Beata Krupska, Sceny z życia smoków. Recenzja.


Sceny z zycia smokow okladkaDowiadujemy się, że dobrze być sobą

Konfrontacja z lekturami z dzieciństwa po latach to zazwyczaj ryzykowna sprawa. Nie ukrywam, że po „Sceny z życia smoków” Beaty Krupskiej, książeczkę, nad którą niegdyś pochylaliśmy się z bratem w zadziwiającej zgodzie, dzisiaj sięgałam ze sporą ciekawością. Na szczęście nie zawiodłam się, dzięki czemu z całym przekonaniem mogę zaświadczyć: to nadal fajna, pełna humoru i warta uwagi literatura (nie tylko) dziecięca.

Jest pewna brawura w „Scenach z życia smoków”. Wiele tu absurdu, dziwacznych pomysłów, a mało logicznych rozwiązań. Mimo to cały ten barwny miszmasz, w którym smoki noszą termosy na szyjach, żabie śni się, że jest cebulą, a motyl Kapustnik podkochuje się w ostatniej potomkini dinozaurów, kupujemy bez najmniejszych zarzutów. Przede wszystkim dlatego, że podano go w rozbrajająco szczery, bezkompromisowy, a w swoim braku logiki – naprawdę rozweselający sposób.

Sceny z zycia smokow 1Historię o smokach podzielono na piętnaście scen, z których dowiadujemy się m.in., że „smok jest zwierzęciem domowym”, „co może wydarzyć się podczas prania” czy „jaki ciężki jest los żaby”. Na historyjki opowiadane przez Krupską składają się stare dowcipy („ludzie mogą zjeść muchomory tylko raz, potem na nic już nie mają ochoty”), dziecięce „przekrzykiwanki” i zabawy językowe („Nie bój żaby – zaskrzeczała Żaba. Nie bój smoka! – podchwyciły smoki”), piosenki, mniej lub bardziej wybredne żarty, aż wreszcie kolorowe, często abstrakcyjne akapity. Od czasu do czasu dowiemy się stąd czegoś pożytecznego (np. czym jest „definicja”), mamy okazję do krótkiej refleksji (podział na „rasowe smoki”, które mieszkają za murem i smoki „kundle”), bywa też, że zaskoczymy się błyskotliwością niektórych puent w ustach bohaterów. To działa niezależnie od naszej metryczki.

Sceny z zycia smokow 2

Sceny z zycia smokow 3Bohaterowie „Scen z życia smoków” ujmują również swoją odmiennością. To grupa barwnych (nawet jak na bajkowe realia) dziwolągów, które dodatkowo bywają leniwe, bardzo nieporadne, niezręczne i wcale nie mądrzejsze. Nie moralizują, a jednak mają dobre serca, co słusznym morałem jest samo w sobie. Trzymają się razem, przyjaźnią się i dobrze im w tej ich osobności. Podjęta przez nich próba wyruszenia gdzieś dalej i zasmakowania bardziej światowego życia kończy się fiaskiem. Nie ma to jak w swoim towarzystwie, nie ma to jak na własnych śmieciach. Książeczka Krupskiej to także pochwała nieposkromionej wyobraźni, która zwalnia nas z obowiązku posiadania matematycznej wiedzy („zawsze przerażały mnie smoki, które widziały, ile jest 36 razy 36”), ale za to nakazuje być sobą i zachować entuzjazm. To dobre wzorce.

Sceny z zycia smokow 4Słówko o nowym wydaniu. Wznowienie, które w 2014 roku przygotowało wydawnictwo Prószyński i S-ka, opatrzone jest ilustracjami Zbigniewa Larwy. Wielu czytelników przyjęło pracę znanego ilustratora entuzjastycznie, inni zaś krytykowali ją za przesadną pstrokatość. Mnie się jego wizja podoba. I choć niektóre postacie trochę straciły na uroku względem pierwszego wydania „Scen” (np. mniej charakterystyczne są smoki zza muru czy Makrauchenia, a termosy smoków gubią się gdzieś w ogromie szczegółów), książeczka i tak prezentuje się zachęcająco i czaruje swoją intensywnością. Bardzo szczegółowe, zniuansowane ilustracje są być może trochę oldschoolowe, stając w opozycji do współcześnie modnego minimalizmu, ale też zachęcają do „zatopienia się nich”, uważnej obserwacji, odkrywania drobiazgów, śledzenia palcem oraz interpretacji. Nowe „Sceny z życia smoków” wyglądają efektownie i z pewnością, podobnie jak kilka pokoleń temu, spodobają się niejednemu maluchowi. I jego rodzicom.

Beata Krupska, Sceny z życia smoków, ilustrował Zbigniew Larwa, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Dorota Jędrzejewska

Sceny z zycia smokow 5

Larry McMurtry, Czułe słówka. Recenzja.


Czule-slowka-okladkaJak pies z kotem, jak matka z córką

Larry McMurtry to imponująco płodny pisarz z doniosłymi sukcesami (wśród nich Pulitzer za „Na południe od Brazos” i Oscar za scenariusz do „Tajemnicy Brokeback Mountain”). W Ameryce czyta się go chętnie, a każda kolejna jego książka to wydarzenie literackie. A w Polsce? To jeden z tych licznych „nieodkrytych” – słyszy się o nim niewiele, nie wydaje się go prawie wcale, a jego nazwisko mało komu cokolwiek mówi. A szkoda. Do mnie McMurtry trafił drogą kina. Znakomite ekranizacje jego powieści, jak „Ostatni seans filmowy” Petera Bogdanovicha, „Hud, syn farmera” z Paulem Newmanem czy doskonały miniserial na podstawie wspomnianego „Na południe od Brazos” to tytuły, które znajdują się gdzieś w okolicy czołówki mojego osobistego filmowego rankingu. Z taką „podkładką” zabranie się za czytanie McMurtry’ego wydawało się jedynie kwestią czasu. Pretekst okazał się doskonały – oto w księgarniach pojawiło się wznowienie „Czułych słówek”, czyli kolejnego pamiętnego dzieła tego pisarza, utrwalonego głośną, oscarową adaptacją.

No i jak było? Muszę przyznać, że z „Czułymi słówkami” mam mały problem. To książka dość nierówna. Po iskrzącym od energii, obiecującym początku, gdzie żywe postacie ujęte zostają w ramy ujmującej, amerykańskiej obyczajowości, historia powoli zaczyna zgrzytać. Już gdzieś w pierwszej połowie opowieści następuje coś na kształt znużenia, czytelniczej niecierpliwości, zwłaszcza wtedy, gdy pisarz wydaje się być bardziej naiwny niż jest w rzeczywistości. Na szczęście wychodzi z tego obronną ręką.

Czule-slowka-1

Niezapomniane trio z „Czułych słówek” (1983) w reżyserii Jamesa L. Brooksa: Shirley MacLaine (Aurora), Debra Winger (Emma) i Jack Nicholson (Garrett). Oscary za najlepszy film, reżyserię i scenariusz adaptowany.

Głównymi bohaterkami są tu dwie panie: energiczna, perfekcyjna, wiecznie młoda duchem Aurora Greenway oraz jej córka – zdominowana przez matkę młoda żona, nieidealna, trochę zmęczona i zrezygnowana, choć jednocześnie pełna miłości. Jedną z najciekawszych warstw powieści jest relacja między tą dwójką – skomplikowana, zażyła, oparta na wzajemnych, choć niespełnionych oczekiwaniach. Aurora jest uzależniona od Emmy, Emma od Aurory. Aurora bywa wobec córki nieczuła, apodyktyczna i niesprawiedliwa, choć w gruncie rzeczy nawet w swojej egoistycznej postawie chce dla niej dobrze. Emma ucieka przed dominującą matką w małżeństwo bez przyszłości, co całkowicie zdeterminuje jej życie. Obie panie będą się wzajemnie zwalczać i kochać jednocześnie, co zaowocuje zarówno niezłą komedią, jak i przejmującym dramatem.

Czule-slowka-Nicholson

Oscarowe kreacje Jacka Nicholsona i Shirley MacLaine. Co ciekawe, grany przez Jacka charyzmatyczny Garrett Breedlove w powieści McMurtry’ego… w ogóle nie występuje.

I cała książka jest taka: na przestrzeni niespełna 600 stron raz wpadniemy w melodramatyczne nastroje, by po chwili być świadkami niezłej tragifarsy. McMurtry zaskoczył mnie swoim komediowym talentem, wyrażonym choćby w znakomitych fragmentach o pobocznych postaciach, w tym o gosposi Aurory i jej niewiernym, głupkowatym mężu-zazdrośniku, obfitujące w soczyste, świetnie opisane scenki rodzajowe. Właśnie ze względu na ów lekki ton, można nieopatrznie zbagatelizować treści, które kryją się pod jego płaszczykiem. Mowa tu nie tylko o wspomnianej trudnej relacji matki z córką, ale i strachu przed przemijaniem i starością (w wykonaniu Aurory), złych wyborach, niespełnionych marzeniach i smutnej prozie życia (w wykonaniu Emmy), a nawet miejscu kobiety w patriarchalnym społeczeństwie, które rzadko bywa uprzywilejowane czy o problemie męskości, nieraz słabej i tchórzliwej. McMurtry pociąga za wiele sznurków, nie komentując kolei losów swoich bohaterów. Ich historię rozcieńcza czysto zabawowymi dialogami i wesołymi sytuacjami, które niestety bywają męczące, szczególnie te w wykonaniu Aurory – bohaterki charyzmatycznej, ale denerwującej zarówno w świecie przedstawionym, jak i w czytelniczym odbiorze. Dopiero smutny, bardzo przejmujący finał daje nam sygnał, że mamy do czynienia z opowieścią bardziej znaczącą, niż nam się z początku wydawało.

Ostatnia, znacznie szczuplejsza część książki w całości poświęcona jest wyłącznie losom Emmy, spychanej wcześniej na margines, zarówno przez swoją matkę, jak i… autora. Jest mi naprawdę smutno, że McMurtry nie rozciągnął tej części na więcej rozdziałów, bo to tutaj najwyraźniej objawia się jego talent i wrażliwość. To strony pisane z wyraźną empatią i czułością dla swojej bohaterki. Po ich lekturze nabiera się zupełnie innej optyki na całą opowieść, wreszcie dostrzega się jej faktyczną wartość. Rozumiem przewrotny zabieg McMurtry’ego, a jednocześnie kieruję w jego stronę wyrzuty. Sam autor w jednym z wywiadów wyznał, że to jedne z najlepszych stron, jakie napisał. Ich stworzenie kosztowało go ponoć sporo, bo utratę weny trwającą aż osiem lat. Tak trudno było mu się rozstać ze swoimi bohaterami, tak źle było się żegnać z Emmą – naprawdę ciepłą i autentyczną kobietą. Nie wiem, na ile to prawda, na ile kokieteria, da się jednak wyczuć w tej części szczególnie silne emocje.

Larry McMurtry kolekcja

Prywatna kolekcja powieści McMurtry’ego. W Polsce wciąż brakuje wydań wielu świetnych książek tego amerykańskiego pisarza.

Mimo ambiwalentnych odczuć, które towarzyszyły mi w trakcie lektury „Czułych słówek”, po dotarciu do końca wiedziałam, że z McMurtrym jednak nie kończę. Że wkrótce do niego wrócę. Szczególnie, że to rodowity Teksańczyk i obecnie jeden z bardziej znanych pisarzy opowiadających o Amerykańskim Zachodzie (czyli moje klimaty). Niestety McMurtry’ego w polskiej ofercie wydawniczej tyle, co kot napłakał (ja naliczyłam 7 książek z ponad 30-stu) – większość wydań ma już swoje lata, a jedyne wydanie „Na południe od Brazos” chodzi po Allegro w dość wymagającej cenie. Tekst o „Czułych słówkach” kończę więc apelem: Drodzy Wydawcy! Weźcie się, proszę, za książki Larry’ego – naprawdę jest tu co zaproponować polskiemu czytelnikowi. Byłoby fajnie, gdyby „Czułe słówka” stanowiły zaledwie początek większej, amerykańskiej przygody.

Larry McMurtry, Czułe słówka, tłum. Jolanta Mach, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.

Dorota Jędrzejewska

%d bloggers like this: