H. P. Lovecraft, Koszmary i fantazje (listy i eseje). Recenzja.


Skrzynka HPL-a, czyli rozsądna niestałość poglądów

Samotność samotnika z Providence została w świadomości czytelników powszechnie usankcjonowana być może w tym samym momencie, co jego twórczość, klasyfikowana z biegu w obrębie horroru czy fantastyki naukowej, względnie – przez znawców gatunku – jako weird fiction. Oczywiście jedno i drugie jest po części prawdą, jednak samotność samotnika, który w ciągu swojego (skądinąd dość krótkiego) życia napisał około 80 tysięcy listów, liczących nierzadko po kilkadziesiąt stron, jest samotnością tak samo dziwną jak jego opowieści. Howard Phillips Lovecraft, jeden z prekursorów science fiction w jej straszących odmianach, twórca kultowej mitologii Cthulhu, śledczy pradawnych bóstw, podjudzający potężne demony, zdekonspirowany po latach autor bluźnierczego „Necronomiconu”, myśliciel i filozof, autorytarysta, zdeklarowany ateista, człowiek bezwzględnie przywiązany do nieomal feudalnych, konserwatywnych wartości arystokratycznej Nowej Anglii, a więc, niejako siłą rzeczy, wyznający nierzadko poglądy rasistowskie.

Marek Wydmuch, ekspert od biografii i twórczości pisarza, zwraca uwagę na sprzeczność tych zasad i „duchowej elegancji” Lovecrafta – który sam o sobie mawiał najchętniej jako o „pełnym poczucia własnego arystokratyzmu gentlemanie z okresu kolonizowania wschodniego wybrzeża w XVII wieku” – z marnymi warunkami materialnymi, w których przyszło mu żyć. Paradoks, wobec którego HPL był raczej bezsilny (jako pisarz zarabiał rzadko i raczej mizernie), choć tak po prawdzie do pieniędzy i majątku nigdy go nie ciągnęło.

Providence (rys. Kaja Kasprowicz)

Wszystko to składa się w jedną arcyciekawą osobowość, przy czym HPL potrafi intrygować polemiką nie tylko z rozmaitymi korespondentami, ale i z własnymi poglądami, tymi konserwatywnymi i kontrowersyjnymi również. „Co by nie mówić o rasizmie Lovecrafta (…) – pisze we wstępie tłumacz, Mateusz Kopacz – nie można zaprzeczyć, że w większości kwestii był to człowiek poszukujący, rozwijający się. Na przestrzeni całej książki widać to wyraźnie (…), więc może się zdarzyć, że obok siebie wypowiada się dwóch kompletnie różnych Lovecraftów”. Niebywale owocna korespondencja pisarza była poniekąd próbą zaspokojenia niedostatków intelektualnych debat i wymiany myśli, do których lgnął, zamknięty w czterech ścianach, mimo że nie przepadał za towarzystwem samych ludzi. Dla HPL-a najcenniejsze były ludzkie myśli, nie zaś postacie z krwi i kości.

Wiele spośród 45 esejów i listów Lovecraft poświęcił samej literaturze grozy, analizie dzieł mistrzów, a także kilku swoich utworów. Mimo że nie cieszył się estymą pośród krytyków (tworzył przecież w czasach, kiedy horror zaliczano do gatunków niszowych, a samą weird fiction postrzegano jeszcze gorzej – jako nieestetyczną gatunkową hybrydę), i jego utwory zazwyczaj odrzucano, uskarżał się na niesłuszną niepopularność gatunku, który reprezentował, raczej rzadko. O wiele częściej brak literackiego sukcesu składał na karb własnych niedostatków pisarskich; pierwszy tekst „Koszmarów i fantazji” nosi znamienny tytuł „Krótka autobiografia marnego pisarzyny”. Dziś twórczość Lovecrafta zaliczana jest do kanonu literatury amerykańskiej i omawiana na uniwersytetach, co w przypadku literatury grozy zdarza się bardzo rzadko.

Howard Phillips Lovecraft (1915)

W liście do Harolda S. Farnese możemy za to przeczytać: „(…) od zawsze zdawałem sobie sprawę, że moja wyjątkowa dziedzina w gruncie rzeczy należy do tych pomniejszych oraz że nawet gdybym osiągnął poziom prawdziwej literatury, byłaby to zaledwie prosta forma „literatury eskapistycznej”. To, na co szczególnie zwracam uwagę, jeśli chodzi o ten gatunek, nieważne jak bardzo jest pośledni, to jego szczerość i prawdziwość; nie jest on zaledwie jednym z aspektów naiwnego nieokrzesania, które spycha na bok każda oświecona epoka”.

Wnikliwy czytelnik dostrzeże w wielu z tych listowych „samosądów” przewrotność, a miejscami niekonsekwencje, wskazujące na gorycz niedocenionego twórcy, niemniej radykalny w sądach, egotyczny HPL potrafił przelać na papier liczne wyrazy niekłamanego podziwu dla innych pisarzy – mistrzów gatunku, którym hołdował. Byli to przede wszystkim: Lord Dunsany, Walter De La Mare, Arthur Machen, Ambrose Bierce, Algernon Blackwood, Montague Rhodes James, Nathaniel Hawthorne i, rzecz jasna, Edgar Allan Poe. Do literatury głównego nurtu również podchodził z reguły konserwatywnie; nie podobały mu się wszelkie zapędy modernizowania klasycznej powieści, zajadle krytykował poezję początku XX wieku, ale głosił także, że „nadszedł czas, by zmierzyć się ostatecznie z jałowym i wyeksploatowanym wiktoriańskim ideałem”.

Napis na nagrobku Lovecrafta „I am Providence” oznacza „Jestem Opatrznością”, a jednocześnie „Jam jest Providence”, co ma podkreślać wpływ pisarza na miejsce, w którym tworzył,
i odwrotnie.

Z „Koszmarów i fantazji” wyłania się Lovecraft-intelektualista, myśliciel zainteresowany wieloma dziedzinami (m.in. literaturą, architekturą, historią, polityką, filozofią), a jego rozważań – nawet jeśli część z nich jest dziś nieaktualnych czy zweryfikowanych przez sto lat nauki i historii – nie sposób nazwać powierzchownymi. Wręcz przeciwnie, Lovecraft, który zawdzięczał rozwój umysłowy nieustannej niemal lekturze książek, gazet, materiałów popularnonaukowych, urzeka ostrością sądów przy jednoczesnej wrodzonej wnikliwości i rozległej wiedzy. To agnostyk, skrupulatny realista, potrafiący jednak docenić chrześcijańskie zasługi, choć do samej religii zdystansowany i zarzucający jej bazowanie na nieprawdzie. To zdeklarowany przeciwnik komunizmu, choć popierający program ówczesnego socjalizmu, a jednocześnie zwolennik Nowego Ładu Roosevelta.

Wiele z tych sprzeczności brało się z tego, co sam określał „rozsądną niestałością poglądów”. HPL rozmówcą był twardym, ale logicznym; polemizował z klasą i siekał argumentami, jednakże starał się nie zamykać na kontrargumenty rozmówców. A co najważniejsze, ujawniająca się w sporych fragmentach buta neutralizowana była urzekającym poczuciem humoru Lovecrafta. Niezdecydowanym polecam otworzyć książkę na stronie 163 i przeczytać genialny esej o wyższości kotów nad psami.

H. P. Lovecraft, Koszmary i fantazje (listy i eseje), tłum. Mateusz Kopacz, Wydawnictwo SQN, Kraków 2013.

Rafał Niemczyk

* Wybór ciekawszych listów i esejów dla zainteresowanych:

o weird fiction (s. 27); uwagi na temat tworzenia opowieści weird fiction (s. 29); list do Roberta E. Howarda, twórcy postaci Conana, który jedną z części napisał wespół z Lordem Dunsany (s. 34); o prawach autorskich i złych wydawcach (s. 50); szkic „Widma nad Innsmouth” (s. 54); „Wyzwanie spoza światów” – opowiadanie współtworzone przez pięciu autorów, w tym HPL-a (s. 76); notatnik z pomysłami – rewelacja!, zbiór wykorzystanych i niewykorzystanych pomysłów na opowiadania (s. 93); o Lordzie Dunsany (s. 126); tajemniczy list do Roberta Blocha (s. 154); esej o wyższości kotów nad psami – rewelacja! (s. 163); krytyka epoki wiktoriańskiej (s. 192); czymże jest sztuka? (s. 194); o weird fiction i poczuciu nieznanego (s. 197); krytyka pulpowej SF (s. 202); o rozpaczy w chwili śmierci matki (s. 207); o kompozycji utworów literackich (s. 210); o religii, moralności, prawdzie, wiedzy i kościele (s. 223); „Wyznanie niewiary” (s. 232); o religii i ateizmie (s. 243); list przeciwko komunizmowi (s. 257); „W obronie Dagona” (s. 267); o Nantucket (s. 306); „Domy Poego i miejsca mu poświęcone” (s. 309); relacja z podróży „Obserwacye w kilku częściach Ameryki dokonane” (s. 321); dodatek „Znajomi Lovecrafta” opracowany przez tłumacza, czyli sylwetki przyjaciół i korespondentów pisarza.

Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy. Recenzja.


Kto dziś pisze listy? Ten, kto je pisać potrafi

Droga Dorotko,
Szanowni Czytelnicy,

piszę do Ciebie, jednocześnie zwracając się za pośrednictwem Twojej osoby do ogółu naszych Czytelników, bo jak wiemy oboje, każdy list, aby spełnił swe przeznaczenie, przynajmniej jednego musi mieć adresata. Jak zapewne Ci wiadomo, powód mojej korespondencji do Ciebie adekwatny jest kształtem, który wybrałem, aby polecić lekturę listów wymienianych w latach 1956-1978 przez dwóch wybitnych, a jakże odmiennych formą, reprezentantów naszej rodzimej literatury, uznanych wszakże na całym świecie.

Domyślasz się zapewne, że chodzi o Stanisława Lema i Sławomira Mrożka, co potwierdzam krótkim słowem. Wydawać się może, że dwa umysły nadające, by użyć tutaj nomenklatury Lemowi bliższej, na tak zgoła odmiennych falach, nie będą w stanie odnaleźć wspólnej płaszczyzny, na której tak silna więź intelektualno-duchowa byłaby skłonna zaistnieć.

Slawomir-Mrozek (fot.W. Plewinski)Oczywiście mylę się tutaj, aczkolwiek celowo, przekornie, ukłony Mrożkowemu geniuszowi tutaj kładąc, który w przekorności i wieloznaczności twórczej był przecież mistrzem. Więź, która połączyła literackich mistrzów, a poza artystyczną sceną ludzi z codziennymi problemami, słabostkami, zmiennymi nastrojami, znaczyła niepomiernie więcej, niż papier listowy może oddać. To także retrospekcja epoki PRL z okresu tuż po destalinizacji, momentami przybierająca postać swoistej wiwisekcji, o tyle intrygującej, że ze względu na ówczesne realia subtelnie przez obu panów szyfrowanej.

Zanim Mrożek wyemigrował, a ogłaszając na łamach „Le Monde” protest przeciwko interwencji w Czechosłowacji w marcu ’68, stał się politycznym uchodźcą, był zmuszony umiejętnie lawirować w kontaktach z władzami Polski Ludowej. Ze względu na podróże, paszporty, dewizy, losy publikacji własnej twórczości etc. również Lem, choć zachowując bardziej neutralną postawę, po urodzinach syna Tomasza stanął przed moralnym decyzyjnie  problemem, nie chcąc wszakże, by syn wychowywał się z „obrożą” na szyi.

Stanislaw-Lem-2Wymieniali więc zakamuflowane mniej lub bardziej uwagi natury politycznej, rozwodzili się nad ontologią, egzystencjalizmem, rozmaitymi filozofiami, przekuwając to często na język literacki swoich utworów. Omawiali nawzajem własne dzieła, częstokroć będąc dla drugiego krytykiem tyleż surowym, co obiektywnym i najwartościowszym, bo ileż więcej znaczy krytyczna opinia przyjaciela, jeśli jest on artystą tej samej, wybitnej rangi.

Mnogość zagadnień, jaka obejmuje tę jakże cenną korespondencję sprawia, że ciężko byłoby mi tutaj usystematyzować je w sposób, który mogłabyś wraz z naszymi Czytelnikami uznać za obiektywny, bądź jedyny słuszny hierarchicznie. Dlatego pozwolę sobie poniżej zaprezentować najciekawsze zagadnienia, które „Listy” poruszają, zachowując ich chronologię czasową, co jest równoznaczne z ich kolejnością występowania na stronach omawianej publikacji. W nawiasach podaję numery stron dotyczących poszczególnych wątków, aby ułatwić ewentualne odszukanie tematu, który zainteresowałby kogoś szczególniej. Poniższa lista jest stworzona przeze mnie zupełnie subiektywnie. Pewne jest natomiast, że pominąłem w niej co najmniej kilka tematów, które wnikliwego Czytelnika mogłyby bezsprzecznie zainteresować, za co z góry przepraszam. Zalecam więc, aby każdy z Was sięgnął po książkę i sam moje pominięcia wskazał. Warto, warto, po trzykroć warto.

Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, „Listy” (1956-1978) – wybór zagadnień:

1956-1963

„Wódka z ziemniaków i jesień z wody ciążą nad tym krajem” – Mrożek o polskiej rzeczywistości roku 1960 (s. 37); o tym, że „nie wzrusza” go Szekspir (s. 45); o różnicy pomiędzy Gagarinem i Kolumbem (s. 45); „Właściwie jest coś perfidnego, kiedy pisarz ukazuje, jak Pełnia Znaczeń i Nicość ocierają się o siebie bokami (…)” – Mrożek o „Solaris” (s. 51);  o „Pamiętniku znalezionym w wannie” (s. 55-56); o swoim wypadku samochodowym (s. 62-63); Lem o powodach odmowy wyjazdu na seminarium do Harvardu w USA (s. 87-89); Mrożek o układach w światku kultury PRL (s. 91-95); Lem krytykuje Durrenmatta (s. 97); Mrożek o ciepłych uczuciach względem Witkacego (s. 179); tudzież Lem o Witkacym (s. 183); Mrożek o „niepewności życia” (s. 248); Lem o egzystencji artysty (s. 267).

1964

Mrożek o sztuce „prawdy zależnej od kłamstwa” (s. 271); Lem krytykuje „Tango” (s. 305, 346-349, 351-352, 519); Mrożek na krytykę odpowiada (s. 340-343, 524-526); Mrożek o zarzutach filozoficznej natury wobec „Summa technologiae” (s. 307-312, 338-339); „cybernetyczne” podejście do „regulacji ludzkości” Lema oraz powolny rozłam pomiędzy nauką a sztuką (s. 316); „Nieprawdą jest, że dzieło może się „samo obronić”, „Bez odbioru nie ma i dzieła” – dowodzi Lem (s. 321-322); Mrożek o sztuce jako fenomenie komunikacji (s. 331-332); o zadaniach sztuki (s. 333); o sławie, jednostkach i genialnych dziełach (które czasem „przepadają”) (s. 334-335) oraz o daremności i sensie życia (s. 336-337); Lem o „globalnej nieudolności organizacyjnej”, z której wynika „niemożność dostarczenia minimum życiowego żyjącym” (s. 344-345); o społecznym odbiorze swojej twórczości w 1964 roku (s. 358-363); Mrożek szczerze o swoich kompleksach i literackiej sławie-protezie (s. 366-368).

1965

Mrożek o konsumpcjonizmie, globalizacji, turystyce masowej  – porównanie Riwiery do obozów koncentracyjnych (s. 412-417); Lem o literaturze wyczerpania (ujmując najogólniej) (s. 418-419); Mrożek o procesie starzenia się „skokami” (s. 472-473); Lem o „duplicitas casuum”, probabilizmie, prawdopodobieństwie, statystyce (s. 474-476); o „Kronikach getta łódzkiego” i o drabinie stanów egzystencjalnych (s. 504-506); o hierarchizowaniu społeczeństwa w różnych systemach kastowych (s. 531-533); o „biologicznej żywotności” artysty i o Nagrodzie Nobla (s. 543); Mrożek o „Wysokim Zamku” i zbieżności literackich „układów odniesienia” [tutaj: cech wspólnych dzieciństwa] (s. 556-560); Lem krytykuje trywialność „Tercetu” („Poczwórki”) (s. 570-574, 646-649); Mrożek na krytykę „Poczwórki” odpowiada (s. 575-583).

1966-1969 i 1978

Lem analizuje twórczość Mrożka do 1966 roku (s. 590-595); Mrożek do owej analizy się ustosunkowuje (s. 596-600); „Wywiad z samym sobą” Mrożka dla „Die Welt” (s. 620-623); Lem bardzo pochlebnie o „We młynie, we młynie, mój dobry panie” (s. 626-628); Mrożek odpowiada (634-636); Lem o „Moich ukochanych Beznóżkach” (s. 637-639); Mrożek o tymże dziele (643-644); Mrożek o systemowych świniach PRL-u (s. 671-674); o ruletce życia i śmierci żony (s. 674); o narodzinach syna Lema i Prawdzie (s. 676); Mrożek o emigracji (s. 687-690) i o alkoholizmie Herberta (s. 688).

Jak widać gołym okiem – ogrom powyżej zagadnień nakładłem. Dla miłośników twórczości obu pisarzy świetną rzeczą będą zwłaszcza ich obopólne analizy wybranych dzieł. Do tego dochodzą obszerne uwagi na temat motoryzacyjnych pasji obu panów, zajmujące relacje z licznych podróży, listy pisane w obcych językach i rozważania filozoficzne wplecione tu i ówdzie, czasami w spektrum pozornie błahe.

„Uważałem Cię mianowicie za artystę prawdziwego, a siebie za faceta, który udaje pisarza, z niemałym wytężeniem, jakbym musiał wciąż stać na palcach i wyciągać się” – napisał do Mrożka w jednym z ostatnich zachowanych listów Stanisław Lem.

„Byłem zawsze przytłoczony ponadnormalnością Twojej inteligencji, nieco przerażającej, bo noszącej znamiona ewolucyjnego skoku (…) W tej sprawie wszelka nawet myśl o rywalizacji musiała być śmieszna, bo to są różnice nie poziomów (które ewentualnie można podciągać czy obniżać), ale rejonu” – wyznał w odpowiedzi Sławomir Mrożek.

Czegokolwiek bym nie napisał na zakończenie, polska kultura współczesna jest winna obu tak wiele, że nigdy długu tego spłacić nie zdoła. Ani w dewizach, ani w złotówkach, ani w dolarach, ani w euro. Może jedynie tak, że czytać nieprzerwanie ich będziemy i kolejnym pokoleniom te niezliczone tomy myśli przekazywać.

PS Mrożek 23 marca do Katowic zawita, trzeba pojechać ukłonić się, bez egzaltacji, tak po ludzku, bo patosu to on jak mało kto nie znosi.

Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

Rafał Niemczyk 

* Polecam lekturę bardzo ciekawego tekstu Martina Lechowicza, w którym sarkazm wylany z książki staje się osią przypowieści o naszych smutnych czasach:

http://www.nawalony.com/?p=blog&entry=90

Zygmunt Bauman, 44 listy ze świata płynnej nowoczesności. Recenzja.


W oparach niepewności trzeba wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwym

Płynna nowoczesność oznacza ciągłe zmiany. W czasach globalizacji, przemieszania kulturowego, ciągłego galopu postępu technicznego, społecznych rewolucji czy globalnej wioski nie daje ludziom wytchnienia. Otoczeniu nie można w pełni zaufać, bo brakuje mu stabilizacji. Życie polega na dostosowywaniu się do coraz to nowych reguł, a są one skomplikowane i bardzo ostre. Taka jest cena za szalony rozwój cywilizacyjny, opłata za bilet na niezatrzymującą się prawie nigdy karuzelę nowoczesnego świata.

Mickiewiczowska 44 patronuje zbiorowi listów Zygmunta Baumana nieprzypadkowo. Według autora oznacza „pełne skupienia wyczekiwanie i nadzieję wolności”. Światowej sławy socjolog pisze o rzeczach, które nas otaczają, a bardzo często przyjmujemy je jako element otoczenia, rzeczywistości, nie zastanawiając się nad ich istotą. Bauman patrzy na świat jako dojrzały człowiek kilku pokoleń, świadomie podejmujący obserwacje i analizy łańcucha zależności ludzi od płynnej rzeczywistości, w środku której się znaleźli. Ale przede wszystkim – Bauman nas ostrzega.

Zygmunt-Bauman (jdc-iccd.org)Socjolog pisze na początku o szczególnym rodzaju walki z samotnością – ucieczce w wirtualny świat portali społecznościowych, surfowanie w sieci, „świergotanie” na Twitterze, aby pozostać „w obiegu”, informować świat i znajomych: „Halo, to ja! Warto zwrócić na mnie uwagę, bo robię dużo fajnych rzeczy!”. Jakość kontaktów interpersonalnych jest zastępowana przez ich ilość. Coraz rzadziej liczy się prawdziwy przyjaciel, za to dobrze widziana jest spora grupa „znajomych” na Facebooku. Ostatnimi czasy nawet przydatność artykułu prasowego mierzy się nie merytorycznymi lub artystycznymi wartościami, ale liczbą osób, które kliknęły „Lubię to!”. Ja osobiście tego bardzo „nie lubię”, ale kliknąć nie mogę, ponieważ nie mam konta na FB.

Swój wywód Bauman rozszerza do rozważań o wirtualnym seksie. Pisze o tym, że dziś umówienie się z kimś do łóżka nie jest specjalnie trudnym wyzwaniem. Logujesz się, klikasz na zdjęcie, wystukujesz parę słów i umawiacie się na randkę – choć nie zawsze w „realu”, często… przed ekranem telewizora. Nie ma już tej nutki niepewności, intrygujących podchodów, kokietowania, zwykłego podrywania. A przecież, mówiąc słowami Georga Simmela, przypomina Bauman, że „wartość rzeczy mierzy się miarą poświęceń koniecznych do ich zdobycia”.

Autor szeroko rozpisuje się też o podziale na prywatność i sferę publiczną. Człowiek poszukujący sławy i rozgłosu, najczęściej musi zrezygnować z prywatności. Tak zwani celebryci, czyli „znani z bycia znanym”, nie częstują nas z reguły ciekawymi spostrzeżeniami na tematy społeczne czy kulturalne, wyższą inteligencją ani budzącymi szacunek działaniami. Ich zadanie polega na ciągłym byciu „na topie”: na okładkach tabloidów, w sesjach kolorowych gazet i na antenie rozrywkowych programów komercyjnych telewizji. Mało kto rozlicza ich później rzeczowo z konkretnych dokonań. Bauman zwraca uwagę, że jeszcze do niedawna szary człowiek pragnął pozostawać anonimowy – im mniej się nim interesowali inni, tym lepiej. Dziś mało który z nich nie marzy o „zamienieniu się na życie” z którymkolwiek z celebrytów. Socjolog ostrzega przed nadchodzącym czasem, bo w epoce „czwartej władzy” i „lokomotywie technologicznego rozwoju” pędzącej tak, że już dziś obraz widziany przez okno jest rozmazany, całkowite zatarcie się tych granic może być dla ludzi bardzo bolesne.

Zygmunt Bauman porusza w swojej książce wiele innych zagadnień. Pisze o światowym kryzysie gospodarczym i utopijnej idei „życia na kredyt”, o ich przyczynach i zagrożeniach. Zwraca uwagę na pułapki medycyny, opisując wymyślanie pretekstów i niedoskonałości ludzkiego ciała, by zarobić na chirurgii kosmetycznej i plastycznej; porusza też casus świńskiej grypy. Polemizuje z konsumpcjonizmem, wykazując niebezpieczeństwo pogrążenia się w nim, cytując jako symboliczne wystąpienie George’a W. Busha. Prezydent USA zaszczepiał na powrót poczucie bezpieczeństwa w narodzie po zamachu na World Trade Center słowami: „Wracajcie na zakupy”. W trzech kolejnych listach omawia problem kryzysu edukacji i zmiany jego systemu w świecie płynnej nowoczesności. Nauczycieli wskazujących „jedyną właściwą drogę” zastępują powoli eksperci, którzy pokazują ludziom, jak się w tym świecie bezpiecznie (i efektywnie) poruszać. Socjolog pisze też o fobofobii, czyli „lęku przed lękami”, upatrując w depresji najgroźniejszą chorobę XXI wieku. Wskazuje na podobieństwa w funkcjonowaniu współczesnej polityki i religii (zbliżone strategie, techniki i mechanizmy działania). „Wszystko więc wskazuje na to, że Bóg umrze razem z człowiekiem i ani chwili wcześniej” – konkluduje Bauman.

Albert-CamusDwa ostatnie rozdziały pozostawia Bauman na rozważania na temat charakteru i losu człowieka. Ukazuje życie jako dzieło sztuki, za które w największym stopniu jest odpowiedzialny jego autor, choć nie zawsze dysponujący wymarzonymi narzędziami. Przywołuje postać Sokratesa – „self-made mana” – jako wzór człowieka posiadającego jednostkową autonomię i odpowiedzialność. Poszukiwał on przez całe życie piękna i prawdy, wieńcząc swoje nauki poświęceniem życia. Współczesny człowiek nie musi tego robić. Wystarczy, że pozostanie przy samych poszukiwaniach, będących istotą „dobrego życia”.

Zygmunt Bauman zachęca do podejmowania takich wyzwań, ostatni swój list kierując do nas za pośrednictwem Alberta Camusa. „Istnieje piękno i istnieją upokorzeni. Bez względu na to, jak byłoby to trudne, pragnę nigdy nie sprzeniewierzyć się ani temu pierwszemu, ani tym drugim” – napisał jeden z najwybitniejszych intelektualistów XX wieku. „Aby wypełnić ludzkie serce, wystarczy walka prowadząca ku szczytom” – twierdzi Bauman, na co Camus odpowiada: „Trzeba wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwym”.

W świecie płynnej nowoczesności Syzyfa można spotkać na każdym kroku. Ale czy jest szczęśliwy?

Zygmunt Bauman, 44 listy ze świata płynnej nowoczesności, przeł. Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

Rafał Niemczyk

Karel Čapek, Listy z podróży. Recenzja.


Quo vadis, pane?

Trudnym zadaniem jest podjęcie się sklasyfikowania w kilku zdaniach twórczości Karela Čapka. Bo w jakie ramy spróbować zamknąć pisarza, który stawiał pytanie o granice prawdy, rozważał teorie dotyczące relatywizmu i stosunek człowieka do wartości bezwzględnych, był wyśmienitym prozaikiem, dramaturgiem, eseistą, aforystą, fantastą, a ponadto znawcą sztuki, ogrodnikiem, dziennikarzem, rysownikiem i podróżnikiem? Zapuszczał się w dziewicze jeszcze w tamtych czasach tereny problematyki nowoczesnej cywilizacji, protestował przeciwko wykorzystywaniu techniki w mordowaniu ludzi podczas pierwszej wojny światowej („R.U.R.”, „Krakatit”). Świadomie czerpał bodźce z nowych prądów filozoficznych i psychologicznych (pragmatyzm, freudyzm), ale równocześnie przestrzegał przed budowaniem zamkniętych systemów myślowych, interpretowanych jednoznacznie i opartych na wybiórczych fragmentach rzeczywistości. Tworzył alegoryczne dramaty i utopijno-fantastyczne powieści (słynne „Inwazja jaszczurów” i „Fabryka absolutu”), a także prześmiewcze sztuki teatralne. Jako pierwszy pisarz wykorzystał i spopularyzował słowo „robot”, we wspomnianym powyżej „R.U.R.” („Roboty Uniwersalne Rossuma”). Przekrojowość literatury Čapka przywodzi na myśl najwybitniejsze umysły pisarskie, a jego bezkompromisowość i poczucie humoru stawiają go w jednym rzędzie obok enfant terrible czeskiego pisarstwa Jaroslava Haška (który także uwielbiał podróżować po Europie, lecz czynił to zazwyczaj… pieszo).

Capek„Listy z podróży” są cyklem inspirowanych podróżami po europejskich krajach felietonów, które Čapek regularnie publikował w prasie w latach 1923-1936. Efektem tych wojaży, połączonych z przenikliwą i wrażliwą obserwacją, są bardzo popularne w owych czasach teksty, które mimo upływu lat warto odświeżyć. Wypełnione uniwersalnymi przesłaniami – w gruncie rzeczy nie zestarzały się ani trochę. Zebrane w formie pięknie wydanego tomu, wzbogacone są setkami rysunków samego autora. Dodaje to subtelnego uroku, a w połączeniu z gawędziarskim stylem opowieści Čapka sprawia, że czytelnik naprawdę może poczuć się, jakby towarzyszył autorowi w jego odkrywczych podróżach. Gdzie zaś zabierze nas Karel Čapek?

Włochy

Zwiedzimy na początku Italię, gdzie czeski pisarz ukaże nam tajemnice starożytnego dziedzictwa kultury, odsłoni kulisy sztuki renesansowej, barokowej i gotyckiej. Wskaże różnice między architekturą chrześcijańską i katolicką, przedstawi sylwetki Giotto, Mantegny czy Donatella. Zwiedzimy m.in. Wenecję, Padwę, Rawennę, Neapol, Palermo, Toskanię. Dowiemy się jakie wrażenie robi padający w San Marino deszcz i dlaczego Karelowi Čapkowi nie podobał się Rzym. Włoska część podróży najbardziej naznaczona jest opowieściami o sztuce. Nie jest to żaden problem, jeśli ktoś chce poczytać więcej o ludziach, ponieważ zaraz potem udajemy się na…

Capek-London-TrafficWyspy Brytyjskie

I tutaj nie zabraknie ogromnej ilości motywów krajoznawczych. Przespacerujemy się ulicami Londynu, gdzie panuje non-stop traffic, cały czas śmierdzi benzyną, a każde skrzyżowanie wygląda tak samo. Zajrzymy do Hyde Parku, dowiadując się, dlaczego tak bardzo uradował podróżnika. Przeczytamy o Natural History Museum i obejrzymy ilustracje rozmaitych muszli i kryształów, mamutów, jaszczurów, ryb i motyli. Zabawimy chwilę w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud, a także w słynnych uniwersytetach Cambridge i Oxford. Będziemy podziwiać średniowieczne katedry w Lincoln, York czy Durham.

Karel Čapek nie byłby jednak sobą, gdyby nie przyjrzał się dogłębnie napotkanym w różnych krajach społeczeństwom. Podróżując po Wielkiej Brytanii, weźmie udział w spotkaniu w angielskim klubie dżentelmenów, gdzie otoczy go milczenie, wygodne fotele i mężczyźni zatopieni w lekturze gazet. Trafi do East Endu, w ówczesnych czasach dzielnicy biedoty, o której mniej więcej w tym samym czasie napisze niejednokrotnie George Orwell.

Capek-OxfordPrzyjrzy się też życiu angielskiej country i zasmakuje uroków wiejskiego życia. Będzie rozwodził się nad urokiem angielskich parków i ogrodów, które pełne są „starych, rozłożystych, swobodnych, czcigodnych i przeogromnych drzew”. Miłośnicy literatury uśmiechną się, gdy autor dokona prezentacji sylwetek kilku brytyjskich kolegów po fachu. Ze wspomnień czeskiego pisarza wyłonią się John Galsworthy, Gilbert K. Chesterton, Herbert George Wells czy Bernard Shaw. Na koniec Čapkowi przyjdzie pochylić głowę przed angielskim tradycjonalizmem i stwierdzić z satysfakcją, że „Anglia jest naprawdę angielska”.

Był to właśnie jedynie człowiek

Capek-Loch-Eilt-ScotlandJako osobny wątek pozostawiłem wizytę na targach British Empire Exhibition, bo tutaj znajdziemy źródło fascynacji Karela Čapka – piękne, potężne i groźne maszyny. „Piękny jest pałac maszynoznawstwa” – napisze w podnieceniu, dając w dalszych słowach upust myślom, które nękały go aż do śmierci:
„Zanieś mnie do domu, Latający Szkocie, wspaniała stupięćdziesięciotonowa lokomotywo, przenieś mnie przez morze, statku biały i rozświetlony; siądę tam na polnej miedzy porosłej macierzanką i zamknę oczy, bo wywodzę się ze wsi i zaniepokoiło mnie trochę to, co widziałem. Ta doskonałość materii, z której nie wynika doskonałość człowieka, te znakomite narzędzia życia ciężkiego i bez szansy zbawienia mącą mi w głowie. Jak wyglądałby obok ciebie, Latający Szkocie, ślepy żebrak, który sprzedał mi dziś zapałki? Był ślepy i żarła go grzybica; była to bardzo marna i popsuta maszyna; był to właśnie jedynie człowiek.”

Capek-Liverpool

Czy to nie przesunięta dwieście lat w czasie replika Wielkiej Akademii Lagadyjskiej z „Podróży Gullivera” Jonathana Swifta? Gdzieś tutaj zamknięta jest głęboka obawa o przyszłość świata, autor dużo rozprawiał w późniejszych dziełach o nauce i postępie technicznym, przez pryzmat losu zwykłego człowieka stojącego w cieniu tych wspaniałych wynalazków.

Hiszpania, Holandia, Skandynawia

Capek-spanish-gardenPółwysep Iberyjski ukaże nam wąskie uliczki Sewilli, malownicze i egotyczne miniaturowe ogrody; wywołującą dreszcze, aczkolwiek na swój tragiczny sposób piękną, corridę; flamencos, muzułmańskie meczety przeplatające się z katolickimi kościołami (słynna andaluzyjska Giralda). Čapek poświęci więcej miejsca hiszpańskiemu malarstwu ze złotego okresu. Dowiemy się, jakie wrażenie robi malarstwo dworskie Velazqueza; podejrzymy pełne ekstazy, mistyki, ekspresji formy i manieryzmu obrazy El Greco; zatrzymamy się w końcu na krótką chwilę przy twórczości łączącego klasycyzm z barokiem Frascisco Goi, który podobnie jak Čapek starał się „dawać świadectwo prawdzie” i pokazywał ludzi takich, jakimi są – nawet tych z otoczenia królewskiego.

Capek-Netherland-portKraj tulipanów i wiatraków ogląda czeski pisarz z niemałym podziwem, nie mogąc nacieszyć się faktem, że państwo o tak małej powierzchni stało się krainą tak szczęśliwą i niezależną. Holenderską solidność stawia za przykład swojemu krajowi ojczystemu. Równiny, pola, wiatraki, rowery, krowy, wodne grachty, wypompowane i osuszone poldery, przystanie i porty – temu wszystkiemu Čapek oddaje cześć w swoich listach.
Tutaj również dłuższą chwilę poświęca słynnym niderlandzkim malarzom: Vermeerowi, Halsowi oraz Rembrandtowi.

Na koniec długiej podróży zaciąga się na statek i wyrusza na spotkanie dalekiej północy, by podziwiać surowe piękno skandynawskiej przyrody, cieszyć się widokiem fiordów, lodowców i zaznać towarzystwa polarnych dni i nocy. Podczas jednego z takich niesamowitych dni, oszołomiony widokiem z rufy statku napisze:

„I widziałem północne tęcze rozpięte od brzegu do brzegu; złoty i ciepły zachód słońca odzwierciedlał się w morzu w czas mroźnego świtania, widziałem, jak wieczorne oraz poranne zorze łączą się w rozedrganym blasku wód, srebrny grzebień słońca przeczesał iskrzącą się powierzchnię morza; wtem zaczęły groźnie migotać lśniące ścieżki morskich bogów na wodach, i był dzień.”

Capek-Skandynawia

Chwile, momenty, nieuchwytne sekundy

Capek-SevillaNajwiększą radość z odkrywania wraz z Čapkiem tajemnic Europy sprawia fakt, że sposób w jaki mówi czeski mistrz, jest niesamowitym połączeniem mądrości, epickości, błyskotliwej obserwacji oraz prywatnej więzi z czytelnikiem. Urok takiego pisarstwa sprawia, że Karel Čapek staje się nie tylko autorem felietonów, ale przede wszystkim naszym towarzyszem. Dokładając do tego, że opowiada z niesłychaną swadą, wykazując się nietypowym poczuciem humoru (narysuje wam przykładowo konia, który pożarł mu szkicownik albo zaprezentuje instrukcję, jak wspiąć się w pociągu na górne łóżko) – mamy przed sobą postać przewodnika, którego ciężko będzie zastąpić. Przekazał nam też między wierszami cenną wiadomość, że „najbardziej bezgraniczne na świecie nie są rzeczy, tylko chwile, momenty, nieuchwytne sekundy”.

Na shledanou, pane Čapek! To była niezapomniana podróż.

Karel Čapek, Listy z podróży, przełożył Piotr Godlewski, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: