Roberto Bolaño, Rozmowy telefoniczne. Recenzja.


Rozmowy-telefoniczne-okladkaOpowieść czy opowiadający?

(…) zawsze istnieje ryzyko, że trafi się na tego samego jurora, dziwaczny zawód, w Hiszpanii wykonywany uparcie przez całą plejadę pomniejszych pisarzy, poetów czy autorów nagrodzonych podczas wcześniejszych edycji. Światek literacki jest straszny, prócz tego, że śmieszny (…)
(Sensini)

W głębi serca Leprince zaakceptował w końcu swoją pozycję złego pisarza, ale pojął też i pogodził się z tym, że dobrzy pisarze potrzebują złych pisarzy, choćby nawet tylko jako czytelników albo giermków.
(Henri Simon Leprince)

I dlatego ja uważam, że ten kraj zszedł na psy już dawno, że my, którzy tu jesteśmy, zostaliśmy, żeby dręczyły nas te koszmary tylko dlatego, że ktoś musiał zostać i zmierzyć się z nimi.
(Detektyw)

Zbiór czternastu opowiadań pt. „Rozmowy telefoniczne” Roberto Bolaño otwiera mottem Czechowa: „Któż lepiej zrozumie mój strach niż pan?”, jednak i bez niego większość literackich fascynacji Chilijczyka, „rozgrywanych” pod nosem czytelnika, jest nietrudna do rozszyfrowania. Pisarz Sensini nadaje synowi imię zainspirowane „Przemianą” Kafki (Gregorio), a na stronach następnego opowiadania pojawia się „spalony rękopis” Bułhakowa oraz zacytowana powyżej „teza o dobrych i złych pisarzach”. Podobnych nawiązań jest wprawdzie o wiele więcej, lecz wcale nie stanowią one fundamentu serii krótkich utworów Bolaño. Autor ma bowiem bzika na punkcie „wymyślania wymyślonych pisarzy”, wrzucania ich do mniej lub bardziej realnych światów, mieszania przeszłości z fikcją i rzeczywistości z przyszłością. Ta obsesyjność bardzo kręci.

Fot. Hydro Electric Commission

Fot. Hydro Electric Commission

Mamy tu przebogate scenerie (Katalonia, Meksyk, Moskwa, przedmieścia, miasteczka i miasta) oraz całą plejadę bohaterów (pisarzy, żołnierzy, detektywów, gwiazdę porno, policjantów i kilku innych „frików”), których Bolaño podgląda, rzeźbi, nagina, rozciąga w czasie, zaglądając w mroczne zakamarki ich umysłów i dusz (wszak „wszyscy nimi jesteśmy”). Autor „Dzikich detektywów” swoim zwyczajem podróżuje do światów opartych na niespełnionych obietnicach i groźbach, strachach i lękach, marzeniach i koszmarach, a także wydłużających się w nieskończoność oczekiwaniach. Wprowadza czytelnika w kulisy pełnej napięcia gry, którą czasem z premedytacją przedwcześnie kończy, roztrzaskując los bohaterów o skały marnej egzystencji w niemożliwej do odkształcenia rzeczywistości. „Rozmowy telefoniczne” to nade wszystko hołd złożony niespełnieniu – w codziennym życiu, w pracy, w literaturze, w miłości, to wniknięcie w krainę wyobcowania i obsesji, których rozpaczliwe próby tłumienia prowadzą zazwyczaj do kolejnych paranoi.

„B coś jednak wyczuwa w słowach A, jakiś ukryty przekaz między wierszami, jakby sławny pisarz mówił mu: Nie myśl sobie, że mnie nabrałeś, wiem, że zostałem tu opisany, wiem, że zażartowałeś sobie ze mnie” – czytamy w „Literackiej przygodzie”. A napisał książkę, w której sparodiował cechy B – innego pisarza, którego A uważa za pretensjonalnego, pomimo jego popularności (a może właśnie przez wzgląd na nią). Między A i B związuje się psychologiczna rozgrywka, choć równie dobrze możemy mieć do czynienia z urojeniami.

W polowaniu na ukryte sensy, symbole, metafory czy nawiązania łatwo się zagubić i zapomnieć o samych historiach. Chilijski pisarz traktuje je zazwyczaj jako alibi, lecz nierzadko są one arcyciekawe: obyczajowe, sensacyjne, romantyczne, patetyczne, dramatyczne. Ich streszczanie tutaj nie miałoby sensu o tyle, że stanowią one pewnego rodzaju całość, spoiwa której powinien spróbować odszukać każdy czytelnik z osobna. Zbiór podzielony jest na trzy części: „Rozmowy telefoniczne”, gdzie bohaterami są literaci; „Detektywi”, gdzie autor skupia się na samej potrzebie opowiadania, nawiązując przy tym do swojego głośnego dzieła; oraz „Życie Anne Moore”, gdzie główne skrzypce grają postacie kobiet.

Fot. quarterlyconversation.com

Fot. quarterlyconversation.com

Znamienna dla twórczości pisarza zmienność stylów i form, intertekstualność, konfabulacja i gawędziarstwo w najdroższym literackim garniturze nie pozwalają przy tym zapomnieć, że Bolaño do pewnego stopnia się uzewnętrznia. Częsta interakcja z narratorem pogłębia to wrażenie, ale nie można bezwarunkowo mu ulegać, ponieważ często bywa ono mylne. Autor „2666” nierzadko skupia się bowiem na istocie samego artyzmu, aktu tworzenia, na zmianę hołdując mu i zarzucając sztuce, że ta nie spełnia swej roli. „(…) na jego twarzy gościł uśmiech, który głosił: jestem już dorosły, zrozumiałem, że można cieszyć się sztuką, nie robiąc z siebie błazna, nie trzeba pisać ani cierpieć”. To dobra puenta do opowiadań Bolaño, ponieważ jednych tchem czytamy tu o uśmiechu i cierpieniu, o błazeństwie i sztuce.

Roberto Bolaño, Rozmowy telefoniczne, przeł. Tomasz Pindel, MUZA SA, Warszawa 2013.

Rafał Niemczyk

Roberto Bolaño, Literatura faszystowska w obu Amerykach. Recenzja


Zajączek Borgesa

Świetną reklamą dla wydanej w 1996 roku książki Roberto Bolaño jest fragment recenzji opublikowanej w Polityce, w której autor stwierdza z przekonaniem, że „Literaturą faszystowską zachwycił się guru południowoamerykańskiej literatury Jorge Luis Borges. Trudno się dziwić, bo to pozycja, którą Argentyńczyk sam mógłby stworzyć”. Chodzi o urywek rzekomego listu J.L. Borgesa do Italo Calvino z listopada 1996 roku, zamieszczonego na okładce książki, w którym Borges chwali dzieło Bolaño. „Doskonała książka – głosi cytat. Mam nieodparte wrażenie, że ten młody Chilijczyk może zajść daleko”. Wszystko by się zgadzało, gdyby nie smutny skądinąd fakt, że zarówno Argentyńczyka Borgesa, jak i urodzonego na Kubie Italo Calvino, w 1996 roku od przeszło dekady nie było już pośród żywych.

Przewrotny żart tłumacza (a może wydawcy), w którego sidła da się jeszcze zapewne złapać niejeden czytelnik, jest doskonałym i celnym wprowadzeniem do utworu, podobnie zresztą jak motto zaczerpnięte od Augusto Monterroso.

„Literatura faszystowska w obu Amerykach” to apokryf, metaliteracki słownik, będący kompendium wiedzy na temat amerykańskich, a w szczególności iberoamerykańskich pisarzy, których życie w taki czy inny sposób zostało naznaczone przez ideologie faszystowskie. W tym miejscu ważna uwaga dla czytelników, których mogłoby odrzucić ta zapowiedź: kwintesencji faszyzmu w książce jest niewiele, a poszczególne epizody przyprawione są wyśmienitym humorem, kpiną, ironią i literackim „jajem”.

Książka składa się z trzydziestu notek biograficznych fikcyjnych współczesnych pisarzy, z których Bolaño na nowo buduje literackie uniwersum obu Ameryk. Urodziny najstarszych omawianych literatów przypadają na koniec XIX wieku, zaś najdłużej z nich „żyje” niejaki Willy Schörholz, który umiera gdzieś pod równikiem w Kampali (stolicy Ugandy) w roku 2029. Żeby zabawa z czytelnikiem stała się jeszcze ciekawsza i owocniejsza, a zasady gry bardziej pokręcone, Chilijczyk dodaje do tego wybornego bigosu grzyby w postaci rzeczywistych pisarzy.

W poszczególne biografie mamy więc wplecione nazwiska klasyków Hemingwaya, Faulknera, Capotego czy Fitzgeralda; homoseksualisty Ginsberga; mistrzów science-fiction (Dicka,  Heinleina); Normana Spinrada, który swego czasu pisał o podobieństwach alter ego Vonneguta, Kilgore’a Trouta, do Theodore’a Sturgeona, a także samego Borgesa (który był wszakże jednym z guru Roberto Bolaño) oraz kilku innych.

Roberto-Bolano-at-Paula-ChicoNa drodze czytelnika stanie również gromada działaczy politycznych o różnych poglądach, z których Bolaño kpi, wyrzucając im brak wyobraźni, manipulowanie wydarzeniami historycznymi, ograniczanie wolności obywatelskiej i hamowanie rozwoju własnych krajów. Autor „Dzikich detektywów” odczuł smród polityki na własnej skórze – aresztowany jako sprzymierzeniec lewicowego ruchu tuż po przewrocie dokonanym przez generała Pinocheta, którego konsekwencją było obalenie i samobójstwo prezydenta Salvadora Allende.

Każda biografia to stylowa short-story, a większość z nich można potraktować jako odrębne opowiadania. Dodatkowo losy bohaterów w wielu miejscach krzyżują się, sprawiając, że zamknięty w książce fikcyjny świat staje się odrębnym bytem. Uzupełnieniem jest cała masa fikcyjnych dzieł, wydawnictw i organizacji.

Pisarze prezentowani przez Bolaño budzą skrajne uczucia – od szczerej sympatii tudzież politowania, poprzez nutkę żalu i zdziwienia, aż do skrajnej niechęci i obrzydzenia. Nawet najgorsze typy są jednak przez chilijskiego pisarza opisywane ze swadą, naturalnym luzem, stylem stanowiącym połączenie języka świetnego gawędziarza z wiedzą erudyty i poczuciem humoru hipisa-intelektualisty.

To zagubieni i samotni ludzie o poszarpanej psychice. Poszukują szczęścia, nurzając się w utopijnych ideologiach, makietach nowego świata, a także w literaturze (głównie we własnych dziełach). Wielu z nich z surową konsekwencją odwołuje się do utartych formułek, propagujących faszyzm jako jedyną słuszną obronę przed komunizmem. Bolaño jest świadomy nieuchronnej syntezy literatury z polityką, co szczególnie mocno można było zaobserwować w XX wieku na jego kontynencie.

Jorge-Luis-BorgesW „Literaturze faszystowskiej…” poznamy szereg niepospolitych psychopatów: megalomanów przekonanych o mesjańskiej misji, do której zostali wyznaczeni; grupę poetów przeklętych; fantastów snujących wizje o Czwartej Rzeszy w Kosmosie; wirtuoza plagiatów podpisującego się własnym nazwiskiem pod przeróbkami literatury masajskiej, francuskiej i négritude; fanatyka piłkarskiej drużyny Boca Juniors, a jednocześnie przywódcę klubu kibica, mentora tychże kibiców i wrażliwego poety; wreszcie seryjnego mordercę, który zabija ludzi, by uwiecznić ich zwłoki w serii artystycznych fotografii (tropiąc go, emerytowany detektyw Abel Romero korzysta z literackiej intuicji samego Bolaño).

Wspomniany wcześniej Willy Schörholz jest autorem kilkutomowej sagi pt. „Geometria”, w obrębie której „przedstawia niekończącą się liczbę wariantów ogrodzenia z drutu kolczastego na białym tle”.

Franz Zwickau, urodzony w Wenezueli syn niemieckich emigrantów, jest autorem wiersza „Dialog z Hermanem Göringiem w Piekle”, w którym „poeta dosiadający czarnego motoru z pierwszych sonetów przyjeżdża na opuszczony aerodrom na wenezuelskim wybrzeżu, w miejscowości pod Maracaibo zwanej Infierno, czyli Piekło, i spotyka tam cień marszałka Rzeszy, z którym rozmawia na różne tematy: lotnictwo, zawrót głowy, los, opuszczone domy, odwaga, sprawiedliwość, śmierć”.

Urodzony w Brazylii Amado Couto tworzy postać detektywa Paulinho, który bywa „kościotrupem palącym na korytarzu i słuchającym odległych krzyków”. W drugiej powieści „Paulinho niemal już cały dzień jest kościotrupem. Jego klienci też są kościotrupami”, zaś w trzeciej „główne miasta w Brazylii jawią się jako wielkie szkielety, a małe miasteczka jako szkielety drobne, dziecięce, a czasami nawet słowa zmieniają się w kości”.

Ignacio Zubieta, autor tomiku „Krzyż z kwiatów”, daje się poznać jako jedyny Kolumbijczyk odznaczony za swoje zasługi Żelaznym Krzyżem.

„Literatura faszystowska w obu Amerykach” to dzieło błyskotliwe, przykuwające rozmachem wyobraźni autora i chilijskim wachlarzem abstrakcyjnych pomysłów. To książka brawurowo napisana, przednia zabawa z zakamuflowanymi w meandrach treści rozważaniami na temat roli literatury i sztuki. To zajączek – ruchome odbicie światła rzucone przez zwierciadło Borgesa, który zasiadając dziś do rozmowy już przy jednym stole z Bolaño, może wygłosić nie spreparowane już, a rzeczywiste słowa pochwały: „Felicitaciones, amigo!”

Roberto Bolaño, Literatura faszystowska w obu Amerykach, przeł. Tomasz Pindel, Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2012.

 Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: