Vladimir Nabokov, Lolita.


Lolita-okladka-2012O, pani na mych włościach!

Jakże dziwnie i słodko było odnaleźć ją samą w przedziwnym gaju imion,
w eskorcie róż – księżniczkę elfów między dwiema damami dworu.

Lolito, ornamencie literackiego kosmosu, ogniu lędźwi słowa, pomiędzy które wciskasz się bez pardonu, niewinna i dzika jednako, światłości swej świadoma!

Z jakimż nietaktem ten padół ziemski Cię nosi, niegodzien zadrapań Twych całować na kolanach, niegodzien piasku spod stóp Twych zamiatać, niegodzien szeptu Twego słuchać, wsłuchiwać się w Ciebie całą, Ciebie, co słowa w szeregu, jedno po drugim po kątach rozstawiasz, niegodzien kosmyków włosów Twych muskać, tychże nawet, co to upadły na ziemię pod upośledzonym ostrzem homo ferusa fryzjera, człowieka zdziczałego, barbarzyńcy, który perfekcję Twą dotykiem wulgarnym pokalał.

Lolito, panno zwiewna! Kto Cię dzieckiem zowie, ten oczy stale musi ku słońcu zwracać, oślepiony, bądź gałki oczne bielmem zasnute nadaremno przecierać, nadaremno, bo jasnym jest, iż oślepł na wieki. Sto czterdzieści Twoich pięć centymetrów pod nieboskłon Cię wznosi, skąd wszystko małe, małe i nędzne, a Tyś jedna wielka.

Jean-Honore-Fragonard-HustawkaO, panno wśród ruin! Grzęźniesz w mych rękach, konterfekt Twój niczym gołąb zamknięty w klatce, skazany na odruchy puste złej człowieczej woli, być może na słowo, dwa-trzy słowa, cztery, choć Ciebie słowami opisać nie sposób. Pisali o Tobie, o nas, piszą i pisać będą nieprawdę, by znaleźć podłe ujście dla stłumionej zazdrości. Piszą jakoby obrzydliwe to było, a czyżże ohydą mogą być słowa tak czarowne, tak kunsztowne, w świetle godźmiszowatej latarki błyszczące? Czyż godzi się rozliczać uczucie z jego niedoskonałej percepcji dlatego tylko, by zadość uczynić konwenansom?

Gdyby chociaż prawdą było, co jątrzą w swoim zaślepieniu! Trzydzieści pięć Twoich kilogramów na szali tonę złota przeważy, bo wszystkie skarbce świata puste są i nieważkie, gdy stajesz w pobliżu. Słyszycie? Stukot kół na wyszczerbionym bruku, syrena statku w żagle zajadle dmąca, ryk pasażerskiego samolotu. A Tyś tam wszędzie już była, nadal jesteś, ulepiona z gliny, która wszak nie kruszeje!

Usypiasz, a potem wracasz każdego poranka, coraz starsza i niezmieniona zarazem. Kielnia tego, który ofiarował Ci życie, już dawno rdzewieje, przymarzła w cemencie, ale Ty… Och, Ty, odnaleziona w przedziwnym gaju imion, w eskorcie róż, Ty, unieśmiertelniona księżniczko, orędowniczko absolutnego piękna, Ty już na zawsze panować będziesz na tych kruchych włościach. Uległa, boska i wieczna, Lolito. Ponieważ taką Cię stworzył.

Vladimir Nabokov, Lolita, tłum. Michał Kłobukowski, Wyd. MUZA SA, Warszawa 2012.

Rafał Niemczyk

* Czytelnikom, poszukującym wielorakich interpretacji, smaczków i ciekawostek na temat „Lolity”, polecam cykl opracowań naszego kolegi po fachu, Zbyszka Kwiatkowskiego, opublikowanych na łamach bloga W zaciszu biblioteki.

%d blogerów lubi to: