Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku. Recenzja.


Punkt oparcia genialnego paranoika

Jak słusznie zauważył Maciej Parowski, o wymowie i znaczeniu „Człowieka z Wysokiego Zamku” najdobitniej świadczy fakt, że zarys fabularny książki znają z grubsza rzecz biorąc wszyscy – nawet ci, którzy jej nie czytali. Wieloletni redaktor naczelny „Fantastyki” wspomina ciężkie czasy lat 80. – okres, kiedy ówczesnej cenzurze nie bardzo po drodze było z Dickowską wizją. Fantastyka miała wtedy ogólnie „pod górkę” – mainstreamowi wydawcy niechętnie angażowali się w prozę spod znaku SF. „Człowiek z Wysokiego Zamku” był jednak zbyt łakomym kąskiem. Po dziewiętnastu latach od amerykańskiej premiery, w 1981 roku SW „Czytelnik” po raz pierwszy poczęstowała Polaków obrazem świata, przy którym nawet ponura peerelowska rzeczywistość nabierała jaśniejszych barw. „Historyczny, polityczny, metafizyczny dyskurs Człowieka z Wysokiego Zamku okazał się kluczem do polskiej przygody z historią w obu odsłonach. Tragicznej i pełnej nadziei” – wywodzi Parowski.

Dick osadził akcję powieści w drugiej połowie XX wieku (dokładnie w 1962 roku), na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Przedstawił nam alternatywną wizję świata, w myśl której to III Rzesza Niemiecka (z pomocą Włoch) wygrała II wojnę światową w Europie i Afryce, a za oceanem Japończycy podbili USA. Światem rządzą państwa osi – bezwzględnie wykorzystują swoją dominację, przewidując dla podbitych państw co najwyżej role uległych wasali.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-mapa (wikipedia.en)

Stany Zjednoczone podzielone są na trzy główne strefy: japońską na Zachodnim Wybrzeżu, niemiecką na Wschodnim Wybrzeżu oraz rozdzielającą je strefę buforową, którą wyznaczają w przybliżeniu Góry Skaliste. Europa prawie w całości zdominowana jest przez III Rzeszę, na wschodzie upadło wielkie mocarstwo rosyjskie, a jego mieszkańcy wespół z innymi Słowianami zostali wygnani daleko za dziki Kaukaz. Japończycy (ukazani jako naród łagodniejszy i bardziej cywilizowany niż Niemcy), którym przypadła w udziale lwia część Ameryki Południowej, „wznoszą w Brazylii siedmiopiętrowe gliniane bloki dla byłych łowców głów”. Afryka – olbrzymia, zdewastowana pustynia, pełna „duchów wymordowanych plemion” – podzielona na dwie strefy okupacyjne (włoską na północnym-wschodzie oraz niemiecką na południu i zachodzie) jest dla nazistów polem do straszliwych eksperymentów. Morze Śródziemne dzięki energii atomowej zostało „zamknięte”, osuszone i przekształcone w pola uprawne. A na dodatek Niemcy kolonizują Marsa, w planach mając podbój całego Układu Słonecznego.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-2Realia alternatywnego świata odkształcają cały wizerunek planety, który my znamy z autopsji, a bohaterowie powieści z tajemniczej książki „Utyje szarańcza” niejakiego Hawthorne’a Abendsena – tytułowego „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Dla nich „alternatywną wizją” jest historia, w której Niemcy i Japonia zostały w czasie wojny pokonane przez aliantów. Abendsen opisuje taki bieg wydarzeń ze wszystkimi jej konsekwencjami, a lektura jego książki na ziemiach rządzonych przez nazistów jest surowo zakazana.

Światem Dicka rządzą zazębione ze sobą społeczno-polityczne mechanizmy. Robert Childan musi kłaniać się w pas każdemu Japończykowi, ale nie może pozwolić sobie zostać przyłapanym na dźwiganiu ciężkiego bagażu – od tego są niewolnicy, kręcący się po okolicy. W przeciwnym razie utraciłby prestiż w oczach „wyższych sfer”. W życiu prywatnym nie ma miejsca na ujawnianie prawdziwych uczuć. Na terenach nazistowskich panuje zaostrzona segregacja rasowa (Żydzi wciąż są eksterminowani), pojawia się też jakże współczesny problem emerytów („w naszym społeczeństwie nie rozwiązaliśmy problemu ludzi starszych”). Amerykański pisarz w przemyślny sposób dokonuje charakterystyki najbardziej wpływowych, najwyższych rangą niemieckich przywódców (str. 131). Ideologia nazistowska w pewnym momencie zostanie określona jako „psychopatyczny feler niemieckiego umysłu”.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-3Istotną rzeczą jest sprawa przedefiniowania wartości kulturalnych w różnych częściach świata. Dla Japończyków najcenniejszymi antykami stają się amerykańskie przedwojenne symbole lub popkulturowe gadżety podbitego kapitalistycznego społeczeństwa (broń z okresu wojny secesyjnej, plakaty, zegarek z Myszką Miki). Dick alegorycznie podkreśla również różnicę pomiędzy zabytkiem a falsyfikatem. Pod pretekstem dylematów na temat komercjalizacji sztuki gani Amerykanów („wytwory amerykańskich rzemieślników nie nadają się na nic lepszego jak wzory tandetnych amuletów”), by w ostatniej chwili słowami Childana przywrócić im resztki godności.

Za pomocą „prostego” skądinąd tricku odwrócenia losów wojny, Dick stworzył absolutny kanon literatury science-fiction. Powieść Philipa K. Dicka nawet kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny czyta się z uczuciem niepokoju. Lekkość opowiadania zastosowana przez Dicka (proste, krótkie zdania, różne punkty widzenia bohaterów, dobrze zawiązane wątki) przeplata się z refleksjami filozoficznymi, metafizycznymi i estetycznymi.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-okladka-USATworząc „Człowieka z Wysokiego Zamku”, pisarz wielokrotnie „radził się” I – cing, Księgi Przemian – kanonicznego dzieła taoizmu i konfucjanizmu. I choć jego paranoiczne widzenie świata skłaniało go ku tezie, że „cokolwiek się zdarzy, zło zawsze zwycięża”, to szlachetni bohaterowie Dicka – buntujący się przeciwko owemu „złu” w najbardziej nawet paskudnym i bolesnym otoczeniu – przeważnie odnajdują bezpieczną drogę ku słusznym decyzjom. To zawsze tworzy jakiś punkt oparcia.

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku, przeł. Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

Philip K. Dick, Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Recenzja.


Przestrzeń na dachu pomiędzy elektryczną owcą a kozą za kilka tysięcy dolarów

Twórczość Philipa K. Dicka jest zgoła niesamowitym połączeniem klasycznej prozy z fantastyką, rozważaniami teologicznymi w psychodelicznym klimacie, oniryzmu, futurologii i gnozy. Kalifornijczyk w sposób mistrzowski opisywał losy bohaterów, borykających się z własnymi lękami, problemami, niepewnością w stosunku do dogmatów. Mainstream lat 60. odrzucał go od razu, bo pisał pod niepopularnym w gruncie rzeczy wówczas szyldem „science fiction”. Literatura Dicka nie była promowana, uznawano ją za zbyt ambitną, niejasną, trudną i mało komunikatywną. Dziś jest zupełnie inaczej.

Blade-Runner-1„Czy androidy marzą o elektrycznych owcach” znane jest bardziej pod tytułem filmowym, jako „Blade runner”. W moim przekonaniu najbardziej odpowiednie tłumaczenie tytułu brzmiałoby „Biegnąc po krawędzi” [w tym miejscu pozwolę sobie na odrobinę prywaty i pozdrowienia dla Neona].
Głównym bohaterem utworu jest Rick Deckard, pracujący na zlecenie rządu zabójca androidów, które wymknęły się spod kontroli korporacyjnemu twórcy. Przekonany o słuszności sprawy ma zlikwidować sześć najnowszych modeli Nexusa 6, bardzo trudnego do odróżnienia od człowieka. W trakcie tego procesu pojawia się cień wątpliwości; Deckard zastanawia się, w jakim stopniu on sam zaczyna przypominać bezduszną maszynę.

Empatia vs inteligencja

Dla stwierdzenia „tożsamości” androida, a więc upewnienia się, że eliminuje rzeczywiście maszynę, Deckard stosuje tzw. test Voigta-Kampffa. Ma on sprawdzić u badanego naturalne odruchy empatyczne. Przedstawia mu się jakąś z pozoru banalną scenę, by w odpowiednim momencie zadać podchwytliwe, „emocjonalne” pytanie. Propagatorom testu wydaje on się niezawodny – coś na wzór współczesnych testów DNA. Z kolei niewielkie zaludnienie na planecie (w filmie jest ona przeludniona) powoduje, że każdy prędzej czy później natknie się na kontrolę, bądź zostanie schwytany przez policyjną obławę.

Blade-Runner-2Pojawia się przy okazji problem fałszywej tożsamości – otóż nie każdy android ma świadomość tego, kim naprawdę jest. Żyją w społeczeństwie, pracują, pełnią funkcje na wysokich stanowiskach. Do likwidacji przeznaczone są tylko te, które uciekły z Marsa, gdzie miały służyć ludzkim emigrantom. Zbuntowały się, więc zostały skazane na śmierć. Wiele z nich posiada nieprzeciętną inteligencję, która utrudnia czasem zaakceptowanie prawdy.

Łowca, android i koza

Zawód łowcy nie jest łatwym kawałkiem chleba. Władze urządziły wszystko tak, by jego pensja była niska, a motywacją do efektownej pracy stała się ekstrapremia za eksterminację zbuntowanych maszyn. W dodatku praca jest niewdzięczna i niebezpieczna.

Jednak wykreowane przez Dicka androidy wcale nie stoją na całkiem przeciwnym biegunie. Nie są biednymi, sympatycznymi istotami, którym bylibyśmy winni współczucie. Niektóre z nich są cyniczne, przebiegłe, a nawet na wskroś bezlitosne. Walcząc o przetrwanie, posuwają się do bardzo „ludzkich” technik – blefują, manipulują i oszukują. Są w stanie znęcać się nad żywym pająkiem, wyrywając mu jedna po drugiej nóżki. Stworzone przez człowieka, nie mogą się przecież od niego diametralnie różnić.

Blade-Runner-city

Symboliczną rolę odgrywają u Dicka zwierzęta – opieka nad nimi przydaje ludziom w zdegradowanym świecie humanistycznego wymiaru. „To, że masz dwa konie, a ja nie mam żadnego, podważa fundamenty teologicznej i moralnej struktury merceryzmu” – wyrzuci z goryczą Rick swojemu sąsiadowi. Dlatego elektryczna owca na dachu Deckarda ma zostać zamieniona na całkiem żywą kozę, na którą łowca przeznaczy gratyfikację za zlikwidowanie „andków” (zdrobnienie występujące w powieści ma rzecz jasna charakter szyderczy, a nie pieszczotliwy). Jeden „andek” = tysiąc dolarów. To całkiem sporo, biorąc pod uwagę inflację z kilku dekad.

„Blade Runner” a cyberpunk

Czynnikiem decydującym o tym, że „Blade runnerowi” przypięto łatkę „cyberpunku” był niewątpliwie film Ridleya Scotta z roku 1982. Obraz popularny wśród publiczności SF zdobył sobie także uznanie masowego odbiorcy, głównie ze względu na komercyjne walory. Świetne role Daryl Hannah, Harissona Forda i Rutgera Hauera, niesamowicie klimatyczny świat, znakomite efekty specjalne oraz subtelna muzyka Vangelisa sprawiły, że obraz Scotta odniósł kinowy sukces. Warto przy tym zaznaczyć, że reżyser nadał obrazowi nowe cechy i zupełnie zmienione odautorskie zakończenie, nie gubiąc jednocześnie konwencji ani przesłania utworu – wręcz przeciwnie, nadał mu nową głębię, momentami jeszcze bardziej wnikając w zawartą w dziele filozofię.

Zarówno w książce i w filmie brak jest kluczowego dla nurtu cyberpunkowego atrybutu, jakim jest sieć. Mamy za to dekadencką wizję postapokaliptycznego świata, miasta rządzone przez korporacje, zaawansowane technologie i wszczepy oraz motyw krawędzi. To z grubsza rzecz biorąc, te cechy zadecydowały o „zaadoptowaniu” „Blade runnera” jako dzieło cyberpunkowe.

Słupy graniczne człowieczeństwa

Philip K. Dick jest jednym z legionu ludzi, którzy pytali i wciąż pytają: czym jest człowieczeństwo? Gdzie przebiega jej granica i co znajduje się poza słupami granicznymi? Czy hodowanie na dachu elektrycznej owcy lub dokarmianie kozy, przy jednoczesnym bezlitosnym eksterminowaniu istot okazujących zbliżone do ludzkich emocje, daje prawo do obsadzenia siebie po właściwej stronie barykady? Czymże jest rzeczywistość, religia i jej bogowie (motyw „merceryzmu” w powieści)?

Widziałem niedawno w telewizji człowieka, który zaprowadził na tory kolejowe swojego psa, by pędzący pociąg zrobił z niego miazgę. Pies był temu człowiekowi wierny i ufny, więc nie uciekał. Takich ludzi jest wielu i z tego, co mi wiadomo – nie są ani androidami, ani łowcami. Nie wiem, kim są, ale daję głowę, że i Dick by nie wiedział, choć karty swoich powieści udostępniał najróżniejszym wybrykom natury. Wydaje mi się, że krawędź coraz bardziej się zwęża i w niedługim czasie nie sposób będzie po niej biegnąć.

Philip K. Dick, Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, przełożył Sławomir Kędzierski, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

** Kadr i scena filmowa pochodzą z filmu Ridleya Scotta Blade Runner (1982).

%d blogerów lubi to: