jest częścią pewnej wizerunkowej strategii, która z wysiłkiem i z zaangażowaniem powstaje podczas ciemnych i samotnych wieczorów przed monitorem komputera – z reguły jednak pozuje ona na spontaniczność i naturalność. Taki jest „blogowy” język Klary – wystylizowany, zupełnie nieprawdziwy, naśladujący. Ten język ma pewien naddany cel. Rozszyfrowując go, lepiej zrozumiemy bohaterkę.

Kim jednak naprawdę jest Klara? – ta realna, nie ta internetowa. Jej historię poznajemy niemalże od początku, czyli od najmłodszych lat życia.

Kaja Malanowska, fot. Karol Serewis

Kaja Malanowska, fot. Karol Serewis, źródło: http://www.culture.pl

Malanowska opowiada o relacjach bohaterki z zaborczą matką, szkodliwej znajomości w szkole, pierwszej młodzieńczej fascynacji, aż po zawodową pracę i małżeństwo. Wszystkie relacje, w które angażuje się Klara, są jednak nad wyraz toksyczne. To dziewczyna o znacznie zaniżonym poczuciu własnej wartości (typowy zabieg dla Malanowskiej), desperacko poszukująca akceptacji w oczach innych, a do tego okropnie smutna. Bohaterka walczy choćby o cień uwagi czy aprobaty – to od tego uzależnione jest jej istnienie. Bez akceptacji staje się niewidzialna; gdy akceptację uzyskuje, rozpaczliwie chce ją przy sobie utrzymać, zabiega, stara się, wbrew racjonalnemu zachowaniu, regułom dobrego smaku i własnej godności. W przełomowym momencie swojego życia z tych autodestrukcyjnych cech wynika również obsesyjna chęć przemiany w kogoś innego – Klara naśladuje obcą kobietę z Internetu, zazdrości jej, burząc i tak już kruchą, choć latami budowaną równowagę. Brak jej dystansu do samej siebie i do świata, w wyniku czego wpada w pułapkę własnego umysłu i własnych przekoloryzowanych uczuć.

Czytając „Klarę” trudno nie zaufać autorce, która posiada niezwykłą umiejętność przekładania na prozę prawdziwych emocji i zachowań. Wrażenie to niestety często burzy sam język, który w fabularnych partiach sprawia wrażenie wymuszonego i wypracowanego w pocie czoła. Co rusz pojawiają się nieco szkolne opisy (np. w przypadku powierzchowności bohaterów) i namnożone na potęgę przysłówki. Te potknięcia przytrafią się jednak tylko wtedy, gdy autorka próbuje opisowo zarysować nam jakiś „fizyczny”, namacalny fragment świata przedstawionego. Natomiast wtedy, gdy na plan pierwszy wysuwają się emocje, pióro Malanowskiej nabiera rozkosznej lekkości, język staje się giętki, a autorka udowadnia, że potrafi się nim swobodnie bawić. Przez wspomniane mankamenty książka traci na ogólnym wrażeniu. Pozostaje jednak przy tym zajmującą i dobrze skonstruowaną historią o nas samych lub też o naszych wymarzonych, choć nieprawdziwych wcieleniach.

Kaja Malanowska, Patrz na mnie, Klaro!, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.

Dorota Jędrzejewska

%d blogerów lubi to: