Philip K. Dick, Trzy stygmaty Palmera Eldritcha.


Coś, co przybywa z pustymi rękami, nie może być Bogiem, czyli gdzie, u licha, podział się kot?

Jerzy Sosnowski w przedmowie do nowego wydania „Trzech stygmatów Palmera Eldritcha” przytacza wizję, jaka nawiedziła Philipa Dicka w roku 1963 podczas spaceru po polnej drodze gdzieś w okolicy wynajętej chatki, która była mu wówczas domem i pracownią. Wizja przybrała postać twarzy, unoszącej się gdzieś wysoko pod nieboskłonem. Dick wspominał ją później tak: „Była olbrzymia, zapełniała ćwierć nieba. Miała puste szczeliny oczu, była metalowa i okrutna i, co najgorsze, był to Bóg. Pojechałem do mojego kościoła i rozmawiałem z księdzem. Doszedł do wniosku, że miałem widzenie Szatana”. Nie była to ani pierwsza, ani ostatnia wizja Dicka (inspiracją do napisania kilkanaście lat później „VALIS” było różowe światło wysłane przez Boga, poszerzające percepcję i zakres wiedzy pisarza, zaś na współczesną panoramę Kalifornii nałożył mu się obraz starożytnego Rzymu), lecz wnikliwi badacze jego prozy zdają sobie sprawę, że nie był to element autokreacji. Pierwsza połowa lat 60. to okres, w którym życie autora „Ubika” zdominowały narkotyki (pod wszelkimi postaciami) oraz pisanie (w latach 1963-64 napisał aż jedenaście powieści, „Trzy stygmaty…” są najważniejszą z nich). Omawiana powieść była pierwszą, w której tak silnie zarysował się wątek religijny. Tego samego roku Dick zaprosił do współpracy przy „Deus Irae” Rogera Zelaznego, którego również niezmiernie interesowała problematyka chrześcijańska (książka została ukończona dopiero dwanaście lat później). Ambiwalencję Bóg-Szatan, rozumianą zarówno dosłownie, jak i symbolicznie, słusznie wskazuje Sosnowski jako kręgosłup utworu.

"Trzy stygmaty Palmera Eldritcha" w Narodowym Teatrze Starym w Krakowie (reż. Jan Klata)

„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” w Narodowym Teatrze Starym w Krakowie (reż. Jan Klata)

Niemniej ważnym aspektem jest ten, który stanowi stygmat całej twórczości Dicka, a więc opozycja realne-nierealne, a w zasadzie rzeczywistość-urojenie, bo jak niejednokrotnie będzie nas przekonywał Kalifornijczyk, „realne” nie zawsze oznacza „rzeczywiste”. „Trzy stygmaty…” są pod tym kątem najistotniejszą, obok „Ubika”, książką Dicka. W przypadku tego ostatniego do dezorientacji percepcyjnej przykładali rękę ludzie (żyjący, ponieważ „Ubik” równolegle rozwijał teorię czasu połowicznego rozpadu) oraz zjawiska/moce paranormalne.

W „Trzech stygmatach Palmera Eldritcha” mamy tytułową postać, której przypisywać można przymioty mesjańskie, mamy także narkotyki, które stają się urzeczywistnieniem nadchodzącego Zbawienia. Eldritch wprowadza na rynek nowy narkotyk – Chew-Z – w który zaopatruje się podczas tajemniczej podróży międzygwiezdnej. Chew-Z, wywołujący stan perfekcyjnego odrealnienia i przeniesienia do rzeczywistości równoległej, staje się przebojem, wypierając powoli dotychczasowego lidera – Can-D. To ostatnie, w połączeniu z zestawem Perky Pat, pozwalało na iluzję, w esencji której pięknie wyrzeźbione ciała (Pat i Walt – odpowiedniki lalek Barbie i Kena) hasały beztrosko po słonecznej plaży, flirtując, popijając drinki, wymieniając się kochankami. Dla osób przymusowo „oddelegowanych” na marsjańską pustynię (a lokalizowanie na Marsie getta dla kolonizatorów, wysłanych tam z przeludnionej Ziemi z własnej lub przymuszonej woli, charakterystyczne dla ówczesnej fantastyki naukowej, przetrwało szczątkowo w prozie sci-fi do dziś) Can-D było idealnym rozwiązaniem, a z Leo Bolero (jego imię może nawiązywać do Lwa z Apokalipsy), czyniło „biznesmena”, a ściślej: narkotykowego potentata. Pojawienie się Eldritcha krzyżuje mu plany, Leo posyła więc do akcji swojego najpewniejszego zawodnika: konsultanta-prognostyka i jasnowidza w jednym – Barneya Mayersona. Ten ostatni robi w powieści, jak to często w przypadku protagonistów Dicka, za człowieka naszpikowanego własnymi słabościami i niepewną przeszłością, która wlecze się za nim krzywym cieniem.

Trzy-stygmaty-Palmera-Eldritcha-Siudmak-2Kluczowe pytanie, które należy postawić, posiada naturę ontologiczną: czy Zbawiciel pod postacią Palmera Eldritcha jest Mesjaszem, czy Antychrystem? Czy jest istotą, którą można określić za pomocą dyskursu „ludzkiego”, czy też tworem Innego, Niepoznanego, którego istnienie nie oznacza ani Dobra, ani Zła w żadnej ze znanych nam konwencji? Jeśli przyjąć do wiadomości teorię Tomasza z Akwinu, głoszącą, że „zło jest brakiem dobra”, a jednocześnie Eldritch nie jest ani Mesjaszem, ani Antychrystem, to jego postać zacznie dryfować w okolice względnego niebytu, zaś Chew-Z, narkotyk, który oferuje ludziom, stanie się namiastką niebytu absolutnego – czymś czego nie ma, co nie posiada żadnych cech, co nie ma logicznego sensu. Pod koniec książki Anne zwraca się do jasnowidza Barneya słowami: „To, co spotkało Palmera Eldritcha i wniknęło weń, i z czym się zetknęliśmy, przewyższa nas i nie możemy osądzić ani zrozumieć, czego chce i do czego zmierza: pozostaje dla nas tajemnicze i niezrozumiałe. Jednakże wiem, że się mylisz, Barney. Coś, co przybywa z pustymi, otwartymi rękami, nie może być Bogiem”.

W kontekście zarysowanej przeze mnie powyżej hipotezy (jednej z wielu) przytoczę jeszcze myśl, którą w formie żartu pod koniec książki Anne przedstawia Barneyowi.

Trzy-stygmaty-Palmera-Eldritcha-Siudmak-1Dowcip o kocie

Gospodyni wydaje przyjęcie i ma śliczny pięciofuntowy stek leżący na stole w kuchni i czekający na usmażeniem podczas gdy ona gawędzi z gośćmi w salonie… wypija kilka drinków i tak dalej. Później przeprasza gości na chwilę i idzie do kuchni, żeby usmażyć mięso… ale steku nie ma. A w rogu siedzi domowy kot, sennie się oblizując.

– Kot zjadł stek – stwierdził Barney.

Naprawdę? Gospodyni woła gości; spierają się o to. Mięsa nie ma, całych pięciu funtów, a w kuchni siedzi kot wyglądający na zadowolonego i najedzonego. „Zważcie kota” – mówi ktoś. Już trochę wypili i wydaje im się, że to dobry pomysł. Tak więc idą do łazienki i stawiają kota na wadze. Waży dokładnie pięć funtów. Wszyscy to widzą i jeden z gości mówi: „Teraz mamy jasność. Stek jest tu”. Są pewni, że wiedzą, co się stało: mają dowód empiryczny. Później w jednym z nich budzą się wątpliwości i pyta ze zdumieniem: „Ale gdzie się podział kot?”

Powyższy fragment może posłużyć jako pomost pomiędzy trwonieniem kolejnych hipotez filozoficzno-teologiczno-bytowych-etc., a gramaturą nastrojową „Trzech stygmatów…”, w której „odjazdy” głównych bohaterów są jedynie powierzchowną namiastką przedziwności tej powieści. Mamy bowiem do czynienia z płaszczykiem science-fiction, ale zdekonspirowanie ironicznej powłoki przyjdzie z łatwością czytelnikowi nawet pobieżnie zaznajomionemu z twórczością Dicka. Pytanie „O co mu do cholery chodzi?” zacznie się nasuwać, podsycane nie tyle przez egzystencjalne zagadnienia, bo do tych pisarz nas przyzwyczaił, ale przez odrealniony rollercoaster, który kręci szalone kółka, nurzając się w klimacie groteski, czarnego humoru, bezradności, niepokoju, a wreszcie grozy. Czy sens istnienia Boga/Szatana ma jakikolwiek sens? Czy Obcy musi być nam obcy? Czy świadomość świadomości jest lepsza od nieświadomości nieświadomości? Czy życie seksualne w iluzji może wzbudzać zazdrość? Czy godność człowieka jest godna? Czy natura Zła jest naturalna, jeśli Dobro istnieje? A jeśli nie istnieje, to dlaczego wielu z utęsknieniem wyczekuje Mesjasza?

"Trzy stygmaty Palmera Eldritcha" w Narodowym Teatrze Starym w Krakowie (reż. Jan Klata)

„Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” w Narodowym Teatrze Starym w Krakowie (reż. Jan Klata)

„Bóg obiecuje życie wieczne, my je dajemy” – reklamuje narkotyk Chew-Z Palmer Eldritch, obiecując „przeniesienie doskonałe”, czyli takie, którego natury doświadczający go odbiorca nie jest w stanie ocenić (antyteza: iluzja – rzeczywistość równoległa). Ale musi być w tym coś więcej, przecież podobne działanie wywołuje wiele „normalnych” narkotyków znanych od lat człowiekowi. To „coś więcej” jest mianownikiem odjechanych (tego określenia używa sam autor) „Trzech stygmatów Palmera Eldritcha”. Trudno stwierdzić, co akurat brał Dick w chwili, gdy jego umysł tłoczył na papier z szybkością karabinu kolejne akapity tej książki. Równie trudno uwierzyć, że autor będący w kleszczach uzależnienia kierował wówczas do czytelników antynarkotykowe sygnały ostrzegawcze (uczynił to z pewnością dekadę później, w przejmującej powieści „Przez ciemne zwierciadło”). Wynika z tego, że nie do końca o narkotyki tu idzie. W takim razie o co? „Niegdyś oznaką szaleństwa było upieranie się, że ziemia obraca się wokół słońca; dziś wiara, że przeszłość jest niezmienna” – jestem przekonany, że Dick zgodziłby się z Orwellem. A jutro? A pojutrze? Jak będzie pojutrze?

Philip K. Dick, Trzy stygmaty Palmera Eldritcha, przeł. Zbigniew A. Królicki, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012.

 Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji do nowego wydania powieści jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

** Zdjęcia pochodzą ze spektaklu na podstawie książki Philipa K. Dicka pod tym samym tytułem w reżyserii Jana Klaty, którego premiera miała miejsce w Narodowym Starym Teatrze w 2006 roku. Źródło: independent.pl ; więcej zdjęć: Cyfrowe Muzeum .

Philip K. Dick, Valis. Recenzja


Chińska pułapka na palec

Rok 1974 był dla Philipa K. Dicka okresem tajemniczych wizji, mistycznych snów, paranoicznych urojeń. Oślepiło go wtedy rzekomo różowe światło wysłane przez Boga (lub jakąś inną skondensowaną twórczą energię), które poza zmianami w świadomości spowodowało powiększenie zdolności poznawczych i poszerzenie zakresu wiedzy. Jakże zdziwić się musiał któregoś dnia, kiedy okazało się, że zamiast charakterystycznych, zatłoczonych amerykańskich ulic widzi starożytny Rzym nakładający się na obraz Kalifornii lat 70. W tym samym czasie w głowie pisarza rodziły się myśli w języku koine (określenie powszechnej formy języka greckiego, która zastąpiła klasyczny język starogrecki, używana do czasów późnoantycznych – ok. 300 p.n.e. – 300 n.e.). Ponadto ów promień przekazał mu informację o niewykrytej chorobie swojego małego synka – Christophera, która okazała się prawdą. „Twój syn ma nie rozpoznaną prawą przepuklinę pachwinową, która perforowała powłokę brzuszną i przedostała się do moszny” – usłyszał Dick podczas słuchania muzyki.

P.Dick-Valis-2Tak po prawdzie, osobą słyszącą ów przekaz nie był już on sam, tylko Koniolub Grubas – alter ego pisarza i główny bohater „Valisa”. Sam Dick wyjaśnia na kartach powieści pochodzenie tego prostego, choć pozornie dziwacznego pseudonimu: Philip to po grecku philippos („ten, który lubi konie); Dick to z niemieckiego „gruby”. Koniolub Grubas cierpi na depresję, wisi też nad nim mania samobójcza – spowodowana samobójczą śmiercią przyjaciółki Philipa Dicka/Konioluba Grubasa, o której śmierć obwinia się ten ostatni.

„Valis” opiera się na fascynacji Dicka gnozą, która zawładnęła nim w ostatnich latach życia. Zainspirowany gnostycznymi teoriami, starającymi się wyjść poza ramy uznawanych dogmatycznie religijnych porządków, stworzył własną egzegezę: Tractates Criptica Scriptura. Zawarł w niej mieszankę spostrzeżeń i wniosków, wyciągniętych z wnikliwych studiów gnozy, różnych odmian chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, taoizmu, a także wielu prastarych wierzeń (ze staroegipskimi włącznie), połączonych z rozważaniami na temat kondycji psychicznej człowieka, psychologii analitycznej Junga i z dążeniami do absolutnego poznania teologicznego (Koniolub Grubas wyrusza na poszukiwanie kolejnego spośród Szeregu Zbawicieli, do których zaliczają się: Budda, Zaratusztra, Jezus, Abu al-Kasim Muhammad Ibn Haszim, czasami też Mani i Asklepios). Spotykają się tutaj ze sobą „logos będący żywą informacją” (jedną z jego form jest poniekąd VALIS), entelechia Arystotelesa (w jej świetle każdy byt posiada ucelowioną duszę, która nadaje rzeczy jedność), profetyzm, hipostaza Plotyna (jako byt wyemanowany z Absolutu; przykładem z chrześcijaństwa – rozbicie Trójcy Świętej na trzy poszczególne osoby), różne formuły kosmogonii (teorie pochodzenia wszechświata), a sam Wszechświat występuje jako hologram (vide: Apoloniusz z Tiany czy współczesny nam Jean Baudrillard). „Istotą wszechświata jest informacja” – będzie dowodził Dick/Koniolub.

P.Dick-Valis-3Nie bez przyczyny mówi się, że to najbardziej autobiograficzna powieść w dorobku Dicka. Próbą sięgnięcia wgłąb jego psychicznych rozterek w transcendentny sposób, jest prowadzona na kartach „Valisa” polemika pomiędzy samym Dickiem, Koniolubem Grubasem oraz dwójką jego najlepszych przyjaciół. Pisarza osacza większość lęków, o których pobieżnie wiadomo z jego podstawowych danych biograficznych. „Zgodnie z moją diagnozą ma pan blok w tych trzech sferach: lęk, bezradność i niezdolność do działania” – mówi doktor podczas jednej z psychoterapii do Konioluba Grubasa. Na przekór temu wiemy o ponadprzeciętnej płodności pisarskiej Dicka i jego nieziemskiej wyobraźni. Lech Jęczmyk, przytaczając przykład konstrukcji fabularnej „Valisa”, pyta, czy tak może pisać szaleniec? Do tego dojdzie obsesyjne poczucie zagrożenia ze strony Związku Radzieckiego, które znamy choćby z „casusu Lema” (Dick twierdził, że Lem jest propagandą stworzoną przez partię komunistyczną na spółkę z KGB).

Koniolub Grubas zastanawia się, dlaczego Zebra (czyli Bóg, który się kamufluje i ukazuje się tylko w rzadkich objawieniach) nie pomógł jego przyjaciółce? Choroba, ból, niezasłużone cierpienie – skąd się biorą? Od Boga czy z „innego źródła”? Do polemiki na temat braku boskiego zaangażowania w ludzkie problemy włącza się przyjaciel Dicka/Konioluba – Kevin. Ma on doskonale skrojony rodzaj testu, który przeprowadzi na Bogu w Dniu Sądu Ostatecznego. Stanie przed obliczem Najwyższego, dzierżąc w ręku za ogon niczym patelnię, swojego martwego, przejechanego przez samochód kota z zapytaniem „What the fuck?”.

P.Dick-Valis-4

Bo „Valis” to nie tylko rozprawa filozoficzno-psychologiczna, ale intrygująca przygoda – zabawna, wciągająca, ze sporymi momentami ciętego, ironicznego humoru. Polecam z uwagą prześledzić motyw rozbierania na części pierwsze przez bohaterów książki filmowej wersji „Valisa”, z którą to zapoznają się podczas seansu kinowego oraz późniejsze przemówienie 2-letniej Sophii – objawienia, która będzie przekonywać, że „żywym bogiem jest sam człowiek”.

P.Dick-komiksNa koniec próbka intertekstualnego humoru tandemu Philip Dicka/Koniolub Grubas:
„Ryszard Wagner stoi przed bramą do Raju. „Wpuście mnie, powiada. Jestem autorem Parsifala. Jest tam o świętym Graalu, Chrystusie, cierpieniu, litości i uzdrowieniu”. A oni na to: „Wiemy, czytaliśmy i to się nie trzyma kupy”. I TRZASK mu bramę przed nosem. Wagner ma rację i oni mają rację. To kolejna chińska pułapka na palec.”
Philip Dick i Koniolub Grubas w przebłyskach racjonalnego humanistycznego realizmu zdawali sobie sprawę, że zarówno teologia, jak i filozofia pełna jest niewdzięcznych, zdradliwych, chińskich pułapek na palec.

Philip K. Dick, Valis, przeł. Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

** Zainteresowanym zgłębieniem tematu polecam interesującą analizę Marcina Wrony Gnoza i profetyzm w powieści „Valis” Philipa K. Dicka.

%d blogerów lubi to: